Telegram: Grizzlies zwyciężają z Wizards po dogrywce, drugie z rzędu triple-double Westbrooka

Los Angeles Clippers 88-75 Utah Jazz

Dzięki Austinowi Riversowi i Blake’owi Griifinowi Clippers odnieśli pierwsze domowe zwycięstwo w bieżących rozgrywkach. Co prawda Jazz wygrali premierową odsłonę czterema punktami, ale to gospodarze na przełomie drugiej i trzeciej kwarty zaliczyli run 22-4, obejmując prowadzenie 49-35. Do tego zrywu przyczyniła się siódemka graczy, której liderował Griffin – autor siedmiu oczek w tym okresie gry. Na początku finałowej partii sześć z ośmiu pierwszych punktów drużyny rzucił świetnie dysponowany Rivers, powiększając ich przewagę do wyniku 77-58. Koszykarze z Utah nie zdołali już zniwelować olbrzymiej różnicy i przegrali po raz drugi w tym sezonie. Na pewno nie pomogło im to, że zanotowali aż 18 strat, po których gospodarze zdobyli 22 punkty. Nie powiódł się również powrót do składu Derricka Favorsa (1/8 FG w 23 minuty). Quin Snyder ma nad czym myśleć.

Clippers: Rivers 19 (8/11 FG, 2/4 3PT), Griffin 18 (7/14 FG, 10zb), Crawford 12.

Jazz: Hill 18 (8/13 FG, 2/4 3PT), Exum 10 (3/6 FG).

 

Phoenix Suns 100-106 Golden State Warriors

Suns postawili gościom z Oakland bardzo trudne warunki. W pierwszej kwarcie Słońca rzuciły 16 punktów z rzędu, co zaowocowało runem 22-2 oraz wygraniem tej części spotkania 30-22. W drugiej kwarcie, za sprawą pięciu oczek Kevina Duranta w ostatnich trzydziestu sekundach, Wojownicy zmniejszyli różnicę i mieliśmy wynik 57-55 na korzyść Suns. W trzeciej odsłonie trwała walka cios za cios, z której zwycięsko wyszli zawodnicy Warriors, jednak przed ostatnim aktem rezultat wciąż był wyrównany. Goście osiągnęli najwyższą przewagę w meczu dopiero na minutę i dziewiętnaście sekund przed syreną końcową akcją 2+1, kiedy Igoudala zagrał lobem do Duranta, a ten trafił z powietrza i dodatkowo był faulowany. Suns zdołali jeszcze zdobyć osiem punktów z rzędu, ale to Curry do spółki z Durantem ustalili wynik, nie myląc się w żadnej ze swoich prób z linii rzutów wolnych. Wojownicy lepiej dzielili się piłką (27 asyst), częściej stawali na charity stripe (28/33 FT) i – przede wszystkim – mieli w swoich szeregach Duranta i Curry’ego. Jedyną rażącą statystyką jest 16 strat popełnionych przez Warriors, po których Słońca zdobyły aż 25 punktów.

Suns: Warren 26 (10/21 FG, 6zb), Bledsoe 21 (7/11 FG, 5zb, 6ast).

Warriors: Durant 37 (10/16 FG, 15/16 FT, 4stl), Curry 28 (9/17 FG, 5/8 3PT), Thompson 14 (6zb).

 

Miami Heat 99-106 San Antonio Spurs

Niepokonani w bieżącym sezonie zasadniczym pozostają koszykarze San Antonio Spurs. Tym razem odprawili z kwitkiem Miami Heat, pomimo absencji LaMarcusa Aldridge’a oraz Danny’ego Greena. Wydaje się, że ze snu zaczyna się budzić Pau Gasol, co dobrze wróży dla całej organizacji. Hiszpan nareszcie był produktywny i grał tak, jak się tego od niego oczekuje. Znowu rozbłysła gwiazda skromniutkiego Kawhi Leonarda, który w ostatnich sześciu minutach meczu zdobył 14 ze swoich 27 punktów, grając z zabandażowanym prawym okiem. Kolejny świetny występ z ławki zanotował Patty Mills. W ekipie Żarów szalał Hassan Witheside, ale nie uchronił gospodarzy przed porażką. Głównym czynnikiem przegranej Heat była znakomita skuteczność Spurs w próbach dystansowych (10/18 3PT).

Heat: Whiteside 27 (10/15 FG, 15zb, 4blk), Dragić 25 (9/17 FG, 5ast), Winslow 18 (5zb), Johnson 12.

Spurs: Leonard 28 (8/16 FG, 6ast), Gasol 20 (9/18 FG, 11zb) Mills 18 (6/10 FG, 4/6 3PT).

 

Detroit Pistons 98-83 Milwaukee Bucks

Rewelacyjna postawa Andre Drummonda pozwoliła Detroit Pistons wygrać drugi mecz w tym sezonie. Środkowy gospodarzy po raz dziesiąty w karierze zaliczył występ na poziomie 20pkt i 20zb. Po pierwszej kwarcie Tłoki prowadziły nad ekipą gości 24-21. Na początku drugiej – dzięki runowi 8-0 – podwyższyli przewagę do jedenastu oczek, zwyciężając do połowy spotkania 50-39. Bucks udało się zbliżyć w trzeciej kwarcie na trzy punkty i to by było na tyle. Niesamowita końcówka w wykonaniu Pistons i siedem oczek z rzędu w ciągu ostatniej minuty Caldwella-Pope’a sprawiło, że przed finałową odsłoną ich przewaga wynosiła dziesięć punktów. W czwartej kwarcie gospodarze kontrolowali przebieg spotkania i nie dali sobie wyrwać zwycięstwa. Koszykarze z Detroit zdominowali Bucks w zbiórkach 58-40, zdobyli więcej punktów w pomalowanym 56-46, świetnie funkcjonował również szybki kontratak, po którym Pistons zdobyli aż 21 oczek.

Pistons: Caldwell-Pope 21 (7/13 FG, 6zb), Drummond 20 (8/16 FG, 23zb, 3blk), Harris 16 (7/12 FG, 2/3 3PT, 5zb), Smith 11 (7ast), Morris 11 (5zb).

Bucks: Antetokounmpo 17 (8zb, 8ast, 3blk), Parker 13 (6zb), Dellavedova 11 (4/7 FG, 2/3 3PT, 5ast), Monroe 11 (5zb).

 

Oklahoma City Thunder 113-96 Los Angeles Lakers

Trzydzieste dziewiąte triple-double w karierze zanotował Russell Westbrook (33pkt, 12zb, 16ast), prowadząc Thunder do trzeciego zwycięstwa w rozgrywkach. Dołączył tym samym do Magica Johnsona, Jerrego Lucasa i Oscara Robertsona, czyli jedynych zawodników, którym udało się wykręcić triple-double w dwóch z trzech pierwszych meczów sezonu. Do przerwy gospodarze wypracowali przewagę dwunastu punktów i schodząc do szatni wygrywali 58-46, ale Jeziorowcy prędko się nie poddali, zmniejszając różnicę przed czwartą kwartą do sześciu oczek. W finałowej odsłonie za trzy trafił Nick Young i na pięć minut przed końcową syreną wynik brzmiał 95-91 dla Thunder. Od tamtej pory Grzmoty zaliczyli serię trzynastu punktów z rzędu i kontrolowali rezultat do samego końca. Thunder wymusili na Lakers aż 22 straty piłki, po których zdobyli 34 punkty, dokładając do tego 26 oczek z szybkich kontrataków. Byli też zdecydowanie lepsi od rywali w pomalowanym 62-44. Czy ktoś w Oklahomie jeszcze płacze za Durantem?

Thunder: Westbrook 33 (11/21 FG, 5/6 3PT, 12zb, 16 ast), Oladipo 20, Kanter 16 (8/11 FG, 6zb), Adams 14 (6/12 FG, 12zb, 3stl).

Lakers: Randle 20 (7/10 FG, 9zb, 3stl), Russell 20 (5zb, 5ast), Young 16, Clarkson 12 (5zb, 3stl).

 

Memphis Grizzlies 112-103 Washington Wizards

Obłęd w Memphis. W pierwszej połowie znakomicie prezentował się Zach Randolph, który trafił pięć z siedmiu rzutów z gry, a wtórujący mu weteran – Vince Carter – popisał się celnością z dystansu, trafiając swoje pierwsze cztery próby. Wizards w grze utrzymywał duet Wall-Beal, autorzy niemal połowy punktów drużyny. Dzięki nim Czarodzieje przegrywali do przerwy tylko 58-54, a przed ostatnią odsłoną spotkania obie drużyny dzielił zaledwie jeden punkt. W finałowej odsłonie byliśmy świadkami trzech remisów i dziewięciu zmian prowadzenia. Na trzy minuty przed końcem ekipa ze stolicy wygrywała 96-88, lecz wtedy ukarany niesportowym przewinieniem został Wall. Obydwie próby z linii rzutów wolnych wykorzystał Carter, a celną trójkę dorzucił Conley. Kiedy do końca pozostały dwadzieścia cztery sekundy – lider Wizards – John Wall zachował zimną krew i wykorzystał dwa na dwa z charity stripe. 100-97 na korzyść gości. Szalonym rzutem za trzy wyrównał Marc Gasol i o ostatecznym rezultacie musiała zadecydować dogrywka. W dodatkowym czasie gry lepsi okazali się Grizzlies, którzy pozwolili Wizards rzucić zaledwie trzy punkty, przy czym sami zaliczyli ich dwanaście (osiem Gasol, cztery Conley), pieczętując tym sposobem drugie zwycięstwo w sezonie. Należy podkreślić, że Grizzlies urządzili sobie kanonadę zza łuku (15/31 3PT). Piękny mecz. Szczęście, dziękujemy, prosimy o więcej!

Grizzlies: Conley 24 (3/5 3PT, 11ast), Randolph 22 (10/16 FG, 7zb), Gasol 20 (4/6 3PT, 10zb), Carter 18 (5/6 3PT).

Wizards: Wall 22 (13ast), Gortat 14 (2/3 FG, 10/10 FT, 12zb), Beal 14, Porter 13, Morris 11 (5/8 FG, 7zb).

 

Houston Rockets 93-92 Dallas Mavericks

Dallas Mavericks już drugi mecz z rzędu musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Dirka Nowitzkiego i trzeba przyznać, że radzili sobie całkiem nieźle. Rakiety pierwszą i drugą kwartę kończyli buzzer beaterami Corey’a Brewera oraz Jamesa Hardena, schodząc na przerwę z prowadzeniem 63-53. W trzeciej odsłonie sędziowie ukarali przewinieniami technicznymi Trevora Arizę i Salaha Mejriego. Żadna z drużyn w tej części spotkania nie przekroczyła dwudziestu punktów. W ostatniej partii, na cztery sekundy przed końcową syreną, celną trójką popisał się Wesley Matthews i na tablicy świetlnej w Toyota Center widniał wynik 92-92. Chwilę później ten sam zawodnik sfaulował wchodzącego pod kosz Hardena. Brodacz spudłował pierwszą próbę, dając gościom cień nadziei na dogrywkę. Gdy wykorzystał drugi rzut wolny wszystko stało się jasne. Zwycięstwo pozostało w Houston. Gospodarze zdobyli 15 punktów po szybkich kontratakach i wygrali batalię w pomalowanym 42-34.

Rockets: Harden 28 (7zb, 7ast), Anderson 14 (6/10 FG, 12zb), Gordon 14, Hilario 11 (5/6 FG).

Mavericks: Matthews 25 (5zb), Barea 18 (3/4 3PT, 5ast), Williams 12 (3/5 3PT) Barnes 10 (5zb).

 

 

 

9 komentarzy

  1. Tommy pisze:

    Dallas – Houston: „Zwycięstwo zostało w Texasie”. Jakże mogło być inaczej, skoro obie drużyny są z Texasu…

    • Mateusz Połuszańczyk pisze:

      Proszę wybaczyć. Dziękuję za pomoc, błąd już naprawiony. :)

  2. pop pisze:

    Jestem ciekawy co RW i jego OKC pokażą na tle solidniejszych ekip.

    • Alonzo pisze:

      Na początku sezonu raczej nie ma słabych ekip, wszyscy się starają, więc OKC wychodzi stosunkowo dobrze. Potem zaczyna się tankowanie. Sądzę, że gdyby OKC źle wystartowało, to by ich pogrążyło i psychicznie by nie byli w stanie wygrywać, zapowiada się ciekawie.

  3. Marek pisze:

    Nic oprócz szalonych liczb Westbrook’a. Zresztą i on nie będzie miał aż tyle energii co mecz. Oladipio to nie ten poziom. Także do autora: wszyscy tęsknią za Durantem, tylko jeszcze o tym nie wiedzą.

    • Mateusz Połuszańczyk pisze:

      Rozpaczliwie słodka niewiedza. W końcu na tym świecie nie ma nic trwałego, poza tęsknotą za trwałością. ;)

  4. Kubson pisze:

    Coś szwankuje w stolicy, ale zagrali zdecydowanie lepiej niż z Hawks

  5. Gortat pisze:

    Wizards gra padakę, ich styl to biegnij na oślep na kosz, a jak się nie uda to rzuć do kogoś do tyłu, bo zostało 6 sekund na rzut. Grają to samo co w zeszłym sezonie, dopóki siedzi rzut z trudnych pozycji to utrzymują się w grze, gorzej jak w ostatniej odsłonie mocniejsza defensywa rywali daje się we znaki, wtedy rywale odjeżdzają punktowo, bo wjazdy na kosz nie są już tak skuteczne. Jest to ekipa która jak się zatnie, to kończy się na indywidualnych popisach Walla lub Beala, z czego to raczej ten pierwszy coś trafia. Nie wróżę tej ekipie nic pozytywnego. Oglądam tylko ze względu na Gortata. Co do meczu w Houston, to jak widzi się Hardena wbijającego pod kosz, to praktycznie wiadomo, że będą wolne, oczywiście w dużej mierze dzięki jego grze aktorskiej. Nie da się tego oglądać.

  6. Autor pisze:

    Russ to nie jest normalny gość i co więcej on próbuje to udowadniać na każdym kroku. Moim zdaniem odejście Duranta jest korzystne dla Russ, bo może sobie wreszcie potrenować swoją ulubioną grę a ma do tego ludzi. Porządnych wysokich, którym może oddać piłkę gdy robi swoje rajdy a oni tego nie zmarnują – Adams, Kanter. Natomiast OKC powinni załatwić Russowi jakiegoś porządnego gracza „catch and shoot”, bo niestety Oladipo to nie jest to. Gdyby takiego typu gracza ściągnęli do OKC to mogłaby być naprawdę groźna ekipa.
    Dodam że Durantowi też wymiana wyjdzie na dobre i już to widać. Facet wreszcie gra to co lubi. Nie musi patrzeć smutnym wzrokiem czy Russ wreszcie w 4 akcji z rzędu poda mu piłkę, nie musi forsować rzutów i nie schodzi z zaciśniętymi zębami na ławkę. Warriors dzielą się piłką w taki sposób, że Durant dostaje ją często na pozycjach, gdzie z łatwością może sobie rzucać, czy wchodzić na kosz. Banan na jego ustach wskazuje, że taka gra już mu się podoba.
    Jeśli tylko Thompson trochę się ofensywnie otrząśnie w nowej sytuacji ofensywnie a Green i Igła wreszcie załapią nowe ustawienia defensywne z KD i Pachulią to na Zachodzie będzie bardzo, bardzo ciekawie biorąc pod uwagę przede wszystkim możliwości SAS.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *