Przedsezonowe zapowiedzi 2015: Los Angeles Clippers

„To się zdarza. Strasznie się to ogląda, to straszne dla drużyny. […] Oddaliśmy to spotkanie. [Rockets] dali nam lekcję” – Doc Rivers po szóstym meczu półfinałów konferencji zachodniej.

Jesteśmy 5 miesięcy po tamtym spotkaniu i w Los Angeles nadal nikt nie wie, co się stało w Staples Center 14 maja 2015 roku.

Nikt nie wie, jak to się stało, że Corey Brewer i Josh Smith poprowadzili Rockets do wygrania czwartej kwarty tamtego meczu 40-15.

Przecież, gdy Blake Griffin trafił tamten cyrkowy rzut, Steve Ballmer już był w drodze do Oakland na finały konferencji.

Ale to nie mogło się tak skończyć. Bo to są Clippers. Drużyna, która niczego nigdy nie wygrała i od 45 lat rok w rok pozostaje pośmiewiskiem NBA, próbując wygrzebać się z własnej miernoty i już nigdy więcej nie być Chicago Cubs koszykówki. To ma być ten rok, w którym w końcu się uda.

Znowu.

Od momentu przyjścia Chrisa Paula 4 lata temu, Clippers rok w rok mają w końcu osiągnąć coś więcej i za każdym razem kończy się to dostaniem po dupie w najważniejszym momencie sezonu. Czy to w 2012 sweep od Spurs, czy rok później baty pod koszem od Grizzlies, czy w 2014 przegrane kontrowersyjne Game 5 z Oklahomą, aż w końcu comeback Rockets i porażka w serii, którą już przecież mieli w garści. Finały konferencji wciąż pozostają mrzonką dla tej organizacji. W ciągu 45 sezonów, ani razu nie doszli tak daleko.

W tym sezonie, po rebrandingu, zmianie barw, logo i parkietu, Clippers w końcu mają się urwać od swojej historii i być zespołem na miarę miasta, w którym grają. Póki co, w standardy stylowe się nie wpisali (i chyba nie jestem jedynym, który uważa nowe logo i stroje za ohydne), a także dzięki szopce z udziałem DeAndre Jordana i komentarzom Doca Riversa na temat Golden State Warriors zostali najbardziej znienawidzoną przez kibiców innych drużyn ekipą w NBA. Nikt nie lubi Clippers, tego w jaki sposób został zbudowany ten zespół i każdy będzie chciał im pokazać miejsce w szeregu. A niektórzy będą chcieli im pokazać środkowy palec z założonym nań pierścieniem.

Off-season

Dla Clippers ten rok jest rokiem prawdy. Są lepsi niż w poprzednim sezonie, w końcu mają rozsądną ławkę rezerwowych i nareszcie załatali dziurę na niskim skrzydle. Nie ma już Matta Barnesa, w rodzinne strony i do „swojego” trenera wraca Paul Pierce, który znowu ma wyczyniać cuda w crunch-time w play-offach, a wspierać go będzie niespełniona nadzieja, z której można zrobić użytek Wesley Johnson. W drużynie pojawiają się też próbujący odbudować kariery jako zadaniowcy Lance Stephenson i Josh Smith, a także z mniej istotnych nazwisk Pablo Prigioni, Luc Richard Mbah a Moute, Chuck Hayes, Branden Dawson i Cole Aldrich.

Z drużyny odeszli wcześniej wspomniany Barnes i Spencer Hawes (wymiana do Hornets za Stephensona), a także Lester Hudson, Ekpe Udoh, Jordan Hamilton, Glen Davis, Danthay Jones i Hedo Turkoglu jako wolni agenci. Clippers nie odnieśli żadnych istotnych strat, pozyskali za to paru ważnych zadaniowców, których zabrakło do wygrania serii z Rockets.

Skład

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
45 Cole Aldrich C 27 211 111 Kansas $1,100,602
11 Jamal Crawford SG 35 196 91 Michigan $5,675,000
22 Branden Dawson G/F 22 201 100 Michigan State $525,093
32 Blake Griffin PF 26 208 114 Oklahoma $18,862,876
44 Chuck Hayes PF/C 32 198 109 Kentucky $1,499,187
33 Wesley Johnson F 28 201 98 Syracuse $1,100,602
6 DeAndre Jordan C 27 211 120 Texas A&M $19,689,000
12 Luc Mbah a Moute F 29 203 104 UCLA $1,270,964
3 Chris Paul PG 29 183 79 Wake Forest $21,468,695
34 Paul Pierce F 38 201 107 Kansas $3,376,000
 9 Pablo Prigioni PG 38 191 84 Argentyna $981,348
4 J.J. Redick SG 30 193 86 Duke $7,085,000
25 Austin Rivers G 23 193 91 Duke $3,110,796
5 Josh Smith PF 30 206 102 Oak Hill Academy $1,499,187
1 Lance Stephenson G 25 196 104 Cincinnati $9,000,000
30 C.J. Wilcox G 25 196 91 Washington $1,159,680

Pierwsza piątka

Chris Paul – znowu możemy mu w tym miejscu wypomnieć, że jego drużyna zawiodła w kluczowym momencie sezonu i mimo dziesięciu świetnych sezonów w NBA, jeszcze nigdy nie awansował do finałów konferencji. Ale po co? Zdecydowanie lepiej będzie przypomnieć jego heroiczne Game 7 z San Antonio Spurs i powiedzieć, że był najmniej winny tego, co stało się w Game 6 i 7 przeciwko Houston. To jego koledzy zawiedli w dużo większym stopniu. I choć ta sama śpiewka powtarza się od paru lat, to obiektywnie patrząc, Chris Paul w swojej karierze ma po prostu cholernego pecha.

W maju tego roku stuknęła mu „trzydziestka” i powoli ucieka mu czas na odniesienie sukcesu w tej lidze. To już najwyższy czas dla Paula na wygranie czegoś poważniejszego niż klasyfikacja najlepiej asystujących. Clippers nadal będą mogli na nim polegać w każdym momencie rozgrywek i liczyć na linijki 20/10, co drugi mecz, poprawienie ofensywy o 20 punktów na 100 posiadań, gdy jest na parkiecie i niezawodny jumper z prawej czterdziestkipiątki. Na koniec sezonu, i tak będziemy go rozliczać za wygrane w pojedynkę mecze w play-offach i obwiniać za to, że jego koledzy znowu dali ciała.

J.J. Redick – zgrabny jak łania, nabijający sobie kilometry biegając po zasłonach. W poprzednim sezonie był trzecim strzelcem Clippers, ze średnią 16.4 punktów na mecz, czyli tylko 2.7 mniej od Chrisa Paula (0.6 w przeliczeniu na 36 minut). Doc Rivers uwielbia tego faceta i w swoim systemie uczynił z niego kluczową postać dla ofensywy, która idealnie uzupełnia Chrisa Paula na obwodzie. Przy nowych nabytkach na pozycje 2/3 jego rola zmaleje, ale oprócz tego Redick dostanie kilku dodatkowych kreatorów i powinien bez problemu utrzymać swoją skuteczność 43.7% za trzy.

Wesley Johnson – nikt już nie wierzy w to, że Johnson będzie kimś w tej lidze, ale Doc Rivers spróbuje uczynić z tego zawodnika solidne uzupełnienie pierwszej piątki (plan ma zakładać, że Pierce będzie wychodził z ławki, ale tak naprawdę jeszcze niewiadomo w jakim ustawieniu Clippers wyjdą na swój pierwszy mecz). Jego 35.1% za trzy w poprzednim sezonie to dobry rezultat, jak na grę w Lakers i mimo przeciętnej gry w obronie, Johnson może być solidnym uzupełnieniem dla tej drużyny na 20 minut w meczu i fajną opcją w kontratakach.

Blake Griffin – wcześniej broniłem Chrisa Paula i tak teraz będę bronił Blake’a Griffina – to nie wina dwóch liderów, że poprzedni sezon skończył się w ten sposób. Nie sądzę też, że Griffin miał takie słabe poprzednie rozgrywki, na jakie wszyscy je malują. Blake zanotował regres w stosunku do sezonu 2013/14 i z roku na rok jest mniej agresywny na tablicach, ale kto z was nie chciałby mieć u siebie gracza mającego linjkę 21.9/7.6/5.3? Zwłaszcza imponuje to, ile Blake widzi i jak podaje, co wciąż jest niedoceniane przez obserwatorów tej ligi. Wielkiego progresu nikt się nie spodziewa, ale Griffin spokojnie powinien utrzymać statystyki z poprzedniego sezonu, a Doc Rivers będzie testował go w kolejnych rolach. Po tym jak świetnie potrafił kierować grą zespołu w play-offach (dla przykładu – Game 1 z Houston) – Rivers może go widzieć coraz częściej grającego jako rozgrywający z obwodu czy jako gracza wyprowadzającego kontry.

DeAndre Jordan – rok temu wybrany do All-Defensive First Team i All-NBA Third Team, co w obu przypadkach było sporą przesadą. DeAndre Jordan jest przehype’owany i nie jest wcale takim wybitnym obrońcą, za jakiego wielu go uważa, a w poprzednim sezonie bronił gorzej niż w rozgrywkach 2013/14. 48.5% rywali przy obręczy to dużo, oprócz tego Jordan nie wygrywał match-upów w defensywie, a w play-offach 39-letni Tim Duncan notował przeciwko niemu 17.9 punktów na mecz przy skuteczności 58.9% z gry. Zanotował regres i zmienił się w rozkapryszoną gwiazdeczkę, od której zależy los defensywy Clippers. Bo jeżeli nadal będą w połowie stawki, to nikt nie wróży im sukcesu w przyszłym roku.

Ławka rezerwowych

Jamal Crawford – wciąż najmłodszy 35-latek w tej lidze, nigdy nie zacznie grać jak weteran i nigdy nie nauczy się bronić. Wiek daje mu się we znaki i Crawford rok w rok gra coraz słabiej, ale tym razem na ławce Clippers będą mieli kogoś poza nim. Lance Stephenson i Austin Rivers w większej roli zabiorą mu piłkę i jest to dobry ruch dla drużyny, bo J-Crossover lepiej sprawdzał się w zeszłym sezonie jako spot up shooter (38.1% za trzy w takich sytuacjach, po koźle fatalne 25%). Rivers powoli powinien odchodzić od pomysłu grania nim izolacji. Problemem wciąż zostaje obrona i Clippers mogą handlować Crawfordem w trakcie sezonu, żeby pozyskać gracza, który lepiej broni i rzuca na podobnym poziomie.

Austin Rivers – nadal będzie miał swoje momenty, ale nie nastawiałbym się na wielki progres tego zawodnika, chociaż ojciec będzie próbował go w większej roli niż wcześniej. Dzieciak, który ma potencjał, ale brakuje mu pewności siebie i agresywności w grze. Niektóre statystyki porażają – zaledwie 30.9% za trzy i 58.2% z linii w zeszłym sezonie, a także fatalne 3.1 asysty w przeliczeniu na 36 minut, co jest winą strasznie zachowawczej i ostrożnej gry. W play-offach pokazał, że może być z niego pożytek. Może uzupełnić rotację na 15 minut w meczu, ale nikt nie jest przekonany, czy jest to odpowiedni gracz dla drużyny grającej o tytuł.

Paul Pierce – człowiek klucz, być może najważniejszy w tej układance. Łata dziurę na pozycji nr 3, Rivers może go używać na milion różnych sposobów (zwłaszcza ciekawe powinny być line-upy z Prawdą na „czwórce” i jego pick’n’popy z Chrisem Paulem), wszyscy liczą, że znowu będzie trafiał wielkie rzuty w play-offach i notował obłędne 52.4% zza łuku w post-season, a także wnosi mistrzowskie doświadczenie do zespołu, będąc jego jedynym zawodnikiem, który wygrał w karierze coś poważnego. Pierce wniesie sporo nowego do Clippers i będzie spełniał rolę podobną do tej, jaką miał w Wizards. Rivers woli zaczynać mecze z Wesem Johnsonem i więcej używać Pierce’a w line-upie rezerwowym, dzięki czemu The Truth ma być zawsze świeży na ewentualny crunch-time.

Lance Stephenson – spory znak zapytania, który może Clippers pociągnąć zarówno w górę, jak i w dół. Już nie będzie obciążony tak dużą rolą, jak w Charlotte i spróbuje odbudować karierę jako zadaniowiec. Nikt nie wie jak to się skończy, ale Doc Rivers mocno trzyma kciuki, żeby Stephenson wrócił na normalny poziom chociaż w obronie i jako kreator gry (co wcale tak źle mu nie szło w zeszłym sezonie). W preseason widać u niego dalsze problemy z rzutem. Może w pojedynkę zatrzymać zabójczy atak Clippers, a znacznie szybsze tempo gry niż w jego poprzednich drużynach, też nie będzie sprzymierzeńcem Lance’a w Los Angeles.

Josh Smith – gdy grał jako rozgrywający w czwartej kwarcie Game 2 przeciwko Dallas i rzucał alley-oopy do Dwighta Howarda przypomniał wszystkim jak produktywnym i wszechstronnym graczem wciąż może być. W przeliczeniu na 36 minut w play-offach notował 20.8 punktów, 8.7 zbiórek, 4.2 asyst i 1.5 bloku, a przy tym trafiał 38% za trzy! Clippers dostają cały szereg jego umiejętności za minimalny kontrakt i wierzą, że przy Chrisie Paulu już nie będzie etatowym murarzem. J-Smoove może być świetnym uzupełnieniem dla Griffina i Jordana, a w small-ballu mogą razem z Blake’iem stworzyć najlepiej podający (obok Millsapa i Horforda) duet wysokich w lidze.

Taktyka

Wciąż będą grać bardzo szybką i widowiskową koszykówkę, z nastawieniem na dużo łatwych punktów z kontry. Atak pozycyjny wciąż będzie się opierać na pick’n’rollu między Paulem a Griffinem/Jordanem i powinno być go jeszcze więcej po pozyskaniu mogących żyć z tej zagrywki Stephensona i Pierce’a (pick’n’pop między nim a Paulem może być zabójstwem dla każdej defensywy). J.J. Redick wciąż będzie biegał jak gazela po akcjach Floppy i wychodził na czyste pozycje. Jeszcze więcej powinno być krótkiego pick’n’rolla dla Griffina i jego alley-oopów nad rolującym od Jordana obrońcą. Schemat ofensywny nie zmieni się ani trochę, ale Rivers dostał odpowiednich ludzi do swojego systemu i doskonale wie jak ich wykorzystać.

Rok temu defensywa Clippers była 15. w lidze, mimo tego, że Chris Paul i DeAndre Jordan zostali wybrani do All-Defensive First Team. Dziur na pozostałych pozycjach wciąż nie załatano, wciąż problematyczne pozostaje niskie skrzydło, a także wszystkie line upy używające Riversa, Crawforda i Redicka. Dzięki dodaniu Stephensona i Smitha może być lepiej, ale kluczowy będzie tutaj DeAndre Jordan i jego gra w defensywie na poziomie na jaki ten gracz jest hype’owany.

Znaki zapytania

Dyspozycja w play-offach

Clippers prześladuje to od momentu przyjścia Chrisa Paula. Rok temu wszyscy byli wykończeni fizycznie po seriach ze Spurs i Rockets, zabrakło też chłodnej głowy, żeby wygrać rywalizację z Houston. Paul Pierce ma załatać problemy i być graczem od wielkich rzutów, oprócz tego mamy dwójkę liderów, którzy mogą pociągnąć grę. Wciąż niewiadomą będzie dyspozycja reszty składu w najważniejszych meczach sezonu, a w ostatnich latach ta nie powalała i było to główną przyczyną przegrywania tych spotkań przez Clippers. Ta drużyna ma perfekcyjny skład na regular season, ale już nie jest taka dobra w post-season i nie jest w stanie tak dobrze egzekwować swojego bardzo szybkiego ataku.

Czy ta ławka rezerwowych jest faktycznie taka dobra?

Nawet w pesymistycznym scenariuszu Clippers są tutaj lepsi niż w poprzednim sezonie, ale rezerwowy unit może wcale nie być taki dobry, jak wszyscy go malują. Lance Stephenson jest niewiadomą, Jamal Crawford może grać znacznie gorzej niż przewidujemy, podobnie Josh Smith może nie wstrzelić się tak dobrze w tę drużynę, a progres Austina Riversa może być niewielki. Paul Pierce też ma swoje lata i w każdej chwili mogą go dopaść kontuzje. Poszczególne klocki tej układanki mogą do siebie pasować lub nie, a Pierce może momentami być jedyną dobrą opcją do zdobywania punktów z ławki na solidnej skuteczności.

Doc Rivers dostał graczy, których można bardzo ciekawie i dobrze wykorzystać, ale też jednocześnie nie zawsze pewne opcje w ofensywie i defensywie, a także graczy, którzy mogą rozbić ekipę od środka i nie spełniać swojej roli. Stephenson to ryzyko, stary Crawford to ryzyko (może za chwilę chcieć wymiany), Smith to ryzyko. Eksperyment jest ciekawy, ale nie możemy przewidzieć jak wyjdzie to w praktyce.

Ewentualne konflikty w szatni

Tym co może zgubić Doca Riversa jest szatnia i dodanie do niej wielu wybuchowych charakterów, które mogą wywołać konflikt w drużynie. Josh Smith i Lance Stephenson to dwie osoby, które mogą wywołać tarcia w drużynie, podobnie ma się sprawa z Jamalem Crawfordem i jego zmniejszoną rolą w ekipie. DeAndre Jordan też ma swoje humorki i może skonfliktować się z innym graczem, chociaż tutaj Chris Paul i Rivers szybko powinni uratować sprawę.

Doc dobrze wiedział, na co się pisze. Nie ma najspokojniejszej drużyny na świecie i zebrał kilku brudnych, niepoukładanych i kapryśnych graczy w jedno miejsce. I chociaż mamy tu kilka mocnych charakterów, jak sam trener, Chris Paul czy Paul Pierce, to jeżeli w szatni Clippers powstanie większy konflikt, ta trójka może go nie naprawić, a wymiany nie załatwią sprawy. Psychika tej drużyny będzie pod obserwacją przez cały sezon i może nie wytrzymać wszystkich prób na które będzie wystawiona.

Typ

Clippers znacznie poprawili swój skład w trakcie off-season i dodali paru wartościowych zawodników. Po poprzednim sezonie mają pełne prawo być wściekli i głodni rewanżu, co powinno się pozytywnie odbić na zespole. Znowu wyglądają fantastycznie na papierze, ale nikt nie wie, jak przełoży się to na grę i przede wszystkim na rezultat w play-offach. To może po raz kolejny nie być rok Clippers, ale ta drużyna ma idealny skład na regular season i powinna spokojnie zająć miejsce w Top 3 konferencji zachodniej.

3 komentarze

  1. old pisze:

    Świetna analiza. Nic dodać, nic ująć.

  2. bishke pisze:

    Rewelacyjny artykul!!

  3. troy pisze:

    Skreślanie ich szans na półfinał przed rozpoczęciem sezonu to bzdura ale jakbym miał obstawiać kasę to za dużo tych znaków zapytania jak na półfinał. Wesley Johnson ? DeAndre Jordan ? Jamal Crawford ? Austin Rivers (tu akurat uważam, że powinien być progres) ? Paul Pierce (ciężko wyobrazić sobie, że będzie miał taki sezon jak poprzedni) ? Lance Stephenson ? Josh Smith ? Kluczowa będzie chemia w zespole ale też chciałbym zwrócić uwagę na osobę trenera. Doc’a, którego po batalii rok w rok BOS vs LAL przestałem lubić. Przed rozpoczęciem tych zmagań były to dla mnie 2 ukochane teamy, nie wiedziałem nawet, któremu kibicować, wyszło 1-1 więc spoko. Tylko, że wtedy Doc aby mieć szans zaraził BOS jakimś rodzajem nienawiść do wszystkich, pluciem jadem na cały świat, to dało oczywiści duże możliwości dla drużyny bo byli silni i nieustępliwi ale również w jakiś sposób odbiło się na ich zdrowiu i psychice. Za rok przyszła porażka i dalej poszło szybko, ekipa się rozjechał na maxa. Te publiczne niechęci do starych kumpli – pamiętacie chociażby Garnett kontra Allen gdy przeszedł do Heat, to pokazało, że zarażanie nienawiścią wychodzi poza skalę sportu i ducha drużyn, pozostaje niechęć i uczucie porażki, zdrady itd. I tu właśnie ! paradoksalnie może szukać swojej szansy Doc w swoim stylu. Jeżeli uda mu się zrobić kolektyw kontra cały świat ma szansę naprawdę zamieszać a co będzie dalej to kogo to już obchodzi, trzeba przecież odnosić sukcesy za wszelką cenę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *