Wysoki koszt sweepa Cavaliers

Przez całe spotkanie zwycięstwo Cavs nie podlegało dyskusji. Najsłabsza połowa Celtics w serii została okupiona aż 21-punktową stratą. W drugiej połowie gospodarze próbowali walczyć, ale LeBron James (27 pkt, 10 zb, 8 as) i Kyrie Irving (24 pkt, 11 zb, 3 as) nie pozwolili zbliżyć się Celtics na mniej niż 6 oczek. W kontekście drugiej rundy ostatni mecz serii Cavaliers z Celtics był ważny z powodu straty dwóch zawodników – Kevina Love (kontuzja ramienia) i J.R. Smitha (wyleciał za uderzenie Jae Crowdera i zapewne otrzyma więcej niż jedno spotkanie kary). Do wspomnianej dwójki może dołączyć jeszcze Kendrick Perkins, którego zachowanie również zostanie poddane ocenie przez ligę.

Celtics rozpoczęli spotkanie z Jae Crowderem, który już od początku spotkania miał zająć się kryciem LeBrona.  Na ławce usiadł Marcus Smart. Cavs zaczęli od wysokiego prowadzenia 8-17. Obrona Celtics raz po raz rozbijana była prostymi pick&rollami z Mozgovem w roli głównej. Jedynym naprawdę ciekawym wydarzeniem był najprawdopodobniej wybity bark Kevina Love, który natychmiast udał się do szatni. Przewaga Cavs utrzymywała się przez cały czas w podobnych rozmiarach. Wiele akcji przechodziło przez LeBrona, który w pierwszej kwarcie zarobił aż 5 asyst. Kwartę zakończył trójką Kyrie Irving, który ustalił wynik na 19-29. Pod koniec pierwszych 12 minut doszła wiadomość z szatni, że Kevin Love nie powróci do dzisiejszego meczu i jego kontuzja może okazać się bardziej poważna.

W drugiej odsłonie obraz gry specjalnie nie uległ zmianie. Po trójce LeBrona przewaga Cavs urosła do 23-35. Celtics słabą dyspozycję na deskach okupili sporą liczbą punktów drugiej szansy. Run gości trwał dłużej, bo atak gospodarzy kompletnie się załamał. Stevens próbował grać small ballem, ale nie przynosiło to rezultatu. Na 6:36 do końca drugiej kwarty było już 23-41. Po przerwie na żądanie Celtics zanotowali run 7-0. Dobre momenty miał Sullinger (w całym meczu miał 21 punktów – najwięcej od powrotu po kontuzji). Niestety trwało to tylko chwilkę. David Blatt szybko opanował sytuację i po chwili rozmowy ze swoimi zawodnikami gra wróciła do poprzedniego obrazu, a przewaga Cavs znowu rosła. Nie rozumiem dlaczego Kendrick Perkins nie został wyrzucony z boiska w starciu z Jae Crawderem. Sędziowie potraktowali byłego Celta bardzo pobłażliwie za uderzenie przeciwnika. Niestety w wyniku tego wydarzenia gra niepotrzebnie bardzo się zaostrzyła. Cavs wygrali pierwszą połowę bardzo wysoko 36-57. Na niski wynik Celtics wpływ miała postawa dotychczasowych liderów serii – Turner i Thomas byli 0/11 z gry.

Nie może się podobać to co zrobił J.R. Smith na początku drugiej połowy. Przepychając się przy zbiórce Smith uderzył Crowdera w sposób przypominający cios World Peace’a na Hardenie. Tym razem sędziowie bez dłuższego namysłu wykluczyli z gry zawodnika Cavs. Niestety w wyniku tego incydentu z kontuzją kolana zszedł z boiska również zawodnik z Bostonu. Krycie LeBrona przejął Brandon Bass. Celtics grali źle. Popełnialni mnóstwo głupich fauli, pudłowali z linii na potęgę, nie istnieli na tablicy. Rzadko widzi się aż tak brzydkie spotkanie, kiedy skuteczność obu drużyn nie przekracza 40%. Dopiero w drugiej połowie kwarty zaskoczył Isiah Thomas. Cavs zabolało 4 przewinienie Mozgova, który z powodu braku Love’a otrzymywał solidne minuty. Na boisku po raz kolejny musiał pojawić się Perkins. Celitcs zanotowali spory run i przez chwilę udało się im zmniejszyć stratę do 9 punktów. Z resztą po udanej dobitce Sullingera na końcu kwarty wynik brzmiał 61-70. To była nie tyle dobra kwarta Celtics, co realnie najsłabsza ćwiartka w tej serii Cavs.

Temperatura w czwartej kwarcie rosła z minuty na minutę. Trójkę trafił Sullinger. Świetny blok na Irvingu zaliczył Smart. Żałuję, że Stevens nie dał mu więcej szans w tym spotkaniu, bo obok Sullingera był najjaśniejszą postacią Celtics w tym spotkaniu. Bardzo ważną trójkę trafił Irving, która nieco zatrzymała atak gospodarzy. LeBron i Uncle Drew wzięli na siebie cały ciężar zdobywania punktów. Celtics mieli swoje szanse, ale fatalnie pudłowali z rzutów wolnych (aż 13 spudłowanych wolnych w całym spotkaniu!). W Cavs świetną zmianę dał Iman Shumpert, który rewelacyjnie zastąpił J.R. Smitha. Przewaga Cavs wróciła do bezpiecznych rozmiarów (75-91 na 3:14 do końca). Cavs takiej przewagi nie stracili, chociaż wcale nie było to takie dalekie (co by było gdyby Datome trafił trójkę na 30.8 sek do końca przy stanie 93-99…). Sędziowie popełnili przynajmniej dwa spore błędy na korzyść Celtics (Thomas przeszkodził Jamesowi wyrzut piłki z auty i w innej akcji faulował Irvinga, który potem popełnił stratę). Ostatecznie Cavs wygrali 93-101 i zakończyli serię sweepem.

Podsumowanie

Co wiemy o Cavs po tej serii? Na pewno LeBron James i Kyrie Irving są w formie. Dużo dobrego można również powiedzieć o obronie drużyny z Ohio. Mozgov, J.R. Smith i Iman Shumpert wykonują rewelacyjną pracę. Można również liczyć na Tristana Thompsona. Przy zwiększonych minutach Jamesa i Irvinga nie gra tak bardzo roli słabszy Dellavedova. Boleć będzie absencja Smitha, bo James Jones nie wygląda najlepiej. Cavs zdani są więc na Shumperta. Ogólnie rotacja zawęża się do zaledwie ośmiu zawodników, z czego rezerwowy unit to – Jones, Dellavedova i Perkins. Nie wiem na ile gotowy do gry jest Marion i Miller. Nie ma informacji o ich kontuzjach, ale w całej serii nie zagrali nawet minuty. Ogólnie kadrowo wygląda to słabo… Nie chcę być złym prorokiem, ale LeBron i Kyrie będą zmuszeni grać po 45 minut w meczu (dzisiaj LeBron grał 46:22, a Irving 43:17). Po powrocie Smitha sytuacja wcale nie wygląda dużo lepiej. Seria z Bykami może być diabelnie trudna. Powiem więcej, im będzie dłuższa więcej szans daje dysponującym szerszym składem Bykom.

O pełne podsumowanie sezonu Celtics pokuszę się w innym wpisie. Szkoda ostatniego spotkania i dramatycznie słabej pierwszej połowy. Trzeba jednak powiedzieć, że Zieloni są zespołem przynajmniej o kilka poziomów słabszym od Cavs. Indywidualnie nie ma w tym zespole ani jednego All-Stara. Różnica potencjału nie mieści się na jakiejkolwiek skali. Sam awans do play-off jest dla tej młodej drużyny olbrzymim sukcesem, a zdobyte doświadczenie będzie procentować. Kto by pomyślał, że ta drużyna zdobędzie w tym sezonie 40 zwycięstw!

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

21 komentarzy

  1. Gallardo pisze:

    Perkins, kuźwa jak ja tego młota nie nawidze, żelbetonowy kloc, z twarzy wygląda na upośledzonego obeliksa…. Więcej jego akzcji w internecie jest negatywnych niż pozytywnych…. Niech już kończy swoją bogatą karierę….

  2. PP pisze:

    Czy Bulls mają szerszy skład to nie jestem pewien.

    • Jasne, że mają. Cavaliers mają najlepszy skład w lidze. Tak silny, że nawet Miller,Matrix,Haywood notują epizody. Inną sprawą jest to, że Blatt nie jest też trenerem korzystającym tak głeboko z rotacji jak Pop czy Kerr.

      dellavedova,shumpert,perk,thompson wygląda bardzo solidnie. Plus sporadycznie grający Jones.
      Naprawdę wygląda to solidnie. Wiele drużyn patrzy z zazdrością. Szczególnie LAC, którzy każdego z tych rezerwowych powitali z otwartymi rękami

  3. GPRbyNBA pisze:

    PP – mają tylko niewykorzystywany. I pewnie dlatego w następnym sezonie będzie inny trener

    • Woy pisze:

      Grałbyś niewykorzystywanym w sezonie, długo kontuzjowanym , narzekającym i niedoświadczonym w play off McDermottem ? Rose i Butler muszą być w formie na mecze najważniejsze oraz spotkania w których i tak zagrają po 40 minut. W zespole , co wychodzi podczas play off, mamy tzw. hierarchię i większość trenerów wyciąga w play off pewniaków, chyba , że jesteśmy świadkami blow outów.
      Noah jest bez formy, Gibson bez energii przy kontuzjach, Mirotić wraca do siebie po stłuczeniu oraz Brooks w starciach z Bucks pokazuje , że jest slabiutki w obronie i łatwo daje się mijać. Spójrz na Nets, Clippers, Grizzlies – tak rotacja wcale nie jest głębsza od chicagowskiej.

    • GPRbyNBA pisze:

      oczywiście że sie zgodzę.
      Dodaj jeszcze nie grającego Hinricha i mało grającego Snella.
      Mohammed i Moore mogli by zostać na trybunach.
      Nie znaczy to jednak ze nie należy dać im okrojonego czasu. Nie mają ogrania ale na te 2 min mogą wejść. Niech tylko trenują poza parkietem. McDermottem z Hinrichem mogą postraszyć jakąś trójką i dac tym kopa drużynie. Niech tylko ćwiczą na treningach. Proste zagrywki nawet bez ogrania mogą wykonywać. Należy ch tylko przygotować na jakiś określony odcinek meczu, sytuacje czy na konkretnego rywala którego mają pilnować. Także da sie zrobić.

    • Woy pisze:

      tak się zastanawiam czy patrzysz na mecze play off jako „win or die” lub kiedykolwiek grałeś o stawkę?

      Hinrich i jego grę już nagradzałem zwolnieniem w drużynie z poprzenich play off -> Wizards. Niejedna dyskusja na korzyść DJ Augustina była już prowadzona. Snelll (26 minut w G3, w G4 wrócił Mirotić) , gra mało, to już rutyna w Twoich ustach. Zobacz ile grał w meczu numer trzy i co robił? W meczu numer 4 grał krócej, ale kapitalne spotkanie rozgrywał Butler (23 pkt do przerwy), solidnie wypadał Mirotić.

      W których dwóch minutach ich wpuścisz , kiedy wynik jest na styku, czy za Butlera i Rose’a czy Dunleavy’ego? Cytując klasyka „by coś spieprzyli?” Bulls wygrywali 2 z 3 spotkań doświadczeniem, polegając na pewnych , sprawdzonych graczach i wątpię by każdy inny trener zagrał inaczej od Thibsa.

      Zagrywki mogą ćwiczyć , ale w nie w spotkaniu o stawkę, ew. przy rozstrzygniętym wynik, ale bez wcześniejszych regularnych występów – presja wyniku, w meczu na styku, żywiołowy doping w obcej hali etc. – wszystko to działa na ich niekorzyść w stosunku do bardziej doświadczonych kolegów.

      W play off – co piszę po raz „n-ty” – trenerzy stawiają na #pewne konie#, no chyba, że mają 0-3 w plecy jak Kidd czy Carlisle i szukają szalonych rozwiązań. Tutaj grasz o wynik, o stawkę , nawet o posadę na przyszły sezon! Awans do II rundy do konieczność.

      Ty widzisz kogoś na ławce, ja widzę niedoświadczenie (McDermott, Moore) lub gruz (Mohammed i Hinrich) i praktycznie Brooksa, Mirotića , Snella i Gibsona nadających się do rywalizacji na wysokim poziomie. W sumie to 9 graczy, określanych mianem „pewnych”. Na Cavs może to wystarczyć , przy problemach Smitha, Love’a i słabym back upie Blatta. Brooks i Snell mają z gry po kwarcie. Mirotić ok dwóch, Gibson też dwie. To jest ta hierarchia.

      Problemem Bulls nie jest krótka rotacja, bo została ona wydłużona dzięki Gasolowi i Mirotićowi, a tylko w wyłącznie niska forma Noaha i Gibsona. Obaj gracze, w zeszłym sezonie, zawsze wnosili upgrade i energię, podrywając kolegów do gry. Noah na dziś, wygląda fatalnie w ataku i przeciętnie w obronie. Gibsonowi jakby sprężyny , ktoś ukradł…Gdyby obaj grali poziom wyżej i wnosili punkty do ataku, nie mielibyśmy tematu słabej ławki. Ogólnie rzecz biorąc od tych dwóch podkoszowych zależą losy serii z Cavs, bowiem obaj muszą wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności.

    • bulls2006 pisze:

      nic dodac nic ujac. Konfrontacja Bulls z Cavs zalezec bedzie glownie od starcia podkoszowych, w tym formy Noah i Gibsona.
      Marion pewnie wroci, tj. jest przygotowywany fizycznie na ta akurat serie. Niemniej moze to byc i tak za malo. Stawiam tez ze Noah i Gibson beda grac lepiej.
      Zreszta pewnie obie druzyny szykowaly forme na II runde i zobaczymy je lepiej grajace.
      I o ile James nie pokaze wielkiej formy, tego ze jest zdecydowanie najlepszy, to Cavs bez Love i Smitha, beda miec olbrzymie problemy z nadazeniem za Bulls

    • GPRbyNBA pisze:

      Oh racja z tym Snellem. Zagalopowałem sie.
      Napisałem co ja bym zrobił.
      Nie ma sensu zajeżdżać 1 unit.
      Hinrich czy Mcdermott nadawali by sie na chociaż te 2 minuty pod warunkiem ze na treningach mocno trenowali by ścisłe krycie i trójki. Jeśli na treningach sobie radzą to można by ich wpuścić w 2 czy 3 kwarcie. Zmęczony gracz nie nadąża w obronie i ma gorszą celność. Ja bym dał sie im wykazać.
      Mohammed i Moore na trybuny.

  4. Perkins i JR Smith pokazali jakimi są wieśniakami. Olynyk też się nie popisał, ale akurat w tej sytuacji nie mam 100% pewności, czy to było celowe.

  5. szybos pisze:

    to że Perkins ma poorany gar to wiedział każdy, ale przypominający hipisa Olynyk to było niemiłe zaskoczenie. Odnośnie głębi składu Cleveland to w play offach rotacja zawsze jest dużo mniejsza. Nie zgodzę się, że im dłuższa seria to większe szanse dla Chicago bo mają szerszy skład. Chicago zawsze w play offach gra 7-8 zawodników, a z biegiem serii to Cleveland będzie miało coraz szerszy skład ( wróci J.R Smith, MAtrix, Mike Miller oraz oby Love.).

  6. Cmg35 pisze:

    Właśnie Noah słabo w ataku Gibson to juz chyba myślami w innym zespole jest Mirotic i Snell mało Thibs wykorzystuje a reszta to nie wiadomo czy zagra w playoffs (chodzi o ławkę)

  7. Jedynymi zdrowymi i wysokiej klasy rezerwowymi w Cavs są Shumpert i Thompson. Dellavedova jest cienki. Jones gra tragicznie i w zasadzie jest jako taką opcją w obronie, bo w ataku ten „dobry strzelec” dzisiaj miał 0/6 zza łuku. Większość backupów na PG to znacznie lepsi zawodnicy od Dellavedovy. Brooks jest lepszy. W momencie gdy odpada Love zostaje jako dobra opcja tylko Shumpert. Nie wiemy na ile Miller i Matrix są zdrowi, bo Blatt z nich nie korzysta. Być może będzie musiał, ale nic o nich nie wiemy. Rotacja Bulls jest było nie było głębsza – Mirotic, Snell, Gibson, Brooks to są cztery silne i dość pewne opcje. Jak się wymienia w Cavs Perkinsa to Byki mają równie słabego Mohammeda. Jeżeli tylko absencja Smitha potrwa dłużej niż jeden mecz, to Cavs mogą mieć spore problemy. Szczególnie, że pod koszem mają tylko dwóch ludzi – Mozgova i Thompsona, z których obaj lubią łapać faule. Love opuści minimum 2 tygodnie – to cała runda w plecy, a zazwyczaj taką kontuzję leczy się 4-6 tygodni. Rotacja Cavs pod koszem jest mega krótka. Jak nic LeBron będzie musiał grać na PF, chyba że Blatt wskrzesi Matrixa. Byki są w stanie zajechać Cavs pod koszem. Niech tylko Gasol pogra trochę z Mozgovem i wymusi ze 2-3 przewinienia. Bez Mozgova pod koszem obrona Cavs traci bardzo wiele na wartości. O ile przed serią widziałem Cavs jako faworytów 70-30, to w tej chwili autentycznie jest dla mnie 50-50 i mega ciekawa seria.

  8. szybos pisze:

    Okej patrząc z twojej strony to Thompson, Shumpert, wskrzeszony Matrix oraz Mike Miller to 4 silne i dość mocne opcje. Byki w takiej formie nie są w stanie są jechać pod koszem Bucks wiec tym bardziej nie są w stanie zajechać Cavaliers.
    Snell oraz Brooks w tych play offach to są tak samo dobre opcje jak Dellavedova – czyli kiepskie na maksa. Niestety Chicago co roku popełnia w playoff te same błędy. Gra 7 zawodników :/ O ile Jimmy na pewno to wytrzyma to z resztą może być problem.

    • Woy pisze:

      Nie wiem gdzie szukać Twoich prawd,
      przewagi podkoszowe, stałe Bulls, tylko w G3 mieliśmy remis na deskach, tak to w każdym meczu górą Bulls. Dalej punkty z trumny, tylko w jednym meczu były na korzyść Bucks.
      Piszesz o 7 graczach, jak wyżej w odpowiedzi do @GPRbyNBA napisałem o 9tce – Snell (czytaj mecz trzeci serii), Brooks, Mirotić i Gibson. Dodatkowo można uruchomić Hinricha – > 10. Snell kiepska opcja? Defensor wcale nie gorszy od Shumperta, dodatkowo grożący rzutem z dystansu. Chicago nie popełnia błędów – j.w. Bulls mają problem z formą Gibsona i Noaha, nękanych przez 1/2 sezonu kontuzjami. Ale to nie wymówka jeśli staje się do osłabionych Cavs (Smith i Love).
      Matrixa widziałem ostatni raz w akcji przeciwko Thunder czy Rockets. Niestety z jego atletyzmu i dynamiki zostało niewiele. Mike Miller z kolei dawno wypadł z rotacji i Blatt woi sięgać po pewniejszego jak spot shootera – Jonesa. Perkinsa przemilczę…

    • szybos pisze:

      zbiórki okej w każdym meczu mają ich więcej, ale patrząc szczególnie na ostatnie 2 mecze to nie widać tej przewagi pod koszem.
      Liczba strat i niefrasobliwości w ostatnim meczu była straszna aż oczy krwawiły jak oglądałem.
      Snell jak w całym sezonie jest niewykorzystywany prawie w ogóle ( jeden mecz niestety tego nie zmieni ).
      Według mnie kwestia długości serii zależy od tego jak długa absencja czeka JR. Cavaliers wyglądają w tych playoffach dużo lepiej, a Bulls.. przychodzą Play offy i jak w poprzednim sezonie gra Bulls wygląda po prostu słabo.

    • Woy pisze:

      26 strat raczej nie powtórzy się Bulls na własnym parkiecie. Powtórzę zastąpić Butlera – Snellem byłoby samobójstwem , kiedy Jimmy gra życiowy sezon. Poza tym, Snell nie mija i nie jest typem gracza, który wykreuje coś partnerowi. Raczej trafi z narożnika, a w tym elemencie Thibs wyżej ceni Dunleavy’ego i Mirotića. Snell może wrócic do 20-kilku minut w G5 jeśli Thibs zechce poprawić obronę , kosztem Mike’a lub Nikoli. Nic innego tutaj nie można wymyślić na minuty Tony’ego.
      Wejdź jeszcze na link z sezonu zasadniczego i obejrzyj minuty i punkty Snella w perspektywie marca, lutego i połowy stycznia . Tom na niego stawiał i z pewnością postawi jeszcze przeciwko Cavs http://stats.nba.com/player/#!/203503/gamelogs/
      Frazes „Snell jest niewykorzystywany” jest ‚oklepany’, ale i nieprawdziwy w perspektywie całego sezonu.

  9. NYCU pisze:

    Co jak co ale Liga powinna pokazać że nie toleruje takich zagrań jak ten cios wreslingowy smiths i go zawiesić do końca play-off albo przynajmniej na całą kolejną rundę bo to co odwalił to jakieś jaja są…
    a że perkins to młot to akurat wszyscy już wiedzą on tylko o tym subtelnie nam przypomniał ;P

    • Zawiesić to zawiesi, ale mówi się raczej o 1-2 meczach. Metta World Peace dostał chyba z 8 z tego co pamiętam, a moim zdaniem cios Smitha wyglądał niewiele mniej efektownie. Moim zdaniem powinien dostać przynajmniej ze 3, ale najprawdopodobniej dostanie 1-2.

  10. Woy, dodam, że Snell w tej serii będzie musiał być wykorzystywany jako backup do krycia LeBrona więc o minuty dla niego w ogóle bym się nie martwił. Zapewne w pierwszej wersji to Jimmy będzie uprzykrzać życie LeBronowi, a Rose Irvingowi. Z drugiej strony Snell daje im ten komfort, że Jimmy może przejść na Irvinga, gdy gra Rose odpoczywa kosztem Brooksa. To moim zdaniem spory atut Byków, że ich najlepsi obrońcy są dobrze dopasowani do najlepszych opcji w ataku Cavs.

    Nie do końca da się to powiedzieć o Cavs, bo Irving obrońcą jest dość przeciętnym, a będzie musiał zatrzymać Rose’a. Opcja jeszcze jest taka, że Shump/Smith wezmą Rose’a, LeBron Butlera, a Irving będzie biegać za Dunleavym. Powtórki z 2011 raczej nie będzie gdy LBJ krył momentami Rose’a, bo Byki wtedy nie miały Butlera. Tak czy inaczej match-upy w tej serii nie układają się źle dla Byków i kluczową osobą jest w niej Pau Gasol. To może być bardzo wyrównana seria.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *