Cavaliers odpowiedzieli Warriors, 2-1 w serii

lebron james kyrie irvingPrzedwczesne były komentarze, że Cavaliers nie mają już szans w tej serii, a Warriors zakończą ją w czwartym meczu, na parkiecie swojego rywala. Gospodarze Game 3 odpowiedzieli na postawione im wyzwanie, w przeciągu całego spotkania byli lepszą drużyną od Wojowników, liderzy Cavs zagrali lepiej od liderów Warriors, a Cavaliers wygrali ten mecz bez Kevina Love’a 120-90.

LeBron James zdobył 32 punkty, 11 zbiórek i 6 asyst (5 strat) na 14/26 z gry i przejął mecz w trzeciej kwarcie, trafiając swoje jumpery po tym, jak Warriors zostawiali go bez krycia. Kyrie Irving prowadził Cavs na starcie spotkania, zdobył 17 ze swoich 30 punktów w pierwszej kwarcie, dodając do tego dobre 8 asyst i 4 zbiórki.

J.R. Smith zaliczył najlepszy mecz w tej serii, wreszcie był agresywny i zdobył 20 punktów, trafiając 5 z 10 trójek. Tristan Thompson dał to, do czego przyzwyczaił, czyli wolę walki i aktywność w ataku na 14 punktów i 13 zbiórek (7 ofensywnych), a Richard Jefferson dobrze uzupełnił pierwszą piątkę Cavs z 9 punktami i 8 zbiórkami. Od reszty drużyny nie dostali praktycznie nic, pierwsze punkty ławki Cavs, zostały zdobyte przez Imana Shumperta dopiero w czwartej kwarcie.

Stephen Curry zaliczył ciche 19 punktów na 6/13 z gry, 3 asysty i aż 6 strat. Ciche, ponieważ praktycznie nie istniał przez pierwsze dwie i pół kwarty, a potem było już za późno. Klay Thompson miał kolejny słaby dzień rzutowo na 10 oczek z 13 rzutów. Najrówniej grającym zawodnikiem gości w tym meczu był aktywny Harrison Barnes, jednak jego 18 punktów i 8 zbiórek pomogło tylko w zmniejszaniu przewagi, ale nie w przejęciu inicjatywy nad meczem.

Przeciętny mecz Draymonda Greena z linijką 6-7-7, ale tym razem z mniejszym udziałem w obronie. Całkiem niezłą obronę pokazał za to – po raz kolejny – Andre Iguodala, który miał 11 punktów na 5/7 z gry. Leandro Barbosa tym razem trzykrotnie pomylił się z gry na 8 punktów, jednak on i Shaun Livingston (5 punktów, 6 zbiórek) nie mieli aż takiego wpływu na przebieg spotkania.

Od samego początku spotkania widać było zdecydowanie aktywniejszą obronę Cavaliers, która nie pozwalała Warriors na oddawanie rzutów z wolnych pozycji. Energia z bronionej strony parkietu przeniosła się też na atak, którym fantastycznie dowodził agresywny i – w przeciwieństwie do pierwszych dwóch meczów – skuteczny Irving. Trafiał swoje rzuty z mid-range i za trzy punkty, James równie agresywnie atakował kosz, podczas gdy maszynka Warriors kompletnie się zacięła.

Jedynym dobrym zawodnikiem w tym czasie był Green, który rozprowadzał piłkę z obwodu, jednak ani Curry ani Thompson nie potrafili znaleźć swojego normalnego rytmu, dobrze wybijani z niego przez obronę gospodarzy. Na domiar złego, Thompson został uderzony w udo na zasłonie Timofeya Mozgova i musiał zejść na chwilę do szatni, powrócił jednak na parkiet już w drugiej kwarcie.

Cavaliers prowadzili w pierwszej kwarcie już 20 punktami, jednak Warriors zdecydowanie poprawili swoją intensywność w drugiej odsłonie, kiedy na parkiecie pojawili się rezerwowi. W zbijaniu przewagi bardzo pomógł Barnes, trafiający swoje rzuty z mid-range i z dystansu. Obrona Dubs była zdecydowanie lepsza w tej części meczu, ale pozwalali świetnie walczącemu Tristanowi Thompsonowi na zbieranie kolejnych piłek na atakowanej tablicy, przez co Cavs dostawali kolejne szanse na wypracowanie posiadań.

LeBron James dalej atakował kosz, ale w dość dziwny sposób pudłował kolejne rzuty spod obręczy, nie przejmując inicjatywy nad przebiegiem zdarzeń na parkiecie. Kontuzjowany wcześniej Klay Thompson zaczął wreszcie być aktywniejszym w poruszaniu się bez piłki i wziął na siebie ofensywę Warriors, ale wciąż brakowało Stepha Curry’ego, który kolejny mecz z rzędu miał problem z faulami. Atak Cavs przestał jednak funkcjonować i na przerwę gospodarze schodzili zaledwie z ośmiopunktowym prowadzeniem.

Cavaliers przejęli jednak ponownie inicjatywę w trzeciej kwarcie. Co było różnicą? Po pierwsze obrona, która bardzo przypominała tą z pierwszej kwarty – agresywna, dobre rotacje, utrzymanie swojego zawodnika przed sobą. Po drugie ofensywa Jamesa, który nie atakował już kosza, a rzucał z półdystansu i dystansu i co najważniejsze – rzuty te zaczęły mu wpadać. A jak LeBronowi zaczynają siedzieć rzuty, to zazwyczaj zespół przeciwny ma duże kłopoty.

Do tego wszystkiego, Warriors mniej więcej do połowy kwarty praktycznie nie mogli liczyć na Curry’ego, a także na swój dobry ball-movement, który praktycznie zatrzymał się w miejscu. W obronie, Wojownicy mieli mnóstwo nieporozumień, szczególnie w rotowaniu przy wjazdach pod kosz. Curry zaczął punktować, kiedy było już za późno, bowiem już w trzeciej kwarcie, Cavs powrócili do 20-punktowego prowadzenia. James i Irving dokończyli dzieła już w pierwszych minutach czwartej kwarty.

Game 4 w piątek, w Quicken Loans Arena.

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

24 komentarze

  1. kidzi napisał(a):

    No Love, no problem :p a jak pisalem, ze wymiana jego za Wigginsa to glupota, to wielu odpowiadalo ze Cavs dobrze robia bo wazny jest wynik tu i teraz.licze ze wyrownaja na 2-2 ibedzie arcy ciekawy 5 mecz.

  2. warmiak napisał(a):

    Czy Wiggins jest na poziomie Love ? Nie sądzę ! Może za 2-3 sezony..a LBJ juz nie ma aż tyle czasu aby czekać…
    CAVS nareszcie odpalili! !! A gra liderów GSW od finałów konferencji jest bardzo w kratkę… tutaj CAVS powinni dostrzec swoją szansę na tytuł.
    Liczę na remis w domu (2:2) i zacznie się od nowa:)
    Gdzie Curry i Klay? Bardzo słabe zawody…
    Love wróci na game 4 i jak zagra swoje to dorzuci 15 pkt i 10zb przy solidnej obronie
    potem grają juz na zmianę home-away i kto się da ograć na własnej hali to straci szanse na tytuł!

  3. sasoo napisał(a):

    Pięknie ich zlali, zal było patrzeć, można się było spodziewać. Teraz Golden wysazrpie po wreszcie dobrym, ciekawym, zacietym meczu na 3-1 i w domku zakończy :)

  4. Nabuchodonozor napisał(a):

    Czy tak ciężko Wam pisać po polsku? Wiadomo, że noc nie przesłana i pisane na szybko. Mimo wszystko, miejcie litość! Bardzo źle to się czyta…

  5. Blasiacco napisał(a):

    Te play-offy są nudne. Na palcach jednej ręki można policzyć zacięte mecze – większość to wysokie zwycięstwa – po czym za chwilę znowu bardzo wysokie zwycięstwo … ale drużyny przeciwnej.

    • realista napisał(a):

      Dokładnie, wystarczy spojrzeć na wyniki finałów:
      1. mecz: +15 dla GSW
      2. mecz: +33 dla GSW
      3. mecz: +30 dla CLE
      Czekamy w końcu na jakiś zacięty mecz i emocje w crunch time! Myślę, że kolejne spotkanie właśnie takie będzie. Oby Cavs doprowadzili do wyrównania, bo jeśli będzie 1-3 to Warriors skończą całą zabawę w piątym meczu u siebie.

  6. cynik napisał(a):

    Trzy mecze finałowe, a emocje jak na grzybach. Cavs trzymaja sie strategii odcinania od podań i podwajania „SB”. I na razie to działa, ale w końcu muszą zatrybić.

  7. GPRbyNBA napisał(a):

    Paweł dzięki za popraw humoru:
    „Leandro Barbosa tym razem trzykrotnie pomylił się z gry na 8 punktów”
    :-)
    Poza tym tal jak mówiłem. Cavs mięli przewagę min 10pkt przed końcowymi minutami to wygrali.
    Z tego co wyświetlali podczas meczu to chyba 20 mecz z wygraną +25pkt w tych playoffach i najmniejsza w całym sezonie zdobycz punktowa trio z GSW.

  8. Jastrząb napisał(a):

    Problem Cavs spowodować kolejną absencje Love’a. Sfałszować testy na rowerku albo coś innego. Wątpie,żeby Lue posadził go na ławce. Jak wróci to do s5. Jak Cavs przegrają to deprecha u Love’a murowana. Już myślę, gdzie go w lipcu wymienić. Gdziekolwiek! Kogoś mocnego można będzie wyciągnąć z aniego jeszcze. Hej Boston, czekamy na ofertę

  9. nosferatu napisał(a):

    Nareszcie Cavs zagrali swoją grę.Przykryli krótko SB i co? I mamy kontaktową wygraną.
    Fizycznie GSW wyglądali wczoraj słabiutko mało ruchu na zasłonach.
    Wielu już przewidziało 4-0 a jak Cavs zagrają tak w G4 to będzie 2-2
    I wtedy zobaczymy kto wytrzyma psychicznie i fizycznie bo wtedy już raczej mecze będą na styku.
    Let’s Go Cleveland

  10. Pit napisał(a):

    Przed wejściem na parkiet widać było, że Stephan odpuści ten mecz. Zaspany jakiś był, nie widać pobudzenia do gry. Rezerwa lepiej grała i wynik robiła, pierwsza piątka porażka. Oddali spotkanie Golden bez walki i następny mecz będzie o ogromną stawkę i tytuł. Niech lepszy wygra.

  11. Jesse napisał(a):

    Parodiując niektórych po G2: niech zlikwidują konferencje, zachód jest za słaby :/

  12. Autor napisał(a):

    O tym meczu można powiedzieć, że to nie Cavs go wygrali ale GSW przegrali.
    Oczywiście James, Irving grali świetne zawody zanim mecz został rozstrzygnięty, ale o reszcie już tego powiedzieć nie można.
    Natomiast mecz ustawiło parę sytuacji.
    Po pierwsze Curry grał tak jakby wystraszył się własnych słów o braku występu na IO i zika. Jego postawa wyglądała momentami wręcz jakby sprzedał mecz, bo to co robił przez 2,5 kwarty to wręcz sabotaż. Nie chodzi o niecelne rzuty, bo to się zdarza, ale głupie faule, bezmyślne straty piłek, złe podania, itd.
    Po drugie rusek wykończył Klaya. Rusek przed śmieciowym czasem grał może z 2 minuty i jedyne co zrobił to zmasakrował Klaya. Wydarzyło się to w ważnym momencie, gdy Curry złapał 2 faule i zszedł z boiska. Klay wrócił po stłuczeniu mięśnia uda dopiero pod koniec 2 kwarty. W ten sposób GSW kawał czasu grało bez Klaya, który gdy wrócił to grał w najlepszej 5 jaka grała ze strony GSW.
    Po trzecie nie mam pojęcia dlaczego Kerr ciągle wprowadzał ponownie Curry na boisko, gdy facetowi kompletnie nie szło. W pewnym momencie zaczęła grać najlepiej radząca sobie 5 – czyli Livignston, Klay, Barnes, Igła, Green – która zmniejszyła przewagę Cavs do 8-9 pkt. Jednak Kerr z niezrozumiałych dla mnie powodów dokonał zmian.
    Natomiast szanse Cavs na wygraną na wyjeździe są bardzo minimalne bo oni nie mają rezerw. W tym meczu do śmieciowego czasu ławka zdobyła dokładnie 3 pkt. Innymi słowy zmienników po prostu nie ma.
    Kolejny mecz powinien być jednak wreszcie ciekawy. Mina Klaya mówiła sama za siebie, czyli „zniszczę was”. Nie sądzę, by rusek zmasakrował Klaya kolejny raz ;)

    • 2utakt napisał(a):

      @ Autor
      kto to rusek?

    • szybos napisał(a):

      Zmasakrowane to byly orzeszki Adamsa przez Shreka 😃. Ciekawy wywód ale chyba nie do konca się zgadzam bo Klay mail najgorszy współczynnik +/- z całego GSW -27.
      GSW przespalo początek i po pierwszej kwarcie w sumie bylo po meczu.

    • Autor napisał(a):

      @2utakt
      Rusek to Mozgov.
      @szybos
      A ty w ogóle oglądałeś mecz?!?
      Klay grał z obitym udem, co wydarzyło się w 1 kwarcie, na którym cały czas siedząc na ławce miał lód, więc nie dziwię się, że miał taki współczynnik. Zapewne ty z potłuczonym przez ruska udem grałbyś lepiej ;)
      Klay często wchodzi słabo w mecz, co miało miejsce nawet w słynnym meczu z OKC, gdzie rzucił 11 trójek a gdzie w 1 kwarcie miał 2-8 i dokładnie tak samo było w 1 kwarcie tego meczu.
      Gdy Klay wrócił na parkiet w środku 2 kwarty skupiał się przede wszystkim na obronie i rzucał sporadycznie, więc nie miał z czego odrabiać i poprawiać swój wynik punktowy.
      Ponadto Adamsa Green jedynie zahaczył o orzeszki a trafił głównie w pachwinę, więc ból po takim kopnięciu mija po minucie do dwóch.

    • szybos napisał(a):

      Gdybanie, że mógłby się rozkręcić po pierwszej kwarcie to jak wróżenie z fusów. Mołgby a może nie itd.
      Nie mówiłem o jego wyniku punktowym tylko o tym, że z nim na boisku byli -27.

      I temat, że zmasakrowany to jakaś gruuuba przesada. Dzisiaj sam Klay powiedział, że po powrórce myśłi, że to raczej było nieszcześliwe zdarzenie, a nie celowe zmasakrowanie :)

      Dziwne to, że wszyscy narzekają jaka to teraz słaba gra i zero obrony, a po takim czymś krzyki i płacze o zmasakrowaniu :)

      Dla mnie to zdarzenie nie miało po prostu aż takiego znaczenia dla meczu.
      Thompson będzie ok w 4 meczu i mam nadzieję, że Love też wróci i w końcu będzie jakiś mecz na styku.

    • Autor napisał(a):

      Nie będzie meczu na styku, bo Klay ich „zniszczy”.
      Z takimi atletami jak Klay tak się dla własnego dobra nie czyni, bo wszak dla Klaya to nie było nic wielkiego, bo to taki typ gracza, który nie tłumaczy się „rąbkiem u spódnicy”, ale dla nie-atlety jak np: Love to byłby koniec następnego sezonu ;)
      Dla mnie, zaś to zdarzenie miało duże znaczenie biorąc pod uwagę sytuację w meczu, gdzie GSW straciło dwóch liderów w ofensywie i świetnego gracza w obronie – Klay, bo Kura miał 2 faule i wrócił na parkiet, ale już kompletnie nie uczestniczył w obronie a w ofensywie miał większe problemy, niż Klay a Klay zszedł z boiska, aż do drugiej połowy drugiej kwarty.

  13. WujekDru napisał(a):

    @2utakt

    Mozgov

  14. flappjack napisał(a):

    prof. dr hab. inż. medycyny – Autor:
    „Ponadto Adamsa Green jedynie zahaczył o orzeszki a trafił głównie w pachwinę, więc ból po takim kopnięciu mija po minucie do dwóch” :-)

    Mam wrażenie, że Curry gra z jakąś kontuzją i stąd „nieco gorsza” postawa.

  15. 3D napisał(a):

    Curry to jednak dość wątły facet jak na warunki NBA, większość wjazdów kończy w zachwianej pozycji, po kontakcie etc a każde takie lądowanie nie jest całkowicie amortyzowane i cośtam zawsze stawy oberwą. Pod koniec sezonu zaczęły się kontuzje + zmęczenie całym sezonem, gorsza regeneracja. Może nie gra z kontuzją, ale świeżości to też nie ma.

    • TheGodnr12 napisał(a):

      Hmm skręcona kostka i kolano, gdzie już miało być koniec PO. Myślę, że nawet jeśli odczuwa lekki dyskomfort, to przy graczu który bazuje na dynamice i mechaniźmie ruchu, do tego obronie skupionej głównie na nim, cóż …

  16. mrph napisał(a):

    A ja odnoszę wrażenie, że to brak koncentracji połączony jednak ze zmęczeniem po całym sezonie. 73-9 musiało wpłynąć na możliwości fizyczne drużyny, mając przed sobą co najwyżej 4 mecze musiała im spaść koncentracja.
    Curry faktycznie gra póki co w finale piach ale też defensywa Cavs skupia się na nim i Klayu, dlatego w game 1 tyle miejsca mieli rezerwowi.
    Kerr musi zadbać o rotację, w game 3 sadzał co prawda Stepha na ławkę ale odnoszę wrażenie, że gdyby był trochę bardziej odważny, posadziłby go na dobre. Bo gdy Curry był na boisku, Cavs odskakiwali. Gdy siedział na ławce, Warriors powoli odrabiali straty.

    Bardzo ważny mecz przed Cavs, w przypadku porażki będzie im szalenie ciężko wygrać w Oakland. Z kolei przy stanie 2:2 wszystko zaczyna się od nowa ale znów z przewagą parkietu Warriors.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *