Dlaczego Rockets się nie uda ?

Houston_Rockets_logo_2Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe – to najsłynniejsze z haseł znanych polskim kibicom (nie ważne którego sportu). Jednak fani Houston Rockets tracą wiarę w końcowy sukces ich drużyny, gdyż ich zespół nie prezentuje nic , co by mogło przynieść końcową wygraną w serii. W ostatnich dwóch spotkaniach tracili średnio 126 punktów, rzucając tylko 97. Przegrywali przeciętnie 29 oczkami. Jak na play off i drużyny, które po sezonie zasadniczym sąsiadowały w tabeli Zachodu (56-26 dla obu), jest to wielka przepaść.

Czy pamiętacie końcowkę poprzednich serii, kiedy wątpiliśmy w trenerski kunszt Doca Riversa (przegrywał pewne detale z Greggiem Popovichem i miał – tylko do czasu – wąską ławkę) , chwaliliśmy pomysły Kevina McHale’a ( Clint Capela jako joker, Josh Smith w nowej roli, dogrywającego piłki do Dwighta Howarda, budzący się do wielkiej gry Dwight Howard etc) i zacieraliśmy ręce do długiej, wyrównanej serii? Tylko, że dziś widzimy, iż Rockets prezentowali się świetnie na tle kompletnie rozbitych wewnętrznymi problemami – Mavs. Następnie Clippers dojrzeli podczas konfrontacji z Mistrzami i przegonili demony przyszłości, będąc w topowej formie sezonu, prezentowanej zrzesztą od 3 ostatnich tygodni regular season. Jeśli wrócicie do naszych ostatnich komentarzy, wychodzi na jaw kolejna prawda -> gramy tak jak przeciwnik pozwoli.

Rivers nie jest taki ‚słaby’, lata pracy w Bostonie z największymi graczami tej ligi zrobiły swoje, wcześniej praca u boku Popovicha, czy osobno , ucząc się większej defensywy – przy asyście Toma Thibodeau też swoje do jego kunsztu wniosła, w końcu nagrodę Trenera Roku nie dostaje się za nic. McHale z kolei tak chwalony, za poprawę obrony podczas sezonu zasadniczego (wpływy pary Beverley – Ariza) kompletnie nie radzi sobie z czytaniem rywala i znajdowaniem antidotum na strzeleckie popisy Kliperów.

Rockets niestety pozwalają Clippers na baaardzooo wiele i nie wiedzą jak zatrzymać pędzących do WCF lotników z Kalifornii. L.A. przeważa w zdobywaniu punktów spod kosza , z większej ilości podkoszowych penetracji, punktów drugiej szansu i w końcu łatwych zdobyczy z kontr. Skuteczność za trzy punkty, w przekroju całej serii, również idzie na korzyść teamu Riversa. Ruch piłki na obwodzie, płynność ataku, znajdowanie wolnych partnerów – wszystkie te (wydaje się proste elementy) zauważalne częściej w grze LAC,  natomiast wiele rzadziej w ofensywie teamu  z Texasu.
Przyczyn możemy i będziemy szukać jeszcze przy każdym potencjalnym meczu (przynajmniej jeszcze jeden) , ale warto się zastanowić nad faktem, jak ważnym ogniwem jest podstawowy rozgrywający. Patrick Beverley to największy nieobecny serii półfinałowej (tutaj nawet Austin Rivers buduje przewagę!).

Już na starcie rywalizacji przeciwko Mavericks wydawało nam się, iż tam przewagi powinni szukać gracze z Dallas. Niestety, cała przewaga – przez fochy Rajona Rondo – obróciła się przeciwko Mavs. Niewykorzystanie najważniejszej – omawianej w osobnym wpisie podsumowującym serię – przewagi. BTW. ale należy dodać, iż Rockets wyglądali na pewnych siebie , żądnych wygranej, dominujących co najmniej na trzech pozycjach (te pozycje miały w końcu przynieść kolejne tryumfy) – Hardena, Howarda i Smitha. Swoją cegiełkę dorzucali weterani, którzy o niemałą już stawkę grywali (Terry,Howard i Harden) , mający w CV występy w samych finałach ligi. Skoro Daryl Morey zebrał w Houston tak mocną ekipę to dlaczego nie miałaby ona mieć wysokich aspiracji, sięgających gry w finale Zachodu?

No właśnie, brak Pata Beverley’a odbija się dziś wielką czkawką, a przedwczesne wysłanie do Philly Isaiaha Canaana nie pozostawiło alternatywy na wypadek kontuzji (na chwilę wyślę Was do pobliskiej Oklahomy, gdzie nawet oddając Reggiego Jacksona, zadbano o back up dla Russella Westbrooka i osobę DJ Augustina). Tymczasem najlepszy defensor obwodowy, wielki plaster na topowych rozgrywających ligi, doznał kontuzji nadgarstka eliminującej go z końcówki sezonu zasadniczego i całych play off…Akcje Rockets mocno spadły. Baa, nawet uraz Chrisa Paula nie hamuje rozpędzonych Clippers. Cp-3 jest odciążany przez parę Rivers-Crawford. Biorąc pod uwagę, iż większość akcji Rakiet rozpoczyna Harden, można spokojnie stwierdzić, że back court nie gwarantuje kreatywności.

google.com, pub-2915109786295953, DIRECT, f08c47fec0942fa0

Rakiety spadają jeszcze bardziej;  dobrze nam znany z polskich parkietów zawodnik – jeden z tych , którzy doznali sporego postępu w grze – Litwin Donatas Motiejunas doznał urazu pleców. Rotacja Kevina McHale’a znów się uszczupliła , a wszechstronność wysokiego skrzydłowego zniknęła z piątki Rockets. Okazało się , że transfer Josha Smitha był czymś z gatunku „dobrego nosa” Morey’a. Tylko, że na play off potrzeba jak największą liczbę zaprawionych w bojach żołnierzy, zdolnych wytrzymać najdłuższą rywalizację. Jeden transfer weterana Pablo Prigioniego czy drugi , kompletnie pomijanego w Rocks, KJ McDanielsa okazały się kroplą w morzu potrzeb (dokładnie analizując sytuację dziś). Osobno i na chwilę wracając do pierwszej myśli;  brak Motiejunasa to również brak możliwości wyciągania podkoszowych rywala na obwód. Donatas ubi przymierzyć z półdystansu i dystansu…Miał on wyciągać Blake’a na dystans , dawać izolacje Howardowi, dawać więcej miejsca na penetracje Hardena (a tu klops…).

Na Houston warto też popatrzeć z perspektywy transferu – tzw. zamiennika. Po odejściu do Dallas Chandlera Parsonsa (który nie gościł długo w serii Mavs-Rocks) Morey zdecydował się na świetnie dysponowanego w stolicy USA – Trevora Arizę. Dla niskiego skrzydłowego, słynącego z solidnej defensywy (kolejny element gry drużyny, który poprawił gracz swoją obecnością w Houston) był to powrót do dawnego klubu i szansa na walkę o mistrzostwo Zachodu. Idąc, na skróty Trevor nie przypominał siebie z występów z Johnem Wallem (rozgrywającym bardziej dzielącym się piłką niż para Beverley – Harden) , mając problemy ze skutecznością, notując niższe wskaźniki zza łuku czy ogólnie z gry, oraz wpadającego również w rolę marginalizowanego zawodnika, w ofensywnym systemie McHale’a. Być może, jego niższa dyspozycja była spowodowana faktem, iż rok wcześniej zależało graczowi na podpisaniu lukratywnego kontraktu? Być może…(syndrom ‘contract year’?). Tymczasem jego rola została nieco zaniżona i nie wydaje się by on był równorzędnym partnerem w ataku dla Howarda oraz Hardena. (Sam Corey Brewer przy wejściu z ławki, ma większą pewność siebie oraz otwiera sobie więcej możliwości do rzutu). Ważne, Trevor miał być houstońską przewagą nad mniej wszechstronnym Mattem Barnesem.

Dalej; warto się przyjrzeć faktowi, iż Rockets sporą część sezonu uczyli się grać bez Dwighta Howarda i mimo, że w rywalizacjach z Mavs i Clippers dogrywali do niego wiele piłek, to nadal nie spełniał w ostatnich meczach roli , w jakiej widzą go najzagorzalsi fani Rakiet. Zawodnik, który w przeszłości był Alfą i Omegą – Orlando Magic – nadal nie spełnia roli dominatora, i nie nawiązuje do swoich największych spotkań z czasów gry na Florydzie. Być może warto już powtórzyć często cytowane przez Was zdanie, iż „po przebytej operacji pleców Howard już nigdy nie wróci do roli podkoszowej Bestii”. Tylko mecz #2 wygrany przez Rockets w starciu z Clippers pokazał nam wymarzonego Dwighta (24 pkt i 16 zb). Reszta match upów okazała się bardzo wyrównana lub nawet przegrana z DeAndre Jordanem (ostatni mecz, #4 okazał się fatalny w wykonaniu Howarda, który przedwcześnie zakończył mecz z 7 pkt i 6 zb). Znów nici z przewagi…

X-factorzy nie działają; warto przyjrzeć się ławce Rockets, która tak naprawdę jest zasilana przez (wrzuconego w play off do piątki) Jeta Terry’ego, Pablo Prigioniego oraz Corey Brewera. Wszyscy ci gracze wsparci Joshem Smithem to zbyt mało energii na kipiących pewnością siebie, coraz bardziej dojrzałych L.A. Clippers. Nad wszystkim miał czuwać, szukający słabych stron przeciwników oraz kreujący nowe pomysły w ataku własnego zespołu Kevin McHale. Właśnie na osobie Mistrza NBA z Celtics, chciałbym zakończyć rozważania.

Otóż Kevin uznawany za trenera, który w tym sezonie rozwinął Rockets , poprawiając ich defensywę, może znaleźć się pod obstrzałem , zaraz po zakończeniu serii (w przypadku przegranej) Rockets. Z jednej strony wiemy, iż zespół tracił ważnych graczy, z drugiej wiemy, że Daryl Morey poczynił kolejne ruchy by zespół stanąć do rywalizacji posezonowej jako jedna z topowych ekip wybrzeża. Sternikowi numer 1 w Houston zależało na co najmniej finale konferencji, gdyby oczywiście wszyscy pozostali zdrowi. Koniec, końców może się nam wydawać, iż przy zwalnianych kolejnych nazwiskach lub całkiem wolnych trenerach (Scott Brooks ex gracz mistrzowskich Rockets, Mark Jackson to również były zawodnik klubu, Mike Malone, być może Tom Thibodeau) Morey może rozważać kolejne zmiany w klubie, by wznieść się na kolejny poziom. Jak na razie piłka jednak jeszcze jest w grze i by nie odbierać Rakietom szans na awans, na tym dziś zakończymy rozważania a więcej napiszemy po zakończeniu starć z Clippers.
Zapraszam do dyskusji.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

16 komentarzy

  1. BigAl pisze:

    Chyba wszystkie bolączki Houston wymieniłeś Woy.
    Sam spodziewałem się dłuższej serii i wielkiej wojny pod koszem, Jones i Howard vs Griffin i Jordan. Tymczasem już jest 3:1 i nie wykluczam 4:1.
    Jaką walkę mamy na wschodzie, a tu różnice prawie po 30 pkt .
    Ps. Piękne „stare” logo Rockets – mistrzowskie z lat 1994/95.

  2. cynik pisze:

    Już myślałem, że nie będziecie kopać leżącego ;-). Houston strasznie rozczarowują. Spodziewałem się bardziej wyrównanej serii. A swoja drogą LAC po wyeliminowaniu Spurs dostali solidnego kopa w górę jeżeli chodzi o morale. Nabrali olbrzymiej pewności siebie, chociaz juz końcówka RS pokazała że są w gazie.

  3. Mr. Cental pisze:

    W Houston przede wszystkim brakuje zdrowia. Beverly i Montejunas to podstawowi zawodnicy i nie da sie ich zastapic ot tak. Dodatkowo Howard nie gral ponad polowe sezonu i to tez ma wplyw na zgranie. Ja to widze tak, w nieco gorszym skladzie niz w poprzednim (brak Lina, Asika i Parsonsa) sezonie juz doszli dalej. Pamietajmy ze byly zakusy na Bosha i Dragica (dalej sa). Ja bym wiec nie mowil o rozczarowaniu, chociaz na pewno mozna sie bylo wiecej spodziewac (bardziej wyrownanej gry) po konfrontacji z Clippers. A LAC to drugi najlepszy zespol koncowki sezonu, ograli pierwszy najlepszy czyli mistrzow z wielkim Popem na lawce! To chyba swiadczy ze sa naprawde mocni!

  4. Triple eX pisze:

    @Woy, w sumie to powiedziałeś prawie wszystko tylko pominąłeś cięgli dla jednego z głównych winowajców… Terrence Jones, zawodnik który do gry Rockets nie wnosi zupełnie nic w tej fazie rozgrywek! Ani nie broni, ani nie daje niczego w ataku… przyszły Play-Off i facet zwyczajnie się ‚rozmemłał’ jak rozgotowana klucha. Jakby nie wchodził na boisko to niektórzy nawet mogliby się nie zorientować. Od poprzednich PO płaczę na brakiem dobrej defensywnej ‚czwórki’ typu Gibson/Ibaka(nie realne) i myślę, że te PO pokazały już dobitnie sztabowi Rakiet, że mają tam problem. Do tego brak D-Mo którego trochę nie doceniam ze względu na to, że jest dość miękki, jednak uczciwie przyznaje, że ofensywnie w serii z LAC jest to brakujący element.

    Ten off-season to najlepszy moment na wymianę Jonesa. Smith na następne rozgrywki będzie jeszcze mocniejszy, Howard się wzmocni i będzie lepiej. Do tego KONIECZNY jest jakiś PG, który potrafi kreować kolegów… Pat to super obrońca, ale w tej serii mógłby wiele nie wnieść bo kreatorem czy egzekutorem jest najwyżej średnim. Potrzebne są zatem kolejne zmiany (poza wspomnianą wymianą Jonesa) takie jak dodanie do składu kogoś typu Vasquez, uruchomienie McDanielsa, może dodanie wartościowego gracza z pozycji 2/3 na ławkę. Poza tym należy czekać na rozwój Papa. A jeżeli to nie pomoże to zostanie już tylko myślenie o wymianie brody na lepszy model, bo niestety, ale w tej serii Harden to człowiek galareta… Statystycznie może nie wygląda źle… ale nie jest liderem…

    • TheGodnr12 pisze:

      Nie zgodzę się, że to tylko wina Hardena, zauważ że przez brak P. Bev. musi ciężej harować w obronie, do tego musi klepać piłkę przez połowę. Po prostu brak mu pary, ale ma za dużo zadań jak na kogoś, kto musi być ofensywną bestią.
      Co do Tj się zgadzam, zawsze był energizerem, a teraz jakoś mu te ofensywne zbiórki nie idą (Jordan effect), a to większość jego gry. Pamiętajmy jednak, że tak jak Howard odpuścił większość sezonu.
      Szkoda, bo przed kontuzją nawet już przymierzał za łuku, a teraz brak mu pewności siebie.

    • Triple eX pisze:

      Czy ja napisałem gdzieś, że to tylko wina Hardena? Chyba przeczytałeś tylko dwa ostatnie zdania z mojej wypowiedzi.

    • Woy pisze:

      Dzięki. z Jonesem jest jedna ważna rzecz, on nie czuje się pewnie. Najpierw stracił miejsce w S5 przez coraz lepszą grę Do-Mo. Potem jak już wracał do gry , ściągnięto Josha Smitha. Niestety nie widzę u niego czynników do motywacji;-) Gdybym był Morey’em – choć może za wcześnie – pomyślałbym o dwóch graczach do zespołu. Klasycznym strech four (nazwiska dziś nie grają roli) oraz dobrym first-pass playerze np. Jose Calderon. Oczywiście , gdzieś jeszcze rysuje się potrzeba mocnego zmiennika, harusia do obrony, dla Hardena (ala Thabo Sefolosha lub Tony Snell). Wówczas Houston może myśleć o WCF.

    • TheGodnr12 pisze:

      Odniosłem się tylko do tego zdania ” A jeżeli to nie pomoże to zostanie już tylko myślenie o wymianie brody na lepszy model, bo niestety, ale w tej serii Harden to człowiek galareta… Statystycznie może nie wygląda źle… ale nie jest liderem…” Że to że tak wygląda nie jest jego winą, a brakiem Pata( czy jakiekolwiek jak napisał Woy first pass pg)
      Przyznałem Ci rację co do TJ, co do reszty pozostawiłem bez komentarza, gwarantuje że z uwagą czytam komentarze

  5. TheGodnr12 pisze:

    Hmm już po pierwszym meczu wiedziałem, że moje Houston polegnie. Niestety, ale Howard nie jest w ogóle zgrany z drużyną (no tylko z J.Smith’em). Harden jest bardzo dobrze kryty przez JJ’a(wogóle jak on się rozwinął, to niesamowite).
    Tak off topic -zauważyliście, że 3 osoby z finałowych Orl w tej rywalizacji są wyróżniającymi się graczami? I to trzy różne role, czasem miewający przebłyski Hedo, grający w kratkę(najlepiej gra jak nie ma Hardena na boisku) Howard, no i klasa sama dla siebie JJ. W drugiej parze biega C.Lee. To był jednak był perspektywiczny skład, ale włodarze poszli inną drogą.

  6. troy pisze:

    Świetny art GJ.
    Mnie dziwi najbardziej swoboda a wręcz dominacja DAJordana przy Howardzie ? Zobaczymy jak to pójdzie z innymi drużynami ale jestem pewny, że tak łatwo mu nie będzie szło. Szczerze mówiąc to myślałem, że będzie Howard dominował Jordana.

  7. gratek pisze:

    „w końcu nagrodę Trenera Roku nie dostaje się za nic”
    Hello Mike Brown, hello Byron Scott hehe ;-)

  8. troy pisze:

    @BigAl chciałbym go zobaczyć w walce przeciwko Grizzlies jeżeli tam będzie robił co chciał to chylę czoło ;)

  9. sasoo pisze:

    jeszcze pare minut i ktos tu sie bardzo zdziwi :D

  10. Martinho90 pisze:

    NBA where amazing happens :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *