Hawks wyraźnie lepsi od Mavs

Niech was nie zwiedzie wynik 105-102 dla Hawks. Wygrana Jastrzębi nie podlegała dyskusji i tylko kilka głupich strat w końcówce spowodowało znaczne zmniejszenie strat przez gospodarzy. Nie ma co ukrywać. Drużyna z Atlanty to w tej chwili najbardziej „gorący” team we Wschodniej Konferencji. Wygrana z Mavs to 13 zwycięstwo z 14 ostatnich spotkań. Nie jest to w żadnym wypadku przypadek. Mike Budenholzer zbudował zespół, który do złudzenia przypomina Spurs. Niezła obrona (7 w lidze), świetne dzielenie się piłką w ataku (7 ofensywa w lidze) i zawodnicy na obwodzie, którzy potrafią dosłownie cię rozstrzelać grając na wyższym procencie na dystansie niż Golden State Warriors ze „Splash Brothers” (dzisiaj „tylko” 7/19 zza łuku).

Dallas poza prowadzeniem na początku pierwszej kwarty 6-4 nie miało wiele do powiedzenia. Przez większość spotkania dzielił i rządził Denis Shroder, który spisał się znakomicie pod nieobecność Jeffa Teague’a. Filigranowy rozgrywający gości wygrał rywalizację z Rajonem Rondo. Drużyna Marka Cubana rozegrała bardzo słabą pierwszą połowę, w której ich skuteczność nie przekraczała momentami 30%. Duża w tym zasługa aktywnej i agresywnej defensywy Jastrzębi, ale trzeba też powiedzieć, że gracze Mavs pudłowali niemiłosiernie nawet z łatwych pozycji w czym królował Ellis. Mavs jeszcze nie do końca przyzwyczaili się do piłek znikąd. Kilkakrotnie Jefferson, Nowitzki czy Chandler mieli problem ze złapaniem podań Rondo, ale to zapewne przyjdzie z czasem. Po bezbarwnej pierwszej połowie Hawks wygrywali 52-38.

W trzeciej kwarcie Jastrzębie dodatkowo wstrzelili się z dystansu. Kolejne trójki Millsapa, Sefoloshy i Antica wyprowadziły gości na 24-punktowe prowadzenie. Dobra gra rezerwowego unitu Mavs, a szczególnie Harrisa, Villanuevy i Jeffersona, nieco podreperowała konto gospodarzy. Gdy na 9:38 do końca spotkania powróciła pierwsza piątka różnica nie była już tak dewastująca (67-82). Ellis i spółka w końcu zagrali ze znacznie większą agresją w obronie. Podobać się mogła obrona Rondo na Shroderze, który w końcu zaczął się gubić. Wracając jednak do Monty – znowu miał fenomenalną 4 kwartę. Tym razem zdobył w niej 15 punktów. Były dwa momenty, w których Mavs mogli jeszcze powalczyć. Pierwszym był przechwyt Rondo na 1:51 do końca. Przy stanie 88:96 Rajon jeden z nielicznych razy źle rozegrał kontrę co zaowocowało stratą Ellisa. Chwilę potem z półdystansu trafił Shroder i w zasadzie to był przełomowy moment. To co się stało w ostatnich 60 sekundach powinno być instruktarzem jak nie rozgrywać końcówek. Banalne straty prowadzące do dwóch szybkich trójek Villanuevy spowodowały niepotrzebną nerwowość w szeregach Jastrzębi. Po trójce Charliego na 28.4 do końca było już tylko 97-102. W kolejnej akcji po raz kolejny stracił Antic i swoje szanse mieli Ellis i Villanueva jednak spudłowali. Zmniejszenie straty do 2 punktów gdy na zegarze jest około 12 sekund, przeciwnicy mają w składzie Kyle Korvera rzucającego z linii na 97% skuteczności, a twój trener nie ma już żadnego czasu to i tak sytuacja beznadziejna. Niemniej jednak warto ją odnotować, bo jakaś szansa była, szczególnie że równo z syreną trafił później za trzy jeszcze Richard Jefferson. Wypracowana przewaga Hawks nawet przy tak katastrofalnej końcówce była zbyt duża.

Fantastyczne zawody rozegrał dzisiaj Dennis Shroder. Zapewne Jeff Teague lepiej poradziłby sobie w końcówce meczu, ale generalnie Niemiec wypadł wspaniale notując 22 punkty i 6 asyst. Cała pierwsza piątka Hawks miała dwucyfrowe zdobycze, a Paul Millsap flirtował z triple-double – 13 punktów, 12 zbiórek i 7 asyst. Jastrzębiom nieco brakuje indywidualności, aby liczyć się poważnie w gronie contenderów. Al Horford jeszcze nie jest w optymalnej dyspozycji (twierdzę tak mimo tego, że ostatnio został graczem tygodnia), ale na dzisiaj Hawks są drużyną groźną dla absolutnie każdego. Budenholzer stworzył znakomitą maszynkę nie dysponując wcale jakimś niesamowitym materiałem. No cóż, szkoła Popa.

W ekipie Mavs trzy słabe kwarty zagrał Monta Ellis (tylko 3 punkty w tym czasie i wieeele pudeł), a słabszy dzień miał Chandler Parsons (spore kłopoty z faulami od początku spotkania), który zdobył tylko 4 punkty. Dodatkowo Dirk nie trafiał w izolacjach i ofensywie gospodarzy brakowało iskry. Wiadomo, że zgranie Rajona Rondo z drużyną będzie trochę trwać, ale dzisiaj tymi najlepszymi punktami drużyny Ricka Carlisle był właśnie Rondo (13 punktów, 11 asyst i 3 przechwyty) i Tyson Chandler (19 zbiórek). Największym beneficjentem podań od nowego rozgrywającego teamu z Dallas był chyba Dirk Nowitzki, który bodaj czterokrotnie dostał piłkę blisko kosza (jeśli dobrze pamiętam dwa z nich zakończyły się banalnymi lay-upami, a dwa razy był faulowany). Jeżeli ktoś nie wierzył również w podniesienie obrony na obwodzie po transferze Rondo, niech obejrzy sobie 4 kwartę i to jaką presję zaczął wywierać Rajon na Shroderze. Nowy roster (tak wiem, że rooster to kogut, ale i tak często mylę się pisząc ;)) Mavs musi się dotrzeć, ale dopóki drugi unit gra nieźle (brak Wrighta), nie widać problemów na dystansie (brak Crowdera), ostatni trade trzeba ocenić pozytywnie. Ekipie z Dallas musimy dać po prostu trochę czasu.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

1 Odpowiedź

  1. sledziu 24 pisze:

    Więcej recapow Atlanty! Świetny zespół, może nawet do Finałów wejdą w tym roku, chociaż wyżej stawiam Raptors. Na Mecz Gwiazd na pewno zasługuje Millsap, czy Horford graczem tygodnia? W Atlancie ciężko jednoznacznie wybrać, kogoś z Atlanty wziąć powinni, ale jego czy Millsapa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *