Chris Paul wziął co jego i wyeliminował Spurs

Po 10 minutach gry Chris Paul złapał się za ścięgno udowe. Trafił trójkę, ale musiał usiąść na ławce. Schował twarz w dłoniach i prawdopodobnie płakał. Nie widzieliśmy czy tak faktycznie było, ale mogła to być naturalna reakcja na pecha, który przez całą karierę go prześladował. W najważniejszym meczu w karierze miał zagrać tylko 10 minut. Jego drużyna znowu miała odpaść z rąk nieśmiertelnego Tima Duncana i jego Spurs. A tym razem Paul mógł tylko bezsilnie przyglądać się porażce z szatni.

Nic z tego.

CP3 wrócił na boisko na 6 minut przed końcem pierwszej połowy. Jamal Crawford utrzymał Clippers na prowadzeniu podczas jego nieobecności, dzięki czemu Paul na spokojnie mógł wejść w mecz. Nie był tak szybki jak zwykle. Wielokrotnie łapał się za tył uda. Bolało go. Ale on doskonale wiedział, że to nie jest mecz, w którym odpowiednim rozgrywającym dla Clippers jest Austin Rivers.

Paul wykorzystywał każdą dogodną pozycję do rzutu, nie forsował, oddał inicjatywę w ręce swoich kolegów. Blake Griffin i J.J. Redick przeciągnęli Clippers przez trzecią kwartę, do tego doszła energia wniesiona z ławki przez Glena Davisa. Spurs weszli w swój rytm w końcówce tej ćwiartki i wyszli na dwupunktowe prowadzenie, na co Paul znowu miał wielką odpowiedź.

Czwarta kwarta to było dopełnienie klasyku. Dopełnienie najlepszej pierwszo-rundowej serii w historii play-offów. Manu Ginobili był w całej serii żałosny, ale na początku ostatniej ćwiartki wrócił do świata żywych i przestał myśleć o emeryturze na Hawajach. Dzięki niemu Spurs wrócili na prowadzenie, które po chwili tracili, żeby później znowu je odzyskać. Łącznie widzieliśmy w tym meczu aż 31 zmian prowadzenia. To był jeden wielki crunch-time, który ciągnął się praktycznie od Game 5.

Paul trafił kolejny ze swoich rzutów z półdystansu na 8 minut przed końcem i wyprowadził Clippers na 1-punktowe prowadzenie. Tim Duncan stwierdził, że na emeryturę jest jeszcze za wcześnie i po raz 54837792-enty wziął odpowiedzialność na siebie, wygrał posiadanie w post i było 89-88 dla Spurs. Chwilę później Griffin odpowiedział wielkim trafieniem z faulem i znowu Clippers prowadzili w tym meczu.

Zaraz po tym, Spurs mieli najlepszą szansę na włożenie tego meczu do zamrażarki. Seria 8-1 dała im najwyższe w drugiej połowie 5 punktów przewagi. Clippers odrobili stratę w 30 sekund, po dwóch osobistych Griffina, a następnie niesamowitej trójce Redicka. Big Fundamental odpowiedział lay-upem, ale zaraz po tym kolejną trójkę trafił Redick, po czym Griffin dołożył dwa osobiste i zrobiło się 102-101. Gdzieś tam w międzyczasie Duncan spytał Doca Riversa czy to naprawdę jest pierwsza runda.

Gregg Popovich zaczął grać small-ballem (Parker – Ginobili – Green – Leonard – Duncan), przez co Rivers zdjął DeAndre Jordana i przypłacił to 9 ofensywnymi zbiórkami Spurs w samej 4. kwarcie. 6 punktów drugiej szansy i takie rzeczy jak ponowienia Tony’ego Parkera mogły wbić gwóźdź do trumny Clips, gdyby Jamal Crawford nie zaatakował kosza i nie wygrał posiadania z Parkerem. Znowu był remis, tym razem po 107. I wtedy pałeczkę od swoich kolegów z drużyny przejął wielki Chris Paul.

Na 13 sekund przed końcem Paul otworzył sobie miejsce na półdystansie i oddał swój rzut, który był jednak niecelny, ale sędziowie odgwizdali dosyć wątpliwy faul Timowi Duncanowi. Timmy uderzył Paula w rękę, ale było już dawno po rzucie i nie był to zbyt mocny kontakt. Tak czy tak – CP3 z zimną krwią wykorzystał oba osobiste.

Spurs mieli posiadanie i wysłali Tima Duncana na linię, a ten wyrównał stan spotkania. Na zegarze pozostawało 8.8 sekundy. Clippers oddali piłkę do jednonogiego Paula. Danny Green mocno naciskał, Tim Duncan zszedł do pomocy i ta dwójka zmusiła Chrisa do bardzo trudnego rzutu.

No i co z tego?

Spurs mieli jeszcze piłkę, ale przed wznowieniem z boku zawyła końcowa syrena. Pan Janek, który obsługuje zegar, za wcześnie go wystartował i nie chce mi się wierzyć, że był to tylko przypadek. W każdym bądź razie, goście całkowicie spaprali swoją akcję i zrobiliby to nawet nie będąc rozproszonymi przez ostatnią syrenę. Coyote (maskotka Spurs) przebrał się za Gregga Popovicha w tej serii i w ostatnim posiadaniu sezonu zagrał alley-oopa do Kawhi’a Leonarda, który akurat był kryty przez Blake’a Griffina. Piłkę w locie zbił Barnes i było po meczu.

Paul ściskał się z Timem Duncanem. Po policzku spływały mu łzy. Płakał. Przeszedł tej nocy drogę z piekła do nieba. Tamten rzut był na jego legacy. Gdyby go nie trafił znowu byłby przegrywem, stuleją, mięczakiem. Wielkich graczy poznaje się po tym, że trafiają najważniejsze rzuty w karierach. A Paul zrobił to na jednej nodze.

To nie był tylko jego wielki występ, bo w tej relacji zdążyło się przewinąć już wiele innych nazwisk i trzeba powiedzieć, że Clippers na przestrzeni całego spotkania pokazali się przede wszystkim jako DRUŻYNA. Blake Griffin uskładał triple-double (24 punkty, 13 zbiórek, 10 asyst), zostając pierwszym skrzydłowym z triple-double w Game 7 od 1992 i Scottie’ego Pippena. Był aktywny przez cały mecz, a nie tylko przez jedną połowę jak w dwóch ostatnich spotkaniach.

Jamal Crawford brał piłkę w swoje ręce kiedy było trzeba i zdobył 16 punktów, J.J. Redick miał 14 „oczek”, a Matt Barnes był x-faktorem i zanotował 17 punktów, grając też kolejny dobry mecz w obronie. W następnej rundzie jego formę w defensywie zweryfikuje James Harden. Był też energizer z ławki w postaci drącego się po każdej udanej akcji Glena Davisa.

Tylko DeAndre Jordan zawiódł, Tim Duncan swobodnie grał na nim w post i zdobył w tym spotkaniu 27 punktów oraz zebrał 11 piłek. Jordan nie dostał żadnego loba, a w obronie był przeciętny przez całą serię, a przeciwko Rockets będzie kluczowym graczem, jeśli Clippers mają ograniczyć Hardena (prawdopodobnie zrobią to przez trapowanie pick’n’rolla).

Obok Duncana najlepsze mecze w serii zanotowali Tony Parker (20 punktów, 5 asyst) i Danny Green (16 punktów, 8 zbiórek, 5 bloków). Green był fantastyczny w defensywie i w końcu trafiał swoje spot up trójki, a momentami było smutno patrzeć jak dostawał rzuty w twarz od Redicka czy Paula.

Kawhi Leonard nie udźwignął presji, miał tylko 13 punktów i 10 zbiórek oraz był 5/13 z gry, nie wykorzystując swoich otwartych pozycji i ani razu nie siadł za kółkiem ofensywy Spurs. Manu Ginobili miał 8 punktów i 7 asyst, Boris Diaw dołożył 12 „oczek”, a ławka Ostróg wypunktowała swoich rywali tylko 28-22. Patty Mills i Marco Belinelli byli niewidoczni, a Matt Bonner pojawił się tylko w ostatniej sekundzie.

Ciekawe lato czeka nas w Teksasie, bo tylko 5 zawodników jest tam na kontraktach (Parker, Splitter, Diaw, Mills, Anderson), kolejnych trzech jest zastrzeżonymi wolnymi agentami (Leonard, Joseph, Baynes), a umowy kończą się m.in. Duncanowi, Ginobiliemu i Greenowi. Wiemy, że Kawhi Leonard dostanie maxa i nikt nie wierzy w jego odejście, oprócz tego Spurs będą mogli zaoferować drugą dużą umowę któremuś z wolnych agentów. Głównym celem ma być LaMarcus Aldridge, ale niewykluczone, że w San Antonio pojawi się Marc Gasol czy Kevin Love.

Nie wiadomo co dalej z Timem Duncanem i Manu Ginobilim. Obaj unikali odpowiedzi na pytanie o to czy był to ich ostatni mecz w karierze. „Jest za wcześnie na podejmowanie decyzji” – mówił po meczu Argentyńczyk. Gregg Popovich też niczego nie wyjawił i powiedział, że „być może powrócą w przyszłym sezonie”. Pozostaje czekać do lata.

Clippers po tej wyniszczającej serii już muszą się szykować na pojedynek z Rockets. Game 1 w poniedziałek o 3:30, więc tylko 46 godzin po zakończeniu Game 7. Chris Paul prawdopodobnie nie zagra. Po tym jak został jednym z play-offowych herosów i zrobił pierwszy – milowy – krok do przełamania swojego pecha, taki odpoczynek jest jak najbardziej wskazany.

P.S. To był najlepszy mecz koszykówki jaki widziałem w życiu.

25 komentarzy

  1. Mario pisze:

    Kosmiczny mecz
    Kosmiczna seria

  2. tmht pisze:

    „Tamten rzut był na jego legacy. Gdyby go nie trafił znowu byłby przegrywem, stuleją, mięczakiem.”

    naprawdę? myślałem, że jesteś lepsi niż to. obleśny rynsztokowy język.

  3. NiKlaus pisze:

    ej dlaczego nie ma Nate Robinsona w LAC? widziałem go w studiu TNT a myślałem że nadal jest w ekipie

  4. PP pisze:

    Clippers wymęczeni ale czy będą jak Mavericks w 2011 roku?
    Z Rockets szanse 50-50. Clippers dali rade z Duncanem, Leonardem, Diawem, Parkerem to teraz mają naprzeciw sobie Hardena i Howarda.

  5. Bart pisze:

    Świetna seria i mecz 7 ale sedziowie w końcówce to tragedia, faul na CP3 z kapelusza a w ostatniej akcji CP3 przed rzutem lewą ręką ewidentnie odpycha Greena co powinno zostać odgwizdane jako offense. (Tyle że CP3 często tak gra i nie wiedzieć czemu sędziowie tego nie chcą widzieć.
    Co innego że za całą serię obie drużyny zasłużyły na awans, tyle że moim zdaniem LAC nie będą w stanie ugrać nic więcej niż finał konferencji, chociaż i tutaj bardziej stawiam na Houston z GSW.

  6. realista pisze:

    Wnioski pomeczowe:
    – ale Spurs spraprali swoją ostatnią akcję! Zagrali „na aferę” pod kosz jakby do końca było z 0,3 sek., a przecież mieli całą 1 sekundę! W NBA nie jest to przecież mało. Trzeba było grać na obwód do Greena lub Bellinellego i rzucać za 3.
    – Leonard ponownie zawiódł- mecz nr 6 mu nie wyszedł i myślałem, że drugiego tak słabego nie zagra i żę się ogarnie na game 7, ale nic z tego
    – ogólnie to jestem zawiedziony Spurs- nie chodzi o ten ostatni mecz, bo to była prawdziwa wojna i gdyby grali kolejne 48 min. to pewnie dalej wynik byłby „na styku”, ale SAS słabo grali u siebie. Mieli szansę wyjść u siebie na 3-1 lub zamknąć serię 4-2. Rok temu ich AT&T było prawdziwą twierdzą a teraz przegrali tam 2 z 3 meczów
    – teraz widać jak wiele kosztowała porażka Spurs w ostatnim meczu regular season z Pelicans, gdyby tam wygrali graliby w 1. rundzie z Mavs i zapewne wygraliby z nimi serię; w pamięci mam też frajerską porażkę z Detroit i zlekceważenie Knikcs w ich hali- to jedno brakujące zwycięstwo w RS było języczkiem u wagi w całych play offs dla Spurs
    – gratulację dla Clipps- grając wąskim składem i z kulawym Paulem wyeliminowali wielką drużynę
    – przed nami seria HOU-LAC- trochę boję się, że będą to brzydkie mecze ze względu na taktykę „hack a Jordan”, a z drugiej strony „hack z Howard/Smith/Capela”; swoją drogą ciekawe jak Clippers wytrzymają to serię kondycyjnie po morderczej przeprawie ze Spurs

  7. cynik pisze:

    Muszę przyznać, że LAC zaimponowali mi charakterem. Początek sezonu nie był zachwycający. Co prawda wygrywali, ale odnosiłem wrażenie, że nie było tam „Team Spirit”. Końcówka sezonu rewelacyjna. Stali się drużyną. Griffin w serii grał rewelacyjnie. Znów zaliczył TP. Na początku jego kariery nie byłem nim zachwycony, bo miał bardzo ubogi repertuar zagrań. Bardzo się rozwinął. Chociaż ten jego rzut z pół- dystansu wygąlda na „zarwany” to jest skuteczny. I tylko Timiego żal.

  8. Adrian89 pisze:

    Dawno się tak nie cieszyłem z wygrania przez kogoś serii. Należało mu się i zrobił to w najlepszy możliwy sposob , szkoda tylko że w drugiej rundzie już mu ciężko będzie grać. Rockets teraz niestety są faworytamia, chyba że jednak z Paulem to nic grożnego.

  9. Gallardo pisze:

    Ehhh Spurs, Ehhh Timmy, a liczyłem na ostatnie mistrzostwo Spurs i idealne zakończenie kariery przez TD.

  10. cynik pisze:

    Tak z ciekawości sprawdziłem jak autor obstawiał LAC w przedsezonowych zapowiedziach. Wyszło mu, że Clipps będą w finale konferencji. Znalazłem też artykuł”Wrzuta: Kto Mistrzem NBA wg ‚booków’?
    i nasze typy. Tak ja napisałem:
    „Obstawiałbym Clippersów. Jeżeli nie dojdą przynajmniej do finału konferencji, to może nastąpić duże wietrzenie szatni. W każdym razie Doc będzie pod niebywałą presją. Ballmer nie wygląda mi na człowieka szczególnie cierpliwego”.
    Kto wie, może się spełni, chociaż wolałbym GSW.

  11. znafffca pisze:

    po RS było 2-2 ale chyba w żadnym meczy nie było howarda który powinien zrobić różnicę Brawa dla lac że pogonili mistrza no ale sas nie byli w najlepszej formie i grali praktycznie bez parkera greena i manu Biorąc pod uwagę że rakiety miały krótszą serię no i ich starterzy nie są tak obciążeni minutami to będzie im ciężko tym bardziej że ławka w la ogranicza się tylko do crawforda Nawet jeżeli uda im się wyeliminować houston to i tak nie dadzą radę wojownikom no ale wyeliminowanie mistrza to na pewno pozytywny impuls dla właściciela żeby sypnąć groszem no bo w 6 ciężko grać w PO

  12. GPRbyNBA pisze:

    Nieziemski poziom. Jeden z najlepszych meczy sezonu.
    Warto było oglądać w przeciwieństwie do walki po meczu.
    CP miał skurcze? Co to było?

  13. BigAl pisze:

    Znakomite spotkanie!
    Czy to koniec pewnej ery?!

  14. NiKlaus pisze:

    odpowie mi ktoś co z tyn Natem Robinsonem?

  15. asdasda pisze:

    robinson kontuzja; paul na konferencji po meczu mówił, ze bedzie gotowy na rockets ale ile w tym prawdy dowiemy sie juz niedługo.

  16. NiKlaus pisze:

    ciekawe, nie chcieli z nim podpisać do końca sezonu? a ławka nie powala na kolana. Taki fighter by im się przydał

    • Marek pisze:

      Podobnie jak w przypadku Bulls tak samo Clippers rezygnując z Robinsona, „tracą” swoją jedynkę. Historia lubi się powtarzać.

    • Woy pisze:

      j.w.
      on jest bez formy, po poważnej kontuzji.

    • Woy pisze:

      on jest po poważnej kontuzji i daleki od wysokiej formy.

  17. gniewkosynrybaka pisze:

    Kocowa sekunda i problemy z zegarem, to jakas totalna sciema i liga powinna to zrewidowac. Pop juz nie mial time-out’u i musieli grac to samo co rozpisal wczesniej. Przeciez to bylo wyraznie zrobione celowo, przez co obrona LAC ‚czytala’ zagranie SAS. Wiem ze 1 sek to malo, ale tez b duzo w meczu o wszystko. POwinna byc mozliwosc dania dodatkowego czasu druzynie na w takich sytuacjach. No ale nic sie nie zmieni, szkoda mi bylo SAS i Popa strasznie, ale jednak, wynik to wynik. A, no i ten z nieczego wziety faul na CP3 przez Duncana, co za sedziowanie pod publike…

    • Łukasz Siemański pisze:

      Miał jeszcze 20-sekundowy time-out i zamiast drzeć się na sędziów, powinien go wykorzystać i rozrysować coś nowego.

  18. asdasda pisze:

    nie wiem jak można tam nie zauważyc faulu duncana na cp, trzeba mieć chyba oczy ostrogami zarośnięte, mowie to ja, kibic który ma w dupie obie drużyny.

  19. saturn pisze:

    CP3 pokazał prawdziwy charakter jak „herosi” z lat 90-tych. Szacunek.
    Taki powinien być lider. A On jest prawdziwym liderem tej drużyny i będzie bardzo źle jak nie będzie mógł grać dalej. Szacunek dla Clippers, bo pokonali mistrzów, weteranów.

    Mnie oczywiście tylko żal Timiego. Duncan mimo swojego wieku wciąż grał na niezłym poziomie i mam nadzieję, że jeszcze nie skończy kariery. Ciekaw jestem kto dołączy do SA tego lata, bo na pewno kogoś ściągną. Wielka trójka z San Antonio prawdopodobnie przechodzi na naszych oczach do historii. Ginobili może skończyć, bo wciąż walczy ze zdrowiem.
    Ale wokół Leonarda i Parkera wciąż jeszcze można budować świetny zespół. Potrzeba tylko jednego dobrego podkoszowego. Aldridge?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *