Playoffowy Fast Break: Pojedynek Casey-Kidd z Giannisem w roli głównej, gdzie się podziała Celtic Pride?

Często mówi się, że drużyna, która posiada najlepszego gracza na parkiecie zwykle wygrywa całą serię. Najciekawszymi z playoffowych starć są chyba te, w których drużyna teoretycznie będąca faworytem wcale nie ma najlepszego gracza na boisku. I przykładem takiej rywalizacji jest pojedynek Toronto Raptors z Milwaukee Bucks.

Giannis Antetokounmpo był fantastyczny w meczu numer jeden, zaliczając 28 punktów i trafiając 13 z 18 rzutów z gry. Zmatchupowany przeciwko Serge’owi Ibace robił co chciał po atakowanej stronie parkietu, mijał o krok zbyt wolnego Kongijczyka oraz świetnie biegał zaraz po zbiórce zdobywając punkty z transition. Był także głównym pomagającym w defensywie, choć trzeba przyznać, że był w obronie świetny mecz zagrał w swoich 15 minutach playoffowego debiutu Thon Maker. Świetnie utrzymywał się na nogach, broniąc w pick and rollu wejścia pod kosz Kyle’a Lowry’ego i DeMara DeRozana, zaliczył trzy bloki i był siłą pod koszem. W Game 2 radził sobie nieco gorzej, przez co więcej pracy w pomocy w obronie miał Giannis.

Antetokounmpo musiał także stawić czoła usprawnieniu Dwane’a Caseya, który zauważył, że przeciwko Grekowi nie tyle ważne jest wyeliminowanie jego przewagi wzrostu, co mobilności i zwrotności. Dlatego też od drugiej połowy Game 1 wystawił na niego DeMarre Carrolla (Ibaka „schowany” na Tonym Snellu), a w innych minutach krył go P.J. Tucker i zaczęło to pracować w Game 2. Raptors zaczęli szybciej wracać do obrony, eliminując półkontrataki Bucks, przechodzili Antkowi pod zasłoną zamykając mu drogę do paint i kiedy kilka razy nie trafił trudnych rzutów z okolic obręczy, praktycznie zrezygnował z dalszych prób atakowania pomalowanego i stał się jump-shooterem z mid-range. Zmiana krycia weszła mu do głowy i nawet kiedy Casey wystawił na niego wolniejszego Patricka Pattersona, to dalej nie był agresywny.

Tutaj na pomoc przyszedł najpierw Khris Middleton – grając w izolacjach, wykorzystując zmiany krycia i trafiając rzuty, które trzymały Bucks w grze – oraz Jason Kidd. Trener Kozłów widząc co się dzieje w crunchtime, dał Antetokounmpo dwa typy posiadań, w których także się sprawdził – w akcjach tyłem do kosza (krył go Tucker, zdecydowana przewaga wzrostu Giannisa) oraz jako zawodnik bez piłki w pick and rollach z Matthew Dellavedovą (Delly’ego krył DeRozan i straszliwie gubił się na tych zasłonach). To pozwoliło Antkowi się odblokować, a Bucks walczyć do samego końca i prawie urwać wygraną.

Nie pozwolił jednak na to Lowry, który po fatalnym Game 1, w którym przegrał bezpośredni match-up z Malcolmem Brogdonem w drugim zaczął trafiać swoje pull-up trójki po zasłonach, atakować hedge’ującą ostro obronę Bucks i kończyć spod obręczy, zwieńczając całe spotkanie daggerem nad młodym Brogdonem. Defensywa Kozłów w drugim meczu serii bardzo mocno pomagała przy każdym wejściu pod kosz Lowry’ego/DeRozana/Cory’ego Josepha i przy dużo lepszym niż w pierwszym starciu ball-movemencie Raptors udało im się wstrzelić zza łuku, trafiając 14 trójek (4 Ibaki, 3 Josepha). DeRozan musiał się mierzyć wręcz z podwojeniami po zasłonach i tu także powodziło mu się lepiej w Game 2 niż w Game 1 – w meczu numer dwa oddawał piłkę praktycznie przed dotarciem do niego drugiego obrońcy, przez co Raptors otworzyli dużo pozycji zza łuku.

Niesamowicie ciekawie zapowiadają się kolejne starcia w tej serii, bo na każde usprawnienie jednej drużyny szybko reaguje trener rywali. Możemy mieć przed sobą potencjalnie siedmiomeczowy pojedynek, bowiem nie widać tu wyraźnej przewagi żadnego z zespołów.


Oglądając spotkania numer jeden oraz numer dwa w serii zespołów numer jeden i osiem na Wschodzie przyszły mi do głowy dwie myśli: czy oni wiedzą, że play-offy już się zaczęły?, a zaraz później: może byście z łaski swojej przyszli do gry, hę?

Od razu też powiem, że cokolwiek tu napiszę nie będzie tyczyło się Isaiaha Thomasa. Chyba wszyscy współczujemy gwiazdorowi Boston Celtics. Nie powiem, że to niesamowity pech, bo na takie tragedie nigdy nie ma dobrej pory, natomiast obciążenie psychiczne, na którym gra obecnie Thomas nie może równać się z żadnym innym. W Game 1 pomimo 33 punktów oddał tylko 18 rzutów, czasem rezygnując z takich, jakie normalnie by oddawał i popełnił 6 strat, a w meczu numer dwa był podwajany na zasłonach i oddał tylko 15 rzutów (20 punktów, 5 strat), choć dobrze oddawał piłkę do rollujących wysokich (2 asysty tylko dlatego, że ci wysocy oddawali ją jeszcze na obwód na rzuty za trzy punkty). To nie ma jednak żadnego znaczenia – w tej sytuacji uzasadniona byłaby nawet absencja Thomasa w tych meczach, a za sam fakt, że zdecydował się zagrać osobiście go bardzo podziwiam.

Nieuzasadnione jest jednak to, co wyprawiali inni gracze Bostonu – może poza Marcusem Smartem, u którego widać pasję i zaangażowanie w każdym spotkaniu oraz Averym Bradleyem. Chodzi właśnie o ten effort, o te cechy charakteru, których oczekujemy po graczach walczących w playoffach, szczególnie na własnym parkiecie. Oba mecze Celtics komentował w stacji TNT Kevin McHale i zastanowiłem się, czy on też pomyślał w tym momencie o słynnej Celtic Pride, która była symbolem drużyn Billa Russella i Larry’ego Birda, a w tych dwóch spotkaniach została wręcz zmieszana z błotem. Nie tyle przez graczy Chicago Bulls, co przez tych niefizycznych i niewalczących podopiecznych trenera, który w swoich pierwszych dwunastu meczach playoffowych zaliczył bilans 2-10.

To, że Celtics mogą mieć problemy na bronionej desce wiedzieliśmy już dawno, ale co najmniej połowa z tych ofensywnych zbiórek Bulls to wynik braku zaangażowania i koncentracji przy zastawianiu we własnym pomalowanym. To przez to Robin Lopez rozhulał się tak bardzo, że w Game 2 oprócz łatwych putbacków zaczął także rzucać i trafiać rzuty z mid-range niczym drugie wcielenie LaMarcusa Aldridge’a. Również w meczu numer dwa uderzająca była przewaga Bulls w szybkiej grze w transition-offense, w której trójka Rondo-Butler-Wade (ten 56-letni Dwyane Wade) miała przed sobą jednego obrońcę co kończyło się łatwymi punktami. Nie wracał Al Horford, nie wracał Jae Crowder, nie wracał Amir Johnson.

Tu słowa uznania także dla samych Byków. Rajon Rondo wygląda jak Rajon Rondo sprzed kontuzji, przyspieszając tempo gry, ogrywając Isaiaha Thomasa w penetracjach i świetnie rozrzucając piłkę, szczególnie własnie w transition. Jimmy Butler gra tak, jak na lidera przystało, a Dwyane Wade choć przez większość spotkania jest graczem minusowym (Avery Bradley zdecydowanie wygrywa ten matchup) to w crunchtime cały czas potrafi trafić tzw. trójkę z dupy, bądź rzucić pull-upa in-your-face. Do tego postawa rezerwowych – Bobby Portis i Paul Zipser ośmieszali Celtics w minutach, w których teoretycznie Boston powinien mieć największą przewagę.

To wygląda jak mental-breakdown w wykonaniu Celtics i nie wiem, co jest jego przyczyną. Czy tragedia Thomasa, czy presja związana z byciem najlepszą drużyną Wschodu w sezonie regularnym, czy rozprężenie po rundzie zasadniczej – to jest w tym momencie nieważne i szczerze mówiąc niespecjalnie interesujące. Boston potrzebuje zmiany nastawienia teraz, zaraz i jeśli to nie nastąpi, to za kilka dni Byki będą odpoczywać czekając na swojego rywala w półfinale konferencji.

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

19 komentarzy

  1. Maniek napisał(a):

    świetnie się to czyta :) good job, i like it :)

    • Shaqilla napisał(a):

      poważnie? świetnie czyta się takie językowe potworki jak: „zamykając mu drogę do paint”???
      merytorycznie b. fajnie ale jak widzę takie kaleczenie języka to mnie muli. przecież jest wiele określeń po polsku tego painta – trumna, pole 3 sekund lub w ostateczności pomalowane.

    • mrph napisał(a):

      Zmatchupowany, jump-shooter z mid-range, pull-up trójki, hedge’ująca obrona, effort, pull-up in your face, mental-breakdown… jako osobę, która stara się szanować język polski, boli mnie to, ale Paweł już chyba ma taki style :)

      Merytoryka natomiast, jak zwykle na wysokim poziomie.

    • Maniek napisał(a):

      @Shaqilla
      wybacz co teraz napiszę ale czepiasz się bezsensu – jak widać na końcu umiesz zrozumieć całość/sens/przekaz informacji więc co w tym złego – w artykule chodzi o przekaz i merytoryczne treści i to jest najważniejsze i nie musiałem jakoś wyszukiwać znaczeń bo całość jest zrozumiała, jak i dla Ciebie :) peace :)

    • mrph napisał(a):

      @Maniek
      Widzę, że dzisiaj mamy dzień odmiennego zdania i dyskusji, ale może to wcale nie jest takie złe? :)

      Co do Twojego argumentu… kiedyś przeprowadzono takie badanie: ułożono kilka zdań, w których wyrazy miały „na swoim miejscu” pierwszą i ostatnią literę, a reszta była poprzestawiana. Okazało się, że pomimo takiego zabiegu, czytelnik był w stanie zrozumieć całość/sens/przekaz informacji. Po co więc pisać poprawnie, skoro możemy od razu tak:

      Zdognie z nanjwoymszi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch uweniretasytch nie ma zenacznia kojnoleść ltier przy zpiasie dengao sołwa.

      :)

    • Maniek napisał(a):

      @mprh
      ludzie myślący zawsze będą się spierali na argumenty :) i tj dobre :) znam te badania i tak… bez problemu odczytałem ostatnie zdanie :) jednak nie o to mi chodziło :) ja osobiście nie mam problemu z tym jak ktokolwiek nie tyle że używa zapożyczeń co wprost używa określeń z innego języka… nie boli mych oczu jeśli ktoś również spolszcza słowa… ale rozumiem i sam mam takich przyjaciół których to bardzo razi :) ostatnio przy piwie poszło o spoiler ale nie w aucie/samolocie a ten filmowo/książkowy :P

    • mrph napisał(a):

      @Maniek
      O gustach się nie dyskutuje, każdy ma własne preferencje i ich nie zmieni, ale…
      Dotykamy problemu, który wciąż jeszcze jest mało znaczący, ale w przyszłości może stać się kwestią o ogromnym znaczeniu – wraz z rozwojem mediów społecznościowych, komunikacji w sieci, język ulega uproszczeniu, m.in. poprzez korzystanie z wielu zapożyczeń, kalek językowych, spolszczeń i wielu podobnych zabiegów. Już teraz w nadmiarze (a więc i często niepoprawnie) korzystamy z takich słów jak choćby „hejt”.
      Do języka polskiego mam ogromny szacunek, bo jest nie tylko piękny ale i niezwykle bogaty. Dlatego jestem przeciwnikiem używania zwrotów będących zapożyczeniami, gdy można je równie prosto zastąpić słowami polskimi, a w przypadku wyżej wymienionych przykładów w większości jest to możliwe. Inne podejście natomiast mam do słów, których zastąpienie jest co najmniej trudne, jak przykładowo pick and roll – w takich przypadkach użycie uznaję za uzasadnione.

      Wychodzę z założenia, że jeśli możemy dbać o język, róbmy to. Być może dzięki nam kolejne pokolenia nie zapomną o bogactwie językowym, jakie otrzymaliśmy od pokolenia starszego. Wiem, że może to brzmieć górnolotnie i patetycznie, ale warto opiekować się i przekazywać dziedzictwo, do którego zalicza się również język ojczysty. Może się okazać, że za 100 czy 150 lat ludzie będą mówić i pisać kompletnie już dla nas niezrozumiale.

      PS. Spoiler uznaję jako jedno z tych słów, które trudno jest zastąpić polskim odpowiednikiem, dlatego staję po stronie zapożyczenia :)

    • Maniek napisał(a):

      @mrph
      jak bardzo odeszliśmy od tematu nba na stronie poświęconej tej lidze :)
      Pełna zgoda że powinniśmy dbać o język :) choć mi osobiście wydaje się że nie unikniemy kolejnych zapożyczeń, spolszczeń „idealnie po linii prostej”… z jednej strony tak po prostu przez to że jesteśmy coraz bardziej leniwi, choć czasem jak w przypadku słowa ‚spoiler’ w języku polskim musielibyśmy użyć 3-4 słów zamiast tego jednego zapożyczonego ale to nadal prowadzi nas wprost do wniosku o lenistwie/wygodzie. Czasami też są słowa z języka angielskiego (który podobno ma kilkukrotnie więcej słów niż nasz ojczysty język) które nie mają w języku polskim odpowiednika w proporcji 1:1 (chociażby wspomniane słowo spoiler, pick’n’roll). Rozumiem stanowisko o obronie/pielęgnacji ojczystego języka ale wydaje mi się że z roku na rok będzie coraz ciężej i ma to też odniesienie nie tylko do wszelkiego rodzaju zapożyczeń ale przecież za niedługo w słowniku języka polskiego zaczną obowiązywać jako poprawne (jeśli już nie obowiązują) słowa: ‚poszłem’, ‚włanczam’, ‚fajnie’ (już od kilku lat), ‚dżewo’, itp. (albo etc. bo to też już obowiązuje…) – i znów ten sam wniosek o wygodzie/przyzwoleniu innych.
      Może to właśnie wina takiego podejścia jak moje, że gdy czytam tekst jak ten felieton Pawła to mi osobiście takie zapożyczenia nie przeszkadzają… może dlatego że czytam to na stronie gdzie wiem że takich słów mogę się spodziewać w tekście czytanym (nie wiem jakbym zareagował gdybym coś podobnego wyczytał w papierowej gazecie/tygodniku/miesięczniku czy książce które są adresowane do różnych grup odbiorców – od razu zaznaczam żeby mnie Ktoś źle nie odebrał: nie chcę tutaj ujmować nikomu pracy jaką wkłada w rozwój tej strony/jego warsztatu pisarskiego czy też obrażać w stylu ‚że jeśli to nie jest prawdziwe dziennikarstwo to nie wymagam poprawnej polszczyzny’ – nie o to mi chodzi :)… ale z drugiej strony np dostaję białej gorączki gdy słyszę w rozmowie sławetne ‚włanczam’ czy ‚poszłem’ (a najgorzej jak tych słów używają przełożeni bo jak tu ich poprawić żeby nie podpaść…)
      jednak jednego mimo wszystko temu artykułowi nie sposób odmówić – merytorycznie jest świetny i wskazuje na wiele ciekawych detali :) pomijając już te wszystkie sporne słowa :)

    • GPRbyNBA napisał(a):

      Bo Paweł niestety pisze artykuły takim stylem jakby pisał dla osób które głęboko siedzą w koszykówce.
      Należy zatem postawić pytanie: Jakie osoby czytają enbiej?
      Ja raczej jestem niedzielnym fanem jednej z druzyn więc nie łapie niektórych amerykanizmów. Zamiast paint wolał bym przeczytać „pomalowanego”, zamiast effort „wysiłku” a hedgująca obrona to wogóle nie wiem co to jest. Niektóre jednak bym zachował jednak z ewentualnymi gwiazdkami i dopiskami na końcu artykułu dla ludzi którzy nie wiedza jak to przetłumaczyć.

    • mrph napisał(a):

      @Maniek
      Odeszliśmy, ale dopóki nie przerzucamy się inwektywami, to może Woy nam daruje i nie przegoni grożąc banem :). Wszak dyskusja na poziomie, a temat związany pośrednio z artykułami na stronie.

      W Twojej opinii nie unikniemy dalszej ewolucji języka i tu się zgodzę, bo jest to proces stały, który zachodzi od wieków i dostosowuje się do potrzeb komunikacyjnych społeczeństwa. Ale z drugiej strony, to od nas, jako użytkowników języka zależy, w jakim kierunku ta ewolucja będzie przebiegać, dlatego uważam, że powinniśmy wziąć za to trochę więcej odpowiedzialności – stąd, podejrzewam, zwrócenie uwagi @Shaqilli na język w artykule Pawła, stąd też od czasu do czasu i ja delikatnie apeluję do autorów o ograniczanie zapożyczeń, szczególnie gdy mają one polski odpowiednik.
      Nie mogę jednak zgodzić się z tezą, że niebawem za prawidłowe będziemy uznawać formy typu „poszłem” czy „wziąść” – szczęśliwie są instytucje naukowe, które dbają o te kwestie i dopóki sami będziemy edukować kolejne pokolenia, możemy być o to spokojni.
      Pisząc, że gdy wchodzisz na enbiej.pl wiesz, jakiego języka możesz się spodziewać, zamykasz się trochę na kibiców koszykówki, którzy nie posiadają takiej wiedzy jak Ty, czy autorzy tekstów. Może zamiast od razu narzucać język niejako ekspercki (i zmuszać czytelników do korzystania z google w co drugim zdaniu), warto postawić na edukację właśnie, używać (tam gdzie możliwe) wyrazów zrozumiałych dla wszystkich, a w nawiasach korzystać z terminów kojarzonych wyłącznie przez kibiców wytrawnych? Teksty zyskają wówczas walor edukacyjny, a nie stracą nadto na atrakcyjności dla „grupy zaawansowanej”.
      O merytorycznej zawartości tekstów Pawła celowo nie wspominałem, bowiem wielokrotnie już podkreślałem, iż w tej materii nie mogę mu nic zarzucić.

      Ciekaw jestem, czy sami autorzy bloga zechcą włączyć się w dyskusję, bo to o ich ciężkiej pracy obecnie dywagujemy, a propozycje, które w komentarzach padają, zdają się być do rozważenia.

    • Woy napisał(a):

      Generalnie fajna dyskusja, którą kiedyś już wywołaliśmy. Osobiście staram się używać polskich zwrotów. Angielszczyzny spolszczonej nie trawię;-)

    • Maniek napisał(a):

      @mrph
      moje podejście już wyjaśniłem, że nie przeszkadza mi na stronach poświęconych głównie jakiemuś zagadnieniu (tutaj nba, ale również inne/kompletnie odmienne strony tematyczne) używanie jak to świetnie określiłeś ‚eksperckiego języka’… ale po przeczytaniu twoich argumentów +podpartych wpisem @GPRbyNBA tak sobie myślę że masz całkowitą rację… tekst nie straci na wartości a więcej użytkowników dowie się/rozwinie swoją wiedzę o koszykówce i jej detalach jeśli faktycznie specyficzne określenia o których tu dywagujemy znajdowałyby się w nawiasach poprzedzone polskim odpowiednikiem… tj dokładnie w sumie po części to co napisałem wcześniej że gdybym tekst przeczytał w gazecie czy książce która jest dedykowana każdemu/różnemu odbiorcy to jednak wtedy taki język wydawałby mi się nieodpowiedni (a teraz skłaniam się ku temu żeby jednak i nawet na stronach dedykowanych stricte jakiemuś zagadnieniu również dbać o jasność przekazu dla każdego użytkownika (żeby nie napisać user’a ;))
      co do części o tym w którym kierunku i jak rozwinie się język tutaj mam odmienne zdanie, niestety jednak – niestety nie dlatego że mamy odmienne zdanie i nie dlatego że nie podoba mi się że Ty masz inne… niestety – dlatego że ja uważam że właśnie kierunek w którym podąży rozwój języka nie będzie się podobał… a najgorsze to to że nie będzie się podobał mniejszości takiej jak Ty czy ja którzy na słowo ‚poszłem’ czy ‚wziąść’ (hihi mam problem jak napisać te słowa z błędami… :P) reagują jak reagują… ale spójrz pamiętam jak jeszcze 15-20lat temu jak chodziłem do szkoły to polonistka zakazywała nam używać słowa ‚fajnie, fajny, fajno, fajowo’ dziś te słowa oficjalnie są uznane w słowniku języka polskiego PWN… ‚fajnie’ powiedzmy że jeszcze rozumiem sam używam (bo się już to słowo obyło, osłuchało, oczytało) i akceptuje ale ‚fajowo’ no już nie za bardzo… myślę że to właśnie młode pokolenia mają największy wpływ na kierunek rozwoju języka a w dobie dzisiejszej cyfryzacji, tego żeby wszystko sobie ułatwiać (zamiast pisać tekst dyktujemy poprzez np. ‚siri’, Finlandczycy mają już w tym roku albo do maksymalnie 2lat (nie pamiętam dokładnie) przestać używać w szkołach zeszytów, kartek i długopisów – co więcej zmieniają układ klawiatury żeby łatwiej było im pisać na laptopach/tabletach tylko kciukami jak to robimy na telefonach)… żyjemy w coraz szybszym tempie +media społecznościowe również robią swoje -> przekaz ma być krótki, zwięzły, jasny i żeby zawierał maksymalną ilość treści… +to co już pisałem jesteśmy coraz bardziej leniwi=wygodni i nie chce nam się myśleć nawet przy mówieniu w gronie najbliższych +Ci najbliżsi również nie chcą się na tyle wysilić żeby nas poprawiać gdy mówimy niepoprawnie… to wszystko się składa na to że najpewniej za 5-15lat słowa ‚poszłem’, ‚włanczam’, ‚wziąść’ będą oficjalnie wciągnięte na listę słów w słowniku języka polskiego… niestety i to będzie o wiele większa strata/ból niż gdy ktoś używa słowa ‚paint’ zamiast ‚pomalowane’ bo mimo wszystko grono odbiorców takiej treści jest minimalne w porównaniu do ogółu (ale tak jak pisałem – rozumiem że może właśnie od takich wydaje się małych spraw można kształtować większość)

    • Shaqilla napisał(a):

      Panowie. Mi nie chodziło o niestosowanie fachowej terminologii która w koszykówce występuje i która w głównej mierze wywodzi się z angielskiego i nie ma polskiego tłumaczenia; ale zwrot do którego za przeproszeniem się przypierdzieliłem czyli „zamknięcia drogi do paint” jest stylistycznie niestrawny i moja prośba jako osoby które wiele lat poświęciła pracy dziennikarskiej – jeśli można, to unikajcie proszę takich językowych potworków. Tym bardziej jeśli istnieje polskie słowo lub słowa, które w terminologii koszykarskiej w Polsce istnieją od zawsze (nawet jeśli jest to tak niefortunne określenie jak „trumna”).

    • Woy napisał(a):

      dokładnie zrozumiałem Twój wywód i mieszanie językowe. Także jest COOL:-)
      Tak jak napisałem koledze, sam unikam zwrotów tego typu, bo to koszykarskie makaronizmy.

  2. Adrian89 napisał(a):

    Bucks – Raps to chyba najciekawsza seria po. Nie wiadomo kto ją wygra, mecze są zaciete gamę 1 też przez 3.kwarty grali jak równy z równym. Pozostałe serie poza jazz zapowiadają się na sweepy pytanie czy dzentelmenskie czy nie.

    • Maniek napisał(a):

      hmmm ja bardzo liczyłem na serię HOU-OKC i dziś do q3 było jak trzeba (OKC grała jak drużyna)… ale teraz przy 2-0 już jest raczej po zawodach… liczę po cichu że po game3 będzie 2-1 ale coś czuję że będzie 3-0…
      co do jazz to jeśli nie wróci Gobert to każdy mecz będzie wyglądał jak game2 (game1 to jakiś falstart jeśli spojrzeć na to jak przebiegał game2) – tyle tylko że LAC w takiej formie to dostaną max 4-2 jak nie 4-1 od GSW w kolejnej rundzie…

    • Adrian89 napisał(a):

      Ja jestem hejterem Okc i stylu w jakim są prowadzeni. To 76-ers z gorszą wersja Iversona. Iverson miał dużo większe wyzwanie po przeciwnej stronie parkietu, a russ w epoce gdzie czasem się broni i tak rzuca na podobnym procencie. Co do Clippers to przyznam ze wolałbym Jazz dalej Gobert na 2 rundę wróci i mogłoby by być ciekawie. Joe uwielbiam nadal jest clutch kiedy trzeba :)

  3. Marek napisał(a):

    Co do Celtics. Ja widze zapaść związaną ze śmiercią siostry Thomasa. Oni przebywają ze sobą przez długi okres czasu i są zrzyci. Mają wszyscy lecieć na pogrzeb. I moim zdaniem to jest im potrzebne, żeby zrzucić z siebie, jako ludzi, tą całą sytuacje, nie tyle co zapomnieć, ale oczyścić głowy i to jest ten moment, po którym wrócą na właściwy tor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *