Deron Williams w Cleveland Cavaliers. Andrew Bogut następny?

W piątek z ekipy Dallas Mavericks zwolniony został 42-letni (którego kolana mają łącznie 84 lata) Deron Williams. W międzyczasie sytuację związaną z jego osobą monitorowali Mistrzowie NBA, którzy od kilku tygodni – przy sugestiach LeBrona Jamesa – poszukiwali rezerwowego rozgrywającego. Jak się okazało minionej nocy, D-Will przystał na warunki Cleveland Cavaliers i jutro podpisze kontrakt, z nadzieją na swoje pierwszej finały ligi.

Williams swoją karierę w NBA dzielił dotychczas na trzy kluby – Utah Jazz, New Jersey/Brooklyn Nets i Dallas Mavericks. Cavs będą jego czwartą ekipą w karierze, ale teraz otrzyma nową rolę, rezerwowego rozgrywającego. D-Will nie tylko dołącza do Cavs by zostać zmiennikiem Kyriego Irvinga, ale również by momentami grać w niskich ustawieniach piątki, obok Irvinga.

Jak wiemy, ostatnie lata kariery Derona były walką z kontuzjami, głównie kolan. Od sezonu 2007/08 nigdy, w żadnym kolejnym sezonie nie rozegrał 80 spotkań. Wydaje się, że przez kontuzje nigdy nie był w stanie wspiąć się na najwyższy poziom, a przecież na starcie kariery w NBA udanie rywalizował w Chrisem Paulem o miano najlepszej jedynki młodego pokolenia. Jego ostatnie średnie z Dallas oscylowały w granicach 13 pkt i 7 as.

Deron Williams jest kolejnym wzmocnieniem ławki zespołu Tyronna Lue. Wcześniej do klubu dołączyli Derrick Williams oraz Kyle Korver. Następnym graczem, który może wzmocnić siłę ławki Cavs jest Andrew Bogut.  Australijczyk, przy potencjalnym wykupie przez Sixers, znalazł się w orbicie zainteresowań San Antonio Spurs, Houston Rockets i właśnie Cleveland Cavaliers. Nawet jeśli Kawalierzy nie podpiszą umowy z weteranem na pozycji centra, mogą skusić się na usługi 28-letniego Larry’ego Sandersa (ex gracza Bucks).

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *