Wojownik Draymond podrażnił Byki

W United Center mieliśmy mieć raczej pojedynek dwóch topowych back-courtów z parkietów NBA, a więc Stephen Curry-Klay Thompson kontra Derrick Rose-Jimmy Butler, jednak mecz ten okazał się teatrem innego aktora. Draymond Green zaliczył prawdopodobnie najlepszy mecz w karierze, aplikując Bykom 31 punktów, w tym 7 rzutów zza łuku, co pozwoliło Golden State Warriors na przedłużenie zwycięskiej serii do 12 wygranych. Za to Bulls wciąż nie mogą znaleźć recepty na znalezienie odpowiedniego poziomu koncentracji we własnej hali, bowiem w siedmiu tegorocznych meczach w Chicago odnieśli już piątą porażkę.

Do rotacji Toma Thibodeau po sześciomeczowej absencji powrócił Taj Gibson. W drużynie Steve’a Kerra wciąż brakowało Davida Lee, jednak to właśnie ten, który startuje na jego pozycji okazał się największą zmorą Bulls w tym meczu.

Od samego początku można było zauważyć, że obie drużyny są jednymi z najlepszych w lidze jeśli chodzi o obronę. Przez pierwsze trzy minuty gry jedynymi zdobytymi punktami były 4 trafione rzuty wolne Derricka Rose’a. Bulls zaczęli jednak grać nieuważnie w ataku, co sprowokowało Golden State do większej agresywności w obronie. Efekt? Po 4 stratach Byków przechwyty, szybkie przejście do ataku i łatwe punkty z dystansu lub spod kosza. Ani się obejrzeliśmy, a już Warriors mieli 12 punktów przewagi, a Tom Thibodeau już krzyczał na swoich graczy swoim zachrypniętym głosem. Rozkręcać zaczął się Draymond Green, który trafił 3 rzuty zza łuku i dodał jeszcze wsad z kontry, co dało mu 11 punktów w pierwszej kwarcie. Andrew Bogut wykonywał typową „czarną robotę” stawiając porządne zasłony i strasząc Bulls pod własnym koszem. Najlepszym zawodnikiem Chicago w pierwszych minutach był Derrick Rose, zdobywca 9 punktów w tej części spotkania. Robiłoby to wrażenie, gdyby nie fakt, że przez resztę meczu zdobył 0 (słownie: zero) „oczek”. Jeszcze w pierwszej odsłonie, Pau Gasol dał trochę nadziei Bykom, rzucając 6 kolejnych punktów.

Dobra końcówka pierwszej kwarty przełożyła się na jeszcze lepszy start drugiej. Aaron Brooks tak pokierował ofensywą Bulls pod nieobecność Rose’a, że ci zaliczyli serię punktową 11-0. Sfrustrowało to nawet Steve’a Kerra, któremu został przydzielony faul techniczny za kłótnie z sędziami. Przestój Golden State trwał jednak niedługo i na pierwszy timeout schodzili z zaledwie trzypunktową stratą. Do gry powrócił Bogut, ustawiając ponownie szyki obronne Warriors. Zaowocowało to kolejnymi stratami Chicago, których w połowie drugiej kwarty mieli już 11. Po drugiej stronie parkietu po słabym starcie rozgrzał się Klay Thompson, który jak gdyby nigdy nic wchodził sobie pod kosz tuż przed nosem Taja Gibsona. Nawet jak ktoś nie trafiał, to pod koszem był Bogut, który zbierał w tym czasie właściwie wszystko. Bulls znajdywali sobie miejsce tylko na grę 1-na-1, z której dobrze wychodził tylko Jimmy Butler. Thompson szalał dalej, lecz popełnił głupi, niepotrzebny trzeci faul tuż przed końcem pierwszej połowy. Na przerwę, Warriors schodzili z przewagą 12 punktów.

Początek trzeciej kwarty łudząco przypominał początek drugiej odsłony meczu, bowiem podopieczni Kerra wyszli z małymi pokładami energii, co natychmiast wykorzystali gospodarze. Po kilku świetnych akcjach w obronie, w której wymuszali rzuty przez ręce zaliczyli „run” 9-0 i zmusili trenera Wojowników do wzięcia przerwy na żądanie. Po niej goście nie wyglądali wcale lepiej, pozwalając Chicago na ponowne objęcie prowadzenia. Przez kilka następnych minut mieliśmy wymianę ciosów z obu stron. Ciągłe zmiany prowadzenia, wysoka skuteczność i gra na dużej intensywności – to musiało podobać się kibicom zgromadzonym licznie w United Center. W ataku brylował Pau Gasol, który tylko w tej kwarcie miał 10 punktów i 4 zbiórki. Obie drużyny do postanowiły przeczekać trzecią kwartę, by nabrać siły na ostatnią część meczu, w którą Byki wchodziły z minimalną przewagą.

Z ławki powiew świeżości dał wtedy Marreese Speights, który nie dość, że trafiał wszystko spod kosza Bulls, to jeszcze zbierał piłki po nieudanych próbach kolegów, czym odbierał chęci gospodarzom. Złą serię Byków przerwał trójką Kirk Hinrich. Duet Green-Speights wpędzał w załamanie nerwowe trenera Thibodeau, bo obaj panowie byli w czwartej kwarcie „on fire”. Po części była to także wina dziurawej defensywy Chicago, która gubiła się na zasłonach, zostawiając prawie zawsze kogoś z dwójki Green-Thompson niekrytego na obwodzie. W połowie tej części meczu do gry powrócił Derrick Rose, ale nie zrobił prawie nic. Nie trafiał rzutów, tracił piłkę w ataku, prowokując kolejne kontry Warriors. Po raz kolejny złą passę przerwała trójka, tym razem Butlera, lecz z drugiej strony po kilku sekundach tym samym odpowiedział Draymond Green, dokładając do tego jeszcze lay-up z kontrataku. Nawet z napompowanego emocjami Joakima Noaha jakby uszło powietrze. 13-punktowe prowadzenie Warriors, które posiadali na 3 minuty przed końcem absolutnie wystarczyło na doprowadzenia meczu do końca z rezultatem pozytywnym dla gości.

Bulls razili momentami nieuwagą, tracąc piłkę aż 22 razy i pozwalając na 14 przechwytów i 28 punktów z kontrataków drużyny Golden State. Warriors wygrali 12. kolejny mecz, co jest rekordem w historii klubu i utrzymali najlepszy bilans w NBA (17-2). 31 punktów Draymonda Greena do jego nowy rekord kariery. Pau Gasol zaliczył czwarte w karierze spotkanie z 20+ punktami i 20+ zbiórkami. Byki następny mecz przeciwko Brooklyn Nets grają także u siebie, a Wojownicy wybierają się do Minneapolis, gdzie podejmą Timberwolves.

Golden State Warriors (17-2) – Chicago Bulls (12-8) 112:102

(28:22, 33:27, 18:31, 33:22)

Warriors: Green 31 (7 zb., 4 stl., 3 blk.), Thompson 24 (5 as., 5 zb.), Curry 19 (5/14, 7 as., 6 zb.), Barnes 11, Speights 11 (6 zb.), Iguodala 6 (5 as.), Livingston 6, Bogut 4 (12 zb.), Barbosa 0

Bulls: Butler 24, Gasol 22 (20 zb.), Noah 16 (5 zb.), Gibson 12 (7 zb.), Hinrich 10, Rose 9 (2/11, 6 as.), Dunleavy 6, Brooks 3, Mirotic 0, Snell 0

Paweł Mocek

Redaktor naczelny Enbiej.pl. Kiedy miał 12 lat obejrzał swój pierwszy mecz NBA, po czym wpadł w nałóg, z którego do dziś nie może się wyleczyć. Sympatyzuje z Miami Heat. Twórca Enbiej Insidera. Prywatnie wielki fan piłki nożnej.

16 komentarzy

  1. Arkon pisze:

    Na razie, przynajmniej na początku sezonu, gra GSW robi na mnie największe wrażenie. Jeśli utrzymają ten poziom intensywności i jakości zarówno na obwodzie jak i pod deską mogą zajść daleko również w play off. Trzymam kciuki, tym bardziej że Clippersi, na których liczyłem, zawodzą na całej linii. Co do Bulls cały czas dziwiłem się zapowiedziom przedsezonowym, które tę drużynę widziały w gronie faworytów.

  2. Majecha pisze:

    Dziś rano dzięki nieocenionym komentatorom nc+ poznałem nowych zawodników – Andrew „BogAta” i Maarreese Spadesa („Spejds”). Te perełki zasilą słowniczek w który założył Michałowicz z przodującym „DżoE Dżonsonem”. Czy Ci ludzie mają po 80 lat i są niezdolni do nauki czy może uważają, że obejrzenie meczu z oryginalnym komentarzem wykracza poza możliwości dziennikarskie? Poza LP ciężko mi się ogląda mecze, oj ciężko…

  3. matti pisze:

    Majecha@ zgadzam się z tobą nie da się ogl meczów z pl komentarzem kiedyś Michałowicz dawał rade teraz tak przekręca jak Szpakowski, niestety jest to przykre dlatego ja już dawno zrezygnowałem i ogl mecze tylko z org komentarzem po angielsku

    • Majecha pisze:

      „Maradona” Messi Szpaka jest już słynny ale nawet to przekręcanie nie jest najgorsze. W środku zeszłego sezonu eurostep Hardena czy Ginobiliego w finałach Michałowicz określał jako „hopki i przeskoki”- sam nie wierzyłem w to co słyszę. W tym sezonie Harden już używał eurostepu więc chyba jakiś serdeczny kolega powiedział mu ” Wojtas co ty pierdo…sz o tym Hardenie i Manu?”. Inną sprawą jest tępactwo komentarza – chwile przestoju i ciszy trwające pół akcji skłaniają do myślenia, że komentatorzy dorabiają składając długopisy czy skręcając ruski tytoń w fajki na wagę i mają jakiś mały problem wymagający skupienia. Kiedy Szpaku łapał zawiechy śmiałem się, że to dzieje się kiedy np. z Bońkiem walą pięćdziesiąteczkę i chwilkę odczekują czy się przyjmie. Kiedyś komentatorem zostawał wyłącznie bystry, rzutki dziennikarz. Koszykówka jest szybkim sportem a panowie powinni się zająć komentarzem golfa na Eurosporcie…a nie tam już są goście, którzy ogarniają wiedzą ten sport…Kurdę, tylko League Pass.

  4. Arkon pisze:

    A Wy oglądacie nba dla komentarza? Bo o meczu ani słowa…

    • Majecha pisze:

      Nie, wciskam na pilocie MUTE i włączam na full techno z radia Eska ;)

      Co do meczu to podobał mi się Gasol. Mówi się, że koszykarz jest tak młody jak jego nogi. Widać różnicę jakościową między nim a Boozerem. Widać to również w grze Lakersów, którzy zamienili siekierkę na patyk.
      Choć mecz przegrany zwróciłem uwagę również na poruszaną ostatnio na enbiej parę Rose – Buttler. Jimmy wyrósł na pierwszoplanową postać w Chicago i gra pięknie a Derrick przytaczając wcześniejsze powiedzonko ma na oko jakieś 32-33 lata. Wszystko byłoby jeszcze ok ale jego rzut wydaje mi się jakis taki dziwny. Nie chodzi o nadgarstek o czym pisano dwa, trzy dni temu ale o tak naskok do przodu, nachylenie w biodrach jakby rzucał piłką lekarską. Ekekt 1-7 za 3.

  5. GPRbyNBA pisze:

    Nie powinno być technika dla Kerra a Gibson nie powinien mieć zaliczonych punktów.
    Byki naprawdę fatalnie podawały w tym meczu. Przegrana jest w zasadzie zasługa Rose’a.
    W tym meczu potwierdził co napisałem kilka dni wcześniej. On dość często nie gra z głową ale wchodzi pod kosz „na rympał” licząc że ktoś go sfauluje. Często nawet nie stara sie trafić.
    naprawdę nie rozumiem czemu gdy jest fo tego okazja Mirotic nie celuje zza łuku. Przecież on chyba od tego jest. Jakiś czas temu pisałem również ze byki grają w tym sezonie mniej zespołowo. To nie jest nawet połowa tego dzielenia się piłką co rok temu. teraz często Gasol dostaje piłkę idzie 1 na 1.
    Byki się mało ruszają. Są zbyt statyczni w ataku.

    Ps. Jeśli chcecie oglądać mecze bez ściągania polecam stronkę „nbafullreplay”.
    Skąd ściągacie mecze?
    Oczywiście oprócz davki i rojadirecta.

  6. decos20 pisze:

    Tymczasem Philly wygrywa kolejny mecz i wygrała dwa z ostatnich trzech meczy :D O Pistons się już nie wypowiem bo szkoda słów. Drużyna w której brakuje jednego zawodnika i mają przynajmniej 2 zawodników na poziomie all-star cienuje bardziej niż drużyna złożona z graczy D-league… Stan wymień Jenningsa i Smitha, chociaż za pierwszorundowy pick… gorzej być nie może…

  7. Currose pisze:

    GPRbyNBA-oglądałeś mecz? „przegrali przez Rose’a” hahah tylko że ten właśnie Rose zatrzymał Stephena Curry’ego! A to że grał słabo w ataku to inna sprawa ale nie przegrali przez niego…

    • Woy pisze:

      Dokładnie,powtórka o 19:00 na nsport

    • GPRbyNBA pisze:

      hmm Wiecie.. A to powstrzymanie Curryego = wygranie meczu? To Byki wygrały?
      Hinrich spełnił by to samo zadanie. Ja widziałem jednak że gdy Rose był na parkiecie Bykom od razu gorzej szło w ataku i nie chodzi mi tu nawet o jego cegły czy liczenie na faule przy penetracjach ale ogólnie był zamęt. Za każdym razem gdy wchodził GSW odjeżdżało.
      Potwierdza to dodatkowo jego +/- na poziomie -19pkt. Z czegoś musiało się to chyba wziąć no nie?
      Wracając do Curyego to można by sie dokładniej przyjrzeć kto go kiedy krył i jak grał ale jak widać bardzo dobrze odciągał uwagę od swoich kolegów.

      Meczyk oglądałem i jest on pierwszym na stronie którą podałem także nie trzeba oglądać w C+ a można obejrzeć wtedy Gortata.

    • GPRbyNBA pisze:

      ale powiedzmy że macie rację. W takim razie czemu Chicago przegrało i kto miał w tym największy udział?

    • Woy pisze:

      1 obrona podkoszowych,zasypianie na zaslonach i słaba komunikacja oraz wolny ruch przy przekazach.wykorzystali to Thompson,Greene,Speights i Iguodala.

      2 nędzny ruch piłki w ataku,przy obecności Hinricha,Brooksa oraz Dunleavy. Słabe dzielenie się piłką tych graczy. Kończyli akcje pudlami lub dostawali czapy (Mike,Kirk). Warriors na obwodzie nie męczyli się oraz nie zostawiali strzelcom miejsca.

      3 fatalna skuteczność obwodowych, obok Rose’a, Brooks 1-7 i Hinrich 2-6.

      4 słaba postawa rezerwy, Gibsona 3-7 z gry oraz 5 strat, znów Brooks i zerowe wejście Mirotica

      5 22 straty, 5 Gibsona i podania lobem Noaha do Gasola i vice versa są zbyt wolne na obronę GSW. Przewidywalne.

      6 atletyzm a raczej jego brak u Mike’a D i Kirka. Czas na korekty i większe minuty McDermotta,Moore’a,Snella.

  8. cynik pisze:

    GSW grają na niesamowitym luzie. Widać w ich grze niesamowitą pewność.
    Trochę się bałem, że Kerr popsuje to co wypracował Jackson, ale grają naprawdę świetnie. Pytanie tylko, czy utrzymają to tempo. Presja będzie coraz większa. Na dzień dzisiejszy są na pewno jednym z 4 kandydatów z zachodu do mistrzostwa.
    Obok: MG, SAS i LAC.Tak sądzę.

  9. Currose pisze:

    „ale powiedzmy że macie rację. W takim razie czemu Chicago przegrało i kto miał w tym największy udział?”
    odpowiedź jest prosta wrzucili mniej koszy od rywala ;p oglądam każdy mecz gsw i widzę w nich wielką chęć zrobienia czegoś wielkiego,szacun dla Kerra bo myślałem podobnie do cynika że Jacksona praca pójdzie na marne a tutaj piękny proces wypracowany przez Kerra ale nie można zapomnieć o poprzedniku bo największą pracę zrobił jednak coach Jackson który szybko powinien znaleźć prace.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *