Telegram z Zachodu – 27/02/2015 – kosmiczny, ale przegrany Westbrook; Spurs w końcu zwycięscy

Piątkowa noc zaoferowała aż 14 meczów i jak zwykle dostaliśmy kilka świetnych i wartych obejrzenia spotkań. Ja w telegramie zapraszam was na zachód, gdzie jak zwykle było dziko i to nie tylko ze względu na to, że gra tam Russell Westbrook.

[23-33] Brooklyn Nets 98 – 102 Houston Rockets [40-18]

Nets wyszli na to spotkanie ze sporym animuszem i pierwszą kwartę wygrali 36-25, narzucając swoje tempo i dominując początek meczu. Jednak przez resztę spotkania grali swoją standardową, nudną koszykówkę. Rockets też grali bez błysku, ale konsekwencja pomogła im odrobić stratę. James Harden pudłował przez całe spotkanie (4/15 z gry), ale trafił najważniejszy rzut na 27 sekund przed końcem, który wyprowadził Rockets na 3-punktowe prowadzenie. Dla Nets była to 8. porażka z rzędu w Houston.

Najlepsi: Mason Plumlee (15 punktów, 4 zbiórki, 2 bloki), Deron Williams (15 punktów, 5 zbiórek), Brook Lopez (12 punktów, 12 zbiórek) – Terrence Jones (26 punktów, 12 zbiórek), Trevor Ariza (20 punktów, 5 zbiórek), James Harden (15 punktów, 12 asyst)

[38-21] Los Angeles Clippers 97 – 79 Memphis Grizzlies [41-16]

Clippers bez Blake’a Griffina mieli walczyć o utrzymanie się w play-offach. Tymczasem mają solidny bilans 5-3 w meczach bez niego i 0.5 meczu straty do piątych w konferencji Mavs. Podkoszowi Grizzlies dostali baty, Clippers zagrali świetny mecz w defensywie, a Mike Conley wciąż szuka swoich kostek po tym jak Chris Paul posłał go kilka metrów w nie tą stronę. Goście przejęli Grindhouse w drugiej połowie i zdominowali Grizzlies po obu stronach parkietu. Chyba nie przesadzę jak powiem, że była to ich najlepsza połowa w sezonie?

DeAndre Jordan opanował tablice w pojedynkę, zebrał 22 piłki, a Clippers wygrali zbiórki 47-41. W poniedziałek obie drużyny grały w LA i wtedy Marc Gasol i Zach Randolph umiejętnie odciągali Jordana z pomalowanego i nie dawali mu szaleć na ofensywnej desce ani w pomalowanym. Tym razem nie było na niego siły. W lutym Jordan notuje średnie 16.1 punktów i 16.7 zbiórek.

Najlepsi: Chris Paul (19 punktów, 13 asyst), Jamal Crawford (19 punktów, 5 zbiórek, 2 bloki), DeAndre Jordan (15 punktów, 22 zbiórki, 3 bloki) – Zach Randolph (20 punktów, 10 zbiórek), Courtney Lee (12 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty)

[25-32] Miami Heat 102 – 104 New Orleans Pelicans [31-27]

Pelicans wyszli na to spotkanie bez Anthony’ego Davisa, Ryana Andersona i Jrue Holidaya. W Davisa pobawił się dzisiaj Alexis Ajinca, który kończył alley-oopy, zbierał, blokował i rolował. W swoim meczu życia zdobył 24 punkty, zebrał 8 piłek, zablokował 3 rzuty i trafił game-winnera na 26 sekund przed końcem. Przy czym grał tylko 21 minut. Holidaya dobrze zastąpili Evans z Gordonem, którzy brali się za rozgrywanie i prowadzili ofensywę. Brak Jrue standardowo odbił się na obronie, ale trzeba Pels oddać, że bardzo dobrze poradzili sobie z Wade’em (4/16 z gry, 11 punktów).

W Heat dobrą zmianę znowu dał podpisany niedawno Henry Walker (16 punktów, 4/9 za trzy). Pojawił się też Michael Beasley, który zagrał 10 minut i zdobył w tym czasie 7 punktów. Heat mieli 9 punktów przewagi przed czwartą kwartą, ale kiedy Wade nie był do końca sobą, zabrakło im w końcówce go-to-guya. Ajinca zdobył 14 „oczek” w ostatnich 12 minutach, a bardzo ważne trafienia zaliczali też Gordon i Evans. Po tym jak Oklahoma powoli zaczynała odjeżdżać, w walce o 8. miejsce na zachodzie znowu jest ścisk. Pelicans tracą 0.5 meczu do Thunder, a Suns 1 spotkanie.

Najlepsi: Luol Deng (22 punkty), Hassan Whiteside (16 punktów, 7 zbiórek, 4 bloki), Goran Dragic (20 punktów, 5 asyst) – Alexis Ajinca (24 punkty, 8 zbiórek, 3 bloki), Eric Gordon (20 punktów, 8 asyst), Tyreke Evans (19 punktów, 11 asyst)

[22-35] Utah Jazz 104 – 82 Denver Nuggets [20-38]

Gobertomania/Gobertsanity/Gobert-cośtam trwa w najlepsze. Defensywa Jazz znowu zagrała świetne zawody, co trzeba docenić, chociaż rywal był jaki był. Francuz zablokował 6 rzutów, a sprawnie w defensywie pomagał mu Derrick Favors. Jazz trafiali ze skutecznością 57.4% z gry, bez problemu kreując mnóstwo wolnych pozycji na dystansie i półdystansie.

Co powiedzieć o Nuggets? W pierwszej piątce wybiegł niejaki Joffrey Lauvergne. Facet nie ma nawet zdjęcia na swoim profilu na nba.com. Favors robił go jak chciał przez całe spotkanie, a Nuggets z Lauvergne’em byli -36. Za to ich najlepszym graczem był w tym meczu Will Barton. To chyba wystarczająco mówi o aktualnym poziomie tej drużyny? A jeszcze dwa lata temu byli trzecią siłą zachodu.

Najlepsi: Derrick Favors (21 punktów, 10 zbiórek, 3 bloki), Trey Burke (19 punktów, 4 asysty, 4 przechwyty), Rudy Gobert (10 punktów, 8 zbiórek, 6 bloków) – Will Barton (22 punkty), Kenneth Faried (12 punktów, 8 zbiórek)

[35-23] San Antonio Spurs 107 – 96 Sacramento Kings [20-36]

Tony Parker w wygranych Spurs notuje średnio 16.3 punktów i trafia 49.3% z gry oraz 57.1% za trzy. W przegranych – 9.9 na skuteczności 39.3% z gry i 34.8% zza łuku. Spurs mają z nim bilans 28-16, ale Tony w tych rozgrywkach często wygląda na niepewnego i chyba nie jest do końca zdrowy. Tym razem mogliśmy oglądać dobrego Francuza – jego 19 punktów, 5 zbiórek i 4 asysty poprowadziły Spurs do pierwszej wygranej po All-Star Game. Do pierwszej piątki, w miejsce Arona Baynesa, wrócił Tiago Splitter.

Wprawdzie to byli tylko Kings i to jeszcze grający bez DeMarcusa Cousinsa, ale to zwycięstwo musi cieszyć w San Antonio i powinno podbudować drużynę. W barwach Królów pauzował jeszcze Darren Collison. Kings próbowali grać swoją nową, szybszą koszykówkę, która prezentuje się ciekawie i może w przyszłości nieźle działać. Królowie potrzebują jeszcze ogrania w tym systemie, bo często popełniają straty wynikające z braku zrozumienia i słabej komunikacji. W czterech meczach pod George’em Karlem popełnili ich aż 78, wczoraj było to 17 straconych piłek. Aż 8 strat miał Rudy Gay, którego przez cały mecz męczył Kawhi Leonard.

Najlepsi: Tony Parker (19 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty), Kawhi Leonard (17 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst, 2 bloki), Manu Ginobili (16 punktów) – Ben McLemore (21 punktów, 4 zbiórki), Ray McCallum (20 punktów)

[32-26] Milwaukee Bucks 93 – 101 Los Angeles Lakers [16-41]

Bucks byli drużyną lepszą przez pierwsze 3 kwarty, ale kompletnie zgubili swój rytm w czwartej, którą przegrali 21-36. Wayne Ellington zdobył w niej wszystkie ze swoich 14 punktów, po tym jak spudłował wszystkie swoje 6 rzutów wcześniej. Jego trafienia pozwoliły Lakers odzyskać prowadzenie, a później dowieźć je do ostatniej syreny. Jeremy Lin pomagał koledze i asystował przy jego rzutach, a na koniec przypieczętował wynik trafiając osobiste. Dla Lakers była to trzecia wygrana z rzędu.

Najlepsi: Ersan Ilyasova (17 punktów, 12 zbiórek), Giannis Antetokounmpo (13 punktów, 8 zbiórek, 4 asysty) – Jordan Clarkson (16 punktów, 4 zbiórki, 5 asyst), Wayne Ellington (14 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst, 2 przechwyty), Jeremy Lin (16 punktów, 5 zbiórek, 6 asyst)

[32-27] Oklahoma City Thunder 112 – 115 Portland Trail Blazers [38-19]

Dla Russella Westbrooka była to typowa noc. 40 punktów, 13 zbiórek i 11 asyst dało mu trzecie triple-double w trzecim kolejnym meczu. Ostatnio dokonał tego LeBron James w 2009 roku. Westbrook nie może zaliczyć występu do całkowicie udanych, na 2.5 sekundy przed końcem spudłował osobistego, którym mógł doprowadzić do remisu, a poźniej został przypadkowo uderzony w twarz. Nie wiemy jak poważna jest kontuzja twarzy Russa, ale może ona skutkować kilkoma meczami pauzy.

Thunder wyszli na to spotkanie bez Enesa Kantera i Kevina Duranta. Turka w wyjściowym składzie zastąpił Nick Collison, a świetną zmianę z ławki dał Mitch McGary, który rozegrał 28 minut i popisał się dream shake’iem na Chrisie Kamanie. Dzięki McGary’emu i Anthony’emu Morrow (13 punktów), ławka Thunder pokonała swoich rywali 46 – 32, a wszyscy rezerwowi gości mieli wskaźnik +/- na „plusie”.

Oklahoma konsekwentnie budowała przewagę przez 3 kwarty i prowadziła 89-78, ale przegrali 4 ćwiartkę 37-23. Blazers nadrobili stratę dzięki 11 punktom Arrona Afflalo w ostatnich 12 minutach, a także świetnej grze duetu Lillard – Aldridge. Westbrook oczywiście chciał przejąć mecz w ostatnich minutach, ale znowu oddawał rzuty z inteligencją szympansa i bardzo często pudłował, marnując posiadania Thunder. Na 2.5 sekundy przed końcem inteligencję gibona postanowił pokazać Wes Matthews, który sfaulował rzucającego za trzy Westbrooka. Russell zmarnował 1 z 3 osobistych i nie udało mu się wyrównać stanu spotkania.

Najlepsi: Russell Westbrook (40 punktów, 13 zbiórek, 11 asyst), Mitch McGary (20 punktów, 9 zbiórek), Serge Ibaka (14 punktów, 6 zbiórek, 2 bloki) – Damian Lillard (29 punktów, 5 asyst), LaMarcus Aldridge (29 punktów, 16 zbiórek, 5 asyst), Arron Afflalo (18 punktów)

4 komentarze

  1. PP pisze:

    Tą inteligencją szympansa to autor tekstu mnie rozwalił. ;) Ale inaczej się tego opisać nie da.
    Dzisiaj Westbrook już na lepszej skuteczności dość dobrej ponad 40% ale to co go różni od najlepszych to jego zachowanie w napiętych końcówkach. Można powiedzieć, że mimo wszystko ciągnie gre Thunder ale z drugiej strony przegrał im już drugi z rzędu mecz przez swoje głupie i niepotrzebne rzuty. Dzisiaj tylko jeden rzut oddany za 3, jakżeby inaczej niecelny.
    Podsumowując to Russell przypieczętował dzisiaj nagrodę najlepszego.zawodnika na Zachodzie w lutym.

  2. Krzychair pisze:

    Anthony Mason zmarł w wieku 48 lat. Kawał Gościa.

  3. realista pisze:

    Ale kto Westbrookowi pozwala na takie bezmyślne forsowanie rzutów w końcówkach? Coach Brooks, który nie ma pomysłu na rozgrywanie akcji. Na bardzo duży plus Mitch McGary- fajny, utalentowany chłopak, dobrze współpracował z DJ Augustinem. W ogóle Thunder po tych wymianach mają bardzo ciekawy skład, ale jeśli trafią w PO na Warriors lub Grizz (a wiele na to wskazuje) to polecą już w 1.rundzie.

  4. PP pisze:

    W Thunder wszystko ładnie, pięknie tylko trener nie ten…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *