McHale zwolniony z Rockets!

conmac2Daryl Morey dość szybko stracił cierpliwość. Kevin McHale został zwolniony z funkcji trenera Houston Rockets po swoim 11. meczu w jego piątym sezonie z Rakietami. Jego podopieczni wygrali zaledwie 4 spotkania na początku rozgrywek i po czterech kolejnych porażkach został pierwszym szkoleniowcem w tym sezonie, który stracił swoją pracę.

google.com, pub-2915109786295953, DIRECT, f08c47fec0942fa0

Rok temu pod wodzą McHale’a, Rockets dotarli aż do finałów konferencji zachodniej (pierwszy raz od 1997 roku), w których ulegli Golden State Warriors. W czterech sezonach prowadzenia Houston miał on bilans 190-133 pod względem procenta wygranych meczów jest najlepszym coachem w historii klubu. McHale’owi zostały jeszcze dwa lata kontraktu, przez co Morey będzie mu musiał zapłacić jeszcze 12 milionów dolarów.

Rockets zawodzą w tym sezonie głównie po bronionej stronie parkietu. Z ubiegłorocznego szóstego miejsca spadli na przedostatnie. W nowym zespole nie sprawdza się także sprowadzony z Denver Ty Lawson. Jak na razie drużynę obejmie J.B. Bickerstaff (syn Berniego Bickerstaffa), dotychczasowy asystent McHale’a. Na pozycji asystenta pozostanie także Chris Finch.

Pierwszymi kandydatami do objęcia posady nowego trenera Rakiet są m.in. Tom Thibodeau i Jeff Van Gundy. Rockets mogą być także zainteresowani Stevem Cliffordem, który może w trakcie offseason zostać wolnym agentem na rynku trenerskim.

 

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

23 komentarze

  1. Pablo pisze:

    Coach Tom już chyba zmierza do Houston :) Wg mnie byłaby to najlepsza opcja. Houston są drużyną zbudowaną podobnie jak Chicago – z jednym małym wyjątkiem. Jeden lider Harden (jak Rose), dobry stoper na 3 – Ariza (jak Deng), dobrze broniąca 4 – Jones (Gibson) a także bardzo duży handicap w postaci centra z prawdziwego zdarzenia – Howard – oczywiście jeśli jest zdrowy. Drużyna ma bardzo duży potencjał w obronie (Ariza, Beverley, Howard, Jones) a także sporo plusów w ataku (oprócz Hardena, jednak Lawson, również Howard). Może TT nauczy chociaż trochę obrony Hardena.

    • Triple eX pisze:

      Sorry, ale jak można nazwać T-Jonsa dobrym obrońcą? Jest on raczej przeciętniakiem po bronionej stronie co pokazał szczególnie w przedostatnich PO grając przeciw LMA, który robił przy nim co chciał. A już postawienie go na równi z Gibsonem to jakieś nieporozumienie…

      Co do trenera T. to tutaj może być inny problem… w HOU bywa krucho ze zdrowiem i Thibs może zajechać Howarda czy Pata jeszcze przed All-Star Weekend. Poza tym jeżeli chodzi o obronę to tutaj został pominięty inny jasny punkt… niedoceniony przez McHale’a KJ McDaniels.

  2. woy pisze:

    Czyli nasze ostatnie 3na5 ;-)

    • Pablo pisze:

      Czyli bym się nadał do waszych rozmów :)

    • Jest trochę satysfakcji, co Woy? :)

      Dobry ruch. Ta zmiana powinna mieć miejsce już dawno temu. Pewnie pożegnałby się już w play-offach, ale uratowali go Clippers przegrywając serię na własne życzenie i fenomenalny Josh Smith. Jego zasługa w tej serii akurat była niewielka.

    • woy pisze:

      Można powiedzieć czujemy co się działo/dzieje. Jednak prywatnie zwolnień nikomu nie życzę…

  3. Krzychair pisze:

    nareszcie, długo odwlekana decyzja.

  4. sasoo pisze:

    Czy ja wiem…Widac formuła mu się lekko wyczerpała, a może lato słabo przepracowane… Wolałbym Van gundyego, TT zajedzie s5 i będzie loteria draftu.

  5. Triple eX pisze:

    Łatwo jest posądzić McHale… Ogólnie karanie trenera to najłatwiejsza opcja… Zastanawiałem się od trzech spotkań co się dzieje z Rockets i myślałem, czy to nie pora zwolnić trenera… doszedłem do wniosku, że raczej nie… Czy można winić trenera za to jak gra Harden? Może jedynie o tyle, że więcej minut kosztem żałosnego Hardena mógł dostawać KJ… Jak gra Ariza? Jak gra Lawson? Dlaczego w tym klubie nie ma żadnej porządnej czwórki? Morey nie zrobił nic w tym offseason, żeby wzmocnić zespół… wziął jedynie wątpliwego Lawsona… Poza tym pozwolił odejść Smithowi… Thorntona nie liczę bo dla mnie to zawsze był średniak, który rzucał cegły jak pracownik Polskich Składów Budowlanych.Czynników jest tutaj wiele…

    Generalnie problem trenera polega na tym, że przywiązuje się do nazwisk i faktycznie KJ u niego zbytnio nie pograł… Harrell chociaż pokazuje się z dobrej strony też dostaje mało czasu… Pat też przy Lawsonie mało grał… za mało…

  6. gratek pisze:

    Imho Morey mógł szukać od dłuższego czasu pretekstu do wykopania McHale’a.
    Niespodziewanie dobry ubiegły sezon (a raczej zaćmienie Clippers) mogły popsuć mu plany.

  7. realista pisze:

    A mnie to zwolnienie jednak zaskoczyło. Myślałem, że McHale dostanie szanse, aby wyprowadzić zespół z kryzysu. W poprzednim sezonie odniósł spory sukces wprowadzając Rakiety do Finału Konfy choć wiadomo, że Clippers za szybko uwierzyli w zwycięstwo, ale jednak Houston potrafili to wykorzystać i nie umniejszałbym tak bardzo ich roli w tej wiktorii.
    W Waszyngtonie jakoś Wittman cały czas pracuje, to samo w Charlotte Clifford, a obaj nadawali się do zwolnienia w poprzednim sezonie. Widać mają bardziej cierpliwych szefów.
    Poza tym czy jak przyjdzie Thibs to jest on gwarantem sukcesów? W Chicago nic wielkiego nie zwojował. Defensywę na pewno by poprawił, ale- tak jak piszecie- zajedzie podstawową piątke graczy. Brodacz to u niego będzie grał po 42 min na mecz :) A Howard przy jego ciężkich treningach nigdy się porządnie nie wyleczy. Nie wiem czy nie lepszym wyborem byłby Jeff Van Gundy lub Mark Jackson.

    • Woy pisze:

      Po pierwsze to informacje związane z Rockets rzucają trzy nazwiska na tapetę dziś : Thibodeau, Van Gundy (był już u nich i max to była II runda play off przy Francisie i Yao) oraz Clifford (kontrakt z Hornets wygasa po sezonie).
      Po drugie, to o czym mówiliśmy w ostatnim 3-na-5 – McHale nie wykorzystał potencjału defensywnego tej drużyny. Howard to niejedokrotny obrońca roku, Ariza jest świetnym defensorem i dochodzi jeszcze jeden z najlepszych obrońców wśród jedynek – Beverley. Dodając Jonesa możemy mieć naprawdę świetnie broniący team, dla którego atak staje się jeszcze łatwiejszy przy poprawie defensywy.
      Co do Thibsa, jego wyniki były uzależnione od poziomu salary cap (które Bulls obniżali od 2012 roku, rezygnując z usług Asika czy Korvera). Thibs co rok dostawał słabszych graczy, a poza tym jego gracze jak Gibson czy Butler ewaluowali. Nawet sprowadzony do poprawy Richard Hamilton był już cieniem często kontuzjowanego gracza. Natomiast z sezonu na sezon spadała rola Boozera (o obronie nie wspominając). Ja uważam, że Thibs wycisnął z Bulls maxa patrząc na częste kontuzje Rose’a , Gibsona czy Noaha. Z kolei wąska rotacja (może poza używaniem w grze Snella) miała duży wpływ na słabsze wyniki play off (porażka z Sixers czy Wizards).
      Nie można co rok liczyć , że trafi się „fuks” w postaci DJ Augustina czy Nate’a Robinsona.
      Poza tym Thibs pracował w Chicago , kiedy tak naprawdę Wschód miał jednego poważnego contendera, Heat (potem raz Cavs).
      Uważam, że w Houston miałby wiele większe pole do popisu i wcale nie zarżnąłby Howarda…
      Dziś Rockets potencjałem przewyższają nie tylko dzisiejszych Bulls. Opcji w ataku jest nieco więcej niż w Chicago, zwłaszcza na pozycjach obwodowych, gdzie talentu brakowało i brakuje w Chicago (zaraz po tym jak wypada Rose).

  8. Paweł Kołakowski pisze:

    Dawno mnie tu nie było :) co by nie mówić decyzja o zwolnieniu McHale’a zaskoczyła mnie, ale już po 0-3 miałem takie myśli czy, aby przypadkiem trener Rakiet nie poleci ze stołka. Myślę, że największy wpływ na słabą grę Rakiet ma sinusowa forma Hardena – a to ma powiązanie z problemami osobistymi (patrze Kardashian, Odom i inne duperele). Jak Harden gra to zespół wygrywa, ale tu właśnie McHale popełnił błąd. Za bardzo uzależnił zespół od brodacza i teraz to wychodzi.

    Jeśli miałbym wybierać nowego trenera to osobiście wolałbym SVG – mam sentyent do tego gościa za lata spędzone w HOU oraz za czasy kiedy był coachem NYK Jesli chodzi o referencję to jest to przecież uczeń legendarnego Pata Rileya. Z drugiej strony młody Bickerstaff wcale nie stoi na straconej pozycji, a asystenci nieraz w historii pokazywali, że potrafią ogarnąć drużynę. (ot choćby Jax czy Pop – wiem, że to dość skrajne przykłady :D ).

    Przeraża mnie pogłoska o D’Antonim, bo to akurat mogłoby oznaczać jeszcze większy regres i zbyt radosny basket (w PO to nie przejdzie).

    Przemawia do mnie natomiast argument Moreya, że na Zachodzie w obecnych czasach nie ma czasu na czekanie. Tu jest zbyt duża konkurencja i dlatego popieram jego decyzję.

  9. troy pisze:

    Jeff Van Gundy ???? Wy tak na poważnie, ten koleś nadaje się tylko do pitolenia śmieszków na antenie. Pamiętam jakim był trenerem, wszystko szło w miarę do momentu jakiegoś kryzysu i wtedy nie miał absolutnie żadnego pomysłu. To gorsza wersja jego brata – tamten jest kontrowersyjny czy też jego metody są kontrowersyjne ale przynoszą przeważnie pozytywne efekty. Jeff tylko umie chlapnąć coś ostrego publicznie ale mało co z tego wychodziło. Pamiętam go min z czasów w New York Knicks – niby wszystko się układało ale w PO widać było, że to wszystko na co go stać. Rozumiem, że to dowcipny koleś z ciętą ripostą i może się podobać ale nie jako trener, który ma walczyć o najwyższe cele. To po co była ta wymiana jak on jest gorszy od zwolnionego trenera.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      Sezon 1999 to był jeden wielki kryzys dla NYK, ale w finale grali :) więc widzę, że nie wszystko pamiętasz z czasów Knicks :) przypomnę, że w PO nie grał Ewing.
      W Rockets miał średni materiał ludzki, a na pewno nie posiadał tak mocnej kadry jak dzisiejsi Rockets.

      (swoją drogą Thibodeau był chyba wówczas jego asystentem w 1999).

      Ideałem dla mnie byłby Larry Brown, ale jak wspominałem Bickerstaff JR może okazać się bardzo dobrą opcją w całym tym zamieszaniu.

    • Woy pisze:

      Ewing grał w play off , nie zagrał w samych finałach , po kontuzji odniesionej w ECF. Van Gundy miał świetny skład i praktycznie najlepszy zespół od ery Riley’a. Miał więcej opcji w ataku od fizycznych Knicks Pata, wśród których gra w ataku opierała się głównie o Ewinga – Starksa i Harpera.

      Chris Childs/Charlie Ward
      Allan Houston
      Latrell Spreewell (przejęli go po słynnym duszeniu na PJ Carlesimo)
      Larry Johnson / Kurt Thomas
      Patrick Ewing (nie grał) / Marcus Camby

    • troy pisze:

      Ok finał w 1999 – 16 lat temu, wcześniej 3 x półfinał conf., potem 1x finał conf. i rezygnacja. Teraz dalej masz rację, że potencjał Houston obecni jest dużo wyższy ale 3 x pierwsza runda i 1x nie awansowali do PO – naprawdę zaryzykował byś zatrudniając go znowu, mając jeszcze na uwadze, że tam myślą jedynie o mistrzostwie ? To już bym wolał, jeżeli mamy wybiegać poza realność, ściągnąć Jerry’go Sloan’a :) Uważam, że JVG to od zawsze przereklamowany trener, showman jak najbardziej i w TV pasuje.

  10. Paweł Kołakowski pisze:

    W 1999 Knicks weszli do PO na 8 – ostatnim miejscu, a więc nie byli takim świetnym teamem jak by wskazywał na to papier. Na pewno mieli masę problemów, ale chyba w latach 90tych (nie liczę Dana Issela z Nuggets 94) wcześniej tylko Rudy T potrafił w tak trudnych warunkach zaprowadzić zespół w PO (Rockets ’95) To wymaga charakternych graczy i charakternego trenera.

    Z drugiej strony zobaczymy co pokaże Bickerstaff – jak mówiłem, uważam, że może wykorzystać swoją szansę (ma kredyt zaufania u samych graczy, a to ważny aspekt)

    • Woy pisze:

      @Paweł to był dziwny sezon, ze względu na 50 gier w RS.
      Pistons, którzy mieli 5 miejsce przed P.O., mieli 2 wygrane więcej od Knicks.
      Sixers , na szóstym, mieli 1 wygraną więcej. Identyczny bilans do Szóstek mieli Bucks, na 7.
      Faktyczną siłę drużyn pokazały wg mnie właśnie play off .
      Szósci Sixers ograli trzecich Magic.
      Btw. Knicks z 27-23 byliby wtedy szóstą drużyną Zachodu (czasy się pozmieniały;-)

  11. Jastrząb pisze:

    Ja tam uważam, że TT to super trener. Houstończykom brakuje właśnie dobrej defensywy i spokojniejszego ataku, a o to Thibs zadba. Większa rola Howarda i więcej opcji ofensywnych to zadanie dla nowego coacha. Oglądanie Hardena często jest irytujące. Kosz to sport drużynowy. Co do Stana V Gundyego to jego awans do finałów 1999 był przecież wielką niespodzianką. Mimo iż Knicks mieli głośne nazwiska w składzie to mieli problem z zespołowością, bo to były silne charaktery grające pod siebie. W sumie trochę podobnie jak teraz w Houston gdzie obok Hardena są krnąbrni Josh Smith, Lawson, Howard i Ariza. SVG może być ciekawą opcją choć nie przepadam za nim. Na razie kibicujmy Bickerstaffowi, często anonimowi trenerzy zostają na dłużej jak choćby … Stan Van Gundy w Knicks 1996. Mało kto go znał jak zastępował Nelsona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *