Twoje zdrowie LeBron!

LeBron James/ fot. Flickr

LeBron James/ fot. Flickr

Możesz go nie lubić, gardzić nim, wyzywać od beks, mięczaków czy zdrajców. Ale wiecie co? LeBron James ma to gdzieś. Niektórzy z Was nie umieszczą go na liście 10. najlepszych graczy wszech czasów. Baaa, nawet nigdy się nie znajdzie tak blisko czołówki. Nie musi. W świecie nienawiści trudno czasami jest na chłodno przyznać, że LBJ jest wybitnym koszykarzem i basta. Nie zgadzasz się? Nie musisz. Twoje prawo. Alle wiesz co? LeBron James gra w kosza lepiej niż Ty. Dlatego dziś z okazji urodzin życzę mu by zadziwiał nas swoja grą jak najdłużej. I wspominam, to co najbardziej utkwiło mi w pamięci podczas jego już 12. sezonu na parkietach NBA.

Ja, rocznik 1989 zbyt młody jestem by pamiętać najlepsze lata „Jego powietrzności”, a tym bardziej graczy formatu Kareema Abdula-Jabbara czy Larry’ego Birda. Żyję w erze, w której widziałem jak o kilka lat młodsze kolana Dwyane’a Wade’a sięgały po pierwszy w historii tytuł Larry’ego O’Briena dla Miami Heat. Podziwiałem najpiękniejsze finały w swoim życiu z 2013 roku i heroiczną „trójkę” Ray Allena, doskonały ball movement w wykonaniu Spurs rok później. I nie raz, nie dwa i jeszcze nie trzy będę podziwiał inteligentną grę LeBrona Jamesa, który na parkiecie widzie więcej niż przeciętny koszykarski śmiertelnik. I powinniśmy się z tego cieszyć, bez względu na to z kim sympatyzujemy i z którym z zawodników bardziej się utożsamiamy.

Wspomnienie 1: Nadchodzi Wybraniec

Młodość ma to do siebie, że rządzi się swoimi prawami. Życie Lebrona zmieniło się, gdy pod swoje skrzydła przygarnął go Frank Walker, trener futbolu z Akron. Kilka lat później James był już gwiazdą koszykówki. Mecze z udziałem ucznia katolickiej szkoły St.Vincent- St. Mary High School transmitowała państwowa telewizja, a na jego spotkania przychodziły takie gwiazdy jak Allen Iverson czy Shaquille O’Neal. Nieźle jak na 17-latka? Nie minął rok, a Lebron pod swoją szkołę podjeżdżał luksusowym Hummerem. Prezent od mamy, która na zakup samochodu wzięła pożyczkę. Zabezpieczeniem był…sam Lebron i jego potencjał.

Kiedy Nike podpisał z Jamesem kontrakt wart 90 milionów jeszcze zanim przystąpił do ligi, mówiono, że to przesada. W całym tym medialnym zamieszaniu James czuł się na tyle dobrze, że pogarszało to jego odbiór.  Młody chłopak wychowywany jedynie przez matkę znalazł się w swoim żywiole. Jego największym grzechem okazała się młodość. Ale z drugiej strony czy nikt z nas w jego wieku nie marzył o luksusowej furze, zainteresowaniu mediów? W trakcie trzeciego roku nauki Lebron trafił na okładkę Sport Illustrated i to właśnie na niej po raz pierwszy nazwano go„ The Chosen One”- wybraniec. Marketingowa maszyna o nazwie Lebron James miała w niedługim czasie zawojować NBA oraz zawładnąć naszymi umysłami.

Wspomnienie 2: Cierpienia młodego Wertera

LeBron James przez pierwsze siedem lat gry w barwach Cleveland Cavaliers nie miał łatwego życia. Były to chude lata, w których chłopak ze stanu Ohio, od początku swojej młodej wówczas kariery dźwigał na barkach marzenia i nadzieje całego stanu. James miał wynieść Cavaliers na sam szczyt, miał odzyskać dumę prowincjonalnego miasta i miał to uczynić natychmiast. Nie udało się raz, drugi, trzeci, siódmy…Za każde niepowodzenie kibice z Ohio obarczali Lebrona. Każdy następny sezon to obietnica wzmocnień i walki o najwyższe cele. Najczęściej na obietnicach się kończyło. I choć nie wiem, jak bardzo nie spodobał się nam sposób jego przenosin do Miami, to przeprowadzka na Florydę była jego najlepszą decyzją w dotychczasowej karierze. Odskocznia od Cleveland pozwoliła mu na zdobycie dwóch tytułów mistrzowskich oraz zdjęcia ze swoich barków wielkiej małpy. Teraz powrócił domu, gdzie ma niedokończony biznes. Bardziej doświadczony i utytułowany, lecz nie oszukujmy się. Presja ciąży na nim wciąż taka sama jak ta za czasów swojej pierwszej przygody z Kawalerzystami.

Wspomnienie 3: Powrót do Cleveland w barwach Miami

2 grudnia 2010 roku James po raz pierwszy w koszulce Miami Heat stanął oko w oko przeciwko dwunastu rywalom oraz ponad 20 tysięcznej publiczności zgromadzonej w Quicken Loans Arena. Kibice Kawalerzystów wyładowali na nim swoją złość, bucząc oraz wyzywając go od zdrajców. Co na to LeBron? Pokazał im swój wielki środkowy palec. Był 15-25 z gry, co dało mu łącznie 38 punktów, 5 asyst i 8 zbiórek. Miami łatwo zwyciężyło Cleveland 118-90, LeBron zdominował grę pokazując publice swój wielki czarny palec, a Heat którzy w początkowej fazie sezonu nie imponowali (bilans 11-8) po meczu w Quicken Loans Arena zaliczyli serię 12 wygranych z rzędu:

Wspomnienie 4: Revenge won’t come easily-if it comes at all

W 2010 roku trzej starsi Panowie z Bostonu nie po raz pierwszy w karierze nadepnęli na odcisk LeBrona Jamesa. Jednak przegrana seria przez Kawalerzystów 2-4 sprawiła, że James podjął decyzję o przenosinach do Florydy. Okazja do rewanżu nadeszła w finale Konferencji Wschodniej z 2012 roku. Najpierw Paul Pierce w meczu nr 5 trafił zza łuku przez ręcę LBJ-a, co spowodowało, że Miami Heat byli tylko o jeden mecz od eliminacji. Dziś wydaje się to nieprawdopodobne, ale drużyna z Florydy potrzebowała cudu by pozostać w grze o tron. Cud objawił się w postaci LeBrona James i jego 45 punktów. W momencie, kiedy Heat potrzebowali najbardziej swojego lidera on po prostu wspiął się na jeszcze wyższy poziom. Zbyt wysoki dla obrony Celtics, która nie miała po prostu szans. James zdobywał punkty w post-upie, wykorzystywał bank i jump shoty, floatery i inne bajery. Pełny pakiet. Wyglądało to tak, jakby wszystko co najlepsze w jego arsenale zostawił właśnie na ten mecz. W tym pojedynku najbardziej utkwiła mi w pamięci jedna rzecz. Mina LeBrona, na której było widać śmiertelną powagę i maksymalna koncentracja. Raz po raz karcił defensywę rywala, ale ani razu na jego twarzy nie zagościł uśmiech.

Wspomnienie 5: Spełnienie

Pierwsza nieudana próba sięgnięcia po koszykarski Olimp w barwach Miami Heat po przegranej w finale z Dallas Mavericks była pstryczkiem w nos dla James, który po sławnej „Decyzji”, delikatnie mówiąc, nie był ulubieńcem Ameryki. LeBron nie załamał się jednak, przyjął srogą lekcję życia z pokorą i wrócił na szczyt. Tak jak na prawdziwego mężczyznę przystało. Skupił się jedynie na koszykówce. Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu regularnego, kiedy to NBA zmagała się z lockoutem, James wraz z Kevinem Durantem solidnie przepracował okres przygotowawczy do nowego sezonu. W lecie spotkał się z byłym znakomitym środkowym NBA Hakeemem Olajuwonem na prywatnych treningach. Na efekty nie trzeba było długo czekać. James częściej rozgrywał swoje akcję tyłem do kosza. Przestał bać się wykorzystywać swoją siłę fizyczną. Był nie do zatrzymania, kiedy wbijał się pod kosz przeciwnika. Rywale mogli jedynie bezradnie patrzeć, jak zdobywa punkty albo go faulować.

Przez całe playoff James dźwigał na swoich barkach miliony zawistnych i nienawidzących go osób. Zmagał się z medialną nagonką, gwizdami i żartami na jego temat. Nie pękł w żadnym momencie. Pokazał prawdziwy charakter zwycięzcy i w krytycznych chwilach swojej drużyny był jej prawdziwym liderem. 9  długich lat „King James” czekał na swoją koronę. Na pewno było warto.

Wspomnienie 6: Prześladowca

Niektóre drużyny NBA mają swoich prześladowców. Utah Jazz z Karlem Malonem i Johnem Stocktonem mogli przeklinać Michaela Jordana i jego Chicago Bulls. Bezskutecznie. Za każdym razem, kiedy wydawało im się, że zdobędą upragniony tytuł „Jego powietrzność” prześladowała ich (a kogo Jordan nie prześladował?), kradnąc im trofeum z rąk. Pacers jeśli nie zdobędą tytułu mistrzowskiego z Paulem Georgem, Davidem Westem, Roy Hibbertemw składzie oraz Frankiem Vogelem na ławce trenerskiej,  będą mogli mówić, że mieli pecha, bo trafili na czasy tria z Miami. W play-offach z 2012 roku w półfinale Konferencji Wschodniej Indiana zaskoczyła w pierwszych trzech spotkaniach prowadząc w serii 2-1. Mecz numer 4 był dla Heat, nie pierwszy raz w historii Big Three, meczem z gatunku „must win”. Podopieczni Franka Vogela rozgrywali mecz we własnej hali i właśnie w tamtych dniach mieli ogromną szansę na wyeliminowanie swojego prześladowcy.

Wszystko szło świetnie. W pierwszych dwóch minutach trzeciej kwarty Pacers osiągnęli nawet dwucyfrowe prowadzenie, aż nadszedł czas Dwyane’a Wade’a i LeBrona Jamesa. Obaj dżentelmeni w tej części gry zdobyli 28 z 30 punktów Heat. W całej drugiej połowie uzbierali więcej oczek niż cała drużyna przeciwna:

Wade i James grafika

Czasami wyglądało to tak jakby dwójka zawodników z Miami walczyła na parkiecie z piątką koszykarzy Pacers. Wade i James zdobyli łącznie 70 punktów, co było ich rekordem w play-offach (nigdy wspólnie nie uzyskali tylu oczek). James już w Miami nie ma. Jednak porażki z Heat mocno ostudziły mistrzowski zapał Pacers, którzy mocno stracili na sile w obecnym sezonie.

Wspomnienie 7: Miami Heat- Charlotte Bobcats, 3 marzec w 2014 roku

W czasach gry w klubie z Florydy LeBron James stał się wszechstronnym i bardziej dojrzałym koszykarzem. To właśnie w barwach Miami ustanowił rekord kariery w zdobytych punktach w pojedynczym spotkaniu, lecz była to tylko kropla w morzu.

Jego 61 punktów to nowy rekord kariery oraz organizacji Heat. W trzeciej kwarcie miał 25 oczek (najwięcej w karierze), a 37 w całej drugiej połowie (rekord klubu z Miami). Był 22-33 z gry (66.6%), nikt wcześniej w historii Heat nie miał tylu celnych rzutów. Wyrównał również swoje osiągnięcie ze starcia z Bucks z 20 lutego 2009 roku trafiając 8 rzutów zza łuku. Do tego wszystkiego znalazł jeszcze czas na zebranie 7 piłek i rozdaniu 5 asyst.

Wspomnienie 8: Dominator

1.LeBron James, Cleveland Cavaliers: 2007 Finał Konferencji Wschodniej, mecz nr 5

Na początek na rozluźnienie kawał w stylu Karola Strasburgera. Jaki ocenił swój występ James po zdobyciu 48 pkt., w tym aż 29 z ostatnich 30 dla swojego zespołu prowadząc Cavs do arcyważnego zwycięstwa nad Pistons po dwóch dogrywkach?

I trudno się z nim nie zgodzić.

LeBron James dziś świętuję swoje 30 urodziny. Nieźle ten czas zleciał, co nie? I tak naprawdę na podsumowanie jego kariery przyjdzie jeszcze czas. Podobno w NBA wraz z 30 zaczyna się prawdziwe życie.  Dziś oddaje mu drobny hołd i parę linijek wypocin. Przynajmniej tyle mogę zrobić. Twoje zdrowie LeBron!
http://youtu.be/rR9pDQoAtjE

Bartosz Tęsiorowski

Zbyt młody by oglądać najlepsze lata "Jego powietrzności", ale pamiętam czasy, kiedy wyniki NBA śledziło się na telegazecie. Koszykówką oczarowany byłem podczas pojedynków Lakers vs Blazers (podanie Bryanta do Shaqa na alley-oop). Miłość eksplodowała po finałach z 2006 roku pomiędzy Miami i Dallas. Kibicowałem tym pierwszym i tak zostało do dziś. Sam pogrywałem w kosza w drużynach szkolnych. Niestety byłem tylko lokalną podróbką Briana Scalabriniego. Kibicuję również New York Knicks, choć wymaga to dużo cierpliwości, nerwów i zdrowia. Niemniej z tą drużyną nie można narzekać na nudę.

19 komentarzy

  1. BigAl pisze:

    może być problem, bo obchodzę urodziny 23.08. dokładnie w ten sam dzień co Kobe i wielu z Was się zaśmieje ale paradoksalnie to ja jestem młodszy, jak mogę wielbić innego…
    paradoksalnie mogę,
    jest młodszy, zarobił więcej niż ja….hehehhe trochę więcej,
    ma wysokie czoło które ukrywa pod opaską….można tak
    gra jak na 3 chyba najlepiej 1/1, rzuca dobrze, może nawet lepiej, ma dwa pierścienie,
    wygląda lepiej niż ja (chwilowo)
    osobiście nie przepadam za nim, ale szanuję maxymalnie, dziękuję że żyję w takich czasach, że mogę osobiście oglądać grę LBJ, dziękuję
    ludzie szanujmy tych którzy myślą i mówią inaczej niż my !!! proszę o to !!!
    wiecie o co chodzi !!!

  2. decos20 pisze:

    Przeklinam go za ową serię z Pistons. Gdyby Tłoki przeszły Clevland, miałyby napewno większe szanse z San Antonio niż James i spółka. Jednak trzeba przyznać, że jest wybitnym zawodnikiem ale na top 10 musi sobie jeszcze zapracować. Myślę, że ma na to jeszcze 5-6 sezonów swojego prime’u. I koniec końców w tej 10 się znajdzie.

  3. tmht pisze:

    Ja wiem, że artykuł traktuje o czymś zupełnie innym, ale… czym różni się nienawiść od hejtu? Na boga Polaka, szanujmy swój język.

  4. hades pisze:

    Najlepszy w tej chwili grac NBA już legenda nie ma w tej chwili lepszego od niego i nie mówmy o tym sezonie tylko jakim zawodnikiem jest Lebron najbardziej wszechstronnym zawodnikiem NBA potrafi zrobić wszystko z piłką i należy mu się wielki szacunek za to jakim jest koszykarzem bo jest wybitnym.

  5. Wałek pisze:

    Co do Jamesa to miewał sezony, kiedy wciągał wszystkich nosem, ale ten obecny to cienizna straszna, gość nie mieści się w TOP 10 kandydatów do MVP. Trzydziestka to często taki punkt zwrotny w życiu sportowca, niektórzy zaliczają wtedy szybki zjazd. James, który bazuje na atletyźmie może powoli odczuwać pewne braki, które zniweluje, jeśli jest inteligentny. Wg mnie ma przed sobą jeszcze góra 3 sezony na maksymalnym pułapie, jeśli nie dorwie w tym czasie 3. mistrzostwa to potem będzie mu szalenie trudno.

    • sasoo pisze:

      Po prostu będzie grał mądrzej. Coś jak Wade. Kolana jak u 70-latka, a w tym sezonie robi wielkie rzeczy. Kobe mimo fatalnej skuteczności, po przebytych kontuzjach też trzyma poziom w wieku 36 lat. LeBron z całą pewnością zauważy swoje ograniczenia i mimo utraty atletyzmu na pewno będzie grał wybitną koszykówkę. Pewnie powalczy o tytuł najlepszego asystenta ligi :)

    • hades pisze:

      Lebron tak gra bo on chce mieć drużynę dla niego to nie problem rzucać 30 punktów na mecz ale on juz nie chcę tej samej gry w Cavs gdzie on grał a reszta patrzyła chce mieć zawodników koło siebie którzy też potrafią grać a nie piłka na Lebrona i graj

  6. PP pisze:

    Można Lebrona lubić lub nie ale dla tych co uważają , że gra słabo mam jedną radę: spójrzcie na jego statystyki, wielokrotnie ponad 25 pkt. Na koniec sezonu, nie wiem czy poza debiutanckim sezonie zszedł poniżej 20 pkt., do tego spora liczba zbiórek i asyst, potrafił samemu utrzymywać Heat/Cavs przy grze, ma 2 pierścienie, niektórzy powiedzą że mało ale ich fani jak Barkley, Malone nie mają nic. Kiedyś też nie przepadałem za Jamesem ale od długiego czasu szanuje go i jego wyniki bo wielkim zawodnikien na pewno jest.

    • Robak pisze:

      @PP
      W debiutanckim sezonie miał 20,9. Potem nigdy nie zszedł poniżej 26. Raz ponad 31, raz 30. Obecnie 25 z hakiem.

  7. GRD666 pisze:

    Nineaiwdziłem gościa całym sercem, za egoizm…. Ale teraz po tych wszystkich latach oglądania LBJ, zaczynam pałać do niego sympatią. Bo Stwierdzam że to nie był egoizm z jego strony, a dar, talent – zwał jak zwał.

    Pamiętam czasy „Jego Powietrzności”. I cieszę się że mogę ogladać LBJ’a, bo to co robi z piłką jest niesamowite….

    Życzę mu zdrowia z całego serducha. Bo tylko to mu będzie potrzebne. Resztą James zrobi sam :)

  8. palnias94 pisze:

    LeBron to gracz-legenda cavs – idealna historia syna marnotrawnego. Wrócił do cleveland bo kocha ten region USA bo chyba jasne jest, że jeśli chciałby łatwego mistrza to wybrałby inna organizację np. Bulls czy Rockets. Zapomniał chyba tylko jak chorą organizacją są i byli Cavs i za chwile może się okazać, że LeBron i Kevin pójdą grać w jakiejś normalnej drużynie. Nikt teraz tego nie potwierdzi ale prawda jest taka, że powrót LBJ do cavs to tylko jego dobra wola i za chwile będzie tego żałował nie przez wyniki ale przez rzeczy pozasportowe związane z organizacją np. ego Waitersa którego boją się w cavs wymienić a który psuje atmosfere w drużynie.

  9. buzinga pisze:

    A ja właśnie nie łykam tego powrotu syna marnotrawnego. W mojej ocenie LBJ zostawił na lodzie Miami i uciekł jak szczur z tonącego okrętu myśląc, że jak już w Cavs zebrało się sporo talentu to poprowadzi ich (młodych) teraz do sukcesu. Dzięki swojej reputacji odbuduje ducha drużyny,a talentu jest na tyle wystarczająco, że sam nie będzie musiał ciągnąć tego wózka jak przedtem. Wygląda na to, że się przeliczył. Fakt mógłby wybrać CHI lub coś innego, ale miał na pewno świadomość jaki to byłyby hajt. Tak jak rozumiałem zostawienie CLE w 2010, tak tego powrotu i kreacji na zbawcę narodu wygranego nie łapię i nie powiem, ich gra jest miodem na moje serce. A generalnie nikomu źle nie życzę. Zwyczajnie gość za dużo kombinuje. Można było zostać na Florydzie, dać Patowi zadziałać. W końcu to inny poziom organizacyjny niż w Ohio i mogłoby się znacznie lepiej skończyć. A tak śmiać się będę jak LBJ znowu przeniesie swoje talent na Florydę. Ponoć Moda na sukces się skończyła, ale widocznie mogą być przymiarki na kontynuacje:D

  10. CCPrice pisze:

    Już gra mądrzej! Gra w krytycznych momentach,ale większość meczu rozgrywa,pozwala na show Kyrie’ego.
    Sam oglądam NBA w erze LBJ,a jako fan Cle mimo decyzji 1.0 zawsze będę uwielbiał go,zapewne „23” pod dachem The Q zawiśnie.

  11. [W]allace pisze:

    Panowie, wy na prawdę kupujecie tę piękną historię o powrocie do domu ?

    1) Przecież życie w NBA jest ciągle na walizkach, połowa (jak nie więcej) roku w rozjazdach… nie sądzę więc, by tęsknota za domem była powodem dominującym, choć można to pięknie sprzedać światu.

    2) Lebron cały czas ogłaszał, że chciał być bliżej swojego „community”, by móc więcej dla niego zdziałać (również charytatywne). Bill Gates angażuje się w pomoc dla Afryki, a przecież tam nie mieszka… Tak więc i drugi „oficjalny” powód można obalić.

    3) Przejście do Cavs oprócz oficjalnego wydźwięku „syna marnotrawnego” mogło mieć i pewnie miało
    aspekt marketingowy. Nic tak nie podnosi popularności jak wdzięczny temat powrotu króla (rośnie sprzedaż m.in. koszulek).

    4) LeBron na pewno przekalkulował szanse – wolał młodszego i zdrowszego Irvinga niż niepewnego kolanowo Wade’a. I tu niestety się przeliczył, gdyż Irving nie jest zdolny do poświęceń jak Wade – bardziej zachowuje się jak młody kogucik widzący zagrożenie w swoim kurniku. Jak się przyjrzeć to widać ewidentnie, że między nimi (LeBron-Kyrie) nie ma wielkiej chemii. Jestem przekonany, że gdyby nie kolana Wade’a, to pomimo przegranych finałów LBJ by został.

    5) Najważniejszy powód jest jednak inny. W mediach amerykańskich (głównie ESPN) coraz więcej mówi się o tym, że LBJ chciał mieć jak największy wpływ na organizację, którą reprezentuję. Ma to sens – bardzo informacji pojawiało się o tym, że LBJ był wściekły jak zwalniano dwóch zawodników Heat, z którymi dobrze się dogadywał – J. Anthonego, a przede wszystkim Mike Miller’a. Poza tym w Miami realizowana była wizja Pat’a (wizja drużyny) i Spo (grania). Pat nie dał sobie wejść na głowę jak GM Cavs – Dan Gilbert. Podobno przed podjęciem decyzji Gilbert obiecał LBJ prawie nie ograniczony wpływ na organizację. I co się później stało – do ekipy dołączyli Mike Miller, James Jones (mimo że ich pozycje prawie się dublują, tak samo jak zadania boiskowe). LBJ zażyczył sobie grania z kumplami, a nie budowania drużyny – dlatego to wygląda jak wygląda i nie będzie przypominać drugiego Miami. Druga sprawa – oprócz zawodników LBJ potrzebny był trener oraz GM, którzy specjalnie nie będą przeszkadzać realizacji jego wizji. Dlatego Gilbert zgadza się na zawodników „rekomendowanych” przez LeBrona. A jeżeli chodzi o trenera – ewidentnie widać, że LBJ go nie szanuje. Jak są brane czasy, to chętniej rozmawia z asystentem (Tyrone Lue) niż Head-Coach’em. Do tego wbrew zaleceniom, bierze się za rozgrywanie. I w tym wszystkim szkoda trochę Blatt’a. Ale cóż, LBJ mimo swojej genialności, nie rozumie, że GM jest od budowania organizacji, trener od trenowania, a zawodnik (nawet genialny) „tylko od grania”).

    LBJ potrzebował drużyny, na którą będzie miał o wiele większy wpływ na boisku i w zaciszu gabinetów biurowych. Nie zdziwię się, jeżeli kiedyś w przyszłości będzie GM’em/współwłaścicielem/prezydentem Cavs. W Miami nie miał na to szans. I to nie dlatego, że ktoś coś ujmuje LeBronowi – po prostu Pat robi to lepiej, bo i zna się lepiej.

    I dlatego LeBron zostawił Heat dla Cavs…

  12. walt pisze:

    Widać po minach LBJa, że chyba żałuje powrotu do cleveland. W miami mógł spokojnie jeszcze przez 3 sezony bić się o mistrza, a w Cavs zajmie dużo czasu zanim chłopaki się zgrają pewnie 2 sezony, a wtedy James będzie miał 32 lata. W ogóle nie rozumiem trade’u Kevina Love. W słabym teamie może i cyferki dobre kręcił, a teraz jest praktycznie bezużyteczny. Cegli za 3, jego gra tyłem do kosza albo kończy się czapą albo stratą, a o jego indolencji w obronie nie wspominając. Tam potrzebny jest rim protector i zadaniowcy z miarą za 3 i solidną obroną. Irving z Jamesem jako kreatorzy, a reszta ma bronić i sypać za 3.

  13. NiKlaus pisze:

    jestem pewny że po tym albo następnym sezonie LeBron wróci tam gdzie jego miejsce czyli do Miami , głód kolejnych pierścieni będzie większy niż „gra w domu” i tej stajni Augiasza

  14. Alejanddro pisze:

    Tak nie lubie LeBrona, że tylko dwa razy mi się zrobiło go żal. W pierwszym meczu finałów ze Spurs jak siadł na ławie 4q – tej miny nie zapomnę i na koniec jak dostawali baty i tylko on jeszcze walczył. Wielki szacunek dla Niego za to co robi. (chociaż Cavs to miernoty…)

  15. CCPrice pisze:

    Nie można zapominać o jednym,Cle grają poniżej oczekiwań,to się dzieje co przewidywano. Plotki o.odejściu LeBrona,teorie odnośnie organizacji. Każdy może teraz zdrowo wylać swoją złość na LeBrona i Cle,bo wkońcu co ich obroni? Tak,biorę w obronę ulubiony zespół,niezależnie od wszystkiego,gdy Cavs zaczną grać nareszcie,to większość krzykaczy zamilknie.
    A co do Diona,któremu od miesiąca wychodzi pogodzenie się z rolą jaką mu dano,nir wymienili go jeszcze,bo gra dobrze. Więc żadnych kitów iż boją się go wymienić,choć wymian cały czas szukają.

  16. Autor pisze:

    W tej chwili LeBron to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy gracz w NBA a na pewno był najlepszy trzy czy cztery lata temu. Jednak, jeśli mowa o TOP 10 NBA to niestety, ale LeBron musi zdać test w Kawalerzystach i jak na razie średnio mu to idzie. Największych graczy właśnie po tym się poznaje, że potrafią być wielcy zawsze. Tak, jak „Air” miał test po baseballowej zabawie, tak samo LeBron ma swój test teraz. Jak już tu kiedyś pisałem LeBron musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jestem The Great i zawsze biorę całą drużynę na plecy, ale wtedy to on musi wygrywać trudne mecze, co niestety na razie nie ma miejsca albo chowam moje ego do kieszeni, jak to zrobił „Air” po powrocie do NBA i zaczynam grać z całą drużyną, którą LeBron jakby nie patrzeć ma wcale nie gorszą, jak nie lepszą jaką miał „Air” po powrocie do Bulls.
    Patrząc na to, co gra w obecnym sezonie Wade czy Bosh w Heat to mam dziwne wrażenie, że LeBron gasi ludzi wokół siebie, ale w Heat dawał całego siebie, co przekładało się na wyniki. Innymi słowy wygrywał trudne mecze – czasem sam.
    Innymi słowy sam LeBron musi odpowiedzieć sobie na ważkie pytanie, które przedstawiłem powyżej. Mam nadzieję, że znając swoje możliwości odpowie na owo pytanie właściwie i dzięki temu na Wschodzie będziemy mieli wielkie pojedynki w następnym sezonie wschodzących Raptorów z genialnym Kylem, Czarodziejów z Wallem i Bealem oraz potężnych, moich Bulls z Rosem i Butlerem.
    „Legendarne” pojedynki to coś czego nam trzeba, dlatego kibicuję LeBronowi, bo miałem okazję w swym życiu widzieć takie pojedynki jak „Air” vs. Clyde The Glide, Sir Charles vs. Mailman, Hakeem The Dream vs. King Kong, itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *