Wielki come back i charakter Rockets! Wracamy do Houston na mecz #7 !!

rocketsJeżeli oddajesz jakiś mecz w serii bez walki i zaczynasz kalulować by zakończyć serię u siebie to musisz liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Sportowi psycholodzy nie polecają żadnych kalkulacji i odpuszczania, bowiem przy kolejnym starcie może mieć to tragiczne skutki dla kalkulującego. W meczu #5 w Houston Clippers nie zagrali nic godnego uwagi i wyglądali jakby przyjechali na wycieczkę do Toyota Center. Rockets i Kevin McHale nie wymyślili nic nowego , poza graniem z większym zaangażowaniem i chęcią odłożenia egzekucji spod znaku Clippers. Ze strony drużyny Doca Riversa nie było jakiegoś specjalnego wysiłku, by zatrzymać rywala. Zespół , który wygrywał w Houston pierwsze spotkanie (bez Chrisa Paula) liczył na powrót do Staples Center i zakończenie serii przed własną publicznością. No i się przeliczył!

Kevin McHale zastosował wariant znany mi z NBA Finals, kiedy Chicago Bulls spoglądali w stronę swojego lidera (w tej roli James Harden i jego 5/20 z gry) , grającego nieskutecznie…wówczas Phil Jackson posyłał na parkiet rezerwowych by obudzić ducha drużyny i odmienić losy spotkania. Brodacz przesiedział niemal całą czwartą kwartę na ławce , podczas gdy jego koledzy rozpoczynali finałową odsłonę od stanu 79-92!

Najpierw jednak cofinijmy się do drugiej odsłony, w niej Rockets pokazali, że nie zamierzają łatwo składać broni i przejęli kontrolę nad spotkaniem. Trevor Ariza (1x), Josh Smith (1x) i James Harden (2x) trafiali z dystansu, Dwight Howard popisał się ally oopem, a po chwili podobnie akcję z góry wykończył Clint Capela. Wówczas z drugiej strony i również serią punktów odpowiedział Blake Griffin, który nawet trafił z dystansu. Team z L.A. w końcówce kwarty mógł liczyć na JJ Redicka (5 pkt), który w całym spotkaniu i obok Jamala Crawforda mocno zawodził. Obaj superstrzelcy Clippers zanotowali identyczną skuteczność – 4/13 (łącznie 8/26).

Trzecia odsłona była grana pod dyktando Chrisa Paula, lider Clippers wykorzystywał przewagę na pozycji numer jeden i pchał swoją drużynę w stronę wygranej. Po 36 minutach lider gospodarzy miał już na koncie 11 asyst i w samej trzeciej odsłonie zdobył 10 oczek. Rakiety nie trafiały z dystansu (Harden), traciły cierpliwość (techniczny dla Howarda) , a równie nieskutecznie wyglądali Smith oraz Ariza. W dodatku w grze gości pojawiała się nerwowość i straty…Griffin rozgrywał kolejne spotkanie w serii, mając po 36 minutach już 28 oczek na koncie. Uwaga, w czwartej Blake już nic nie zrobił!

O czwartej kwarcie tego spotkania będzie się mówiło latami, jeśli tylko Rockets przechylą szalę zwycięstwa w Toyota Center na swoją stronę. Podpieczni Kevina McHale’a grając bez Jamesa Hardena pokazali charakter, ambicję i wolę walki wygrywając jedno z najtrudniejszych spotkań w całej historii swoich występów w play off. Corey Brewer 15 z 19 punktów zdobył w finałowej odsłonie meczu, Josh Smith dołożył 14 ze swoich 19 oczek. Rockets od końca trzeciej kwarty ograli przeciwników 51-20 , zaliczając m.in. run 23-2! 7 rzutów z dystansu wpadło do kosza Clippers, a J-Smoove trafił trzy z nich (w tym dwa z rzędu!).

Na niespełna trzy minuty przed końcem ostatniej kwarty Corey Brewer trafił swoją drugą trójkę w kwarcie i wyprowadził Rockets na trzy punkty przewagi (105-102). LAC próbowali odpowiedzieć tym samym, ale wyglądało to jak akt desperacji – rzuty Paula i Crawforda tylko odbijały się od obręczy gości. Kropkę nad „i” postawił Jason Terry a Houston na chwilę prowadzili nawet 15 oczkami!

Rockets rozbili rywali w walce o zbiórkę , wynikiem 60-41!

Zawodnicy Kevina McHale’a pokazali przysłowiowe „cojones”. Jak na drużynę, która była o 12 minut od zakończenia swojego sezonu uruchomiła dodatkowe pokłady adrenaliny i w hali rywala dokonała niemożliwego. Josh Smith spłacił swój dług zaufania wobec Daryla Morey’a , trafiając w sumie 4 z 7 rzutów dystansowych. Corey Brewer również udowodnił, że należy do najlepszych zmienników ligi, a jego transfer z Minnesoty też był strzałem w dziesiątkę. Brewer zakończył mecz z 19 pkt i 10 zb. W końcu Dwight Howard pokazał charakter, dominując w konfrontacji z DeAndre Jordanem (8 pkt, 9 zb) i notując duże double-double z 20 pkt i 23 zb.

Teraz wracamy do Texasu i gospodarze będą mocno zmobilizowani do zwycięstwa w serii. Jeśli okaże się , że Rockets zwyciężą w niedzielnym meczu to istnieje spora szansa , że zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie będziemy oglądać w finale konferencji po dwie najlepsze ekipy sezonu zasadniczego. Czy Harden stanie do walki z Currym o miano najlepszego lidera Western Conference?

Pozdrowienia dla fanów Houston Rockets, to jest Wasz dzień:-0

Los Angeles Clippers – Houston Rockets 107:119 (29:25, 35:37, 28:17, 15:40)

Clippers: Paul 31 (11as), Griffin 28, Redick 15, Barnes 9, Crawford 9, Jordan 8, Rivers 5, Davis 2, Hawes 0.

Rockets: Harden 23, Howard 20 (23zb), Smith 19, Brewer 19 (10zb), Jones 16, Terry 7, Capela 2, Prigioni 0.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

19 komentarzy

  1. realista pisze:

    Ale Clippersi grają nierówno w tej serii. Mogli sobie już spokojnie odpoczywać a tak to czeka ich teraz GAME 7. Wolałbym jednak, aby to oni weszli do Finału Konferencji, bo bardziej postawią się w nim Warriors/Grizzlies niż Rockets.
    Clippers- Rockets 4-3 jak dla mnie. Paul & Griffin zepną poślady i dadzą radę.

  2. Elwood pisze:

    Nie śledzę regularnie wszystkiego ale ostatni tak spektakularny comeback to chyba w 2011 gdy Roy w pojedynkę zmasakrował Mavs w g4 I rundy.

    • Woy pisze:

      Drexler i Olajuwon już przeżywali podobne chwile z Rockets;-) z 1-3 na 4-3. Historia lubi wracać;-)

    • sasoo pisze:

      @Woy pamiętam to jak wczoraj :):)

  3. sasoo pisze:

    No i pięknie. Teraz zagrać swoje u siebie i będzie finał zachodu. Tam juz wszystko możliwe bo GSW też nie grają porywająco.

  4. troy pisze:

    Przyznam się, że za szybko ich skreśliłem widziałem nawet 4-1 dla LAC a tu proszę. Ktoś wygrywał już ze stanu 1-3 ? Mimo wszystko tak jak @realista myślę, że się zmobilizują w LA i wygrają ostatni mecz.

    • sasoo pisze:

      Bylo 8 takich przypadków w tym raz Houston ( 1995 w Western Conference Semifinals przeciwko Phoenix – Słynny Kiss of death Mario Elie )

  5. troy pisze:

    P.S. McHale człowiek z jajami ze stali, wyobraźcie sobie teraz, że w analogicznej sytuacji Blatt sadza na ławce LeBron’a.

    • darek pisze:

      Tylko LeBron na jednej nodze jest lepszy od Hardena.
      A odpoczynek czasem dobrze robi. Wchodzi świeży i sypie punkty.

  6. darek pisze:

    Włączam rano bnox, Clippersi 12 z przodu, myślę po sprawie. Patrzę przed ósmą i szok. JAk oni mogli to oddać?
    Będzie się działo w G7.

  7. BigAl pisze:

    „Jeżeli oddajesz jakiś mecz w serii bez walki i zaczynasz kalulować by zakończyć serię u siebie to musisz liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Sportowi psycholodzy nie polecają żadnych kalkulacji i odpuszczania, bowiem przy kolejnym starcie może mieć to tragiczne skutki dla kalkulującego.”
    Święte słowa woy!!!

  8. artex pisze:

    sory za off topic ale jak zrezygnowac z miesiecznego league passa z cust supportu brak odp.
    pzdr

    • gg90 pisze:

      Napisz maila, najlepiej po angielsku, na: nbasupport at neulion.com
      U mnie odpisali po 30 minutach z informacja, ze subskrypcja zostala anulowana

  9. Adrian89 pisze:

    Oj Paul Ty to masz pecha jednak. Mam nadzieję że game 7 będzie dla Clippers.

    Choć przyznam szczerze że po tych falach + Warriors odnaleźli swoje granie . Finał Gsw wydaję się być formalnością. Rockets przy swoim graniu no defense są idealny rywalem dla GSW.

    Forma Howarda cieszy gdyby on grał całą serię ew. następną to mogłoby sprawić sensację. Ale w serii z Clippers pokazał się 2 razy na 6 – z Warriors musiałby praktycznie co mecz grać jak dominator

    • lordam pisze:

      Pozwolę się nie zgodzić:)
      Jakie 2 mecze? Dwa spotkania to Howard zagrał słabo, w pozostałych czterech był najlepszym zawodnikiem Rockets na boisku.
      G1 22 pkt, 10 zb, 5 blk
      G2 24 pkt, 16 zb, 4 blk
      G5 20 pkt, 15 zb, 2 blk
      G6 20 pkt, 21 zb, 2 blk
      Można powiedziec, że G3 też nie był zły bo zdobył 14 punktów i zebrał tyle samo piłek.
      Dodatkowo był zdecydowanie najlepszy w obronie w szeregach Rakiet. Do Howarda można mieć najmniej pretensji o grę Rockets, tylko oczywiście ze względu na ogólny trend jeżdżenia po DH12 wszyscy od niego wymagają co mecz 30 punktów i 20 zbiórek. Howard pół sezonu odpuścił ze względu na kontuzje i to jest naprawę cud, że gra tak dobrze.
      Wiesz co jest najlepsze? Nawet jak Rockets awansują to rzadko, która osoba wskaże Howarda jako głównego aktora tego seansu. Wszyscy będą się zachwycali Hardenem, czy wsparciem Smitha i Brewera, a bez Dwighta to mogliby sobie w ping ponga grać, a nie w basket i jest ich obecnie najpewniejszym zawodnikiem.

    • Triple eX pisze:

      I to są święte słowa @lordam. Już kilka razy wskazywałem tutaj Howarda jako jedyny jasny punkt rakiet, mówiąc o nim że był jedyną łyżką miodu w tej beczce dziegdziu. Jeżeli ktoś pisze, że Howard gra słabo albo jest zdominowany przez Jordana, to chyba nie ogląda tej serii nawet w skrótach.

  10. RIPCITIZEN pisze:

    Pero,pero,bilans musi wyjść na zero-jak śpiewał klasyk. To odnośnie egzekucji,jaką na Rakietach rok temu wykonał Lillard.Teraz los spłaca kibicom Houston kredyt.Szacun. RIPCITIZEN

  11. woy pisze:

    Lordam i Triple ex. On nie grał dziś dłużej niż 2 minuty w 4kw:-)

    • TheGodnr12 pisze:

      Hmm mówisz o DH? Wydało mi się właśnie, że Howard grał dużo w 4, na pewno był podczas tego runu na parkeicie, dodatkowo chłodził głowy i kazał brać czasy jak już wszyscy opadali z sił. Howard zagrał jak na All stara przystało

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *