Spurs zatrzymali Warriors!

Featured-PhotoCzekaliśmy prawie 5 miesięcy na to, aby ktoś z czołówki pokonał Golden State Warriors. Wojownicy, grający trzeci mecz z rzędu, przyjechali do niezdobytej w tym sezonie twierdzy AT&T Center i w domu Spurs przegrali z San Antonio 87:79. Historią meczu nie były żadne popisy indywidualne, lecz raczej niemoc gwiazd gości, którzy łącznie trafili tylko 9 z 36 rzutów za trzy punkty. Warriors grali to spotkanie bez kontuzjowanych Andre Iguodali, Andrew Boguta i Festusa Ezeliego.

Stephen Curry, dobrze broniony przez cały zespół Gregga Popovicha trafił tylko 1 z 12 rzutów zza łuku, Klay Thompson był najlepiej punktującym swojej drużyny z 15 (!) punktami, lecz także trafił tylko jeden rzut za trzy (na 7 wykonywanych). Najlepszym zawodnikiem Warriors był Draymond Green, który zaliczył 11-9-8, ale także 1/5 za trzy. Dla Spurs 26 oczek rzucił LaMarcus Aldridge, dołożył też 13 zbiórek, a swój duży wkład – choć tym razem nieco mniejszy w ofensywę – miał Kawhi Leonard z 18 punktami i 14 zbiórkami.

Popovich zdecydował się w ostatniej chwili na zmianę w pierwszej piątce, by lepiej postawić się small-ballowi Warriors. Miejsce Tima Duncana zajął więc Boris Diaw, a 5-krotny mistrz NBA tym samym dopiero po raz trzeci w swojej karierze wchodził z ławki rezerwowych.

Spotkanie było bardzo zacięte, nie stało na najwyższym poziomie, ale już w pierwszej kwarcie była bardzo gęsta atmosfera (podobna do play-offów), przez co mogliśmy zobaczyć mocno wkurzonego na sędziów Steve’a Kerra (choć w trakcie tyrady znalazł czas, by uśmiechnąć się do Popa). Nawet nie wiedziałem, że on tak potrafi.

Do końca serii tych zespołów w sezonie regularnym pozostały jeszcze aż dwa spotkania – po jednym w każdej hali. Warriors „mogą” już przegrać tylko 2 mecze z ostatnich 13, by pobić rekord Chicago Bulls. A mają m.in. właśnie 2 spotkania ze Spurs i po jednym z Clippers, Thunder, Celtics i Trail Blazers. Nie będzie łatwo.

Mamy więc cały czas także dwie niezdobyte areny w tym sezonie Oracle Arena (GSW 32-0) i AT&T Center (35-0). Jeszcze żaden zespół w historii (w 82-meczowym kalendarzu) nie wygrał wszystkich meczów w domu. Najbliżej byli Boston Celtics Larry’ego Birda, którzy w sezonie 1985-86 byli 40-1.

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

29 komentarzy

  1. cynik pisze:

    Widać było zmęczenie Wojowników, ale 70 zwycięstw powinni spokojnie osiągnąć.

  2. Gallardo pisze:

    Oj ale się cieszę. :) Cieszę się że Spurs wygrało ten mecz. Chciałbym żeby zdobyli mistrza w tym roku, dla Duncana. Należy mu się. Mimo takiego wieku potrafi rzucić jeszcze kilkanaście punktów i dołożyć do tego kilka waznych zbiórek. Choć nie w tym meczu, wiadomo. Let’s go Spurs!!!!

  3. Bart pisze:

    Świetna obrona z jednej i z drugiej strony i stąd taki a nie inny wynik. Spurs świetnie bronili pozycji za 3 punkty szczególnie na Kurze który na 12 rzutów miał tylko raz czystą pozycję (nie trafił). Sami popoełnili za to dużo strat, duża w tym zasługa aktywnej obrony GSW. Zdecydowanie mecz w stylu PO, Spurs byli lepsi ale różnica niewielka, to zdecydowanie powinien być finał konferencji.
    Jedyne co w tym meczu było słabe to sędziowanie, tyle rażących błędów na tym poziomie nie przystoi na taki mecz.

  4. listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

    Otóż obejrzałem ten mecz i jestem zadowolony :) Chociaż w połowie 4 kwarty Warriors nawet wyszli na prowadzenie i bałem się o wynik. Nie zgodzę się z tezą zawartą w lidzie, że kwestią znaczącą była „niemoc strzelecka GSW”. Przez pierwszą połowę Warriors mieli tylko 37 punktów ponieważ byli dobrze kryci. Obrona okazała się hakiem na nich. Curry i Thompson może by i trafili 4-6 trójek więcej do przerwy ale przez obronę rzucali dobrze kryci i normalnie byłyby to punkty ale w tym wypadku im „nie siedziało”. Moim zdaniem przez dobre krycie właśnie. Curry zablokowany przy trójce przez Greena to piękny widok. Thompson był również dobrze „przykryty”. Może nie w klasycznym znaczeniu ale inaczej się rzuca z czystej pozycji a inaczej kiedy Green, Leonard, Parker, Aldridge czy nawet Duncan ze swoimi rękami pchają ci się do oczu ;) Jeszcze jedna kwestia: Tim Duncan. Wszedł dopiero po raz trzeci w swojej karierze z ławki przy ponad 1330 meczów. Było to genialne zagranie trenera bo nawet na chwilę wchodząc Duncan gubił się przy dosyć „niskim” składzie” Warriors. Diaw oraz Aldridgre zalatwili sprawę pod koszem i to jest też dowód na to, że potężny Duncan może i powinien być do zastąpienia pod koszem, szczególnie kiedy trudno mu nadążyć za młodymi i szybkimi. Pewniakiem w ataku okazał się Aldridge a w obronie Leonard oraz Green. Oczywiście, miałem wrażenie, że przy 2-3 punktowym prowadzeniu SAS, nawet 2-3 akcje GSW mogą odmienić losy meczu, jednak to co było widać przez ponad połowę tej batalii, to brak rytmu Warriors za sprawą bardzo dobrej obrony jednak. Już kończąc: na pewno byli zmęczeni, jednakże muszą się liczyć z gigantem strategii i taktyki Popovichem, który jeżeli wszystko się uda sprawi, że finały konferencji zachodniej 2016 przejdą do historii jako te wspaniałe :) Ps. Mnóstwo statystycznych ciekawostek się ciśnie ale najważniejsze, że wygrali lepsi ;)

  5. Autor pisze:

    Spurs zagrali idealny mecze w defensywie i dzięki temu cały mecz udanie zwalniali tempo gry, co pozwoliło nie pozwolić nawet na moment rozkręcić się ofensywie GSW.
    Moim zdaniem za mało piłek szło do Klaya, którego często krył Mills, którego gdy była okazja Klay gnoił jak chciał. Parker natomiast dobrze odłączył w tym meczu od 3-ek Curry z pomocą również udanych podwojeń a co znów sprawiło, że Curry nie miał również okazji wjeżdżać pod kosz.
    Co do szans na rekord GSW to Clippersów nie uważam za zagrożenie. Są bez formy a mocne ekipy gnoją ich spokojnie jak ostatnio SAS, Clevland a nawet Miśki. Tak samo nie uważam za zagrożenie dla GSW Portland, tym bardziej że mecz też jest w jaskini Lwa, czyli hali Wojowników.
    GSW ma już tylko dwa mecze dzień po dniu. To jest jak dla mnie spore zagrożenie dla rekordu GSW, gdyż GSW nie lubią stylu gry Jazzmenów a ostatni mecz w Utah był na noże.
    Natomiast w artykule, chyba jest błąd albo ja mam problemy ze wzrokiem, ale skąd się wzięli Thunder jako rywale GSW w ostatnich 13 meczach?
    Jeśli GSW wygrają 8 z ostatnich 9 meczów {a z najbliższych 10 meczów 9 grają u siebie, w tym z SAS}, które grają u siebie i nie polegną z Jazz to mają rekord w kieszeni.

    • kałai pisze:

      Zagrali bo mieli w zespole mnie, czyli najlepszego obronce na swiecie.Mialem nadzieje,ze Warriors pobija
      rekord Bulls,ale watpie by tak sie stalo.Niestety brak Igoudali,Festusa i Boguta zrobil swoje.Dodatkowo jezeli nie funkcjonuje najwazniejsza bron GSW czyli 3ki to zespol lezy i kwiczy.

    • Autor pisze:

      Tylko, że taki mecz w obronie może zdarzyć się raz, góra dwa i co dalej?
      W kontekście PO nie ma opcji zagrać 4 takich meczów a niestety rzutowo SAS pokazali po raz kolejny olbrzymią słabość w postaci braku różnorodności w ofensywie.
      Co do rekordu to stawiam obecnie 60%, że GSW ten rekord pobiją oraz 90%, że wyrównają.

    • listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

      Spurs wykazali „brak różnorodności w ofensywie”? Za to GSW pokazali różnorodność forsując pochopnie tyle rzutów za łuku, tak jakby nic innego nie potrafili? :)

    • Autor pisze:

      Nic nie forsowali tylko byli nie skuteczni. 12 prób Curry za 3? To jego standardowa liczba. 7 prób Thompsona? Nic nadzwyczajnego.
      GSW miało łącznie 36 prób za 3.
      A teraz ostatnie mecze. Z Dallas – 38 {Curry 12, Thomspon 15}. Z NYK – 37 {Curry 13, Thomspon 9}. Z Pelicans 25 {Curry 9, Thomspon 4}. Z Suns – 33 {Curry 16, Thomspon 8}.
      Innymi słowy GSW tak gra mając 31.2 rzutu za 3 na mecz {Curry 11.2, Thomspon 8}.
      Natomiast byli nieskutecznie ze względu na niemal idealną obronę na Curry, którą zastosowali SAS w stylu Cleveland z ostatnich finałów, czyli krycie bardzo wysoko, udane podwojenia. Po drugie GSW złapali trochę stresu po nieudanych próbach za 3 zwłaszcza w 1 połowie.
      GSW zagrało, więc na 25% skuteczności za 3. Cleveland też potrafiło sprowadzić GSW do 27 i 30% za 3 w finałach, ale nadal powtarzam, że tak się da zagrać raz, dwa mecze z idealną obroną praktycznie przez cały mecz, ale mecze w koszykówce wygrywa się różnorodnością i skutecznością w ofensywie. W tym meczu po stronie SAS biorąc pod uwagę obie tablice zrobił na mnie pozytywne wrażenie jedynie Diaw.

    • listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

      Kilka kwestii: nieskuteczni piszemy razem. W lidzie piszemy główne tezy z tekstu, Autor w lidzie sugeruje bowiem, że niemoc gwiazd była sednem, chociaż już później w komentarzach potrafi przyznać, że obrona SAS była kluczem. To, że te ich 36 rzutów to nie jest ogromna ilość to fakt i wiem to, jednak tyle nieskutecznych rzutów to słaby wynik. Wiem co oznacza słowo forsować i dlatego je użyłem bo taki jest fakt. Forsowali rzuty, które nie chciały wpaść oraz forsowali swoją niemoc strzelecką. Ostatnia rzecz: dalej uważam, że GSW wykazali się bardziej brakiem różnorodności w ataku niż SAS. :)

    • Autor pisze:

      Forsowali by rzuty, gdyby przeciętnie rzucali 20 za 3 a w tym meczu oddaliby 35 prób, ale to jest ich standardowa liczba rzutów za 3, więc słowo forsować tutaj nie pasuje. Część tych rzutów była z pozycji, z których w wielu meczach „trójki” wpadają zarówno Curry jak też Thmopsonowi, ale tym razem nie wpadały, co było po części wynikiem tego jak układał się mecz również z punktu widzenia psychologicznego.
      Ja nie twierdzę, że GSW wykazało się w tym meczu wyjątkową różnorodnością w ataku, ale przy takiej a nie innej postawie GSW mecz był mimo wszystko na noże. Oceniając ten mecz pod kątem PO, jak dla mnie SAS zaskoczyło mnie in minus.

    • listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

      Słowo forsować jest tu zdecydowanie na miejscu bo oznacza też zmagać się, chyba Ci to umknęło. Kończąc: jeżeli SAS zaskoczyli Cię w tym meczu na minus to nie mam więcej pytań.

    • Autor pisze:

      Tak zaskoczyli mnie in minus. Brak Boguta i co {że o Ezelim nie wspomnę}? Aldridge gra na poziomie 11/25 grając pół meczu przeciw Barnesowi i Barbosie i to na izolacjach po zmianie kryjącego gracza.
      Skuteczność za 2 SAS 42% przy tylu ponowieniach -14 do 7 zbiórek w ataku więcej? Robi to na tobie wrażenie, bo na mnie zdecydowanie nie skoro GSW miało w tym meczu 47% za 2 przy naprawdę świetnej defensywie SAS zarówno zespołowej jak też jeden na jeden {oprócz Millsa na Thompsonie :D}.
      SAS wygrało tablice 53-37!!!
      Czy z Bogutem/Igłą w składzie zobaczymy taką dominację na tablicach?
      Nie ma takiej opcji. SAS może wygrać tablice kilkoma zbiórkami, ale nie ponad 15 w każdym meczu.
      Innymi słowy SAS wygrało trudny pojedynek z osłabionym rywalem wykorzystując to, co takie osłabienie im dało, czyli zdecydowanie wyższy skład i jakość pod koszem. Jednak takie rzeczy nie zdarzają się zawsze.
      Dodatkowo obroną nie wygrywa się w koszykówce, a zwłaszcza w NBA w PO. Obroną możesz zatrzymać rywala, ale jedynie różnorodną i skuteczną ofensywą jesteś w stanie go pokonać a SAS pomimo przewagi, która była widoczna gołym okiem mieli potężne trudności rzutowe.
      Pamiętam mecz z kwietnia zeszłego roku w SA przeciw GSW i wówczas widziałem ofensywną moc – łatwość szukania pozycji, różnorodność w pozycjach rzutowych, dobra selekcja rzutów, skuteczność po stronie SAS – jeszcze w starym składzie.
      O tym meczu zdecydowanie nie mogę tego powiedzieć.

    • listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

      Jako rzekłem: nie mam więcej pytań :)

    • Autor pisze:

      Cieszę się, że się ze mną zgadzasz :D

    • listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

      Nie zgadzam się bo nie masz racji :)

    • mrph pisze:

      Z całym szacunkiem ale jeśli ktoś pisze, że „obroną nie wygrywa się w koszykówce, a zwłaszcza w NBA w PO” to chyba zdecydowanie lepiej zna się na golfie niż baskecie ;)
      Takie stwierdzenie jest zaprzeczeniem historii NBA, wiedzy zdobywanej latami przez najlepszych coachów :)

    • Listonoszniedoręczawniedzielę pisze:

      :-)

  6. and-3 pisze:

    Co to za technika, przy rzucie za 3 linia zminia kolor na biały?

    • GPRbyNBA pisze:

      tez miałem o to zapytać.

    • mrph pisze:

      Laser. Widoczny jest wyłącznie w transmisjach TV – pokazuje czy zawodnik oddał rzut za 3 punkty czy też np. nadepnął na linię.

  7. MrSplash pisze:

    Ten mecz Warriors przegrali przez FATALNĄ postawą na deskach. Spurs zebrali 16 piłek więcej w tym 14 w ofensywie. Pokazuje to jak bardzo potrzebni są Bogut i Ezeli, bo dzisiejsze granie niską piątką nie przyniosło zbyt wiele dobrego, odważyłbym się powiedzieć że w ogóle nie pomogło . Oczywiście trzeba pochwalić obie drużyny za defensywę i za krycie Klaya oraz Stepha, ale każdy z nich miał gorszy dzień. Ten kto ogląda Warriors wie że z tych 19 rzutów za trzy (jakie by one nie były) Splash Brothers przy „normalnej” dyspozycji na pewno trafiliby więcej niż te dwa w meczu. Mam nadzieje, że żadna z tych dwóch drużyn nie zaliczy wpadki podczas Play-off i będziemy świadkami serii godnej miana legendarnej.

    • kałai pisze:

      Gdyby trafiali na swojej normalnej skutecznosci to GSW rozjechaliby Spurs.Dodaj do tego kontuzjowana 3 waznych graczy i Spurs nie mieliby nic do powiedzenia.

  8. thegodnr12 pisze:

    Piękny mecz pod względem taktyki, wykorzystywania przewag oraz najlepszej wzajemnej obrony jaką widziałem. To nie gsw ten mecz przegrało, to SAS ten mecz wygrało i to jest chyba najpiękniejsze. I to mimo braków kadrowych. GSW jest tak dobre, że mimo braku 2 podstawowych nadal byli w meczu. PO będzie piękne, ale finał za wcześnie.

  9. Mike40 pisze:

    Espn w swoich transmisjach podswietla linie za 3. To juz chyba 2 miesiac tak pokazuja NBA. Zawodnik rzuca za 3 i jesli trafi to linia podswietla sie dluzej jesli jest miss to gasnie.

  10. old pisze:

    Kluczem do wygrywania z Warriors jest obrona na obwodzie. Dobrze że ktoś to w końcu porządnie wykonał.

  11. askalon pisze:

    Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie? To chyba jakiś żart, albo ja nie wiem co to wysoki poziom. To był mecz godny finału konferencji, zaciętość i walka do ostatniej akcji jak w play off.

  12. mrph pisze:

    Przyznaję, że bałem się tego meczu. Bałem się, że Pops znów przygotuje jakąś niespodziankę, schowa na ławce kluczowego gracza, zechce odpuścić Warriors by później zaskoczyć ich czymś w playoffs. Ale najwyraźniej uznał, że musi też zadbać o morale swoich zawodników przed kolejnymi starciami z GSW i w zasadzie pokazał to, co ma najlepszego.
    Generalnie mecz z gatunku ciężkich, dla laika męczarnia, dla fanów koszykówki piękne widowisko, które nosiło wiele cech playoffów.

    Spurs
    Przede wszystkim świetna decyzja o posadzeniu Duncana i przygotowanie się na przyjęcie ultra smallball GSW. W ofensywie często wykorzystywany LMA, który nie miał godnego rywala również i na tablicach – wraz z Kawhi zebrali 27 piłek. Ale to defensywą Spurs wygrali mecz – po pierwsze, znakomicie kontrolowali tempo meczu, co było ich zmorą nie tylko w pierwszym spotkaniu tych drużyn ale też np. w drugim meczu przeciwko Cavs. Praktycznie unicestwili możliwość wychodzenia z kontrą koszykarzy Warriors, co w tym sezonie nie udało się chyba jeszcze nikomu. Do tego ograniczyli do minimum zagrożenie pick’n’rollami, co jest obecnie główną bronią Golden State. Nie tylko świetnie omijali zasłony ale też od razu odcinali możliwość podania do graczy obwodowych przez zawodnika, który już zasłonę przeszedł. Dzięki takiej defensywie GSW nie mieli też możliwości oddawania rzutów za 3, a jeżeli już były one oddawane, to z trudnych pozycji, pod presją obrońcy.
    Greg odwalił kawał dobrej roboty – pokazał swoim zawodnikom, że Warriors są do pokonania. To było szalenie ważne, by zadbać o ich psychikę po pierwszym meczu tych drużyn.

    Warriors
    Dawno zespół z Oakland tak się nie namęczył w ofensywie. Najbardziej skuteczna, przećwiczona do perfekcji zagrywka z pick’n’rollem i wejściem pod kosz lub szybkim przekazaniem piłki na obwód została ograniczona do minimum. Brak dwóch podkoszowych zaowocował słabą grą pod obręczą, również na atakowanej tablicy. Dodajmy do tego wyjątkową słabą grę zmienników (Speights – 4, Livingston – 2, Varejao – 0). I wreszcie najważniejsze – Steph i Klay z fatalnymi jak na nich statystykami rzutowymi za 3. Z jednej strony wynika to ze świetnej obrony Spurs ale z drugiej… Warriors od początku tego meczu wyglądali na stremowanych swoją obecnością w AT&T Center. Curry czasami siłował rzuty jakby chciał przebić się przez złą passę. Nie wyszło.
    W defensywie jednak było już nieźle. Aż 12 przechwytów i sporo wymuszeń strat na Spurs, ograniczenie osiągnięć Leonarda i Parkera – Warriors robili co mogli, dzięki czemu przez cały mecz byli tylko krok za SAS. Jednak bez Boguta i Ezeliego nie mogli sobie poradzić z LaMarcusem, co odbiło się na wyniku końcowym.

    Reasumując – obejrzeliśmy przedsmak playoffs. Taktyczne szachy tym razem wygrał Popovich, co w mojej ocenie było o tyle istotne, by nie dać Warriors zbyt dużej przewagi psychologicznej. Widać było, że Gregg tego meczu nie odpuszcza.
    Co do Warriors – nikt nie może mieć złudzeń, tak słaby mecz dwóch najlepszych strzelców drużyny może się już w tym sezonie nie zdarzyć. Do gry niebawem wróci Bogut i Iguodala, co dodatkowo wzmocni szeregi obronne GSW.
    My mamy powody do radości – playoffs na pewno nie będą nudne i jednostronne :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *