Telegram z Zachodu (11/11/15) : Aldridge wrócił do Portland, Jordan dostał lanie w Dallas

MAVS (4-4) – CLIPPERS (5-3) 118:108

Rick Carlisle wyjątkowo mocno zmotywował swoich graczy do gry przeciwko DeAndre Jordanowi. Jordan nie błyszczał przeciwko niedoszłym kolegom z drużyny, zaliczając mecz na poziomie 9 pkt i 11 zb (3/9 z linii). Jeszcze słabiej wypadł Chris Paul (2/11 z gry) , który przegrał rywalizację z Deronem Williamsem (13 pkt i 6 as; Clippers z Paulem na boisku byli -12 , podczas gdy Mavs z Williamsem +14). Show w Dallas – nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz w karierze – ukradł Dirk Nowitzki. Weteran zdobył 31 pkt i znów trafiał seryjnie, psując obronę zespołu Doca Riversa. Dirk trafił 11 z 14 rzutów z gry oraz (w tym) 5 z 6 trójek. Najlepszy mecz od czasy transferu do Dallas rozegrał Wes Matthews, autor 25 pkt (9/13 z gry). CP-3 z 11 asystami wszedł na poziom 7000 asyst w karierze. Natomiast Zaza Pachulia (10 pkt-10 zb) zanotował czwarty swój dublet w sezonie.

PKT: Nowitzki 31, Matthews 25, Felton 13, Williams 13 oraz Griffin 21, Rivers 16, Crawfrod 11, Paul 11

ROCKETS (4-4) – NETS (1-7) 98:106

Największa niespodzianka nocy wydarzyła się w Toyota Center, gdzie miejscowi Rockets dali sobie zabrać wygraną w ostatnich 12 minutach. Bojan Bogdanović z 22 pkt zapracował najbardziej na pierwszą wygraną Brooklynczyków. Swoje ważne punkty zdobywał przy budowanej przewadze (27-15 w 4 kw) ex zawodnik Rockets, Thomas Robinson. T-Rob zbierał i dobijał rzuty kolegów, kończąc mecz z 6 pkt i 6 zb. Uwaga, w tym spotkaniu Siatki zebrały aż 60 piłek przy 45 Rakiet. Dodatkowo gracze Lio Hollinsa blokowali rywali 11 razy. 14 pkt – 12 zb – 5 blk to statystyki Brooka Lopeza, którego występ stał pod znakiem zapytania. Bolączką Rockets okazała się szalona strategia forsowania rzutów dystansowych. Aż 34 próby (10x Jamesa Hardena) i tylko 8 celnych. Po serii 4 wygranych fani Rockets dostali na głowy kubeł zimnej wody…

PKT: Harden 23, Thornton 21, Howard 20 oraz Bogdanovic 22, Johnson 16, Lopez 14

GRIZZLIES (3-6) – WARRIORS (9-0) 84:100

Marc Gasol nieco odbił sobie ostatnie niepowodzenia oraz gorsze występy, ale jego 26 oczek nie zatrzymało/nie przeciwstawiło się atakowi Warriors. Nie było tym razem 50 punktowego blow outu , ale Wojownicy już w pierwszej odsłonie uciekli na 11 oczek i pędzili po 9 z rzędu wygraną. Fed Ex Forum okazało się bardzo gościnne dla Mistrzów NBA, a w nim rządzili dwaj MVP – sezonu – Steph Curry (28 pkt) oraz Andre Iguodala (20 pkt). Słabiutko natomiast wypadli Mike Conley (1/12 z gry) oraz Matt Barnes (1/8 z gry). Grizzlies u siebie zagrali tylko na 34% z gry i trafili tylko 3 z 15 trójek. GSW w tym samym czasie wspięli się na poziom 48% i 11 celnych trójek. Choć Steph trafił tylko 3 z 10 rzutów z dystansu, to zakończył spotkanie z 28 oczkami. Podopieczni Luke’a Waltona wyrównali bilans z najlepszego swojego startu sezonu, 9-0.

PKT: Gasol 26, Randolph 19, Allen 15 oraz Curry 28, Iguodala 20, Barnes 19

NUGGETS (4-4) – BUCKS (4-5) 103:102 (25:32, 28:32, 34:16, 16:22)

Po nieudanej trzeciej odsłonie Bucks, kiedy gospodarze narzucili swoje tempo oraz styl gry, Kozły były w dużych tarapatach. 34-16 wygrana trzecia odsłona, osłodziła informację dla teamu Mike’a Malone’a, że Wilson Chandler nie zagra już w tym sezonie…Zbalansowany atak z Pepsi Center miał się świetnie; ofensywę napędzał rookie, Emmanuel Mudiay (16 pkt i 11 as), jego dogrania wykorzystywał – najskuteczniejszy – Danilo Gallinari (25 pkt i 11 zb), a pod koszami skutecznie prezentował się Kenneth Faried (19 pkt i 9 zb , oraz 8/9 z gry). Samorodki dzięki postawie duetu Hickson-Faried zdobyły 52 oczka ze strefy podkoszowej. Z drugiej strony świetnie prezentowali się Greg Monroe (18 pkt i 10 zb) oraz Jerryd Bayless (22 pkt i 7/10 z gry). Faried zebrał niecelny rzut Galliariego i dał prowadzenie Nuggets, na 5 sek przed końcem 4 kw. Następnie , szansę na zwycięstwo dla Bucks dostał Khris Middleton, ale jego próba rzutu wyskoczyła z kosza. Kozły po serii 4 zwycięstw, przegrały 2 mecze z rzędu.

PKT: Gallinari 25, Faried 19, Mudiay 16 oraz Bayless 22, Monroe 18, Middleton 13

BLAZERS (4-5) – SPURS (6-2) 101:113

Duet Lillard (22) – McCollum (21) stanowił zbyt mały opór dla rozpędzonych w czwartej kwarcie Spurs. Blazers przywitali i owacją i buczeniem swojego byłego zawodnika, LaMarcusa Aldridge’a (23 pkt i 6 zb), a ten z kolei okazał się głównym ogniwem ataku Spurs. Znów dzielnie sekundował mu Kahwi Leonard i zawodnicy Gregga Popovicha mogli celebrować 6 wygraną w rozgrywkach. Miejscowi mieli wyraźne problemy z atakiem gości, pozwalając Spurs na 56% skuteczność gry. LMA i spółka , mocniej punktowali z pomalowanego 46-36.

PKT: Lillard 22, McCollum 21, Henderson 12 oraz Aldridge 23, Leonard 20, Ginobili 14

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

6 komentarzy

  1. sasoo napisał(a):

    Rockets…………..

  2. Autor napisał(a):

    Mark Cuban dokonał swojej cichej zemsty, co potwierdził „piatką” z Dirkiem w ostatniej minucie meczu.

    Miśki, choć nie widać tego w statystkach do końca byli ekipą, która zrobiła obok Clipersów najwięcej problemów Wojownikom. Czego im zabrakło? Ławki. Sam Igoudala wrzucił im 20 pkt. na doskonałej skuteczności.
    Toczyli wyrównaną grę, dzięki świetnej obronie przez dłuższą część meczu i był to jeden z lepszych występów Miśków. Mecz miał ogień, niczym z PO. Powoli mecze Wojowników wyglądają zgodnie z zasadą bić mistrza. Wojownicy się mocno męczyli w ofensywie przez prawie 3 kwarty a jednocześnie mieli problemy z kryciem Gasola – Bogut 5 a Ezeli 4 faule. Zresztą obie ekipy zaliczyły przez twardą defensywę mnóstwo fauli.
    Jednak Wojownicy mają moc i znów w połowie 3 kwarty zaczęli odjeżdżać z wynikiem Miśkom a zaczęło się od runu Curry, który rzucił 9 pkt. z rzędu, w tym niewiarygodną trójkę upadając.
    „Podopieczni Luke’a Waltona wyrównali bilans z najlepszego swojego startu sezonu, 9-0.”
    Wojownicy zaliczyli właśnie najlepszy start sezonu mistrzowskiej drużyny w sezonie po zdobyciu mistrzostwa po Bykach z sezonu 96/97.
    Wynik Byków mogą jeszcze poprawić i szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że za życia swego zobaczę ekipę, która będzie w stanie ruszyć ten rekord z niesamowitego i rekordowego sezonu Byków.

    • woy napisał(a):

      @Autor, najlepszy start sezonu wynosi 15:0 z czasów Houston Rockets. Pamiętam jak dziś sezon 1993-4. Zatrzymali ich na 16. meczu Hawks. Natomiast Warriors wyrównali swój start 9:0 z czasów gry w Filadelfii 1960-61. EOT

    • Autor napisał(a):

      Tak woy, ale ja nie piszę o najlepszym starcie drużyny w ogóle, tylko najlepszym starcie drużyny mistrzowskiej, czyli w sezonie tuż po zdobyciu mistrzostwa {tak mówili komentatorzy w meczu z Miśkami}. Dla Rakiet to był sezon 94/95, gdzie mieli start właśnie 9-0. Dla Byków to był sezon 96/97.

  3. rdou napisał(a):

    Autor- nie zgodzę się do końca ze miśkom brakuje rezerwowych, brakuje im obwodu, katastrofa jeśli chodzi o rzuty za łuku, pozycje 1-3 w def dają rade ale jeśli chodzi o atak to, chyba nie przesądzę, najgorszy układ w lidze. Straszne wygadają te ich cegły, z taką grą chyba powili schodzą z topu ligi, a Warriors to maszyna. Fakt ogień był, ale to było za mało vs. umiejętności mistrzów. Bez dwóch zdań najlepszą koszykówkę w tej chwili gra ekipa z Oakland.

  4. troy napisał(a):

    Postawił bym kasę na wygraną CLIPPERS i ROCKETS a tu proszę jaki strzał w kolano.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *