Druga twarz Warriors, przebudzenie MVP

To nie było spotkanie jakiego spodziewali się fani Grizzlies. Ich drużyna po dwóch z rzędu wygranych miała okazję na złamanie rywala z Oakland. Wojownicy jak dotychczas, w całym sezonie 2014/15 nie przegrali trzech spotkań z rzędu. Wydawało się , że po mocno defensywnym w wykonaniu Memphis spotkaniu numer 3 , Steve Kerr musiał poszukać odpowiedzi na fizyczny basket jego rywali oraz przede wszystkim przekazać swoim zawodnikom uwagi na temat mocniejszego stawiania zasłon dla swoich shooterów. Zespół z najlepszym bilansem sezonu zasadniczego musiał przeciwstawić się przeciwnikowi, by nie zostać zepchnięty do narożnika. Każde następne spotkanie równałoby się z dodatkowym obciążeniem psychicznym i widmem eliminacji z play off 2015.

Oczy fanów Warriors skierowane były w stronę MVP ligi, Stepha Curry’ego, który nieskutecznie przeciwstawiał się mocno grającym obrońcom rywala. Golden State zaskoczyli, taktyka Kerra od razu rzucała się w oczy, właściwie jej zmiana. Curry nie szukał rzutów, dzielił się piłką i uciekał z pierwszego planu (by niczym przyczajony tygrys wrócić w odpowiednim momencie) , zostawiając miejsce do gry dla Andrew Boguta oraz Draymonda Greena. Wszechstronny skrzydłowy GSW zdobył 8 z pierwszych 10 punktów swojej drużyny i wraz z Harrisonem Barnesem próbowali we dwójkę atakować kosz Miśków. Podsumowując występ Greena, zadaniowiec Kerra zakończył spotkanie z 16 pkt, 10 zb i 2 blk.

Zawodnicy z Oakland zaskoczyli również w obronie, skupiając się na defensywie przeciwko Mike’owi Conley’owi (4/15 z gry) na obwodzie oraz uważniej grając w obronie pod ksozem przeciwko parze Gasol-Randolph . Dwaj wysocy (Gasol miał 7/19 z gry Randolph 5/10 i stawał tylko trzykrotnie na linii), czołowe wieże Zachodu, ciągle czuły presję walczących z nimi Bogutem i Greenem oraz wspomagających wysokich, Andre Iguodalą oraz Harrisonem Barnesem. Większe zaangażowanie w grę Australijczyka przerodziło się w najlepszy jego występ w tej serii (9 zbiórek, 4 asysty, 3 bloki). Ponadto byliśmy świadkami chytrej sztuczki zastosowanej na osobie Tony’ego Allena. Warriors odpuszczali go przy rzutach obwodowych (dystans i półdystans) , przypominając, iż Tony niespecjalnie sobie radzi z selekcją rzutową. Efekt końcowy przy występie Tony’ego – 0/3 zza łuku, 2/9 z sumie z gry oraz 16 minut w grze. Allen okazał się non-factorem…

Lecimy dalej, druga kwarta – wg mnie momentum spotkania (niestety dla gospodarzy ten decydujący moment nastąpił dużo wcześniej niż w poprzednich spotkaniach). Warriors przeszli do zbalansowanego ataku, eksplodował ławkowy energizer, Andre Iguodala. AI trafiał dwukrotnie zza łuku i ponadto dwie akcje wykończył Klay Thompson (41-32). Obrona Grizzlies została uśpiona…

Między 7 i 5 minutą drugiej odsłony MVP wrócił! Steph Curry zakręcił obrońcami Grizzlies i zaprezentował swój własny show. Osobiste, wejście na kosz, nawet slam dunk. Po chwili , w kolejnej minucie celna trójka. W tym samym czasie druga strona generowała straty (Allen, Green) oraz nie popisywała się skutecznością (Allen, Gasol), pudłując kolejne próby rzutów. Wojownicy skołowali obronę rywala, bo za chwilę dunkiem popisał się Bogut, celnym rzutem, wykończył swoją akcję uruchomiony David Lee, a we wszystkim jeszcze znalazł się Curry (kolejne dwa celne rzuty, wśród nich 2+1). Steph kończył pierwszą połowę z 21 pkt na koncie i wyglądał na głodnego zwycięstwa. Warriors prowadzili 61-44.

Uwaga, to nie był koniec dobrego ataku Wojowników. Faworyci serii nie zwalniali tempa i szli za przysłowiowym ciosem. Trzecia kwarta była niczym wbijanie gwoździ w trumnę z rywalem. Thomspon-Curry-Thompson- (i znów ten niesamowity) Iguodala trafili cztery kolejne trójki, zabijając zapał gospodarzy. 77:51 Ułaaa! Przed zakończeniem trzeciej odsłony jeszcze jedną trójkę dorzucił Curry. Pułapka działała, Miśki wpadły w sidła.

Statystyki meczu: 47.5% z gry Warriors – 37.5% z gry Grizzlies. 42% za trzy GSW, 22% Memphis. Wracamy do Oakland na G5. Piłeczka po stronie Dave’a Joergera, co wymyśli?

Wynik: Warriors (2) 101 – Grizzlies (2) 84

Punkty: Curry 33, Green 16, Thompson 15, Barnes 12, Iguodala 11 oraz Gasol 19 (10zb), Randolph 12 (11zb), Green 12, Conley 10, Carter 10.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

2 komentarze

  1. darek pisze:

    Żadnego komentarza?
    A jeszcze wczoraj tyle osób skreśliło Curry’ego. Brawo Warriors, brawo Curry.

  2. Mały pisze:

    Trochę już was czytam, czas się wypowiedzieć.

    Świetne prowadzenie drużyny przez Curry’ego, pozwolił rozegrać się kolegą z drużyny dostarczając im piłki na czyste pozycje, a potem sam wkroczył do ataku. Ale tak naprawdę to nie o tym chciałem. Warriorsi w końcu pokazali kto był najlepszym defensywnym teamem w tym sezonie. Świetne przejęcia w kryciu, podwajanie Gasola i Randolpha. Chłopaki zagrali na najwyższym poziomie, 3min do końca 3 kwarty, a Grizlies mieli tylko 52pkt, gdyby Warriors nie zwolnili w obronie to jestem pewny ze zatrzymali by Miśki poniżej 80pkt.
    Czekam na kolejne takie spotkanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *