Niezawodny LeBron poprowadził Cavs do drugiego zwycięstwa

Zacięty i ciekawy pojedynek mieliśmy okazję obejrzeć w Cleveland. Miejscowi pod dowództwem LeBrona Jamesa (30 pkt, 9 zb, 7 as) wygrali 99-91, ale Celtics postawili w tym spotkaniu znacznie większy opór niż w pierwszym spotkaniu serii. Nie było już dominacji podkoszowej Cavs i podopieczni Brada Stevensa znacznie ograniczyli liczbę łatwych punktów przeciwników. Dzisiejsze spotkanie sponsorowała liczba „5” – Timofey Mozgov zaliczył rekordowe 5 bloków i J.R. Smith również pobił swoje najlepsze osiągnięcie w karierze notując 5 przechwytów (mowa o występach w play-offach).

Recap

Trójka Love na początek zwiastowała ciekawe widowisko. Celtics byli jednak bardzo skoncentrowani i cierpliwie rozgrywali swoje akcje oddając rzuty blisko kosza. To właśnie goście po trójce Smarta pierwsi objęli większe prowadzenie 8-16. Niestety po drodze stracili Avery Bradley’a, który agresywnie kryjąc Irvinga popełnił dwa przewinienia (oba mocno wątpliwe). Bez Bradley’a na parkiecie Cavs szybko zanotowali serię 8-0, której motorem był nie kto inny jak uwolniony Irving. Największe zagrożenie w pierwszych dwunastu minutach stanowił o dziwo żaden z gwiazdorów Cavs, ale Timofey Mozgov autor 8 oczek (dopiero w końcówce przegonił go Irving z 9 punktami). Mimo naporu gospodarzy pierwszą kwartę wygrali Zieloni 25-26.

W drugiej odsłonie za ofensywę graczy z Ohio próbował wziąć się niewidoczny w pierwszych dwunastu minutach LeBron James. Trzeba przyznać jednak, że nie miał łatwego życia. Ze swojego zadania świetnie wywiązywał się Jae Crowder, a reszta Celtics świetnie rotowała krycie w obronie. Wynik ciągle oscylował koło remisu. Znacznie lepsze spotkanie rozgrywał Bradley, który po powrocie na parkiet z przymusowego odpoczynku rzucił dwie trójki. W końcu Zieloni zanotowali run 8-0 i objęli prowadzenie 34-41. Szczególnie ich gra w obronie była niezwykle solidna. Podrażniona ambicja gwiazdorów z Cleveland doprowadziła do wyniku 49-48. Dobrze grał na tym etapie J.R. Smith. Przede wszystkim kilka słabych akcji Celtics w ataku dało Cavs łatwe punkty w szybkim ataku. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 51-50 dla Cavs. Celtics mimo słabszej skuteczności (38% w pierwszej połowie) utrzymywali się w grze dzięki punktom drugiej szansy. W zbiórkach w ataku to Zieloni byli +6!

David Blatt miał zapewne wiele do powiedzenia w szatni o obronie swojej drużyny. Po przerwie Celtics mieli bardzo duże problemy ze zdobywaniem punktów. Rewelacyjne spotkanie po obu stronach parkietu rozgrywał Mozgov. Cavs powoli zaczęli odjeżdżać. Po czterech minutach było już 62-54. Nieźle wyglądał Kevin Love. Run gospodarzy trwał aż do stanu 68-54. Ofensywa Celtics ruszyła dopiero po pojawieniu się na boisku Isiah Thomasa. Podopieczni Brada Stevensa odrobili część strat, ale Cavs do ostatniej odsłony przystępowali z zaliczką 7 punktów (75-68).

Bez Irvinga na parkiecie Celci zdominowali początek ostatniej ćwiartki. Po serii skutecznych akcjach Thomasa i Turnera gospodarze wygrywali już tylko 79-77 i Blatt wprowadził korekty w ustawieniu. Przede wszystkim na parkiet wrócił Uncle Drew, który od razu zaznaczył swoją obecność celną trójką. Dobry moment miał również LeBron i Cavs przetrwali chwilę słabości. Po długiej dwójce Jamesa drużyna z Ohio wróciła na prowadzenie 91-84. Do pełni szczęścia zabrakło jednak skuteczności i dodatkowo Love oraz Mozgov zarobili piąte przewinienia. Na 3:08 do końca przy stanie 91-87 gospodarzom przyszli z pomocą sędziowie gwiżdżąc faul Bradley’owi, który kapitalnie zatrzymał Irvinga. W mojej opinii był to punkt zwrotny. Dwa razy z linii trafił Irving, a w kolejnej akcji skutecznie w post-up zagrał James i zrobiło się 95-87 na nieco poniżej 3 minut do końca. Mimo 6 faulu i pożegnania z boiskiem Mozgova Celtics nie zdołali przejąć inicjatywy. Ostatnie 2,5 minuty zdominowali Cavs. Widzieliśmy skuteczny drive LeBrona, stratę Thomasa oraz Olynyka i dwie ofensywne zbiórki Thompsona. Gospodarze wygralizasłużenie 99-91.

Podsumowanie

Dla mnie cichym bohaterem tego spotkania był Timofey Mozgov autor 16 punktów, 7 zbiórek i przede wszystkim 5 bloków (aż +17 – najwięcej w Cavs). Jego obecność w pomalowanym naprawdę wywierała ogromny wpływ. Najskuteczniejszy na boisku był LeBron James, który do 30 oczek dodał 9 zbiórek i 7 asyst. Dobre spotkanie miał również Kyrie Irving – 26 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek. Moim zdaniem lepiej niż w pierwszym meczu zagrał Kevin Love, który jednak z powodu problemów z faulami spędził na boisku tylko 29 minut. Warto również wspomnieć, że rekord kariery w przechwytach w występach w play-off zanotował J.R. Smith.

W drużynie Celtics znacznie lepiej zagrał Bradley, którego świetny defens kilka razy nie znalazł uznania u sędziów. Błysnął Sullinger – 14 punktów z ławki. Sully spisywał się dzisiaj znacznie lepiej od długowłosego Olynyka. Mam problem z Isiah Thomasem. Niby jego obecność zazwyczaj zmienia obraz ofensywy (dzisiaj 22 punkty i 7 asyst), ale ogólnie nie jest on dobrym match-upem dla Irvinga, który ma wtedy za dużo miejsca. Trudno mieć też pretensje do Crowdera, który dwoi się i troi przy Jamesie. Król swoje 30 punktów okupił aż 6 stratami i jest to efekt dobrej pracy obrońcy Celtów.

Ogólnie widać, że Brad Stevens wprowadził kilka poprawek. Po pierwsze Celtics nie przegrali na tablicy i wygrali w liczbie strat 11-18. Cavs nie mieli też aż tak dużo łatwych punktów. Uważam, że ten mecz poza początkiem trzeciej kwarty i ostatnimi 2 minutami był w wykonaniu drużyny z Bostonu bardzo udany. Drużyna z Cleveland zagrała znacznie lepiej w obronie i tutaj największa zasługa Mozgova i Smitha. Drużyna Blatta utrzymała Celtów poniżej 40% skuteczności z gry i ta statystyka ma największe znaczenie dla całego spotkania. Nie rezygnujmy z Celtics. Mecze w Bostonie mogą być bardzo dobrym widowiskiem i przynajmniej jedno spotkanie Zieloni mogą jeszcze urwać faworytom. Dzisiaj przepaści między obiema drużynami nie było, a o ostatecznym wyniku zadecydowały końcowe 3 minuty i 10 sekund. Mając za sobą widownie Stevens i jego młodzież może zaskoczyć wielką dwójkę z Ohio (Love chyba póki co nie zasługuje, aby go wymieniać obok Jamesa i Irivinga).

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *