Conley wraca, Grizzlies wyrównują

Obrona daje Mistrzostwo , to hasło wszyscy fani NBA znakomicie znają. Jeśli mamy na boisku co najmniej trzech świetnych defensorów (Tony Allen, Marc Gasol i Mike Conley) to wiemy , że szansę na wygranie spotkania przez Grizzlies wyraźnie rosną. Jeśli pamiętacie sam pierwszy mecz lub relację z niego to doskonale wiecie, że Memphis zagrali bez swojego lidera na pozycji rozgrywającego i najlepszego stopera do osoby Stepha Curry. Mecz numer 2 w Oakland miał być wyjątkowy dla tego drugiego. Steph przy dopingu swojego ojca Della (jak i całej rodzinki) odebrał statuekę dla MVP…i to był najcieplejszy punkt wieczoru dla lidera GSW. Ogólnie bohaterami spotkania #2 zostali wybitni defensorzy – Tony Allen i Mike Conley (choć ten ostatni również imponował w ataku, trafiając 4 pierwsze rzuty).

Conley wybornie rozpoczął mecz, mimo faktu, iż cały poniedziałek spędził w łóżku i regenerował siły nie tylko po operacji , ale również ciągle odczuwając skutki zderzenia przy zasłonie, z meczu przeciwko Portland TrailBlazers. Ponoć w trakcie treningów na hali Oracle narzekał na parującą, przezroczystą maskę, która ograniczała jego pole widzenia. Jak wiecie z G1 Conley wyglądał niczym pobity bokser, z przekrwionym okiem i napuchniętą lewą częścią twarzy.
Mike dał Niedźwiedziom iskrę i nadzieję na dokonanie niemożliwego, bowiem ich rywale do wczoraj byli niepokonani w play off, a ponadto w całych rozgrywkach 2014/15 przegrali w Oracle tylko 2 mecze (ostatni z Bulls w końcówce stycznia). Twierdza nie do zdobycia?

Pierwsza kwarta już pokazała nam jak Grizzlies bardzo potrzebowali swojego lidera by mieć jakiekolwiek szanse na wyrwanie jednego meczu w Twierdzy. W pięć minut Mike zdobył 9 oczek, trafił wszystkie 4 rzuty i wyprowadził gości do wyniku 14-8. Steph Curry przy nacisku Conley’a trafił w pierwszej odsłonie tylko raz zza łuku i do końca 12 minuty nie przegonił Mike’a w zdobyczach punktowych (7). Grizzlies męczyli podkoszowych GSW ciągłym dogrywaniem piłki do Zacha Randolpha. Stary, dobry Z-Bo wyglądał bardzo dobrze , zanotował 10 punktów i niewiele sobie robił z obecności w pomalowanym Draymonda Greena czy Andrew Boguta (Kangur rozegrał najgorsze spotkanie w play off notując współczynik -16 oraz popełniając 5 strat).

Druga odsłona nieco pobudziła gospodarzy i ożywiła miejscowy doping (na który narzekał po pierwszym meczu Conley – rozbolała go głowa od wrzasków i świateł – ale to pewnie też efekt po uderzeniu czy zabiegu). Powód, kapitalną zmianę dał Leo Barbosa. Brazylijczyk seryjne zdobywał punkty – 8 – i dominował w starciu z Beno Udrihem. Warriors odrabiali straty i zbliżali się do przeciwnika (30-32). Na szczęście dla gości w porę przebudzili się Marc Gasol i wracający do skuteczności Conley. Warriors jednak uszczelnili obronę i przyjezdnym nie było już łatwo…Slam dunkiem popisał się Bogut i pierwszą swoją trójkę trafił Klay Thompson. Druga kwarta nabrała charakteru play off – obrona i destrukcja nabierały siły , na chwilę wyłowił się Courtney Lee, trafiając zza łuku. Presję Conley’a i Allena odczuwali Curry i Thompson. Pierwszy popełniał straty, drugi nie miał otwartych pozycji i nie mógł trafić przy blisko kryjącym go Allenie. W dodatku Tony (Mistrz NBA z Bostonu) popisał się akcją 2+1 i wyprowadził Memphis na 9 punktowe prowadzenie. Jeszcze trafienie Udriha i sensacja w Oakland nabierała większych rumieńców (50-39).

Na starcie trzeciej ćwiartki Warriors ogrywali Andrew Boguta, próbując odciągnąć uwagę obrońców gości od swoich strzelców. Na pewno myśleli też o zneutralizowaniu wyczynów Zacha Randolpha. Chwilę później Warriors znów przerzucali piłkę po obwodzie, licząc na trafienia Splash Brothers. Nic z tego, Tony Allen trzymał się blisko (niczym komar próbujący ukąsić ofiarę) Thompsona, a młodszy gracz nie tylko pudłował, ale popełniał też straty (podaniem czy błąd kroków). Grizzlies uciekali, bo trafienie za trzy zanotował Big Mike Conley oraz kolejne akcje bliżej obręczy wykańczali Gasol z Randolphem. Dave Joerger miał powody do zadowolenia, bowiem jego gracze realizowali plan gry w 100%. Nawet pojedyncze trafienia Andre Iguodali czy Harrisona Barnesa nie stopiły dwucyfrowej przewagi. Na moment sideł obrońców Grizz’s wydostał się Curry i trafił osobiste oraz drugą ze swoich trójek ( w całym meczu zanotował tylko 2 / 11 ! ). Courtney Lee i Vince Carter dobijali rywali kolejnymi rzutami z gry.

Klay Thompson zakończył spotkanie z 13 pkt i współczynnikiem równym Bogutowi – minus 16. Trafił 1 z 6 trójek i podobnie do Kangura stracił 5 piłek. Defensywa Miśków wymusiła na gospodarzach 20 strat (przy 13 gości). Steph Curry trafił 7 z 19 rzutów, kończąc mecz z 19 pkt i 6 as. Draymond Green zakończył mecz z 3 celnymi przy 11 wykonywanymi rzutami oraz nie trafił żadnej próby zza łuku. Pozytywnie zaskoczył Leo Barbosa (14 pkt) i przeciętnie wypadł Harrison Barnes (4/8 z gry). Warriors w tym meczu prowadzili najwięcej 2 punktami…

Zach Randolph otworzył czwartą kwartę, ale po chwili Steve Kerr (nie mylić ze Stivim Kearrim) znów mógł liczyć na Leo Barbosę. Weteran przywracał nadzieję na wyrównanie spotkanie od strony GSW, ale jego druga seria punktów ożywiła miejscowych. Niestety przy kolejnej trójce snajper się zaciął, a w kolejnej akcji stratę popełnił Iguodala. Piłka ze strony Grizzlies znów trafiała w ręce Z-Bo, Wielki Niedźwiedź nie miał sobie równych i popisywał się hakiem czy rzutem z odejścia, po chwili dołożył osobiste. GSW w odpowiedzi dostali punkty z rąk Thompsona, który ożywił się i uciekł Allenowi w paru akcjach. Warriors utrzymali gości bez punktów, w trzech kolejnych akcjach. Steph Curry stopił przewagę do 7 oczek i na nieco ponad 3 minuty do końca meczu, pachniało emocjami. Niestety dla Warriors, wszystko zepsuł Conley, a jego trójka okazała się gwoździem do trumny, w meczu numer 2. Gracze Kerra próbowali ,szarpali, ale zwycięstwa z łap Grizzlies już nie wyrwali.

Mamy 1:1 , seria nabrała rumieńcow i przenosimy się do Miasta Elvisa. Wiele wskazuje na to, że Mike Conley z każdym kolejnym występem będzie czuł się lepiej a jego powrót wniósł wiele wiary w poczynania ofensywne oraz defensywne niżej notowanej drużyny. Wszystko dla dobra rywalizacji:-)

Golden State Warriors – Memphis Grizzlies 90:97 (22:28, 17:22, 24:23, 27:24)

Warriors: Curry 19, Green 14, Barbosa 14, Thompson 13, Barnes 11, Bogut 8, Iguodala 7, Speights 2, Lee 1, Ezeli 1, Livingston 0.

Grizzlies: Conley 22, Randolph 20, Gasol 15, Lee 15, Allen 9, Green 8, Udrih 4, Koufos 2, Carter 2, Calathes 0.

Stan rywalizacji: 1-1

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

28 komentarzy

  1. BigAl pisze:

    To uciszanie hali bezcenne!
    Złoci chłopcy przekonują się czym jest prawdziwa obrona w Playoffs!

  2. Drax pisze:

    Conley grał jak natchniony. Jeśli Memphis wygrają następny mecz, to może ta seria się skończyć spokojnie 4-1. Nie mogę się doczekać przy Grizzlies cyferki 4 i miny pajacyka Curry’ego z utartym nosem.

  3. BigAl pisze:

    @Drax
    to mamy podobne marzenia!
    Nie lekceważmy jednak GSW, tak słaby rzutowo mecz już im się pewnie nie zdarzy, ale pewność siebie uchodzi z nich bez wątpienia.

    • tombo pisze:

      nie zdarzy sie?myslisz ze przy tak tytanicznej obronie MEM,Curry i Thompson beda sobie rzucali z dystansu na poziomie 50%?
      To nie jest NOP ani RS. Jesli bedą w stanie cos poprawic to niewiele,chyba ze ktos z trójki Conley/Lee/Allen sie posypie wtedy cała linia obrony sie przerywa.

    • BigAl pisze:

      Ja trzymam za Grizz!

  4. lordam pisze:

    Ahhh.
    Obejrzałem kilkanaście minut tego spotkania i było ono jak łyżeczka miodu w ciepłej herbatce podczas grypy:)
    Moim zdaniem jest to najlepsza para tych PO póki co zaraz po SAS-Clippers.
    Obydwa zespoły są piekielne mocne i Miśki wcale nie stoją na straconej pozycji. Zauważmy, że wrócił Conley i od razu zrobiło się ciaśniej w obronie. Conley biegał za Currym i z miejsca Green miał mniej przestrzeni na obwodzie i nie uciekał tak często Z-bo. Zach i Conley zagrali świetnie.
    Teraz kolejne, dwa kluczowe spotkania dla tej serii.

  5. Adrian89 pisze:

    No seria zapowiada się pasjonująco. Zreszta chyba 3 serie są otwarte i bardzo ciężko po tych meczach przewidzieć zwycięzce ( Sorry Fani Rockets). Wizards już wyglądali na to że są jeden krok od finału wschodu – bach kontuzja Walla i jeśli jeszcze opuści jeden mecz może być pozamiatane.

    Najgorsze dla Warriors jest to że to rzeczywiście Memphis dyktują tempo gry- co dla Warriors nie jest zbyt dobrą informacją

    • sasoo pisze:

      Bo co? Bo przegrali 1 mecz? Frustracja po PTB, zazdrość czy tylko zwykły brak obiektywizmu?

    • Adrian89 pisze:

      Brak obiektywizmu częściowo na pewno tak bo kibicuję Paulowi strasznie w tym sezonie . Choć ew. z Warriors będę kibicował serii 7 meczowej.

      Co do Rockets to po prostu moim zdaniem mimo wszystko ekipa która na papierze jest mocna . Jednak w PO w takim zestawieniu nie zwojują. Brakuje zawodników którzy wykreują partnerów przede wszystkim. Solidnej czwórki a i Harden jak dotąd w PO nie błyszczał.

      To że przegrali 1 mecz nic nie znaczy , ale to że przegrali kiedy nie grał Paul to już wiele znaczy. Do tego Clippers są bardzo mocni.

      Ty będziesz im kibicował i chwała CI za to ale jednak ja pozostaje przy moim zdaniu że ta seria będzie najkrótsza z pozostałych.

    • lunacy pisze:

      Ja bym jednak Rockets nie skreślał. Napisałbym raczej sorry fani Cavs.

  6. Dawid pisze:

    Ale mi Lordam zrobiłeś smaczek, muszę dzisiaj obejrzeć powtórkę z N-ki, mniam! A tak w ogóle do tych co już oglądali co jest z Lee, moim imiennikiem z GSW? Kerr w Niego nie wierzy, czy po prostu nie wrócił do formy?

  7. troy pisze:

    Tony Allen działa na przeciwników jak kiedyś Reggie Miller na Jordana. Jego starcia z Kobasem przeszły do historii. Z pewnością będzie to twarda seria i polecą iskry. 4-1 @Drax to chyba za wysokie oczekiwanie ale zobaczymy. Stawiam 4-3 dla GSW

    • BigAl pisze:

      Bardzo trafna uwaga Troy!
      Choć wydaje mi się, że Tony Allan jest jeszcze lepszym obrońcą niż Reggie Miller, może to kwestia wzrostu, niżej środek ciężkości. Nieustępliwość podobna! Porównanie do komara,idealne.

    • Drax pisze:

      @troy Myślę, że wcale nie za wysokie. Jeśli teraz Memphis wygrają u siebie, to sytuacja u Wojowników będzie dość niecodzienna. Nie przywykli mentalnie do przegrywania po takim paśmie sukcesów. Ciężko przewidzieć co się wydarzy, ale przy 2-1 dla Grizzlies morale, pewność siebie i „team spirit” GSW będzie niewątpliwie wystawione na ciężką próbę. I wtedy się przekonamy co tak naprawdę jest warte MVP dla Currego.

  8. BigAl pisze:

    Dużo będzie zależeć od spotkań w Memphis, jeśli będzie po nich 3:1 dla Grizz, to już nie popuszczą!

  9. Bart pisze:

    Grizz pokazali charakter i to że nie bez powodu przez większość RS zajmowali drugie miejsce na zachodzie. Natomiast skreślanie GSW jest bez sensu, nie sądzę że zdarzy im sie w tej serii drugi tak słaby mecz. Stawiam 4:1 dla GSW.

    • tombo pisze:

      to nie był specjalnie słaby mecz GS.To obrona była bardzo mocna.i jesli tylko taka sie utrzyma,to liderzy nie mają za bardzo pola zeby znacząco poprawić gre.Teraz duet miał 18% za trzy, ale mało prawodpodobne zeby sie poprawił do 40-50. 30-40 wydaje sie byc w zasiegu w przypadku zdrowego Con/Lee/Allen.A to moze nie wystarczyc w przypadku zablokowanego pomalowanego przez Gasola i Zo-bo

  10. Woy pisze:

    Ze skrajności w skrajność widzę:-)

    Mało kto zwraca uwagę na zasłony jakie stawiają Z-bo i Marc na Currym. To go osłabia i również ma wpływ na dyspozycję w ataku. Przy dwóch czy trzech Curry padał na parkiet. W obronie, przeciwko Curry’emu zdarzały się podwojenia, przy pozostawieniu wolnego Boguta. Steph momentami wyglądał na bezsilnego. Potem szła rotacja ze skrzydła oraz Greena bądź Allena lub Lee.

    Wszystko przeanalizował Joerger, ale teraz przyszła pora na coś nowego od Kerra.

    Jeśli miałbym pokusić się o wynik dwóch następnych spotkań, to będzie po 2.

  11. Damian pisze:

    Obudziłem się niestety tylko na 4Q, która punktowo była najlepsza w wykonaniu GSW a i tak byłem pod ogromnym wrażeniem obrony Memphis. Po pierwszym meczu, mimo ogromnej przewagi Worriors, to wciąż oni wyglądali na drużynę która może coś jeszcze dodać, tak po tym meczu wcale nie będę zaskoczony jak do Oakland wrócimy przy 3-1 dla Niedźwiedzi… i taką mam nadzieję.

    WELCOME TO THE GRINDHOUSE Steph…

  12. decos20 pisze:

    Mam wrażenie że Allen wszedł do głowy Thomsona, tak jak rok temu Durantowi. Uwielbiam tego gościa !

  13. BigAl pisze:

    Może rozpocznę inny wątek, skoro aż tylu mamy fanów defensywy.
    Najlepszy plaster w historii ligi? Wasze propozycje!
    Wątek poboczny, dla starszaków, najlepszy plaster na MJ?

    • sahim80 pisze:

      plaster na Jordana? Craig Ehlo!!;)

      A najlepszy w historii? Bowen. Rodman. Payton. Jeden z moich ulubionych graczy – Battier. Grant Hill w ostatnich latach kariery bronił na najwyższym poziomie. Allen na pewno w czołówce. Osobiście jednak postawiłbym na Pippena – krył skutecznie wszystkie pozycje na boisku i potrafił w obronie wszystko. Wyjąć piłkę rozgrywającemu w koźle, w low post zablokować PF, blok z pomocy, przecinanie lini podań, odcinanie od piłki. Powtórzę – wszystko potrafił

      Oglądałem za mało meczy z lat 80 i wcześniejszych, żeby móc wybrać kogoś z tamtych lat. A pewnie kilku wybitnych oborońców by się tam znalazło

  14. Drax pisze:

    Jak wiadomo nikt go skutecznie zaplastrować nie potrafił, ale sam Jordan mówił, że najlepszym obrońcą przeciwko jakiemu grał był Joe Dumars.

  15. bulls2006 pisze:

    przeceniane GSW, niedoceniane Memphis, – teraz to się trochę wyrównuje
    wszystko w tej serii będzie możliwe, ale Memphis to pewnie najbardziej niewygodny dla GSW rywal

  16. Mariusz pisze:

    Najlepszym plastrem na MJa byłby Gary Payton o 10 cm wyższy :). Tony Allen niewiele by dał, bo MJ by ciągle rzucał fade-away’e, na które silnego nie było. Myślę, że musiałby to być ktoś wyższy, jak Kawahi. Ciekawe jak MJ grałby przeciw Bowenowi lub Pippenowi. Moim zdaniem jednak swoje i tak by rzucał.

    • Woy pisze:

      Wg mnie Joe Dumars. Świetnie bronił go też Bryon Russell mimo flu game czy słynnego odepchnięcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *