Śmierć odroczona. Bucks wyrwali Game 4!

Wow. Milwaukee Bucks w końcu nie pękli w kluczowych momentach spotkania i dopięli swego, wygrywając mecz numer 4, ku uciesze swoich kibiców, którzy wczoraj znowu pozwolili fanom z Chicago krzyczeć na całą halę ‚Let’s go Bulls’. W zasadzie to starcie było bliźniaczo podobne do pozostałych – Kozły trzymały się w grze, co chwila zmieniały pomysł na swój atak, a my tak naprawdę tylko czekaliśmy kiedy tym razem nadejdzie moment, w którym Derrick Rose i spółka wrzucą wyższy bieg, zrobią run a z niego 10-punktową przewagę, wsadzą tą serie do zamrażarki i będziemy mogli rozejść się do domu myśląc „gdyby Jabari Parker był zdrowy to…”. Tak się jednak nie stało, bo Jason Kidd jest coraz lepszym trenerem, Jared Dudley wyglądał jak profesjonalny zawodnik koszykówki, a w ostatniej akcji zamyślony Rose zawalił w defensywie i pozwolił Jerrydowi Baylessowi na jego najłatwiejszego buzzera w życiu. Milwaukee wygrali ten mecz 92-90 i trzeba powiedzieć, że po prostu zasłużyli sobie na tą jedną wygraną w serii. 

Spotkanie trzymało w napięciu – to na pewno. Może nie było widać ekscytacji na twarzach zawodników Bulls, ale tak było. Cała ta rywalizacja wygląda trochę jak zabawa w kotka i kozła myszkę. Bucks bawili się swoim kłębkiem, sprawdzając cierpliwość rywali, kiedy postanowią jak co mecz rzucić im się do gardła. W dwóch poprzednich spotkaniach gracze Jasona Kidda grali bardzo dobre pierwsze połowy tych spotkań, żeby w ostatnich 2-3 minutach stracić całą swoją wypracowaną przewagę. Dziś scenariusz się powtórzył, bo na nieco ponad 3 minuty przed końcem połowy Bucks byli +12 po trójce Jareda Dudleya. Potem jednak goście zrobili run 16-4, a zakończył go Jimmy Butler rzutem za trzy od deski i dzięki niemu Chicago do szatni schodziło z remisem, a Jason Kidd z bardzo niezadowoloną miną.

Butler zasłużył zresztą na kuferek słodyczy w tym spotkaniu, bo grał kapitalnie od samego początku. Po pierwsze praktycznie odciął gospodarzom Khrisa Middletona – czyli ich jedyną w miarę pewną opcję dystansową, a do tego niesamowicie masakrował ich w ofensywie. Robił wszystko. Trójeczka po transition? Nie ma problemu. Drive pod kosz? Proszę bardzo. Pompka i rzut z półdystansu? Robi się. Jimmy Butler był w gazie tej nocy, zdobywając 33 punkty z zaledwie 17 rzutów. Jason Kidd dobrze wie, że Bucks nie mają nawet pół odpowiedzi na Jimmy’ego w takiej dyspozycji. Jeśli dawno nie prowadziłeś dyskusji na temat – ‚czy Butler to już prawdziwa gwiazda?’ to dzisiaj możesz śmiało iść na tą wojnę.

Bucks już wiedzą, że ich gra najlepiej wygląda z Dudleyem i Mayo na boisku, a może przede wszystkim z Johnem Hensonem. Zdecydowanie. Dzisiaj Henson zaliczył cztery potężne bloki, w tym jeden na Pau Gasolu. Center Bucks cyferkami nie miażdży, ale robi tak dobrą robotę w trumnie, że aż bolą oczy, kiedy w jego miejsce pojawia się Zaza Pachulia. Gruzin może nie jest najgorszym pomysłem na grę przeciwko Noahowi, ale z nim na boisku Kozły grają w ofensywie w czterech, a to przy tak dużych problemach w ataku pozycyjnym brzmi jak wyrok śmierci. Dlatego dziś Big Z został ograniczony do 25 minut, a podczas nich potrafił mocno wkurzać zawodników Bulls. Zrobił swoje i nie zdążył zbyt dużo popsuć. Like.

To był też kolejny mecz, w którym Bulls robili przerażająco dużo strat. Wydaje mi się, że trochę nie doceniamy defensywy Milwaukee, bo oni robią kawał świetnej roboty, a naprawdę lwia część strat gości bierze się z bardzo dobrych podwojeń gospodarzy. Dziś Byki zanotowały ich aż 28 (!!!) i głównie przez to zamiast mieć teraz kilka dni wolnego, to muszą ciągle myśleć o meczu numer 5. Tak nie gra się w koszykówkę i wiedział o tym Tom Thibodeau, który praktycznie co minutę pokręcał głową z niedowierzania. Kozły zrobiły na rywalach 20 przechwytów i to jest ich rekord w tym sezonie. To też pokazuje, że oni po prostu wywalczyli sobie tą wygraną, wyszarpali ją. Iskrzyło.

Przez cały mecz gra toczyła się kosz za kosz, ale duży szacunek dla Jasona Kidda za to, że jego podopieczni nie oddali całkiem inicjatywy gościom w 3 kwarcie, do której przystępowali po tym jak stracili 12 oczek z rzędu przed syreną zapraszającą do szatni. W niej lepsi byli Butler i spółka, ale nie zdążyli zamknąć wszystkich furtek Bucks do powrotu. Prawdziwa koszykówka zaczęła się jednak dopiero w ostatniej ćwiartce. Bucks ciągle byli w grze, a my ciągle czekaliśmy kiedy nadejdzie ten moment, w którym Byki zetną głowy Kozłom.

OJ Mayo miał jednak inne plany na ten wieczór i wreszcie zagrał bardzo dobre spotkanie w tej serii. Jego rzutów i dobrych decyzji brakowało w meczach 1,2 i 3. Juice trafiał wielkie próby dzisiaj i wziął na swoje barki odpowiedzialność za ten mecz.

NBA też się nie popisało podczas tego spotkania. Na 3 minuty przed końcem Bucks byli na prowadzeniu 87-81 i próbowali udawać, że potrafią rozegrać atak pozycyjny w tak ważnym posiadaniu. Nic z tej akcji nie wyszło i gospodarze musieli ratować się rzutem z daleka. Piłka trafiła w ręce OJ, który stał dobry metr, może półtorej, od linii rzutów za 3 punkty. Mayo rzuca i trafia do kosza równo z syreną 24 sekund. Bulls protestują, że trójka wpadła po czasie, ale sędziowie nie przerywają gry. Hala szaleje, ręczniki Milwaukee Bucks są w użyciu przez kibiców pierwszy raz od drugiej kwarty. Jimmy Butler w swoim żywiole trafia trójkę ‚zwrotną’, potem idą jeszcze 2 akcje i jest faul. Sędziowie zbierają się i podchodzą do ekranów na analizę. Bucks są 90-84, a na zegarze 2 minuty do końca. Nagle NBA podejmuje decyzję, że rzut Mayo sprzed ponad minuty był po czasie (i racja – bo był, powtórki to obnażyły) i postanawiają odjąć 3 punkty Kozłom. No i wszystko fajnie, tylko w międzyczasie Jimmy Butler zdążył odpowiedzieć tym samym. Zarówno ja, jak i parę innych osób nie rozumiemy tej decyzji. Dlaczego nie przerwano gry od razu po rzucie OJ-a, tylko minutę potem, kiedy sytuacja na boisku już się trochę zmieniła.

Pachniało sporą kontrowersją, na twarzach i kibiców jak i zawodników Bucks pojawiła się lekka konsternacja. Jedyny zimną krew zachował Mayo, który postanowił dopilnować sprawiedliwości – wziął piłkę w swoje ręce i sprzed nosa Jimmy’ego Butlera zasadził wielką trójkę. Trafił, hala znowu szaleje, Thibodeau znowu kręci głową i bierze czas. In your face Jimmy.

Bucks byli +6 i mieli wreszcie po swojej stronie swoją halę, bo w końcu ‚Milwaukee, Milwaukee’ było głośniejsze od ‚Let’s go Bulls’. Wtedy jednak obudził się Derrick Rose. Pan Dariusz przeszedł obok tego spotkania, nie był skoncentrowany, nie trafiał rzutów, nie rozrywał defensywy Kozłow. Ale w tym kluczowym momencie chciał wsadzić sztylet w plecy rywalom. Najpierw trójka także prosto na twarz, ale tym razem Baylessa, potem świetna asysta do Gasola, który pozwolił być Jaredowi Dudleyowi Jaredem Dudleyem i w tak ważnym momencie zrobił ‚soft foul’ na Hiszpanie, pozwalając mu skończyć 2+1. Remis. 40 sekund do końca. Piłka Bucks.

Kozły swoją akcję psują i kończą niecelnym rzutem Baylessa, więc Derrick Rose ma 20 sekund, żeby zniszczyć psychikę młodych chłopaków z Milwaukee. Nie patrzy nawet w stronę Jimmy’ego Butlera, z którego aż dymiło, taki był gorący w tym meczu. Rose wchodzi w kozioł, próbuje minąć rywala i gubi piłkę, wyłuskuje mu ją Middleton. Próbuje się zebrać do rzutu z połowy boiska, ale sędzia nerwowo gwiżdże. Konsternacja co się dzieje – Jason Kidd wziął czas. Stał idealnie za arbitrem przez całe 20 sekund, wiedząc ze to może się wydarzyć. Dzięki temu Bucks dostali 1.3 sekundy na wygranie tego meczu. Bucks w crunchtime. Dobre.

Wszyscy szukali wzrokiem OJ Mayo, może Khrisa Middletona. Zasłona jedna, druga, 4 graczy Bucks na obwodzie i nagle on. Zresztą zobaczcie sami:

Jerryd Bayless bohaterem Bucks. Batmanem Milwaukee. Kapitalne podanie Dudleya, jeszcze lepsze wyjście do niego rozgrywającego Kozłów. Derrick Rose zawalił tą akcję i to było widać po jego minie, kiedy schodził do szatni. Rose był o krok od zamknięcia tej serii dla Bulls, ale ostatecznie po jego dwóch błędach Milwaukee odbijają się od dna. Game 4 dla Bucks. Jedziemy do Chicago!

CDfS-ziUUAANyS_

 

Milwaukee Bucks 92-90 Chicago Bulls
(19-23, 31-27, 23-31, 19-19)

Bucks: Mayo 18, Dudley 13, Giannis 10, Middleton 10, Bayless 10, Ilyasova 9, Pachulia 8, Carter-Williams 8, Henson 6

Bulls: Butler 33, Gasol 16, Rose 14, Dunleavy 10, Gibson 8, Mirotić 5, Noah 4

Stan rywalizacji: 3-1 dla Bulls

Krzysiek Czyż

Wierny fan Ersana Ilyasovy. Wychowany na Euro Stepie D-Wade'a i akcjach Paula Pierce'a. Kiedyś zaproszę na grilla Z-Bo. W dzień zamienia się w psychofana Premier League.

14 komentarzy

  1. sledziu 24 pisze:

    Swietna relacja. Rozczarowuje Gasol w ataku, liczyłem, że zdominuje low post. Chłopaki z Milwaukee plan nikomu juz wykonali i wyglądają najlepiej z przegrywajacych drużyn na Wschodzie.

  2. BigAl pisze:

    Bardzo dobrze napisane, ujęta cała dramaturgia. Nie wiedziałem o co chodziło z tym odjęciem punktów (box score), a tu wszystko wyjaśnione. Nie piszesz nic o Antku? Bezbarwny występ?

    • Nie był to jego wielki mecz. Zrobił swoje – dobrze zbierał, nadrabiał w obronie i biegał do kontry. Nie wiem czy też tam nie doszło do drobnego urazu, bo Kidd nie zagrał nim w 4 kwarcie ani minuty :)

  3. Cmg35 pisze:

    Taj i Noah słabo grają jak nie poprawią i z Cavs szczególnie Noah nie dołoży pkt to będzie 2-4 do Cavs

  4. BigAl pisze:

    Cavs narazie nie mają przeciwnika, zobaczymy jak faktycznie będzie z Chicago.
    Gasol i Noah nie powinni być w tym samym czasie na boisku, bo obaj za długo holują piłkę, zresztą ten argument był już nie raz podnoszony. Fakt, że siła rywala lub jej brak ma wpływ na własną grę. Bulls chyba chcieli najmniejszym możliwym wysiłkiem wygrać z Bucks, tymczasem mają co najmniej dodatkowe 48 minut w meczu nr 5.

  5. PP pisze:

    Jak Rose mógł do tego dopuścić to chyba on sam nie wie…
    Brawa dla Thibodeau. Kolejny mecz a on znów gra 7 zawodnikami… Przy czym liderzy Butler i Rose po ok. 40 min. … Ci którzy twierdzą że Bulls są w stanie dojść do Finału to chyba żyją w innym świecie.

  6. A.Kamiński pisze:

    Ale żałosny jest wasz profil na fejsie. Czemu wywalacie komentarze? Nie napisałem przecież nic złego, udowodniłem wam, że piszecie bzdury o jakiś spekulacjach odnośnie odejścia Love’a. Piszecie newsy, a nie odróżniacie spekulacji od prawdziwych informacji? Jak napisałem, że sugerujecie jakimś bostońskim pismakiem to wywaliliście to co napisałem. Czemu nie wrzucicie wywiadu Love’a po meczu z bostonem? Jego słów o tym, że nie ma zamiaru odejść, ze nic się nie zmieniło i chce dalej grać dla Cavs? Pewnie i tak ten komentarz nie zostanie zaakceptowany przez modów, ale zastanówcie się gwiazdorki co odwalacie.

    • czarnykapelusz pisze:

      Coś w tym jest, mi kiedyś wywalili stad komentarz, w którym pytałem czy to blog o koszykówce czy może obuwniczy raczej :) no ale nie mam żalu. Chłopaki i tak robią świetną robotę i chwała im za to :D

    • Woy pisze:

      SPEKULUJE SIĘ, ŻE KEVIN LOVE PO ZAKOŃCZENIU KONTRAKTU Z CAVS MOŻE PRZENIEŚĆ SIĘ DO CELTICS”

      P.Kamiński życzę miłego zaśmiecania innych profili głupimi uwagami. Również ala atakami w ich stronę.Gwiazdeczki? kolejna uwaga na kiepskim poziomie więc pozwoliłem sobie jako właściciel serwisu i profilu – ją skasować. Proszę również o zrozumienie słów #spekulacja #doniesienia #plotka ,bo atak na nie uważam za głupi i szczeniacki i nie do końca przemyślany. Uwaga, zdania na fejsie to z reguły nieoficjalne doniesienia i co mądrzejsi,stali bywalcy to wiedzą a nie wyrzucają żale,że coś wstawiamy (napiszesz źle?! Nie napiszesz lepiej?!) Pismak bostoński, siedzący na miejscu i analizujący sytuację ma większy szacunek w moich oczach btw. z Boston Globe niż anonimowego, czepialskiego „Kowalskiego” , z jakimś roszczeniem (WTF??!!) Jest coś takiego jak wolność słowa i pozwolisz Pan,że bedziemy pisać na co mamy ochotę. W końcu to nasz, enbiejowy profil! Nie podoba się? Guzik mnie to obchodzi, nikt sam z naszej redakcji nie wymyślił tej historii…bez odbioru.

    • Marek pisze:

      Panie Kamiński, wracaj na inne portale robić ambaras. Tutaj się takimi pierdołami nie zajmujemy.

  7. Jacko pisze:

    Rose żałośnie :) Jak widać cali Bulls rozkojarzeni i się zemściło. Ale, to dobra nauka dla nich przed Cavs

  8. saturn pisze:

    Martwi mnie nie tylko rozkojarzenie Rose’a bo uważam, że gra za dużo minut w meczu. Brooks powinien dostawać więcej minut. Mam nadzieję, że więcej będzie grał Hinrich. Bo Rose nie powinien grać więcej niż 30 minut. Tibs za bardzo go eksploatuje.
    Bardziej martwi mnie słaba obrona zespołu i jakby nieobecność podkoszowych. Noah w ogóle nie istnieje w ataku. Nie grają wystarczająco na Gasola, który w PO powinien być filarem. Ma ogromne doświadczenie.

    Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Jeden słabszy mecz Bulls może ich nieco zmobilizować. Ale jak słusznie zauważyliście Bulls słabo wyglądają jak na przyszłą rywalizację z Cavs.

  9. ŁUKASZ1984 pisze:

    A.kaminski Masz rowno pod kopułą? Chcesz narobic smrodu z innych blogow czy o co chodzi?Chlopaki pisza dla przyjemnosci a Ty szukasz na sile zaczepki – nie ta bajka chlopie Nie czytalem Twojego posta na „fejsie” ale nie pozwalaj sobie tutaj bo Zakapiory Cie zjedza Nie lubimy tu burakow ktorzy pisza dla pisania Jak cos Ci nie gra to masz problem Zegnaj!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *