Golden State Warriors mistrzami NBA w 2015 roku!

andre iguodalaGolden State Warriors zdobyli tytuł mistrzów NBA! Gracze z Oakland zagrali jak profesorzy i wygrali dość pewnie. Po pierwszej słabej kwarcie Cavs zdołali jeszcze wrócić do gry. Do początku trzeciej kwarty wyglądało na to, że gospodarze nawiążą walkę. Wojownicy zaliczyli jednak run 8-0 i szybko odjechali. Gospodarze tylko raz w pierwszych dwóch minutach ostatniej kwarty zmniejszyli straty poniżej 10 oczek. Znakomicie zagrała trójka zawodników gości – Andre Iguodala (25 pkt, 5 zb, 5 as), Draymond Green (triple-double – 16 pkt, 11 zb, 10 as) i Steph Curry (25 pkt, 8 as). Tym samym tytuł po 40 latach przerwy wraca do Golden State Warriors. Nagroda MVP zaskakująco powędrowała do Andre Iguodali.

Przebieg spotkania

Po raz kolejny lepiej zaczęli Cavs. Tym razem James świetnie znajdował partnerów i gospodarze objęli szybkie prowadzenie 7-2. Później zaczął się jednak okres nieskutecznej gry gospodarzy. Po przechwycie Iguodali, punktach z szybkiego ataku i trójce Curry’ego Warriors objęli pierwsze prowadzenie 8-11. Cavs w nieco ponad 7 minut zaliczyli aż 6 strat. Mistrzowie Zachodu sukcesywnie budowali przewagę. Skutecznością z półdystansu i dystansu błysnął Iguodala, trójkę trafił Green i na 1:42 do końca to goście wygrywali 15-23. Kolejne timeouty i zmiany Blatta nie dawały rezultatów. Warriors grali koncertowo w ataku. Po pierwszej kwarcie Cavs przegrywali wysoko 15-28.

Druga odsłona rozpoczęła się od faulu Livingstone’a przy rzucie za trzy Jamesa Jonesa. Jones wykorzystał wszystkie trzy wolne, a w następnej akcji LeBron trafił bardzo trudną trójkę z rogu przy upływającym zegarze i nagle było już tylko 21-28. Tłum uciszył jednak trójką Barbosa. Co ciekawe Kerr wrócił w tym czasie do wysokiego ustawienia z wysokim. Na boisku pojawił się Festus Ezeli. Nie przynosiło to jednak najlepszych rezultatów i trener gości dość szybko wrócił do small-balla z Greenem na centrze. W odróżnieniu od Game 5 Mozgov pozostawał dzisiaj na boisku dłużej. Rosjanin popisywał się świetnymi akcjami w defensywie i praktycznie zamurował trumnę efektownie blokując graczy Warriors. Cavs doprowadzili nawet do stanu 29-34. Później jednak trójkę trafił Barnes, co uspokoiło nieco grę. Pojedynek zaostrzył się i kilka razy zaiskrzyło między graczami obu drużyn. Dodatkowo Iguodala i kilka chwil wcześniej Thompson zaliczyli po 3 przewinieniu. W końcu zaczął trafiać James korzystając z nieobecności Iguodali. Cavs udało się zakończyć pierwszą połowę stratą zaledwie jednego posiadania 43-45. Niewątpliwie na wynik do przerwy decydujący wpływ miały problemy Warriors z faulami. LeBron mógł pochwalić się linijką 15 punktów, 8 zbiórek i 3 asysty, ale cichym bohaterem Cavs był znowu Tim Mozgov. Jego obecność w pomalowanej strefie była spektakularna. Blattowi udało się zwolnić grę i zatrzymać rozpędzony pociąg z Oakland.

Druga połowa zaczęła się od dwóch udanych akcji podkoszowych i pierwszego od stanu 8-7 prowadzenia Cavs 47-45. Sytuacja jednak zmieniła się szybko. Trójkę trafił Barnes, a w kolejnej akcji Shumpert zaliczył 4 faul. Warriors zaliczyli run 8-0, który uwieńczył trójką Green. Timeout chwilowo dał rezultaty. LeBron zaczął grać znacznie bardziej agresywnie, a 4 przewinienie zaliczył Thompson, który natychmiast usiadł na ławce. Niestety grzechem głównym Cavs były dzisiaj straty. Ich liczba w połowie trzeciej kwarty wynosiła aż 17 (w całym meczu 19)! Łatwe punkty z szybkiego ataku szybko doprowadziły do stanu 51-61. Kerr korzystał z Andre Iguodali w ataku nie chcąc dopuścić do kolejnych problemów z przewinieniami i przeniósł odpowiedzialność za krycie LeBrona na innych zawodników. Świetną zmianę dał Festus Ezeli, który zaliczył kilka dobrych akcji po obu stronach parkietu. Po jego akcji 2+1 goście prowadzili już 55-69. Znakomicie grała dwójka – Draymond Green i Iguodala, którzy przy słabszej dyspozycji rzutowej Stepha Curry’ego przejęli w dużej mierze ciężar zdobywania punktów. Po 36 minutach warriors wygrywali wysoko 61-73.

Kibice Cavs nie mogli wymarzyć sobie lepszego początku ostatniej kwarty. Warriors grali bardzo niefrasobliwie w ataku pozwalając na zbyt wiele LeBronowi. Efekt? Szybki run 7-0 i gospodarze wrócili do gry. Kerr podczas timeoutu rozpisał jednak akcję pod swojego lidera, a ten odwzajemnił mu się celną trójką. Przez chwilę obserwowaliśmy festiwal strzelecki. Celnymi rzutami zza łuku popisywali się kolejno Smith, Iguodala, Curry, Thompson. Curry po raz kolejny zaliczał rewelacyjną 4 kwartę. Warriors tym samym w zarodku zdusili wszelkie zapędy Cavs. Na 6:45 do końca było 75-89 dla gości z Oakland i szanse na odrobienie strat już tylko iluzoryczne. Prawdziwym sztyletem w serce był po raz kolejny rzut Andre Iguodali (w podobnym momencie zawodów co w Game 4). W połowie kwarty San Francisco wraz z okolicznymi miejscowościami ogłosiły już święto. Gdy wydawało się, że nic się już nie zmieni dwie trójki trafił w końcu J.R. Smith. Przewaga GSW była wciąż wysoka – 92-100 na 55 sekund do końca. Dwóch wolnych nie wykorzystał Green i szybkie punkty zdobył LeBron. Faulowany Curry wykorzystał tylko jeden rzut wolny i na 36.7 sekund było 94-101. Obie drużyny pozostawały już bez timeoutów. J.R. Smith trafił trzecią trójkę i było już tylko 97-101. Bez przerw na żądanie szanse na dogrywkę lub wygraną były jednak bardzo niewielkie. Curry już nie pomylił się z linii i gdy w kolejnej akcji J.R. Smith nie trafił trójki i stało się jasne kto zostanie Mistrzami NBA. Pozostawało już tylko pytanie kto zostanie ogłoszony MVP czy Curry, czy zawodnik drużyny przegranej – Sami-Wiecie-Kto. Ostatecznie wybór padł na tego trzeciego – Andre Iguodalę, co było sporym zaskoczeniem i pewnie jeszcze będzie tematem wielu dyskusji na świecie i na naszym blogu.

Cleveland Cavaliers (2) – Golden State Warriors 97:105 (4) (15:28, 28:17, 18:28, 36:32)

Cavaliers: James 32, Smith 19, Mozgow 17, Thompson 15, Shumpert 8, Jones 5, Dellavedova 1

Warriors: Curry 25, Iguodala 25, Green 16, Ezeli 10, Livingston 10, Barnes 9, Thompson 5, Barbosa 5.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

29 komentarzy

  1. cynik pisze:

    Jestem baaardzo szczęśliwy :-D.
    Cóż tu więcej mówić? Oglądanie GSW w tym sezonie to była czysta przyjemność.
    A LBJ? Gdy przeciwników kupa to i Herkules du…a.
    Teraz najważniejsze dla GWS to zatrzymać tych, którym kończą się kontrakty.

  2. No właśnie. Co myślicie o wyborze Andre Iguodali? Muszę powiedzieć, że wybór jednak bardzo kontrowersyjny. Osobiście nagrodę wręczyłbym Stephowi.

    • Darkside pisze:

      Igi dostał MVP za to, że odmienił przebieg serii. Dla mnie nikt na MVP nie zasłużył.

  3. Jack pisze:

    Iggy dostał MVP za to, ze Bronek miał tylko 35/13/8 w serii :) Bo cały sezon i PO Iggy przeszedł bokiem

  4. Dawid pisze:

    W końcu się wyśpię ;) Nie dość, że roboty co nie miara to jeszcze ciekawe playoffy, przynajmniej na początku. Też się cieszę, że wygrało GSW, bo nie przepadam za LeBronem … ale MVP powinno pójść do Jamesa, w GSW wygrał kolektyw, Andre, Kura i Green ciągnęli, a na kłopoty byli inni, nawet Ezeli. Woy gratulacje za Miśka!

  5. PP pisze:

    Zagrał chyba 3 mecze jako starter. Średnia pkt na pewno ponizej 20, za to świetna gra w obronie i zatrzymanie James’a = Cavs.
    Ja mimo wszystko uwazam ze to Curry powinien dostać MVP. To ze dostaje ją ktoś ze zwycięskiej drużyny to juz w NBA chyba tradycja wiec James odpada. Iguodala raczej za słabo jak na MVP. Chociaż jakby się przyjrzeć to żaden zawodnik nie zasłużył . Wszystko dzieki small ballowi ze strony Warriors . Jedno jest pewne – wygrali finały zasłużenienie.

  6. Piwo pisze:

    Fantastyczny sezon Warriors i po 20 latach kibicowania wreszcie się doczekał mistrzostwa!
    MVP dl Iguodali jak najbardziej zasłużony, świetna gra w obronie i ważne trójki … bez niego nie byłoby 4-2 dla GSW

  7. Adrian89 pisze:

    Bardzo się cieszę :) Pamiętam kibicowanie 2-3 lata temu Warriors nie było usłane różami – a w tym roku zgoła inaczej.
    MVp Dla Iggiego – świetna wiadomość, choć tutaj osobiście zastanawiałem się nad Greenem jeszcze. Curry był trzecim w tej serii.

  8. Darkside pisze:

    A co do samych finałów cieszę się , że GSW utarli nosa LBJ.
    Nie podoba mi się budowanie drużyn na szybko , przez hurtowy skup gwiazd dostępnych na rynku.
    Dlatego tak jak kibicowałem przeciwnikom Realu z Miami, tak teraz będę kibicował przeciwnikom Realu Cavs.

  9. LAkersfan pisze:

    what ?!! a gdzie lebron ludzie przecież on pociagnol zespol z kontuzjami ! igudala spoko gral ale nie no tak być nie może szkdoa lebron za to co zrobil powinien być wynagrodzony ! dziennikarze zesrani dobrze ze currego nie wybrali

  10. MarioKielce pisze:

    nie robmy sobie jaj Panowie…nagroda MVP to nagroda dla najbardziej wartosciowego gracza a takimi w serii finalowej napewno nie byli ani Iggy ani Curry…cyferki mowia same za siebie LBJ 35/13/8! nie popadajmy w paranoje – mozna nie byc jego fanem ale trzeba mu oddac to ze wyczynia cuda na parkiecie i nagroda MVP nalezala mu sie jak psu buda.

  11. realista pisze:

    Przyznam, że myślałem, że jednak Cavs dadzą radę i wyrównają na 3-3. Ciekawe jakby wyglądała ta rywalizacja gdyby zdolni do gry byli Irving & Love? MVP także wręczyłbym LeBronowi. Nie przepadam wcale za nim, ale ciągnął zespół niesamowicie.
    Co do Warriors- Kerr niczym kiedyś Guardiola w Barcelonie, debiutancki sezon w roli trenera i od razu megasukces. A Curry niczym Messi, gdy zespołowi nie szło odpalał swoje trójki i „studził” zapędy rywali.
    Cały ten sezon był usłany różami dla GSW. Praktycznie można było mieć tylko dwa momenty zwątpienia w ten zespół- najpierw gdy przegrywali w PO 1-2 z Miśkami i całkiem niedawno gdy również przegrywali 1-2 z Cavs. Jednak w obu tych seriach stać ich było na odniesienie trzech zwycięstw z rzędu co świadczy o ich dużej sile.

  12. troy pisze:

    Pięknie. Cały sezon wybitny, finały wygrane, czego chcieć więcej. Czas na świętowanie. Jedyne co może martwić to pewnie coraz większe stosowanie small-ball’u przez inne drużyny w następnym sezonie co nie koniecznie mi się podoba, jednak cały czas czekam na kogoś takiego jak Shaq (DeMarcus Cousins?) co roku jest jakaś iskra nadziei ale póki co zdrowie nie pozwala im rozwinąć się do chociaż zbliżonego poziomu. Tak na marginesie – to przecież nie mało Cavs osiągneli w tym roku z nowym trenerem i nowym składem, myślę, że to i tak maks jaki mogli osiągnąć (120%). Iguodala bardzo dobrze, że dostał MVP oprócz niego jedynie Miśki mogli bronić LBJ „skutecznie”. Teraz te dłuuugie miesiące przerwy…

  13. saturn pisze:

    Ja też się cieszę. GSW to właśnie przykład na to jak powinno budować się dobry zespół – latami, poprzez zapełnianie wszystkich pozycji wartościowymi zawodnikami i co najważniejsze dobrą chemią w szatni. A GSW to bardzo wyrównana drużyna.
    Ten młody zespół zasłużył na ten tytuł i niech teraz świętują, a po sezonie letnim wrócą w dobrej formie.

    Nie ma co ukrywać Bronek był zdecydowanie najlepszym graczem tych finałów, ale mistrzostwa nie wygrał, a tradycją w NBA jest, że MVP zdobywa gracz z mistrzowskiej drużyny. Nie przepadam za nim, ale po tych finałach bardzo nabrałem do niego szacunku. Chłop na prawdę dał z siebie 150% i ciągnął cały zespół.

  14. hades pisze:

    Może seria by się skończyła inaczej jak by Lebron miał kogoś z dwójki Irving/Love. GSW miało łatwo ich pokonać a tak nie było, mistrzostwo zdobyli bo mieli po prostu lepszą drużynę.

  15. Behemot pisze:

    @sow – tak a propos:
    „Without LeBron James on the floor this series:
    JR Smith 0/9 FG,
    Delly 0/7 FG,
    J. Jones 0/3 FG,
    Shumpert 0/2 FG,
    Total 0/21 FG.

    • sow pisze:

      Kiedyś nazywało się to „Jordan Rules”. Od kilku lat „Bronek Rules” :). Był kiedyś artykuł na tej stronie (Łukasz S) http://www.enbiej.pl/2013/08/24/najwieksze-rywalizacje-w-historii-nba-1-detroit-pistons-chicago-bulls/ ale bez dodatkowych szczegółów. Idea oprócz podwojeń, potrojeń i kontaktu w (Q4) zakładała na pozwalaniu lub zmuszaniu Jordana do jak największej dominacji w grze. W Q3 lub 4 ograniczano Jordana (męczono cały mecz- znajomo wygląda ?), a reszta bez rytmu tłukła po obręczy. Już to kiedyś pisałem, Jordan ogarnął temat, Bronek jeszcze musi dojrzeć (POP robił to samo 2 lata). No i oczywiście przepisy zmniejszyły fizyczność. Ciekawe skąd Kerr zna ten temat ?:) (pojawił się jak MJ był już Rulesodporny).

      Specjalnie dla zasmuconych wynikiem – LBJ rozegrał finały życia, rzucał, zbierał i podawał, motywował i trenował, ciągnął jak mógł i tak się wytężał, lecz nie udźwignął, taki to ciężar :). Pozdrawiam

  16. gino pisze:

    „ALL IN” tak zagrali Cavs tę partię pokera, z K jako over kartą. Odpowiedź GSW – „call’ z parą QQ. I na flopie spada kolejna Q (w postaci AI9).
    Dzięki i do następnego sezonu. Teraz w finale Spurs & Bulls :)

  17. L-Bod pisze:

    Ja mam swoje przemyślenie co do koszulek i czapeczek NBA CHAMPS. Ciekawi mnie na ile wcześniej je przygotowują i co robią z tymi, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. 2 lata temu pewnie na pół minuty przed zakończeniem G6 już szykowali je dla SAS. Ray Allen miał inny pomysł. W G7 musieli mieć przygotowane dla SAS i MIA. Co się stało z tymi nieszczęsnymi koszulkami i czapkami SAS? Na przemiał? Zastanawialiście się kiedyś nad tym?

  18. lunacy pisze:

    Cóż, moim zdanie finały przegrał david blatt. Zajechał drużynę w pierwszych meczach i ciężko było im postawić się GSW. Jestem przekonany, że steve kerr czy popovitch prowadząc CAVS szukaliby odpoczynku dla lebrona i innych wpuszczając do rotacji mariona, millera czy nawet perkinsa.

    • Woy pisze:

      Byś musiał mieć dobrych i grających zadaniowców a nie Harrisa czy Haywooda. Matrixa w którego nie wierzył i zbliżającego się do emerytury Perka. Z drugiej strony czy jeśli by ich nie zajechał to czy miałby niespodziankę ala 2:1 ?

  19. Currose pisze:

    Panowie,MVP zasłużone w 100%
    Gdyby nie Iggy to o misiu można byłoby pomarzyć.
    BRAWO WARRIORS! MAMY TO!

  20. woy pisze:

    Jestem fanem Jordana ale muszę przyznać że LeBron mając obok Irvings i Love’a dźwignie Cavs do następnego finału. Pytanie kim był lub byłby Jordan bez Pippena a potem jeszcze Rodmana? Gdzieś zawsze można wspomnieć o Grancie czy Kukocu. Jordan miał super partnerów i dostawał sporo dzięki pracy kolegów. James natomiast po tych finałach nic nikomu nie musi już udowadniać:-) ale bardzo wiele zrobił sam. Ważne by Blatt poprawił rotację, dostał zdrowych Irvinga i Love’a oraz 2 nowych zmiennikow po Marionie i Perkinsie. Mogą zostać wschodnią dynastią na kolejne 3-4 lata!

  21. Banka123 pisze:

    Panowie, a coś na temat zachowania Sami Wiecie Kogo po końcowej syrenie? Prawie wszyscy sobie gratulowali, a jaśnie pan uciekł do szatni. I to jest odpowiedź na to dlaczego nie dostał MVP. Cyferki to nie wszystko – liczy się całokształt – koszykarzem może i jest wielkim, ale człowiekiem małym… I to właśnie tego nie udźwignął – medialnego zamieszania, reklam, każdy mecz to inne buty… Ciężko się skupić na grze. Gdzie skupienie i medytacje (vide P. Jackson :)

  22. bulls2006 pisze:

    jednak mimo wszystko to Curry powinien dostać MVP, Iguodala był wielki w tej serii, ale to Curry prowadził ten zespół. Cavs wiadomo na kim skupiali swoją uwagę, a kogo trochę odpuszczali

  23. bulls2006 pisze:

    Trzeba uczciwie powiedzieć, że kolejny finał Jamesa to efekt jego talentu, pracy, ale również wielkiej dysproporcji pomiędzy konferencjami

  24. Rumcio pisze:

    Można nie lubic Króla, ale to co zrobił w finałach sam!!!!!!!!!!!! to historia. Ja sam za nim nie przepadam, jestem „old school”, czyli pamietam „hej hej tu NBA” i potyczki NYK – Houston, Bulls – Sonic. Zawsze byłem fanem NYK (Starks, Ewing, Oakley, Mason). Widziałeś pomysł na grę Cavs – podaj do Jamesa coś wymyśli. Ni więcej ni mniej. Jakich miał partnerów, jeden który stanał na wysokości zadania to Thompson, reszta to porazka. Przecież takie Delavedova who?? to jest tak słaby, że ledwo by sie załapał do Polski albo nie. Shumpert – porażka, Mozgov – nie pod niego gra, J.R Smith – cieńszy niż barszcz, Jones – who?, o reszcie nie piszę po sporadycznie sie na parkiecie pojawiali. Blatt bez pomysłu na grę, oprócz pomysłu: podaj do Jamesa. To, że wygrali 2 mecze w Finale to Cud!!!!!Czyja to zasługa??
    To mój pierwszy wpis, ale ci co teraz „hejtuja” Jamesa to jakaś porażka, bez jakiegoklowiek obiektywizmu i pewnie nie oglądali ani jednego meczu. Ważne, żeby był hejt, bo Lebron przegrał.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *