Ruletka Jazz

Kilka ładnych lat minęło od kiedy Utah Jazz traktowani byli z należytym szacunkiem przez towarzystwo NBA. W ostatnim czasie byli raczej mało popularnym wujkiem na weselu, z którym nie mamy kontaktu na co dzień, no ale skoro jesteśmy rodziną to wysyłamy zaproszenie, poza tym jak mieliśmy 4 lata to przywiózł nam pyszną czekoladę i choć pamiętamy to przez mgłę, to jednak to wspomnienie jest na tyle silne, że nie zapomnieliśmy jego imienia.

Wujek ten jednak lubił grać w kasynie. Black Jack, Ruletka, Poker, pełen zestaw. Lubił patrzeć jak kuleczka kręci się wokół tarczy i czekać aż bezwładnie opadnie na pole z numerem 7. Grywał na niskich stawkach, więc nawet jak udało mu się trafić to prędzej starczało na taksówkę i wino w domu niż na koks, dziwki i Hennessy w hotelach. No ale…

Lata doświadczenia wyrobiły w nim wprawę. Umiał przewidywać. Poznał krupierów także po pracy, po pracy natomiast wciąż liczył, znał każdy układ, polepszył pamięć, umiał zapamiętać każdą kartę z talii, która pojawiła się na stole podczas Black Jacka. Dzień w dzień usprawniał system. Kiedy…

Nadszedł dzień kumulacji. Kasyno pękało w szwach. Masa napalonych mężczyzn i kobiet zapełniła wszystkie stoły do ruletki licząc, że to właśnie im przypadnie Durant cieszyć się z wygranej. Wujek był inny, jedyne na co się napalał to krupierki, a do kasyna wchodził ze spokojem ducha. Zostawił bogatszym walkę o Duranta, napalonym głupcom bijatyki o Mozgovów czy innych Salomonów Hilli i Tylerów Johnsonów, a sam skupił się na tym co go interesowało najbardziej. Czuł, że jego wielka chwila nadchodzi, że w końcu przerzuci się z Golfa IV do Porsche, że kobiety które nie chciały go znać zaczną pchać się w jego ramiona, a mężczyźni którzy go nie zauważali pierwsi się witać. Nie pomylił się.

Letnie ruchy

Jazz trafili w 10 z letnimi transferami. Oddali jakiegoś noname’a i prawdopodobnie w niedługim czasie gwiazdę PLK za George’a Hilla, który z miejsca stał się ich najważniejszym graczem , co po latach płaczu za rozgrywającym wśród jazzowej braci, było jak wylosowanie spermy Lebrona podczas loterii invitro.

Przyjście Joe Johnsona było równie spektakularne jak na dotychczasowe ruchy Jazz na rynku wolnych agentów, co niespodziewane. W zasadzie nikt nie był pewny czy JJ okaże się wzmocnieniem a nie gościem, który postanowi napchać konto kilkoma milionami na zakończenie bujnej kariery. Szczęśliwie dla Jazz okazało się, że Johnson to nie tylko multimilioner, który przyszedł odrywać kupony od sławy, a gość, który chce udowodnić całej lidze, że za wcześnie go skreślono.

Boris Diaw póki co jest niewypałem, ale ponoć od początku sezonu zmaga się z kontuzją stopy. Kasjerzy w Burger Kingu twierdzą, że to tylko zasłona dymna, a prawdziwą genezą słabszej formy Francuza są Whoopery, ale dajmy chłopu jeszcze czas, może się ogarnie.

Te 3 transfery dały Jazz o wiele więcej niż można było spodziewać się po samych nazwiskach.

O Hillu już wspomniałem, ale jedno zdanie na jego temat to o wiele za mało. George, czego chyba nikt zdrowo myślący nie neguje, jest w ścisłym topie najlepszych obrońców na pozycjach 1-2. Do tego, o czym wielu już zapomniało, potrafi bardzo mądrze prowadzić grę zespołu, piłka go nie parzy, nie ładuje się też w niepotrzebne dryblingi, popełnia bardzo mało strat i myśli szybciej niż większość graczy na jego pozycji, w końcu przeszedł szkołę Spurs.

„Skilla Killa Hilla” w Pacers był w cieniu Paula George’a, który zbyt lubił prowadzić grę i nowy PG Jazz nie mógł w pełni rozwinąć wachlarza swoich umiejętności. W Jazz gra zespołu w większej mierze oparta jest na skillsach Hilla, co  przynosi obustronne korzyści. Gra Jazz jest płynna, strong>Hayward nie musi ciągle kozłować, a Hill poza tym że został graczem tygodnia jest na doskonałej drodze do rozpoczęcia negocjacji nowego kontraktu z 2 z przodu.

O Joe Johnsona od początku były obawy. Czy nie jest za stary, czy nie jest za ciężki, czy nie jest zbyt bogaty i czarny żeby ubierać trykot Jazz. Na pierwsze trzy pytania trzeba odpowiedzieć negująco, w sprawie czwartego wciąż czekam na oświadczenie mormońskiego KKK. W dobie absurdalnych kontraktów podpisywanych przez rzemieślników, 11 mln za sezon dla gwiazdy- starej, ale jednak gwiazdy- pokroju Johnsona to uśmiech losu dla Jazz, 6 w totka czy wata cukrowa w wesołym miasteczku.

50% z gry, 54% za 3!! 100% z linii rzutów wolnych i tylko 1 strata na mecz. Do tego kapitalna gra w obronie, możliwość krycia wszystkich na pozycjach od 2-4, oraz spokój i doświadczenie, które wnosi do gry Jazz. Tak, Joe Johnson jest na początku tego sezonu jest świetny.

Joe Johnson daje Jazz jeszcze więcej, daje komfort na rozegraniu. Jedną z głównych bolączek Jazz w poprzednich latach był brak zmiennika dla Haywarda. Sarenka prowadził grę z musu robiąc to raz lepiej raz gorzej, jednak zawsze jego odpoczynek na ławce wiązał się z niemocą Jazz w ataku. Obecnie JJ zmieniający Gordona zapewnia ciągłość ofensywie Jazz, stąd nie powinny już się zdarzać 5-6 minutowe zastoje Nutek bez celnego rzutu.

Stara gwardia ma się dobrze

Gordon Hayward zaczął ten sezon w garniturze. Wciąż z twarzy przypomina Ashtona Kutchera, ale nabrał takiej muskulatury, że nawet Lebronowi nie będzie łatwo go przepchnąć. Hayward ze swoimi umiejętnościami na koźle a jednocześnie z ciałem, którego mógłby mu pozazdrościć Draymond Green, jest obecnie za silny dla wszystkich graczy z pozycji 2-3 poza Leonardem, Jamesem,Georgem i Durantem, w lidze. Jeśli nauczy się obsługiwać w pełni tym ciałem i ustabilizuje rzut, to w końcu zagra w ASG.

Rodney Hood to największy steal draftu 2014. Rodney nie jest już tylko chłopcem z potencjałem, on stał się potencjalną supergwiazdą. 48%FG, 47% za 3, 2,5 celnej trójki na mecz, świetna gra w defensywie, siema Klayu Thompsonie, popraw swoje oprogramowanie, bo zaraz będziesz komputerem numer 2 na rynku.

Rzut czysty jak woda na Malediwach z jego wzrostem i szybkością to śmiertelna kombinacja dla wszystkich defensyw ligi. Rodney bywał świetny już w zeszłym roku, ale w tym dodał do repertuaru regularność.

Derrick Favors– na razie ciężko napisać coś dobrego o Favie, jest zbyt wolny i mało dynamiczny. Jednak, kontuzje z którymi boryka się od zeszłego sezonu mocno stopują jego ekspansję pod koszem rywali.  Derrick ma kilka zalet dla których warto go trzymać w zespole; radzi sobie jako center, ma przyzwoity mid-range, jest doskonałym obrońcą na 4 i tworzy fantastyczny duet defensywny gdy przebywa na parkiecie z Gobertem. Dołóżmy do tego seksowny kontrakt i mamy gracza, którego nie warto się pozbywać. Z drugiej strony Favors, choć jest silny jak tur, z każdym sezonem podupada na zdrowiu. Nie chcę krakać, ale niejeden Andrew Bynum grał w tej lidze.

Jego nazwisko padło już tu kilkukrotnie, ale zostawiłem go na koniec, bo jest tego wart. Creme de la Creme Jazzowej ekipy. Rudy Gobert.

Gdyby ktoś powiedział mi 3 lata temu, że ta francuska tyczka stanie się w przeciągu 3 sezonów jednym z najlepszych centrów ligi to bym go odesłał do psychiatryka, albo poprosił o numer do dilera. O graczach jak Gobert nie mówi się za wiele i zbyt często. Są zbyt mało efektowni dla Januszów, zbyt mało widowiskowi dla chłopców w bandanach i niewystarczająco czarni dla raperów.

Koszykarze tacy jak Gobert nigdy nie będą stawiani w jednym rzędzie z graczami jak A. Davis, D.Cousins czy nawet Towns, jednak na pytanie czy wymieniłbym go na któregokolwiek z nich muszę odpowiedzieć szczerze- NIE.

Gobert idealnie pasuje do Jazz w takim składzie w jakim obecnie występują. Ideał obrońcy– sorry The Andrzej, ale Rudy cię nakrywa czapką. Nie potrzebuje piłki by zdobywać punkty (sorry Cousins, sorry KAT, w Jazz albo wasze statystyki byłyby o połowę gorsze albo Utah wygrywałaby dwa razy rzadziej).

Sprawia, że drużyna jest lepsza (Anthony, uwielbiam cię chłopaku, ale liderem jesteś tylko w rubrykach na papierze, a nie na boisku).

Tak Rudy, rozkochałeś w sobie całe Salt Lake City. Jesteś warty każdego $ którego zarobisz w najbliższych latach. Jesteś gość.

Dlaczego Jazz zdobędą mistrzostwo?

Hurraoptymizm czy realne pytanie?

Skład Jazz jest pozbawiony słabych punktów w obronie. Piątka Hill-Hood-Hayward-Favors-Gobert to prawdopodobnie najsilniejsze defensywnie ustawienie w obecnej NBA. Już rok temu, kiedy Hood był słabszy niż obecnie, a Hilla nie było w ogóle (pozdro Shelvin Mack) Jazz byli 8 obroną ligi, jak wysoko skończą ten sezon?

Ławka Jazz wygląda co najmniej przyzwoicie. Joe Johnson prowadzący grę z ławki może być broniącą odpowiedzią na Jamala Crawforda. Exum jest w stanine zastopować każdego rozgrywającego przeciwnika. Lyles rozciąga grę jak tylko można, a do tego grozi rzutem za 3 i zdecydowanie polepszył się w obronie zespołowej. Diaw wnosi doświadczenie i musi przyjść dzień w którym się obudzi. A jest jeszcze Joe Ingles, który wnosi ten pierwiastek nieprzewidywalności.

Jazz są za silni. W erze small-ballu starterzy Jazz są zbyt wyrośnięci dla większości zespołów. Zarówno Hill, Hood, Hayward, Favors jak i Gobert są za duzi dla swoich bezpośrednich rywali. Mimo tych gabarytów, nie są wcale wolniejsi na nogach, za to są groźniejsi w ataku. Hood ma taką windę, że żadna dwójka ligi poza Klayem nie jest w stanie go zatrzymać. Gobert robił sobie żarty w meczu z Knicksami mając pachę na wysokości czubka głowy Porzingisa gdy pakował nad nim piłkę. Widzieliście jak wyglądał hypowany Embiid prz Gobercie? Jak dziecko we mgle. Która niewyrośnięta czwórka jest w stanie przepchnąć Favorsa? Hill póki co przegrał tylko 1 bezpośredni match-up na inaugurację, z Lillardem, nawet w przegranym spotkaniu ze Spurs nie był gorszy od Paula.

rudygobert1

Jazz mają kim grać ostatnie akcje. Powtarzającym się problemem Jazz ostatnich lat były końcówki. Wiele z nich zostało przegranych na własne życzenie, przez brak pomysłu na rozegranie ostatnich akcji. Problem w równej mierze tkwił w Quinie Snyderze, jak i w graczach Jazz. Poza Gordonem Haywardem nie było żadnego gracza, który byłby w stanie oddać decydujący rzut. Schemat ostatnich akcji Jazz wyglądał następująco. Na 15 sekund przed końcem piłka do Sarenki, ten kozłuje aż na zegarze będzie 1,5sekundy  i oddaje rzut. Celny, niecelny. Bez różnicy. Bez pomysłu.

Teraz Jazz mają Haywarda, Joe Johnsona, George’a Hilla którzy mogą grać na koźle i Rodneya Hooda, który tylko czeka na podanie. Ile zespołów ma takie możliwości?

Trójki Bejbe. Tak, lata 90’ odeszły dawno w niepamięć i teraz rzuty zza łuku nie są już tylko miłym dodatkiem do przepychanek w pomalowanym, ale bronią na bazie której wiele zespołów buduje swoją ofensywę. Nie inaczej jest z Jazz. Plus dla Utah jest taki, że obecnie ma w składzie co najmniej 7 graczy, którzy nie mają problemu z trafianiem za 3. Hill, Hood, Johnson, Hayward, Lyles, Ingles, Exum. Każdy z nich potrafi ukąsić z dystansu i co ważniejsze nie są to gracze jednowymiarowi jak Kyle Korver (poza Inglesem) ale każdy z nich potrafi o wiele więcej niż rzut z czystej pozycji. Który zespół poza Warriors dysponuje tyloma armatami?

Wujek po ostatniej wizycie w kasynie stał się bardziej lubianym w rodzinie i chętniej zapraszanym na wszelkie uroczystości, ale wiecie jak to w kasynie. Nierozważny ruch, brak uwagi, czy zbyt wielka pewność siebie może zakończyć się natychmiastowym bankructwem. Nie inaczej jest w przypadku Jazz, bo choć ostatnie lato okazało się niemal perfekcyjnie rozegrane przez zarząd, to wystarczy jedna przypadkowa kontuzja np. Goberta lub Hilla, a ta starannie budowana defensywna forteca rozleci się na kilka części.

W NBA jak w kasynie, czasem warto ryzykować, ale wygrywa tylko ten który gra z głową do końca, nigdy nie traci czujności i któremu sprzyja szczęście, bez choćby jednej z tych rzeczy nigdy nie osiągnie się zwycięstwo, choćby nie wiem jak dobrze wyglądało się na papierze.

 

 

 

Qcin

Fan słodkich buziek, miseczek DD, dobrych słodyczy i darmowych alkoholi. A! No i Utah Jazz skoro już musimy o NBA...

24 komentarze

  1. Siarak pisze:

    Tekst fajnie się czyta, ale zbytni optymizm za bardzo rzuca się w oczy. Czytając Twój opis Utah nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wszystkie Twoje pozytywy znajduję też w Clipersach, z tym że jakoś poziom wyżej, bo jednak Paul, Griffin to półka wyżej Hill i Favors. I tak wiem, że opisujesz zespół jako kolektyw, ale zgrania Clipersom także nie można odmówić, no i wygladaja piekielnie mocno na starcie rozgrywek.

    • qcin pisze:

      Hood>JJ
      Rudy>Andrzej
      Hayward półki>Mbah a Moute

      Czy Paul jest półkę nad Hillem? Na pewno nie w tym sezonie, ale to początek, zobaczymy jak się to rozwinie. Mi tacy Jazz odpowiadają bo zapowiadają się klawo. Ale sezon dopiero się zaczął, za pół roku zweryfikujemy ;)
      +Jazz w przeciwieństwie do LAC mają jeszcze zapas talentu- Lyles, Hood czy Exum mogą być już tylko lepsi, LAC mogą być już tylko słabsi.
      Niemniej, Spurs,Warriors,LAC,Jazz tak powinna wyglądać tabela Zachodu choć niekoniecznie w takiej kolejności.
      hej

    • Siarak pisze:

      Rzadko sie wypowiadam, nie czy dobrze kliknąłem, żeby Ci odpowiedzieć. Czy Gobert jest lepszy od Jordana to bym się kłócił, moim zdaniem wnoszą do zespołów tyle samo i pełnią niemal że identyczne role. Co do reszty jedynie na sf widzę różnice na korzyść Jazz. Z jednym się zgodzę, czas pokażę, życzę Utah jak , jednak widzę ich top4 zachodu.

    • gratek pisze:

      Paul wciąż jest półkę nad Hillem. CP to kompletny rozgrywający, a Hill to mimo wszystko tylko czołowy rolls (nic mu nie ujmując).
      Indywidualnie zgodzę się, że Hood>JJ, ale systemowo Redick jest prawie idealny dla Clippers i overall nie jest słabszą opcją.
      Deandre~Rudy, subiektywnie.
      Trzeba pamiętać też o doświadczeniu w PO, bo poza Hillem i IsoJoe reszta to raczej świerzaki.
      Tak, Jazz mają zapas talentu, ale Lyles/Hood/Exum nie mają sufitu jak Paul czy Blejk.
      Ale… Clippers pewnie znowu się połamią, pokłócą, zrobią jakiś durny trade, komuś kosmici ukradną talent…

  2. cynik pisze:

    A pamiętam jak większość się zżymała, że Jazz płaci taką kasę za przeciętnego grajka.
    Mam na myśli Haywarda.

  3. listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

    Szkoda, że w kwietniu przegrali 4 z ostatnich 7 meczów sezonu i zamiast nich to Houston zagrało w pierwszej rundzie z Warriors. Pamiętam, że w zeszłym sezonie Utah pokazali, że potrafią wygrywać z najlepszymi i może Warriors nie wygraliby tak szybko pierwszej rundy 4-1.

  4. 2utakt pisze:

    ile on ma cm w tej łapie :D

    • barcelowicz pisze:

      Przyłożyłem swoją łapę do monitora i mam większą. Jeśli to jest jakiś wyznacznik zajebistości to idę grać w kosza. Niedługo o mnie usłyszycie.

    • GPRbyNBA pisze:

      178, krótkie palce i 21cm czyli tylko 4 cm mniej także nie wiem o co chodzi z tym zdjęciem. Pewnie niektórzy z was o dłuższych palcach mają z 23.

  5. pop pisze:

    Lubię Haywarda i dzisiejszych Jazz ale w poprzednim sezonie nie wyrabiał przy Leonardzie i ogólnie kilka spotkań zaprzepaścił. Oczywiście sprawna obrona wygra większość meczy ale Top 3 na zachodzie jest poza zasięgiem mimo że Spurs wcale nie mają lepszego rosteru. Szczerze mówiąc bardzo byłbym ciekawy rundy Jazz – Spurs w playoffs, myślę że przyjemnie by się oglądało. Uważam że Jazzmanom przydała by się przewaga parkietu czyli minimum 4 miejsce żeby nie mieć jakiejś nieprzyjemnej serii z OKC, Blazers, Rockets.

    • qcin pisze:

      tak, na Leonarda Jazz póki co nie mają odpowiedzi, ale ta seria byłaby bardzo ciekawa.
      Nie mam nic przeciwko OKC, Blazer czy Rockets w 1 rundzie, ale wolałbym żeby Jazz mieli przewagę parkietu w 2 rundzie.

      Ogólnie nie pamiętam kiedy Jazz wygrali ze Spurs serię i choć Spurs coraz starsi to wciąż jakoś to siedzi w kibicach Utah, że z Popem zawsze bęcki- choć teraz Parker to już wrak i nie może nas rozjeżdżać.
      Natomiast bardzo chciałbym serię z LAC, raz że byłaby ciekawa, dwa że byłaby do wygrania.
      Ogólnie Jazz mają roster, który dobrze matchupuje się ze wszystkimi z czuba tabeli. GSW też nie miałoby łatwej przeprawy. Czekam na PO jak dawno nie
      hej

  6. Marcin pisze:

    ja mam 195 cm wzrostu ale rękę ma sporo mniejszą, od czego to może zależeć hmm…

    • Firstson pisze:

      Zależy od wielkości ptaka. Tego też masz zapewne znacznie mniejszego. Współczuję i pozdrawiam Nie załamuj się.

    • Marcin pisze:

      o co ci chodzi koleś, zazdrościsz wzrostu ? ja tobie głupoty nie zazdroszczę, nawet współczuję !!!

  7. knapior pisze:

    Jazz na mistrza! Tak, jesli wejdą do play off… :P

  8. Sampras pisze:

    Fajny tekst! Ja słysząc Jazz od razu mam przed oczami Malone’a i Stocktona ;-)

  9. inevitable pisze:

    „było jak wylosowanie spermy Lebrona podczas loterii invitro” właśnie siedzę w pracy i śmieje się jak głupi do swojego monitora :)

  10. Firstson pisze:

    Bardzo fajny tekst – pasuje mi taki styl pisania. Gratulacje dla autora.

  11. TomaszRadkowicz pisze:

    Zeszły sezon i jego końcówka pokazały, że Jazz brakowało trochę doświadczenia. Parę kontuzji nie pomogło, ale widać też było, że czasami brakowało spokoju w ataku, opanowania, kiedy wchodzili w nerwowe końcówki. Przynajmniej kilkukrotnie się tak zdarzyło.
    Hill to strzał w 10, wielce niedoceniany, a przecież swego czasu grał w piątce SPURS (!) przed Parkerem (fakt, że ten przechodził wtedy ciężki okres zawodowo i prywatnie :) )
    Gobert i Favors wchodzą w prime, Hayward jest świetny , chociaż oczekuję od niego jeszcze trochę dojrzałości w kwestii liderowania, ale jego decyzyjność na boisku generalnie in plus! (czasem przycegli, zdarza się)
    Dawałem przed sezonem duże propsy drużynie z Utah. Jak Hill utrzyma formę (jest obecnie mózgiem i sercem ekipy) to nie widzę problemu z PO.
    Czy są lepsi niż Clippers? Hell no.
    Nie zgodzę się też, że Clips się starzeją – CP3 statystycznie wciąż jest w wielkiej formie, Griffin i Jordan są w swoim prime i będą jeszcze kilka lat.
    To co przeszkadza zwykle Clippers to kontuzje , pech albo niewytłumaczalne załamania (seria z Houston)

    • Woy pisze:

      tego Griffina bym nie przeceniał, przez jego kolana

    • TomaszRadkowicz pisze:

      Zgoda. Ale przy pełnym zdrowiu – póki co nie widzę końca jego prime’u na horyzoncie.

  12. gasiorek05 pisze:

    Bardzo dobry artykuł!!!Co do zawodników się zgadzam z wszystkim ale należy wspomnieć o trenerowi który robi dobrą robote, co najważniejsze Snyder dlamnie to cichy bohater, buduje ta druzyne bez pospiechu a starannie. Stworzył mega obronę i mimo że czasami z przodu brakuje to jednak z talentem rzutowym Haywarda i Hooda jest wielka nadzieja. Z kontuzją zmaga się niewspomniany Burks a też chłopak ma duży talent i najlepsze wjazdy pod kosz z calej ekipy. Na ławce brazylijczyk Neto, którego nie przeboleje ze nie gra kosztem Mack’a ale to dopiero początek. Tegoroczny wybór draftowy Bolomboy przejawia wielki potencjał ale chyba w tym sezonie nie dostanie za wiele szans do gry.
    Tak więc GOOO JAZZ

  13. Jazzmani żeby przejść 1 rundę PO muszą liczyć na szczęscie (Portland w minionym sezonie).

  14. artex pisze:

    gdybym byl gm wroc !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *