Czy tego Byka ktoś ujeżdża?

Autor: palnias94

Nie tak to miało być. Nowy sezon, nowy trener, nowe nadzieje. Fred Hoiberg miał rozruszać Byki z Chicago wprowadzając miłą dla oka własną wariację na temat stylu uptempo. Cóż Phoenix Suns mieli swoje „7 seconds or less” w Bulls jest na razie raczej „24 seconds or less”. No od czegoś trzeba zacząć. Już latem coś mi nie pasowało. Skład prawie ten sam. To jak uptempo z Gasolem? Czy w Lakers nie było to próbowane przez D’Antoniego?

Hoiberg doszedł do tego wniosku jakoś w grudniu i powiedział, że nie będzie starych pryków uczył nowego szybkiego stylu gry. Może Rose, Butler czy młodzież by to złapała, ale praktycznie cały frontcourt to gracze nie pasujący do szybkiego stylu gry. Więc wracamy do tego co było, czyli schematów Thibsa w ataku i obrony Hoiberga. Słabo. Okej, ale nasuwa się pytanie: co za idiota chciał aby Fred zrobił uptempo z Pauem i Noahem? Proste. Był to Gar Forman – bohater tego artykułu.

Na wstępie zaznaczę, że jako fan Bulls ( z resztą u mnie to już rodzinna tradycja) do tego artykułu podchodzę bardzo emocjonalnie. Nie będę też przytaczał prehistorii. Skupię się na ważnych wydarzeniach z najnowszej historii Chicago. Zaczniemy od draftu i scoutingu ( skąd wywodzi się Forman). Początki niby nie były takie złe w jego wykonaniu. Wiadomo czasem się trafia a czasem nie. Karierę w roli Generalnego Menedżera rozpoczął w 2009 roku i od tego zacznę jego rozliczanie.

W drafcie tego roku wybierał 2 razy w pierwszej rundzie, decydując się na Jamesa Johnsona i Taja Gibsona. I biorąc pod uwagę, że rok wcześniej wybrano Derricka Rose czyli rozgrywającego, a co za tym idzie nie specjalnie był sens wybierać kolejnego młodego gracza na tę pozycję, to wybory były niezłe. Nie było wówczas sensu brać Jrue Holidaya czy Ty Lawsona. Ograniczając się do skrzydłowych to wybory były niezłe. Kolejne ruchy też były całkiem dobre. Pozbycie się Aarona Graya i Tyrusa Thomasa na pewno na plus.

Potem 18 lutego zrobił tę wymianę:

John Salmons, a pick w pierwszej rundzie draftu 2010 (Larry Sanders został później wybrany), pick w drugiej draftu 2011 (Isaiah Thomas został później wybrany) i pick w drugiej rundzie draftu 2012 (Robert Sacre został później wybrany) do Milwaukee Bucks w zamian za Joe Alexandera, Hakim Warricka and a 2010 1st round draft pick (Kevin Seraphin was later selected).

Z perspektywy czasu widać, że owa wymiana nie wyszła najlepiej, niemniej jednocześnie jest ona do obronienia. Kto by się spodziewał, że z 60 pickiem pójdzie późniejszy uczestnik ASG? Larry’ego Sandersa też trochę szkoda, ale z drugiej strony wiemy jak jego historia się skończyła. W międzyczasie podpisano paru graczy na krótkie kontrakty, ale to nie miało większego znaczenia. Ważne było kolejne posunięcie, czyli podpisanie Toma Thibodeau dzień przed draftem 2010. W samym naborze posawiono Kevina Seraphina, którego zaraz oddano z Kierkiem Hinrichem do Wizards za prawa do jakiegoś ogórka z Rosji. Nowemu trenerowi dodano też Ronniego Brewera i Kyle Korvera, a na dokładkę sprowadzono z Jazz Carlosa Boozera. Po dodaniu jeszcze kilku weteranów oraz pozbyciu się za picki Jamesa Johnsona w trakcie sezonu drużyna zanotowała wynik 62 – 20 wygrywając konferencję w sezonie regularnym i ulegając w finale wschodu gwiazdozbiorowi z Heat. Pamiętamy MVP Rose’a, COTY dla Thibsa i Executive Of the Year dla Formana.

Było super, a drużyna była świetną paczką ludzi lubiących współpracować. Byli gotowi wskoczyć w ogień jeden za drugim (oczywiście w przenośni), co potwierdzał całkiem niedawno Taj Gibson. Brakowało kropki nad i. Ale niestety rok później po kolejnym fajnym drafcie (wybory Butlera i Niko Mirotica po wymianach) przytafiła się kontuzja Derricka Rose. Po playoffach, po następnym sezonie tak naprawdę. Tu zaczynają się problemy. W drafcie 2012 wybrano Marquisa Teague, brata Jeffa z Atlanty. Problem w tym, że Tom Thibodeu wraz ze swoim najbardziej zaufanym asystentem Ronem Adamsem (architektem obecnej obrony w Warriors) chcieli w owym drafcie postawić na Draymonda Greena i stworzyć ciekawy defensywny duet z Jimmym Butlerem, gdyż obaj gracze idealnie wpisywali się w typ graczy preferowany przez Thibsa. Zarząd postawił na swoim, był Teague. Nie muszę przypominać gdzie jest teraz Green. Dla ścisłości Marquis jest teraz w NBDL. Ups.

Sezon 12-13 próbowano ratować podpisaniem całkiem ciekawych wolnych agentów. Po oddaniu Korvera pozyskano starego znajomego Kirka, Moarco Bellinellego i Nate’a Robinsona. Drużyna robiła w trakcie sezonu co mogła, ale bez Rose’a wiele się nie dało zrobić. Jednak wydawało się, że udało się zrobić fajny trzon który po dodaniu Derricka o coś powalczy. Niestety. Latem nie zaproponowano nowych umów fajnie poczynającym sobie Bellinellemu i szczególnie Robinsonowi. Budujemy ławkę od nowa. W drafcie wybrano Tony Snella, a z kolei pominięto kolejnych świetnych graczy, takich jak Dieng z Minnesoty czy Rudy Gobert. Podpiano Dunleavy’ego i DJ Augustina, ale w sezonie 2013-14 największymi wydarzeniami było, obok kolejnej kontuzji Rose’a i zwolnienia Rona Adamsa (jeszcze przed sezonem), pozbycie się Luola Denga, czyli wieloletniej podpory Bulls i taktyki Thibsa. Te dwa ruchy spowodowały rozłam na linii Zarząd – Trener którego już do końca nie dało się załatać. Thibs te ruchy odczuł bardzo personalnie i od tego czasu, mimo że próbował, nie wyciągnął już z drużyny tyle ile mógł kiedyś.

Jeszcze odnośnie Denga trzeba zaznaczyć, że o ile gracz mógł nie chcieć i prawdopodobnie nie chciał podpisywać nowej umowy i tym można tłumaczyć samą decyzję o wymianie, o tyle miejsce do którego Denga oddano oraz to co za niego otrzymano woła o pomstę do nieba. Za takie wymiany to ja dziękuję. Pare drugorundowych picków nie było warte takiej błazenady. Tutaj zaczyna się równia pochyła która prowadzi do dwóch kolejnych przeciętnych sezonów. Pominę szczegóły, pójdę trochę do przodu.

Wiosną obrano kurs na Melo Anthony’ego który miał zostać wolnym agentem. Zwolniono Boozera i jego kontrakt został amnestiowany. W drafcie pozyskano McDermotta. Dogadano się z Niko Miroticem. Cóż niestety rodowity nowojorczyk został w domu a Bulls znowu bez allstara. I tu dochodzę do kolejnego błędu w ruchach GMa Bulls – podpisanie Paua Gasola. Mam wielki szacunek do gry Hiszpana ale był on zupełnie niepotrzebnym graczem dla Bulls. Joakim Noah był po DPOY sezonie i nagle musiał zająć się bronieniem zupełnie w inny sposób niż do tej pory z Bozzem (musiał bronić częściej czwórki). Do tego Gibson, któremu wiosną obiecano, że latem zostanie starterem na pełen etat znowu został przesunięty na ławkę. To nie buduje zaufania. Niestety tamta drużyna nie wypaliła i mimo usilnych prób trenera trzeba było coś zmienić. Niestety nie zmieniono nic poza trenerem właśnie. Oczywiście Tom Thibodeu nie był bez winy (rotacja, zajeżdżanie zawodników w RS i na treningach) ale ściąganie mu do składu co raz to większej grupy shooterów z dystansu bez większych umiejętności obronnych (Niko, Snell, McDermott, Dunleavy – choć on dzięki wysokiemu Bball IQ jakoś sobie radził) oraz podstarzałego Gasola, który w obronie poza blokami nie dawał nic nie ułatwiło trenerowi sprawy. Zapłacił za to posadą. I tu mamy wybór Hoiberga. Niby okej ale zabrakło mi w tym jednego, a mianowicie rewolucji w składzie jaka miała miejsce w 2010 roku przed przyjściem Thibsa. Dostosowania składu do trenera, choć w pewnym stopniu. Nie zrobiono nic, i teraz sezon jest na straty prawdopodobnie. I odpowiedzialny jest za to w pełni Generalny Menedżer.

Kończąc chciałem zaznaczyć, że moim zdaniem Gar Forman pomimo tego, że pokazał, że potrafi, nie robi wszystkiego aby drużyna była lepsza. W trakcie tych kilku sezonów pominął kilku graczy, którzy byli dostępni w wymianach za naprawdę niewiele, a świetnie pasowaliby do filozofii Thibsa (Courtney Lee, Arron Afflallo choćby). W pewnym momencie GM jawnie zaczął rzucać kłody pod nogi Tomowi i jasne stało się, że drużyna nie może dalej tak funkcjonować. Niestety mam coraz większe wrażenie, że pożegnano się z nie tym człowiekiem co trzeba. Zamiast Thibsa powinien był polecieć właśnie Forman i z tego byłby dużo większy pożytek. Niestety to się nie stało. Zostaje nam wierzyć, że Jerry Reinsdorf w końcu zainteresuje się drużyną i zwolni odpowiednią osobę.

Cóż, na szczęście mamy zabezpieczenie w postaci Butlera na następne sezony, a Bobby Portis (ostatni wybór w dracie Bulls) wygląda coraz ciekawiej. Miejmy też nadzieję, że tego lata Hoiberg dostanie graczy, jakich oczekuje (tak jest na razie zapowiadane), ponieważ tylko nadzieja nam niestety w tym całym syfie robionym przez Formana zostaje.

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

16 komentarzy

  1. Wojtoy 98 pisze:

    Czemu piszesz ze tylko jimmy butler jest zabezpieczeniem chicago a derrick rose tez jest i nie zapominajmy o nim ze ma słabszy ten sezon nie znaczy ze nie wróci do formy a nie wierze ze zdobywca mvp sezonu 2011 tak szybko się podda

    • Marek pisze:

      MVP na siłe, Adidas posmarował gdzie trzeba.

    • Gallardo pisze:

      Czy tyś oczadział? Chcesz wierzyć w to że Rose wróci do formy z 2011 roku po takich kontuzjach? Ładną masz wyobraźnię :)

  2. ronin23 pisze:

    Jako że oglądam większość meczy Bulls to sytuacja nie jest ciekawa,poza Butlerem i Gibsonem reszta zawodników chyba nie słyszała że po jednej stronie parkietu trzeba bronić.Byki mają dobrą ławke bo raczej tacy zawodnicy jak Mirotic,Snell czy McDermott mogą zapomnieć o wyjściowej 5 a więc brakuje zawodnika na pozycje SG ( ile to już lat?).Może warto się zainteresować Courtney Lee jako że jest na ostatnim roku swojego kontraktu. Chyba że zostawiamy Butlera na SG to chętnie zobaczyłbym w Chicago Jabari Parker’a(marzenia) jakoś cicho o tym zawodniku i wydaje mi się że nie za bardzo się odnajduje w Bucks. Dalej,Fred to dla mnie też nie jest trener który powinien być w Chicago,brak doświadczenia w NBA,zawodnicy też jakoś nie za bardzo go chyba szanują(Butler),i teraz taki trener dostaje ten i pewnie następny rok i jeśli nic nie osiągnie to out i pewnie tak bedzie a rezultatem tego będzie to że zawodnicy i klub stracą dwa lata ,gdzie podobno było przekonanie że ten zespół może bić się o finały(?!).
    Na koniec tego przydługiego wywodu,czy przypadkiem Chicago nie dostało za Denga 1st round pick(Top 10 protected) od Sacramento w nadchodzącym drafcie ?

  3. palnias94 pisze:

    @ Woytoy98 nie piszę o Derricku gdyż on nie jest długoterminowym zabezpieczeniem. Po następnym sezonie jest FA i bez łaski może odejść. Ale bezsprzecznie jest postęp w jego grze.
    @Ronin23 bulls mają ten pick od Sac ale widząc ich poziom nie widzę perspektyw na wyjście z bottom10 w tym lub następnym sezonie( choć chciałbym się mylić) a w 2018 z tego picku robią się 2 drugorundowe wybory.

  4. Mike40 pisze:

    Chicago gra nijako. Za czasow Tibsa druzyna wyrozniala sie zelazna defensywa miala charakter a teraz to jest piach. I takie mecze Buttlera z 40+ punktow, leniwego Gasola, podnoszacego sie z „popiolow” Rose’a tym wlasnie teraz wrozniaja sie bulls. Autor ma racje w kazdym aspekcie i moim zdaniem jest to idealne podsumowanie obecnej sytuacji Chicago Bulls
    5!

  5. saturn pisze:

    czekałem kiedy ktoś poruszy ten niezwykle trudny temat. Bo ja oczywiście także zadeklarowany na czerwono z rogami…
    Bulls w tej chwili to zbieranina wielu utalentowanych graczy z kompletnie nie poukładaną grą. Do tego jeszcze przestali bronić. Jak by było mało, to znowu posypały się kontuzje. Jest tragicznie.
    Jak się popatrzy na listę zawodników to wygląda dobrze, ale na parkiecie zupełnie inna bajka. Widać, że Byki potrzebują zmiany trenera, bo Hoiberg nic nie osiągnął, tylko poluzował pasa. Cieszyłem, się, że gra „dłuższą ławką” ale przy tym wszystkim unicestwił obronę. Ja zawsze jestem zwolennikiem dawania czasu trenerowi, więc ciężko mi coś takiego przechodzi przez usta: czas na kogoś mocniejszego za sterami.

  6. Bullshit pisze:

    Raczej czy ujezdza cielaka..

  7. gfazik pisze:

    Witam!
    W pełni zgadzam się z dobrym, acz smutnym w przekazie artykułem, trafnie opisującym tragedię transferową w Chicago.
    Ale zabrakło mi jakiejś perspektywy – jakie ruchy po sezonie? Kogo Bulls powinni starać się pozyskać?
    Zespół budować na Butlerze czy jeszcze uwzględniać Rose’a? Kto oprócz Jimmy’ego nie do ruszenia?
    Brawo za diagnozę, ale co z terapią?

  8. Panzer pisze:

    Obawiam sie, ze nawet gdyby dokonano rewolucyjnch zmian w skladzie,wraz z wymiana F.Hoiberga, zespol przez nastepne, co najmniej 2 lata, bedzie sie „uczyl siebie” . 2 lata to bardzo optymistyczna opcja. Nie wiadomo rowniez, jak skonstrouwana jest umowa z trenerem. Ile trzeba zaplacic za jego odejscie. J. Reinssdorf raczej niechetnie rozdaje pieniadze, chyba ze chodzi o White Sox, ktorych jest rowniez wlascicielem, a o ktorych kiedys otwarcie powiedzial,iz sa jego najbardziej ukochanym dzieckiem. Pozdrawiam fanow koszykowki, w szczegolnosci zas fanow Chicago Bulls.

  9. mrph pisze:

    Dzięki za materiał, sam jestem fanem Bulls i choć zdaję sobie sprawę z faktu, że w Chicago pewne sprawy nie toczą się tak, jak powinny, to jednak nie mogę się zgodzić z pewnymi tezami, które w artykule zostały postawione.

    1. Jak dobrze zrozumiałem, w Bulls źle się dzieje dopiero od 2012 roku (wcześniej np. wybór Butlera).
    2. Rose się połamał i moim zdaniem był to główny powód słabszej gry Bulls. Pamiętajmy, oczekiwania w 2012 roku były spore, a nagle zespół traci lidera – sypie się chemia, sypie się pewność siebie.
    3. Wydaje mi się, że stawiana na potrzeby tekstu teza, jakoby Forman był odpowiedzialny za całe zło jakie spotkało Bulls, jest bardzo naciągana.
    4. Oczywiście pewne decyzje można oceniać negatywnie ale od rozliczania swojego pracownika jest właściciel klubu. Ale trzeba na problem spojrzeć jednak wielowymiarowo – Chicago jest miastem pechowym. Kontuzje Rose’a, konflikty w zespole, utrata stylu gry (z całym szacunkiem dla Freda, obecnie Bulls nie mają stylu zarówno w ofensywie, jak i defensywie) – to tylko kilka głównych problemów, z którymi organizacja musi się zmierzyć.
    5. Bardzo odważnym wnioskiem jest deprecjonowanie roli Gasola – mistrzostwa Europy pokazały, jak wiele Pau nadal może dawać drużynie, sęk w tym, że on obecnie nie ma swojego miejsca na boisku.

    • palnias94 pisze:

      Chętnie odpowiem.
      1. Problemem była nie tyle kontuzja Rose’a – nie on pierwszy nie ostatni lider co się rozwalił – ale to, że jego kontuzja spowodowała zamęt w działaniach Formana
      2. Tu zgoda nie oponuje z tym i nie oponowałem nigdy. Podpisano Nate’a Robinsona i był Kirk – wówczas przydatny – Marquis Teague nie był tam potrzebny. Dalej przez brak Derricka siadł trochę atak i co robi GM? Ściąga coraz więcej ofensywnych graczy do drużyny prowadzonej przez defensive – minded Thibsa
      3. Dawał Thibsowi graczy którzy nie pasowali do jego systemu(Gasol – choć on jest inteligentny i się jako tako dostosował, Niko, Doug, Snell dla przykładu na szybko) wymagając nie wiadomo jakich wyników. Potem gdy zwolnił Toma to zostawił z takim samym składem Freda chcąc uptempo. Uptempo z frontcourtem Gasol – Noah – Gibson – Niko – geniusz po prostu.
      4. Kibice też mogą rozliczać menedżera – od tego również są. Druga sprawa jest taka, że Jerry Reinsdorf chce z Bulls tylko czerpać finansowo – od wyników dla niego są baseballiści Sox. Konflikty były też powodowane przesz menedżera poniekąd. Jak ma sdię czuć taki Taj z Noahem jeśli po ich najlepszym sezonie w życiu dodaje się do nich Paua który nie pasuje ani do jednego ani do drugiego? To tak dla przykładu, można to mnożyć.
      5. Ja nie twierdzę, że Pau jest słaby czy coś. Mega go szanuję, twierdzę tylko, że do Bulls nie pasuje ani teraz ani rok temu nie pasował.

    • mrph pisze:

      @palnias94
      Dziękuję za odpowiedzi :)

      Kontuzja przytrafiła im się w bardzo złym momencie – I rundzie playoffs. To praktycznie zmiotło jakiekolwiek szanse Bulls na sukces w 2012. Kolejny sezon z kolei wcale nie przepowiadał katastrofy – Rose miał być po wakacjach gotowy do gry, po wyniku 50-16 z poprzedniego sezonu władze Bulls pewnie pomyślały, że z wykurowanym Rosem są w stanie sukces powtórzyć. Ale kontuzja z listopada znów pokrzyżowała im plany, a co za tym idzie, zmiotła na 5. miejsce w PO.

      Widzę logikę, która Tobą kierowała, zapewne część zarzutów (szczególnie dotyczący współpracy GMa z trenerem i dobór zawodników pod system gry) jest słuszna ale powtórzę, w Chicago było też sporo zwykłego pecha, którego trudno jest przewidzieć. To tak jak z kontuzją PG w Indianie (również sezon na straty) – tyle, że zdecydowano się na gruntowną przebudowę, a w Bulls chcieli jednak postawić na kontynuację wizji.

  10. troy pisze:

    Co do Gasola to już jak go podpisywali pisałem, że będzie kiepsko i żeby się tak nim nie cieszyć bo jako fan LAL widziałem jego lenistwo czy raczej brak motywacji. To tak właśnie jak w te lato kiedy pokazał swoje atuty i zaskoczył nas wszystkich, żeby za chwilę spisywać się przeciętnie. Zdobył mistrza i to chyba wszystko co pokaże w NBA.

    • Woy pisze:

      oczywiście, już przed sezonem zapowiadałem , że z transferu Paua szału nie będzie. Cenię go bardzo za lata w Lakers i grę na Mistrzostwach , ale Chicago potrzebuje więcej talentu na obwodzie , nawet mając pod koszem tylko Gibsona i Noaha. Siłą Bulls nadal powinna być obrona i lepiej organizowany atak, natomiast u Hoiberga nie ma ani jednego, ani drugiego…

  11. M pisze:

    Chicago nie ma porządnego SG właściwie od czasu pozbycia się Bena Gordona ze składu. Tak, wiem co się stało z tym zawodnikiem później, ale w czasach Chicago naprawdę wymiatał, warto przypomnieć sobie playoffs z Bostonem siedmiomeczowe wtedy (chociaż wtedy dobrze grał także Tyrus Thomas)- może to jakaś zemsta Gordona? ;P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *