Zapowiedź sezonu: Houston Rockets

Drużyna Rakiet może przystąpić do bieżących rozgrywek w dobrych nastrojach. Szkielet drużyny pozostał niemal nienaruszony i właśnie ten element wydawał się najważniejszy w całej układance Deryla Moreya w trakcie offseason. Na co stać Rakiety w startujących właśnie rozgrywkach?

POPRZEDNI SEZON

Finał konferencji to największy sukces od przeszło 20 lat. Ostatni raz ekipa z Teksasu była na tym etapie rozrgywek w
sezonie 1996/97, kiedy to w ich barwach grali Hakeem Olajuwon, Charles Barkley czy też Clyde Drexler. Zatem trzeba przyznać, że dla wielu młodych fanów NBA są to czasy niemal prehistoryczne. Podobnie jak 20 lat temu nie udało się im awansować do finału NBA, bowiem musieli uznać wyższość znacznie lepszych Warriors. Należy jednak podkreślić, że swoiste mistrzostwo Houstończycy osiągneli w serii z Clippers. Przegrywali 1:3 i w piątym meczu, a dokładnie w końcówce trzeciej kwarty tracili do rywali blisko 20 punktów. Mimo to w finale Zachodu znaleźli się podopieczni McHale’a. Pozwolę sobie zauważyć, że do czegoś takiego trzeba mieć „cojones”. Właśnie charatker tej drużyny, który uwidaczniał się w trudnych, a nawet niemalże ekstremalnych momentach należy uznać, za największe osiągniecie Rakiet. Udało im się wykształcić coś, co w najbliższym czasie powinno zaprocentować w postaci niezbędnego doświadczenia. To jest coś czego nie da się kupić, a trzeba wypracować w bólu i w trakcie pewnego upokorzenia. To jest swoista nieśmiertelność, którą nabywał Jordan w starciach z Pistons, czy też Kobe z Shaqiem w młodych latach kariery.

RUCHY KADROWE
Zespół opuścił Josh Smith, który postanowił wybrać ofertę Clippers. W tym samym kierunku postanowił podążyć Pablo

Prigioni. Przyznam, że brak Smitha to pewnego rodzaju osłabienie. Gracz ten (mimo całego chaosu, który wnosił do gry Rakiet) był energizerem w rotacji Rakiet i był do spółki z Corey Brewerem źródłem zrywów ekipy z Teksasu. Niewątpliwie będą momenty w tym sezonie, kiedy jego brak będzie odczuwalny…

Do zespołu dołączył natomiast inny gracz cieszący się sporym uznaniem w NBA, a mianowicie Ty Lawson. Gracz po przejściach ma wejść w Houston na drogę zwycięstwa i tym samym przejść swoiste katharsis. Bylbym głupi, gdybym napisał, że nie będzie on wzmocnieniem Rakiet. Oczywiście, że będzie. Do tego otwiera trenerowi nowe możliwości ofensywne w postaci gry small ball, które w ostatnich sezonach podbija ligę.

Drugim ciekawym nabytkiem jest pierwszoroczniak Montrezl Harrell, który już w czasach college’u był porównywany do Kennetha Farieda. Widziałem go w kilku meczach NCAA, widziałem też w lidzę letniej i w rozgrywkach przedsezonowych. Mogę na chwilę obecną śmiało stwierdzić, że jest to powód, dla którego ktoś z dwójki Jones – Motiejunas opuści szeregi Rakiet.

Warunkiem jest oczywiście systematyczny rozwój. O to jednak jestem spokojny, gdyż gracze z pozycji numer 4 bardzo dobrze dojrzewają pod ręką Kevina McHale.

Dodatkowo ogromnym plusem jest zatrzymanie w kadrze Jasona Terry’ego. Zapewne sportowo nie będzie on już odgrywał takiej roli jak choćby w poprzednim sezonie. Jest to jednak osoba, która ma największy wpływ na szatnie zespołu. Gdyby faktycznie odszedł do Pelicans, o czym się mówiło w plotkach transferowych, to byłby chyba największy cios dla kadry.

DALLAS, TX - APRIL 24:  James Harden #13 of the Houston Rockets celebrates a three-point shot against the Dallas Mavericks during Game Three of the Western Conference quarterfinals of the 2015 NBA Playoffs at American Airlines Center on April 24, 2015 in Dallas, Texas.  (Photo by Ronald Martinez/Getty Images)
ROTACJA:

Ty Lawson – Patrick Beverly – Jason Terry
James Harden – Marcus Thorton – K.J McDaniels
Trevor Ariza – Corey Brewer – Sam Dekker
Terrence Jones – Montrezl Harrell – Donatas Motiejunas
Dwight Howard – Clint Capela

Trener: Kevin McHale

SZANSE:

Jak już wspominałem chwilę wcześniej Rakiety nie dokonywały zbyt wielkich zmian w składzie. To się jednocześnie przekłada na doświadczenie, które ta grupa ludzi wspólnie wypracowała. Sam GM Rakiet – Daryl Morey mówił przed sezonem, że właśnie stabilizacja ma być największym atutem, odwołując się tym samym do przykładu rywali zza miedzy prowadzonych przez Grega Popovicha.

Rakiety na pewno nie odejdą od taktyki gry na dystansie i pod koszem z pomijaniem raczej strefy mid range. Zatem będziemy oglądać mnóstwo rzutów za trzy, a także penetracje pod kosz, którym przewodził będzie Harden. Przybycie Lawsona to nowa furtka dla Howarda, któremu powinno się znacznie lepiej współpracować z tym graczem. Naturalną rzeczą w grze Rockets powinny stać się pick’n’rolle tego duetu. Uważam zresztą, że rola samego Howarda w ofensywie powinna być znacznie większa.

Po pierwsze dlatego, że o wiele łatwiej zdobywa się punkty spod kosza, po drugie dlatego, że zdrowy Howard jest w stanie absolutnie zdominować strefę podkoszową w dowolnym miejscu na parkiecie (czytaj obrona / atak), a po trzecie w play offach to właśnie Howard był opcją numer jeden w najtrudniejszych chwilach ( tak było w tym roku jak i w zeszłym w starciu z Blazers).

Indywidualizm Hardena może sprawdzać się w sezonie regularnym, ale na play off trzeba czegoś więcej, o czym sam brodacz się już dwukrotnie przekonał. Współpraca dwójki Lawson / Harden może być niezwykle pożyteczna, ale warunek jest jeden: trzeba znaleźć bilans w posiadaniu przez nich piłkę. Obaj lubują się raczej w grze „kozłem” i teraz na głowie McHale jest problem jak jedną piłkę podzielić miedzy tą dwójkę. Swoista metamorfoza będzie wymagał czasu, dlatego też początek sezonu nie będzie zbyt udany dla Rockets (co pokazały dwa pierwsze spotkania). Jednak we współpracy tej dwójki dopatruje się szansy na największy progres ekipy z H-Town. Lawson ma pozwolić Hardenowi stac się prawdziwym MVP, a Harden ma dojrzeć przy Lawsonie do roli lidera, a nie najlepszego strzelca.

Jeszcze jednym atutem jaki widzę jest postęp młodych graczy. Clint Capela to juz nie jest ten wystraszony chudzielec z marca bieżącego roku. Teraz czas, żeby stał się facetem i pokazał to na boisku. Wspomniany Harrell z miejsca stał się jednym z pupili McHale. Do tego stopnia, że Rakiety zrezygnowały z Markieffa Morrisa, na któego chrapkę miał Morey. Ten gość ma ogromny potencjał zarówno w ataku jak i w obronie. Gra w tłoku, blikso kosza to własnie środowisko, w którym czuje się jak ryba w wodzie. Im dalej w las tym więcej będzie z niego pociechy!

Za rok zastrzeżonymi FA będą Jones i Moteijunas. Dwight Howard także na następny rok ma opcję zawodnika, z której nie koniecznie musi korzystać. To jest główny motyw całej tej trójki, aby dać z siebie wszystko. Zwłaszcza pierwsi dwaj muszą prezentować się dobrze w tym sezonie, aby pracować na swoją cenę za rok. Moim zdaniem priorytetem będzie zatrzymanie Howarda, a dopiero potem Rockets będą się martwić o zatrzymanie (prawdopodobnie jednego z dwóch) wymienionych powyżej graczy.

MEXICO CITY, MEXICO - NOVEMBER 12: Dwight Howard of Houston Rockets celebrates during a match between  Minnesota Timberwolves and Houston Rockets as part of 2014-15 NBA Season at Arena Ciudad de Mexico on November 12, 2014 in Mexico City, Mexico. (Photo by Hector Vivas/LatinContent/Getty Images)

Aktualnie w Houston mamy mocną rotację, która gwarantuje solidną rywalizację, a jednocześnie wysoki pozion zarówno w ataku jak i w defensywie. Gracze z wyjściowego składu wydają się być dobrze uzupełniani przez zmienników i tym samym daje to raczej gwarancję równego poziomu gry na każdym etappie spotkań.

ZAGROŻENIA

Największe zagrożenie to zdrowie. Zdrowie Howarda. Ile Supermana jest w Howardzie? a ile z tego olbrzyma zabrały kontuzje?

Tego nikt oficjalnie się nie dowiemy, ale gołym okiem widać, że DH z Orlando i po opuszczeniu Florydy, to dwaj różni
zawodnicy. Środkowy Rakiet ma też już swoje lata, co nie przekłada sięna jego odporność na urazy. Im więcej będzie rzeczy mu dokuczało, tym mniejsze szanse Rakiet na poprawę rezultatu z zeszłego sezonu.

Drugie zagrożenie to rodzina Kardashianów. Przepraszam James, ale popatrz do czego doprowadziła znajomość z tą chorą rodziną Lamara Odoma? Kris Humphries też raczej nie zaliczy tego rodu do szczególnie normalnego. Stąd bądź co bądź, pudelkowa informacja o spotykaniu się Hardena z Khloe Kardasian to wbrew pozorom fatalne wieści dla fanów Rakiet. Trzeba sobie zadać pytanie czy sam Harden widzi pewną granicę między byciem wybitnym koszykarzem, a celebrytą? Oby to nie był początek czegoś złego w karierze tego zawodnika.

Trzecim zagrożeniem jakie widzę dla Rakiet może okazać się brak sukcesu. To może popsuć całą atmosferę. Howard może się obrazić na cały świat i za rok opuścić Houston. Lawson może nie poradzić sobie z presją, która na pewno na nim ciąży, gdyż ma coś do udowodnienia w Teksasie. Harden może zostać sam i za rok trzeba będzie zbierać wszystkie klocki od nowa… to nie byłby dobry scenariusz. mam nadzieje, że Kevin McHale nie dopuści do jego realizacji.

PROGNOZA
Na co stać Rakiety w tym roku? Tak stać ich na finał NBA. Wiem, że konkurencja w tym roku na Zachodzie jest jeszcze większa, gdyż znacznie wzmocnili się Clippersi, a do gry o największe cele wracają Thunder. Uważam jednak, że właśnie fakt, że Rakiety nie do końca są faworytami tego wyścigu świadczy na ich korzyść. Pokazali, że są w stanie dokonywać rzeczy niemożliwych, a zatem czemu mieliby nie poprawić wyniku sprzed roku? To właśnie czyni ich jedną z najbardziej nieprzewidywalnych teamów w NBA.

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *