Zapowiedź sezonu 2014/15 – Los Angeles Clippers

Pierwsza runda ostatnich play-offów była istną huśtawką nastrojów w Los Angeles i jednocześnie historią, która równie dobrze mogła być stworzona przez któregoś z hollywódzkich reżyserów. Pozornie łatwa seria z osłabionymi Warriors przemieniła się w męczarnie i stała się tłem dla rasistowskiego skandalu w wykonaniu Donalda Sterlinga. Gracze chcieli nawet oddać walkowerem mecz nr 4. Skończyło się na strachu dla fanów, zjednoczeniu drużyny i Docu Riversie wymachującym pięściami w końcówce Game 7 z euforią godną nowego właściciela zespołu Steve’a Ballmera. Byłego prezesa Microsoftu Clippers kosztowali 2 miliardy dolarów i teraz będą oni musieli mu udowodnić, że są francyzą godną takiej ceny. Będzie to proces trwający latami, a tymi którzy będą musieli przełamać pierwsze lody będą dwaj gracze z absolutnego topu ligi – Chris Paul i Blake Griffin.

Przywiezienie do LA co najmniej jednego tytułu w trakcie wspólnej gry duetu Paul – Griffin to plan, który musi zostać wykonany. Mają oni za sobą trzy nieudane podejścia, dostaną jeszcze minimum pięć. Clippers trzykrotnie zawiedli oczekiwania, nie dochodząc ani razu do finału konferencji. W związku z tym zaczęły pojawiać się pytania i wątpliwości wobec tego zespołu. Dwójce liderów zarzuca się marną grę w play-offach i słabą wytrzymałość psychiczną w najważniejszych momentach sezonu. W decydującym dla półfinału konferencji z Thunder Game 6 Clippers stracili 16-punktową przewagę, a obaj liderzy całkowicie zacięli się w 4 kwarcie.

W tym roku obaj będą musieli pozbyć się łatki play-offowych stulejarzy. CP3 dostanie okazję na pozbycie się miana „najlepszego gracza w historii NBA, który nigdy nie grał w finałach konferencji”, a Blake Griffin będzie mógł zgłosić swój akces do Top 3 ligi. Dostają ku temu bardzo korzystne warunki, z bardzo dobrą ławką rezerwowych, drugim rokiem gry pod świetnym trenerem i właścicielem, któremu zależy na pierścieniach, a nie na umawianiu się ze zdradliwymi modelkami. Tym razem już nie będzie wymówek.

OFF-SEASON

Przyszli: Spencer Hawes (z Cavaliers), Jared Cunnigham (Kings), Ekpe Udoh (Bucks), Jordan Farmar (Lakers), Chris Douglas-Roberts (Bobcats), C.J. Wilcox (wybrany z #28 w Drafcie)

Odeszli: Darren Collison (do Kings), Danny Granger (Heat), Ryan Hollins (Kings), Willie Green (Magic), Jared Dudley (Bucks)

SKŁAD

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
22 Matt Barnes F 34 201 103 UCLA $3,396,250
25 Reggie Bullock SG/SF 23 201 93 North Carolina $1,200,720
11 Jamal Crawford SG 34 196 91 Michigan $5,450,000
9 Jared Cunningham G 23 193 88 Oregon State $915,243
0 Glen Davis PF/C 28 203 131 LSU $1,227,985
14 Chris Douglas-Roberts SG/SF 27 201 95 Memphis $915,243
1 Jordan Farmar PG 28 188 82 UCLA $2,100,000
32 Blake Griffin PF 25 208 114 Oklahoma $17,632,688
10 Spencer Hawes PF/C 26 216 111 Washington $5,305,000
6 DeAndre Jordan C 26 211 120 Texas A&M $11,440,123
3 Chris Paul PG 29 183 79 Wake Forest $20,068,563
4 J.J. Redick SG 30 193 86 Duke $6,792,500
15 Hedo Turkoglu F 35 208 100 Turcja $1,448,490
13 Ekpe Udoh PF/C 27 208 111 Baylor $981,084
30 C.J. Wilcox G 30 196 91 Washington $1,109,760

ROTACJA

PG – Chris Paul, Jordan Farmar, Jared Cunningham

W rolę lidera Clippers po raz kolejny wcieli się trzeci najlepszy gracz ligi. Dla Chrisa Paula mogą to być przełomowe rozgrywki i najlepszy sezon w karierze, być może na poziomie upragnionej nagrody MVP. Już za chwilę CP3 wyjdzie ze swojego prime time i zacznie się starzeć. Chociaż dla inteligentnie grających rozgrywających nie jest to aż takim problemem, to jednak ich najlepsze lata kariery trwają właśnie w wieku 28-30 lat. Doc Rivers będzie od niego wymagał średnich na poziomie co najmniej 20 punktów, 10 asyst i 2.5 przechwytów na mecz. Nie możemy jednak ograniczać jego wpływu na grę Clippers tylko do podstawowych statystyk. Lepiej jego wpływ na grę oddadzą te zaawansowane, jak i sam „test oka”. Paul na boisku to prawdziwy generał, zależy od niego absolutnie wszystko, od zaordynowania akcji, do jej egzekucji. Z 107.9 punktów zdobywanych średnio przez LAC w poprzednim sezonie Paul miał bezpośredni udział przy 43.6 z nich (40.4%). 19.1 zdobywał sam, a 24.5 kreowały jego asysty. Dla porównania LeBron James w poprzednich rozgrywkach miał bezpośredni udział przy 42.4 z 102.2 punktów drużyny, co daje niewiele wyższe 41.5%. Kevin Durant – 44.8 z 106.2 (42.1%). Naturalnie, ta trójka zajęła podium w tej kategorii w ostatnim sezonie.

Idąc dalej w to jak Paul zarządza grą Clippers – gracz ten notował najlepszy w lidze wskaźnik secondary assists per game (ilość podań do graczy, którzy następnym podaniem zaliczali asystę). Paul miał takich podań średnio 2.2 na mecz. Miał też średnio 19.8 szans na asystę, 72 podania na mecz i 97.2 kontaktów z piłką, z czego 82.5 na połowie przeciwnika. Offensive Rating Clippers z Chrisem na parkiecie wynosi 114.3, a ich Effective FG% 54%. Offensive Rating samego Paula to drugie najwyższe w lidze 124.6 (lepszy był tylko… Robin Lopez). CP3 będzie też po raz piąty w karierze i czwarty z rzędu walczył o miejsce w All-Defensive First Team. Przy obecnej klasie rozgrywających na Zachodzie, umiejętności defensynwe Paula mają nawet większą wartość niż te ofensywne. Watch out, tego gracza może czekać najlepszy sezon w karierze.

Za jego plecami obejrzymy zawodnika, który znany jest głównie z grania po przeciwnej stronie barykady w Mieście Aniołów. Jordan Farmar to wzmocnienie niedoceniane, a jednocześnie jeden z najlepszych rezerwowych rozgrywających w lidze. Tym co ma wnieść do Clippers będzie jego mistrzowskie doświadczenie z czasów Lakers, ale również 16.4 punktu i 7.9 asysty PER-36 przy skuteczności 43.8% za trzy z poprzedniego sezonu. Dla porównania, Darren Collison rok temu w przeliczeniu na 36 minut zdobywał 15.9 punktu i 5.2 asysty oraz miał skuteczność 37.6% zza łuku. Osobiście, nie nazwałbym Farmara upgradem nad Collisonem, ponieważ Jordan to znacznie gorszy obrońca niż Darren, a egzekucja ofensywna to akurat najmniejszy problem Clippers. Farmar to jednak wartościowy role-player i dobre uzupełnienie ataku, zwłaszcza jego rzut za trzy będzie wielką bronią w rękach Doca Riversa.

Trzecim rozgrywającym będzie zawodnik, który zdaje się idealnie pasować do charakteru Lob City. Jared Cunnigham w poprzednim sezonie zagrał jedyne 106 minut i kompletnie nie ma doświadczenia, ale w to pre-season już zdążył się popisać występem na poziomie 23 punktów przeciwko Warriors. To z czego głównie znany jest Cunnigham to jego loty nad obręczą i efektowne wsady. Jego repertuar zagrań nie ogranicza się tylko do wsadów, Jared potrafi też rozegrać akcję czy zdobywać punkty. Wciąż jest jednak strasznie surowym produktem i trochę czasu minie zanim wywalczy regularne minuty w jakimkolwiek zespole NBA. Ale jak już dostanie szansę to nie mrugajcie oczami, bo będziecie mogli coś przegapić.

SG – J.J. Redick, Jamal Crawford, C.J. Wilcox

J.J. Redick wchodzi w swój drugi sezon w Los Angeles i jest gotowy fundować nam oczopląs każdej nocy. Redick to żywe srebro na parkiecie, średni dystans przebywany przez niego na parkiecie w poprzednich rozgrywkach to 2.2 mili, ze średnią prędkością 4.6 mili na godzinę. Doc Rivers uwielbia ordynować zagrywki dla swojej „dwójki”, a ten jest jednym z najlepiej korzystających z zasłon graczy w lidze. Pewniak na półdystansie i dystansie, zza łuku trafiał ze skutecznością 39.8%. Głównie rzucający z sytuacji catch’n’shoot, rzadziej po koźle, co nie znaczy że nie umie grać po dryblingu. Jego catch’n’shoot zza łuku kończył się powodzeniem w 42.1% przypadków w poprzednim sezonie. Gubienie krycia i spóźnione rotacje przy Redicku to samobójstwo, zwłaszcza że ten jest bardzo inteligentnym graczem. W poprzednim sezonie notował średnią 2.2 asysty, swego czasu w Orlando Magic ta średnia wynosiła nawet 4.4 ostatniego podania na mecz. Do tego wszystkiego Redick jest przyzwoitym defensorem. Skarb w rękach Doca Riversa.

Ławkę Clippers po raz trzeci poprowadzi Jamal Crawford. Poprzedni sezon zakończył z nagrodą Sixth Man of the Year, w tym również jest jednym z faworytów. Do jego średniej 18.6 punktu na mecz żaden z pozostałych rezerwowych nawet się nie zbliżył. Lubujący się w rzutach po koźle Crawford, w poprzednim sezonie oddał aż 1034 rzuty z wyskoku i trafił 38.2% z nich (regular season + play-offy). Co ciekawe, lepiej wychodziły mu pull up jumpery (41%) niż rzuty z sytuacji catch’n’shoot. Jamal uwielbia grać z piłką, rozgrywać i kozłować w pick’n’rollu niż biegać po zasłonach i czekać na czyste pozycje w rogach. Usage Rate Crawforda wynosi aż 27.2%. Ogromnym plusem Crawforda jest to, że nigdy nie jest uzależniony od żadnego innego gracza przebywającego na boisku, co czyni z niego idealnego lidera ławki. I chociaż w LA rezerwowy unit prezentuje się naprawdę dobrze to Jamal równie dobrze radziłby sobie ze znacznie słabszą ławką. Czeka go kolejny sezon na poziomie nagrody Sixth Man of the Year i średniej 17-18 punktów na mecz.

Clippers mają jednego debiutanta w składzie i jest to trzeci z rzucających obrońców – C.J. Wilcox. Absolwent uniwersytetu Washington, wybrany z numerem #28 tegorocznego Draftu. W profilu tego gracza nbadraft.net określa go mianem „deadly long range shooter”, a skutecznie potwierdza to jego statystyka 39.1% zza łuku przy 2.8 trafionej trójki na mecz w ostatnim roku na uczelni. Jego numerki z senior year wynoszą 18.3 punktu, 3.7 zbiórki, 2.5 asysty, 1 przechwyt i 1 blok na mecz, w silnej konferencji Pac-12. Wciąż brakuje mu jednak nieco atletyczności na warunki NBA, nie poradzi sobie kryjąc większych od siebie rywali. Będzie walczył o minuty, za jakiś czas może stać się użyteczną opcją – w końcu dobrzy strzelcy zawsze są w cenie.

SF – Matt Barnes, Reggie Bullock, Chris Douglas-Roberts

Zdecydowanie największą bolączką Clippers jest pozycja nr 3, dokładnie ta, na której grają największe gwiazdy ligi. W Los Angeles nie mają na nich plastra i to póki go nie znajdą, to nie zawieszą swojego baneru pod kopułą Staples Center. Starterem będzie Matt Barnes. Brudny i twardy gracz, który przyda się każdej drużynie walczącej o mistrzostwo, ale w obecnej formie raczej na 10-15 minut z ławki, a nie 30 minut w wyjściowym składzie. Nigdy nie posiadał dobrego rzutu za trzy i 34.3% przy 4.5 próby na mecz w poprzednim sezonie potwierdzają tą tezę. Barnes nie jest też tym obrońcą co kiedyś, już nie sprawia takiego problemu gwiazdom drużyny rywala jak chociażby za czasów Lakers. Kevin Durant nie zostawiał mu żadnych wątpliwości w trakcie serii Thunder – Clippers podczas zeszłorocznych play-offów. Doc Rivers będzie zmuszony grać Barnesem po 25-30 minut w meczu, a w spotkaniach przeciwko Durantom czy Jamesom nawet ponad 30 – on po prostu lepszego obrońcy na nich nie ma.

Back upem Barnesa będzie gracz, który w poprzednim sezonie grał ogony. Reggie Bullock posiada charakterystykę bliźniaczo podobną do swojego nowego kolegi z zespołu C.J.’a Wilcoxa. Jego największą bronią również jest rzut za trzy, w ostatnim roku na uniwersytecie trafiał zza łuku ze skutecznością 43.6%. W NBA już mu tak dobrze nie szło i jego skuteczność wynosiła słabiutkie 30.1% przy 1.7 próby na mecz. W tym sezonie wszyscy oczekujemy od niego poprawy w tym zakresie. Musimy też wymagać od Bullocka większego zaangażowania w grę, więcej gry bez piłki i lepszej gry w defensywie, bo to zdecydowanie nie jest jego konik.

O minuty powalczy też były gracz m.in. Charlotte Bobcats, Chris Douglas-Roberts. Przyzwoity defensor i dobry shooter, trafiający ze skutecznością 38.6% za trzy w poprzednim sezonie. Powinniśmy oglądać go biegającego po zasłonach, może nie w wielkim zakresie, ale swoje akcje powinien dostać. W żadnym zespole nie zagrzał miejsca na dłużej niż dwa sezony, jednak dobrze używany może być solidnym role playerem w talii Doca Riversa.

PF – Blake Griffin, Glen Davis, Hedo Turkoglu

Blake Griffin spogląda w stronę następnego sezonu z perspektywą kolejnego roku rozwoju. Linijka 25/10/4 nie ma prawa nikogo zdziwić po tym sezonie. Griffin już dawno przestał być tylko dunkerem i dobrym rolującym w pick’n’rollu. Teraz opcji rozegrania podstawowej zagrywki koszykarskiej z Blake’iem jest dużo więcej. Paul nie stroni od grania pick’n’popów z Griffinem, a ten wykorzystuje swoje próby na półdystansie i coraz śmielej oddaje rzuty z wyskoku. Ich liczba wzrosła z 534 do 788 w porównaniu z sezonem 2012/13. Skuteczność jump shota też się poprawiła, z 33% do 34.9%. Griffin poprawił też grę tyłem do kosza, jego haki czy fade-awaye powoli stają się codziennym obrazkiem w Los Angeles. Kolejną fazę rozwoju tych elementów gry u Blake’a mogliśmy zaobserwować w tym pre-season, gdzie odnotował on kilka świetnych występów, m.in. zdobył 35 punktów z Suns.

Już na tym skrócie widzimy, że w pojedynkę Griffina strasznie ciężko jest upilnować i musi on absorbować uwagę dwóch obrońców, a i to czasem się nie sprawdza. W trumnie nie ma praktycznie żadnej rzeczy będącej w stanie powstrzymać Blake’a. Ściąga on coraz więcej podwojeń i otwiera mu to opcje do rozwijania kolejnej umiejętności, stojącej u niego na wysokim poziomie i jednocześnie strasznie niedocenianej. Griffin świetnie podaje, notował średnią 3.9 asysty na mecz w poprzednim sezonie, jest w stanie rozegrać kontrę, świetnie współpracuje z DeAndre Jordanem i dobrze rozrzuca akcje na obwód czy gra give-and-go z Redickiem czy Crawfordem. Blake nie jest też dziurą w defensywie, coraz lepiej broni pick’n’roll, radzi sobie w obronie indywidualnej. Brakuje mu swoistego instynktu do udzielania help defense i blokowania rzutów (tylko 0.6 bloku na mecz w poprzednim sezonie przy jego atletyzmie to o wiele za mało). Blake przy obręczy dopuszczał do 52.1% skuteczności rywali, co jest wynikiem mocno przeciętnym. Jednak jego błędy w obronie nie stanowią aż takiego obciążenia dla Clippers, bo w końcu za plecami Griffina zawsze stoi DeAndre Jordan. Blake tymczasem rozwija się w stronę gracza kompletnego i niedługo może nawiązać do formy najlepszych silnych skrzydłowych ostatniej dekady.

Rezerwowa „czwórka”, Glen „Big Baby” Davis to jedna z tych postaci, które z reguły grają średnio, ale ich sposób bycia sprawia, że odczuwamy do nich sympatię. Znoszenie Geralda Wallace’a z parkietu po jego udanej akcji, jedzenie kurczaka z rozbrajającym uśmiechem na twarzy czy bezcenna reakcja na odgwizdanie mu faulu niesportowego to tylko niektóre z sytuacji, które sprawiają, że lubimy Glena Davisa. W jego grze nie doświadczymy finezji czy wirtuozerii. Davis częściej fauluje niż gra dobrze w obronie, w ataku głównie rzuca z półdystansu, ale potrafi walczyć na tablicach i to jest główny powód dla którego dostaje minuty od Riversa. Big Baby jest niezastąpiony w przepychankach pod koszem, nie ulęknie się przed nikim. Typowe mięso podkoszowe.

Hedo Turkoglu ma najlepsze lata już dawno za sobą, ale wciąż potrafi rzucić za trzy, znaleźć lepiej ustawionego partnera i rozciągnąć obronę grając na pozycji nr 4. W poprzednim sezonie trafił 22/50 trójek w barwach Clippers, co dało skuteczność 44%. Czasem możemy go zobaczyć rozgrywającego akcję, zdecydowanie więcej jednak Turek będzie czekał na swoje piłki na obwodzie. Wciąż może być wartościowym wzmocnieniem i dobrą opcją na 10-15 minut, ale na swoje minuty będzie musiał zapracować czymś więcej niż utrzymaniem średnich 3 punktów i 2.3 zbiórki z poprzedniego sezonu.

C – DeAndre Jordan, Spencer Hawes, Ekpe Udoh

Na środku będziemy oglądać człowieka Doca Riversa, klucz do zwycięstw i sukcesów Clippers – DeAndre Jordana. Mój prywatny typ na Defensive Player of the Year w tym sezonie. Przy 211cm i 120kg wagi jest jednym z najbardziej mobilnych centrów w NBA, świetnie biega w kontrach, wytrzymuje 35 minut podkoszowych przepychanek i biegania w każdym meczu. Jest w stanie przejmować krycie w pick’n’rollu i nie da się minąć mniejszym i przynajmniej pozornie szybszym rywalom. Zawsze jest na czas z blokiem, ma dobre, sprawne ręce, potrafiące wybijać piłkę przeciwnikom (średnia 1 przechwytu na mecz w poprzednich rozgrywkach). Świetny we wszystkich trzech płaszczyznach obrony – w pick’n’rollu, 1 na 1 i help defense. Jako jedyny gracz ligi był w Top 10 zarówno w indywidualnym Offensive Rating (5 miejsce, 120.8) i Defensive Rating (8 miejsce, 98.4). Po atakowanej stronie parkietu idealne uzupełnienie składu, zbierający piłki z atakowanej tablicy w 13.3% sytuacji w których może to zrobić. Potrafiący grać w pick’n’rollu i świetnie wykorzystujący podwojenia, które ściąga na siebie Blake Griffin. 10 w lidze jeśli chodzi o ogólny wskaźnik win shares (11.1), bijący w tej kategorii takie gwiazdy jak Nowitzki, George, Melo, Davis, Dragic. Wszystko jako gracz drugiego planu, który nie ma być gwiazdą, a tylko wypełniać przydzielone mu zadania. Doc Rivers w swoim laboratorium na przedmieściach Los Angeles stworzył potwora.

Największym nabytkiem w to lato w Los Angeles był Spencer Hawes. Podpisany za pełny wyjątek MLE (24mln/4 lata) gracz będzie ciekawym uzupełnieniem składu i stretch-four jakiej Clippers potrzebują. Jako Kawalerzysta w 27 meczach poprzedniego sezonu trafiał 44.8% zza łuku. Pick’n’pop to jego główna opcja ofensywna, z Paulem czy Farmarem będzie miał mnóstwo okazji do granie właśnie tego wariantu w ataku. Hawes nie boi się walki na tablicach, zbierał 7.7 piłek na mecz w poprzednim sezonie, solidnie też broni. W Los Angeles będzie pożyteczną i ważną postacią, na 20 minut, 10 punktów, 5 zbiórek i 1-2 trójki w każdym meczu.

Rotację zamknie Ekpe Udoh. Typowy gracz od czarnej roboty, sporo blokuje, jednak słabo jak na swoje warunki zbiera. 6.6 zbiórek w przeliczeniu na 36 minut jest w stanie notować średniej klasy niski skrzydłowy. Przy jego świetnych warunkach fizycznych i zasięgu ramion (wingspan 224cm) te 6.6 zbiórki PER-36 to słabiutka statystyka. Udoh nie ma siły fizycznej i przegrywa przepychanki pod koszem. Jeśli trenerzy od przygotowania fizycznego dadzą mu wycisk i zmuszą do chodzenia na siłownię to może być z niego użytek. Ekpe wchodził do ligi z potencjałem na bardzo dobrego defensora, Warriors wzięli go z #6 w 2010 roku i póki co jest największym bustem tamtego naboru.

TRENER – DOC RIVERS

W Bostonie tytuł zdobył nie tyle dzięki Wielkiej Trójce, co dzięki świetnej defensywie. W Los Angeles takiej obrony nie zbuduje, ale już zdążył ją znacznie poprawić w swoim pierwszym sezonie na ławce. 9 miejsce w lidze było bardzo dobrym rezultatem, teraz Rivers powinien je co najmniej utrzymać. Atak pociągnie mu gra oparta na pick’n’rollu i nieprawdopodobna egzekucja transition offense. Doc to nieoceniona pomoc dla Clippers, świetny motywator i trener, który jest w stanie zapanować nad szatnią i całkowicie ją przejąć. Jego drużyna zdążyła się nauczyć schematów ofensywnych i defensywy w poprzednim sezonie, więc teraz powinno być jeszcze lepiej. Sama postać Riversa czyni z Clippers ekipę, która będzie się liczyć.

NAJLEPSZY SCENARIUSZ

Któryś z dwójki Paul – Griffin będzie jednym z głównych kandydatów do nagrody MVP, a gra tego duetu stanie się jeszcze lepsza. DeAndre Jordan zdobywa nagrodę Defensive Player of the Year i wraz z wsparciem Chrisa Paula tworzy obronę zajmującą miejsce nawet w Top 5 ligi. To nie jest niemożliwe, naprawdę. Matt Barnes daje radę i nie widać aż tak dziury na pozycji nr 3. Głębia składu pozwala Clippers na trzymanie wysokiej formy przez cały sezon regularny, który kończą wygrywając Zachód i 60-65 meczów.

NAJGORSZY SCENARIUSZ

Rozmiar dziury na „trójce” robi się jeszcze większy przy słabej grze Matta Barnesa. Rozwój Blake’a Griffina nie jest aż tak wielki jak się spodziewano, a Chris Paul też nie przekracza poziomu z poprzedniego sezonu.  Doc Rivers nie jest też w stanie wykrzesać więcej z DeAndre Jordana. Na drużynie odbije się brak ludzi od czarnej roboty, a ławce braknie animuszu i jej wpływ na grę nie będzie aż taki jak rok temu. Ale nawet w przypadku najgorszego scenariusza Clippers wciąż będą w stanie dostać się do play-offów z miejsc 5-8.

PATRZĄC REALISTYCZNIE

Jakby ściągnęli w lato Paula Pierce’a albo inną dobrą trójkę to typowałbym dla nich mistrzostwo. Tymczasem znowu czeka nas rok psioczenia na Matta Barnesa i wielkie występy punktowe Durantów, LeBronów i Anthonych przeciwko Clippers. Ten rok będzie kontynuacją tego co działo w poprzednim, z tym, że powinien skończyć się lepszym rezultatem. Paul, Griffin i spółka już zdążyli się nauczyć gry pod Riversem, a nowi gracze powinni szybko wpasować się w system. W obliczu powolnie następującej przebudowy w San Antonio i zdziesiątkowaniu szeregów Thunder przez kontuzje, powinni wygrać Zachód w sezonie regularnym. Ja stawiam na około 60 zwycięstw i później upragniony finał konferencji. Na mistrzostwo jeszcze przyjdzie im trochę poczekać.

2 komentarze

  1. Adrian89 pisze:

    Że Cavs albo Bulls przytulą misia? No przyznam że byłbym bardzo zaskoczony gdyby zachód nie wygrał …

  2. Mateusz pisze:

    Finał, ale konferencji. Czyli wygrać może i drużyna z zachodu, która pokona LAC.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *