Mecze gorszego Boga 3.01- Padaka w L.A.

Wszyscy coś liczą w niedzielę o 21:30. Dzieci z podstawówki; barany przed snem. Młodzież z gimnazjów pozostałe lekcje do wolnego. Licealiści; papierosy pozostałe w paczce po weekendzie, licząc że wystarczy na najbliższe kilka dni. Studenci;pieniądze do końca miesiąca. Młodzi z korporacji; raty kredytów pozostałe do spłaty swoich 48m2. Wszyscy oni się doliczą, poza czytelnikami Enbiej liczącymi że już nigdy nic od siebie tu nie wstawię, ci się przeliczyli.

Ja natomiast liczę na dobre widowisko w Staples Center i choć format tego meczu nijak do pierwotnych założeń MgB to no co ja mogę?
no-co-1

Los Angeles Clippers i Utah Jazz przystąpili do dzisiejszego spotkania w dobrych humorach. Zarówno gracze z Miasta Aniołów jak i ekipa z Salt Lake City wygrali swoje poprzednie spotkania, odpowiednio z Portland i Los Angeles Lakers. Oba zespoły miały więc chrapkę na kontynuowanie passy zwycięstw i wystawiły na niedzielny szlagier najmocniejsze składy. Wprawdzie Nutki musiały radzić sobie bez kontuzjowanego Haywarda, ale mający problemy z plecami jak pod koniec kariery Pablo Escobar, Derrick Favors wszedł na rozgrzewkę pewnym krokiem rozpościerając swoje długie czarne ramiona rzucając cień jak orzeł, czy inny sęp miłości.

Chris Paul- George Hill
J.J Reddick- Rodney Hood
Blake Griffin- Derrick Favors
The Andrzej- Rudy Gobert

Te pary miały rozgrzewać publiczność jak katowicka huta i oddziaływać na wyobraźnię jak LSD. Czy tak było faktycznie? Dowiecie się z relacji poniżej. Mecze gorszego Boga sezon 3, odcinek 1. Zapraszam.

Raport przedmeczowy

Transmisja rozpoczęła się od rozczarowania. Najlepszym wydarzeniom powinien towarzyszyć najlepszy komentarz, niestety polski steam z niezastąpionym Wojtkiem Michałowiczem był niedostępny, więc musiałem zadowolić się małym okienkiem na bet365.

Skoro już o Becie to bukmacherzy nie pokładają zbyt wielkiej wiary w Nutki i za ich zwycięstwo płacą 3,60 za każdą postawioną złotówkę przewidując 6-7 punktowe zwycięstwo gospodarzy. Jednocześnie zakładają że liczba punktów obu zespołów będzie oscylować w okolicach 190.

Ja obstawiam 102-95 dla Jazz więc stawiam na 7-9 punktowe zwycięstwo Jazz po kursie 17.00 za 10zł i na Jazz z handicapem -11,5 po kursie 1,48 za 80, stąd mecz będzie miał dodatkowy, ekonomiczny smaczek.

Kwarta I

Mecz rozpoczął się od ostrego ceglenia z obu stron. Publiczność czekała na pierwszy celny rzut jak kuracjuszki w Ciechocinku na okazję podczas fajfów. Chris Paul okazał się Maxi Kazem i pewnym rzutem z 8 metra otworzył wynik spotkania.

Pierwsze 3 minuty minęły ciągnęły się jak lasagne’a i wniosły w popularyzację NBA w Europie równie dużo co Anthony Bennett. Skoro przy byłej 1 draftu już jesteśmy to warto przytoczyć 1 historię tego spotkania. Podczas pierwszego timeoutu w meczu w konkursie rzutów wolnych startował mały grubasek w koszulce Griffina, któremu trening rzutowy musiał rozpisać ten sam koleś co The Andrzejowi. 1 trafiony w 24 sekundy i tylko czek na 100 dolców. Słabo, choć wciąż więcej niż moje potencjalne wygrane.

Boris Diaw właśnie zagrał taką piłkę do Favorsa, jakby ten był Duncanem. Derrick stał przed pustym koszem, najbliższy gracz Clippers był w okolicach ławki rezerwowej, Francuz witał się z asystą meczu, gdy… Favors udowodnił niedowiarkom, że nie jest Timem.

The Andrzej usiadł na ławce po tym jak po raz 10 przestrzelił z 1 metra i nie trzeba być poliglotą ani czytającym z ust by usłyszeć głośne fuck wypływające z jego krtani .

Jamal Crawford ciągnie dziś drugi unit LAC wbijając się w pomalowane jak do nocnego, rozbijając łokciami, machając łapami przedziera się między barierkami ustawionymi przez Hilla i Diawa i ostatecznie umieszcza piłkę w koszu.

22:19 dla Jazz po pierwszej kwarcie, ale widowisko rodem z zeszłorocznych zmagań Bucks z Nets.

Kwarta II

Playmakerem Jazz jest Shelvin Mack. Trochę się z tym oswoiłem przez ostatnie miesiące, ale dzisiaj gdy pierwszy raz o tym pisze, zdanie to brzmi równie groteskowo jak John Lucas III starter. Mack nienajlepiej zaczął tę kwartę, najwyraźniej myląc Mo Speightsa z Jasonem Collinsem dwa razy w niego wpadając, niestety były gracz Warriors zamiast przytulaska wyraził swój niesmak, a Shelvinowi odgwizdano 2 faule w ataku.

Gdy Trey Lyles trafiał do NBA wielu widziało w nim Carlosa Boozera, dotychczasowy rozwój drugoroczniaka wskazuje, że to słowa tego samego wizjonera, który w Thabeet’cie widział klon Olajuwona. Lyles ma coraz pewniejszą trójkę, w defensywie też nie daje sobą pomiatać. Brakuje mu trochę jaj i tego genu skurwysyństwa, ale jeśli Snyder tego nie spieprzy to w niedługim czasie może stać się świetną nowoczesną czwórką w NBA.

Jeśli myśleliście że nie może być nic gorszego niż I kwarta tego spotkania to musicie zobaczyć II.
Gdyby za każdą cegłę oddaną w tym spotkaniu przez obie drużyny sadzić 1 drzewo na Saharze to prawdopodobnie jeszcze przed końcem meczu osiedliłyby się tam pierwsze wiewiórki.

Coś się zepsuło w Los Angeles, w przerwie zamiast czirliderek na parkiet wyskoczyły jakieś dzieciaczki. Swoją drogą liczę, że więcej uwagi niż trenerom oba zespoły poświęciły obejrzeniu tych tańców, może zrozumieją co oznacza praca zespołowa.

32:31 na minuty przed końcem II kwarty dla Clippersów, którzy wrzucili drugi bieg za sprawą… Austina Riversa, który jako jedyny w tym spotkaniu nie jest zwolennikiem zalesienia Sahary.

The Andrzej długo się rozgrzewał, ale w końcu pokazał to z czego słynie prawdziwy harcerz. Zbiórka i wsad, zbiórka-wsad! 40:35 dla LAC którzy powoli odskakują Nutkom, które w tej kwarcie biją rekordy nieporadności.

Jeśli Kokainowy Quin nie obudzi swoich chłopców w przerwie, to Doc ze swoją watahą spuszczą im manto.

42:35 do przerwy dla gospodarzy a ja zastanawiam się jak bardzo biała musi być matka Austina Riversa.

W przerwie wystąpiła Red Panda– brawurowy występ, bez sarkazmu, to było ciekawsze niż wszystko co zaprezentowały obie drużyny.

red-panda

III kwarta

Nie wiem co powiedział Snyder w przerwie graczom Jazz, ale nie poskutkowało. Szybkie 5:0 na starcie kwarty, kilka airballi, cegieł i strat Jazz i niemoc punktowa Nutek przedłużyła się już do 5 minut (13:0 run LAC w tym czasie) 49:35 dla LAC i zastanawiam się czy nie skopiować liczby 35 zamiast za każdym razem ją pisać.

George Hill właśnie wybił piłkę z rąk The Andrzeja i wszystko wskazuje na to, że wybił mu przy okazji palca, Andrzej usiadł na ławce a wchodzący w jego miejsce Speights przywitał się kolejno trójką, wymuszeniem faulu w ataku i celnym wolnym (w międzyczasie spudłował jedną trójkę i rzut wolny). I co Dżordżi, warto było?

Zbiórki Jazz prawdopodobnie będą kolejnym bohaterem programu „Ktokolwiek widział ktokolwiek wie”– tym razem Griffin zebrał piłkę w ataku mimo że był otoczony trójką Jazzmanów. Mało kurwa.

W końcu na boisku zameldował się Joe Ingles. Dla nieoglądających Jazz na co dzień Joe wygląda coś jakby pijany Kudłaty ze Scooby Doo z nadczynnością tarczycy. Jednak ciężko go nie lubić, zwłaszcza jak w pierwszym kontakcie z piłką trafia zza łuku. Normalnie o tym nawet bym nie wspomniał, ale w dzisiejszym meczu każdy celny rzut Jazz jest warty odnotowania.

ingles

Joe nie zwalnia, po kolejnej trójce Australijczyka przewaga LAC topnieje do 10 punktów, a chwilę później po 2 celnych wolnych Exuma LAC prowadzą już tylko 64:56. Oczywiście nic co piękne nie może trwać wiecznie i przebudził się Jamal Crawford, który najpierw trafia dziwny rzut przez ręce Exuma a później z 8 metrów oddaje tak czystego jumperka , że siatka na obręczy nawet nie zaszeleściła.

69:56 dla LAC po III kwartach i szanse, że trafię oba kupony oceniam na zero.

IV Kwarta

IV kwarta zaczęła się jeszcze gorzej dla Nutek niż 2 poprzednie. Szybkie 6:0 Clippersów, którzy akcje po akcji ośmieszają żelazną obronę Jazz. Pewnie jakby teraz wszedł na parkiet Malone ze Stocktonem to w ofensywie pokazaliby o wiele większy repertuar zagrań niż te miernoty, który obecnie prezentują się na boisku.

Austin Rivers jest dziś w trybie Stepha Curry’ego i pokazuje Jazzmanom jak niewiele trzeba żeby trafić do kosza. 77:62 i na boisko wraca The Andrzej, z jego palcami wszystko ok, w przeciwieństwie do formy prezentowanej od kilku minut przez obie drużyny. Jeszcze chwila a kibice zaczną skandować MVP w kierunku Austina Riversa, syn Doca przejął ten mecz co chwila dziurawiąc siatkę.

Niewiele można napisać o tej kwarcie, po tym jak Clippers odskoczyli mecz znowu zaczął przypominać męczarnie z pierwszej kwarty. Jedynym ciekawszym momentem był wjazd pod kosz Paula, nieco przypominający akcję Curry’ego przeciwko… Clippersom, gdy wszedł między Hawesa, Jordana i…Paula, rzucając przed tym ostatnim. Jak pojawią się skróty z tego meczu postaram się to dla was znaleźć.

Jedyną ciekawą historią 4 kwarty było to czy w ogórkowym czasie Jazz zejdą poniżej -12.
Koniec, 88:75. Nie zeszli.

Zdanie podsumowujące.

Ja też się przeliczyłem.

Qcin

Fan słodkich buziek, miseczek DD, dobrych słodyczy i darmowych alkoholi. A! No i Utah Jazz skoro już musimy o NBA...

10 komentarzy

  1. gratek pisze:

    Hej Qcin. Nie mogę tego znaleźć, ale kilka lat temu rzuciłeś pewne prognozy co do Utah. Wydaje mi się, że wypada to na ten sezon. Napisałeś także, że jak nie pyknie i ktoś Ci to wypomni, to leci do niego flaszka :-) Więc stay tuned ;-)

    • Qcin pisze:

      faktycznie, pamiętam, że coś takiego było…

      Pewnie, jak się nie spełni PROROCTWO to oczywiście wywiążę się z obietnicy. Mam tylko nadzieję, że przewidywałem finał konferencji a nie NBA ;)

  2. cynik pisze:

    Jedynym jasny punktem tego meczu był młody Rivers, który ma dość udany początek sezonu.

  3. pop pisze:

    „42:35 do przerwy dla gospodarzy a ja zastanawiam się jak bardzo biała musi być matka Austina Riversa.” hehe zabawny tekst, może przyprawiła rogi Docowi ? ;-)

  4. qumawan pisze:

    „42:35 do przerwy dla gospodarzy a ja zastanawiam się jak bardzo biała musi być matka Austina Riversa.” o tym samym myślałem jak go widziałem :D

  5. pop pisze:

    à propos mam zawodników… Sonya Curry… szło by jeszcze ;-D (tylko ja tak mam?)

  6. Cinekpralinek pisze:

    Niedziela, mecz NBA o dogodnej dla europejczyka porze, wiec jest napalony jak dzik na zoledzie a po 2 kwartach zastanawia sie czy przypadkiem nie oglada polskiej ligi kobiet..

  7. wojtek pisze:

    To jest niestety fakt wiekszosc meczy nba w sezonie regularnym naprawde ciezko sie oglada na skrotach i w top5 czy tam top10 nie widac tego jak oni potrafia niemiłosiernie ceglic , kolejna sprawa faule ktorych nie bylo , bieganie od kosza do kosza i rzut za rzutem no i nieskończone timeout-y i reklamy = NBA ;) na szczescie lige ratują pojedynki topowych zespołów no i play-off

  8. Trev pisze:

    Fajnie się Ciebie czyta. Szkoda, że tak rzadko

  9. artek pisze:

    gdybym byl gm wroc ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *