Zapowiedź sezonu 2014/15 – Golden State Warriors

Steve Kerr strzelcem wybitnym był. Stephen Curry strzelcem wybitnym jest. To wiemy. Ale czy Steve Kerr wybitnym trenerem jest? A czy Stephen Curry wybitnym liderem jest? Tego już nie wiemy. Najbliższy sezon powinien dać nam chociaż część odpowiedzi na te pytania. Warriors nie będą słabi, ale do wejścia na wyższy poziom niż w ostatnich latach będą potrzebować Curry’ego poważnie zagrażającego Chrisowi Paulowi w walce o tytuł najlepszego rozgrywającego NBA oraz Steve’a Kerra, który udowodni, że nie minął się z powołaniem.

Przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu niektórzy mieli wobec Warriors wygórowane oczekiwania i Wojownicy byli typowani nawet do finałów konferencji. Ostatecznie skończyli na pierwszej rundzie i porażce z Clippers. Taki wynik był lekkim zawodem, ale w tym roku powinien to być główny cel Warriors i wszyscy powinniśmy spuścić z tonu przy wystawianiu oczekiwań wobec drużyny z Oakland. Kerr musi zjeść swoje pierwsze śliwki robaczywki i osiągnąć cel minimum. Wszystko ponad pierwszą rundę powinno być traktowane jako coś „extra”, tym bardziej na silnym Zachodzie.

Off-season nie było przepracowane wzorowo i chociaż ostatecznie można je ocenić na „plus”, to trzeba uczciwie powiedzieć, że przyjście Livingstona i Barbosy nie czyni z Warriors kontendera. Jednak na tych ruchach nie powinno się skończyć i przed trade deadline powinniśmy obejrzeć wymianę z udziałem Davida Lee (a może już w najbliższych dniach, kto wie?). Warriors muszą zwolnić miejsce w salary na przyszły sezon i podpisać nowe umowy z Klayem Thompsonem i Draymondem Greenem. Ten drugi powinien dostawać więcej czasu i koniec końców wyląduje w pierwszej piątce zespołu. To zbyt wartościowy gracz dla Warriors żeby ograniczać go przez konieczność gry 31-letnim Lee. A w taktyce Steve’a Kerra Green może być jeszcze lepszy niż u Marka Jacksona.

Warriors czeka sezon przejściowy, w którym będą grać o play-offy, ale nie o mistrzostwo. Zawodnicy będą musieli się ograć w nowym systemie Steve’a Kerra, który powinien czerpać z ofensywy trójkątów i w większym stopniu opierać się na ruchu piłki i podaniach oraz w small-ballowych ustawieniach. To nie może źle działać, gdy ustawiamy w takim systemie Curry’ego, Thompsona, Iguodalę czy Greena. Ofensywa Warriors stanie się jeszcze bardziej fun-to-watch i przy tym będzie o wiele skuteczniejsza niż rok temu (tylko 12 miejsce w lidze).

OFF-SEASON

Przyszli: Shaun Livingston (z Brooklyn Nets), Leandro Barbosa (Phoenix Suns)

Odeszli: Steve Blake (do Portland Trail Blazers), Jordan Crawford (Xinjiang Flying Tigers, Chiny), Jermaine O’Neal (wolny agent), Hilton Armstrong (Besiktas, Turcja)

SKŁAD

Nr Imię i nazwisko Poz. Wiek Wzrost Waga Uczelnia Zarobki
19 Leandro Barbosa G 32 191 88 Brazylia $1,448,490
40 Harrison Barnes F 22 203 95 North Carolina $3,049,920
12 Andrew Bogut C 30 213 118 Utah $12,972,973
30 Stephen Curry PG 26 191 84 Davidson $10,629,213
31 Festus Ezeli C 25 211 104 Vanderbilt $1,112,880
23 Draymond Green F 24 201 104 Michigan State $915,243
9 Andre Iguodala SG/SF 30 198 94 Arizona $12,289,544
1 Ognjen Kuzmic C 24 216 105 Serbia $816,482
10 David Lee PF/C 31 206 109 Florida $15,012,000
34 Shaun Livingston PG 29 201 79 Peoria Central HS (IL) $5,305,000
20 James Michael McAdoo PF 21 206 104 North Carolina $507,336
8 Nemanja Nedovic PG 23 191 87 Serbia $1,104,240
4 Brandon Rush G/F 29 198 106 Kansas $1,145,685
5 Marreese Speights PF/C 27 208 116 Florida $3,657,500
11 Klay Thompson SG 24 201 93 Washington State $3,075,880

ROTACJA

PG – Stephen Curry, Shaun Livingston, Leandro Barbosa, Nemanja Nedovic

Poprzedni sezon przyniósł Stephenowi Curry’emu pierwszy występ w All-Star Game, rozwój w roli kreatora gry oraz awans do Top 10 graczy NBA i na 2 miejsce wśród najlepszych rozgrywających. W tym roku Curry będzie musiał udowodnić, że na to miejsce zasługuje oraz powinien zaatakować średnią 25 punktów na mecz. Stephowi na pewno będzie służyć ustawienie back-courtu z nim i Shaunem Livingstonem, który nie musi być w tej roli gorszy od Jarretta Jacka z 2013. O tym, że Curry jest fantastycznym strzelcem nie trzeba nikogo przekonywać, a tym bardziej trenerów drużyn przeciwnych. Dlatego Steph będzie jeszcze pieczołowiciej pilnowany na obwodzie, przez co powinniśmy oglądać więcej jego wjazdów na kosz. Już porównując sezon 2013/14 do rozgrywek 2012/13 Curry oddał 40 lay-upów więcej i 166 rzutów z wyskoku mniej w ostatnim sezonie niż w rozgrywkach 2012/13. Zmniejszyła się też liczba prób, które były przez kogoś asystowane, z 40.9% w 2013 do 30.1% w 2014. W serii z Clippers tylko 27.5% trafień Stepha było asystowanych. Skąd to się wzięło? W absolutnej większości akcji Warriors to Curry rozgrywa i w 28.5% przypadków (Usage Rate) posiadanie Wojowników kończy się jego rzutem lub stratą. Mark Jackson zwykle nie kombinował i grał po prostu pick’n’roll, który kończył się rzutem po koźle lub wjazdem na kosz Stepha. A gdy już Curry’emu przychodziło grać bez piłki, ten był dobrze kryty przez najlepszego obwodowego obrońcę rywali. W poprzednim sezonie Warriors byli też na ostatnim miejscu w lidze jeśli chodzi o średnią ilość podań w meczu (243.3, przedostatni Nuggets mieli ich 258, pierwsi Bobcats 334.3, drudzy Spurs 330.4). Teraz powinno się to znacznie zmienić, a Wojownicy włączą swój ball-movement, którym potrafili sprawić ogromne problemy Clippers w pierwszej rundzie play-offów. Dzięki temu Steph będzie miał więcej okazji na rzuty w sytuacjach spot-up, w których trafiał 48.9% zza łuku w poprzednim sezonie i stanowiło to 48.2% jego wszystkich oddanych trójek (pozostałe to rzuty po koźle – sami przyznacie, że to nie powinno tak wyglądać).

Rok temu Curry bardzo rozwinął się jako kreator gry i notował średnio 8.5 asysty na mecz w poprzednim sezonie. Skuteczność Klaya Thompsona bez jego „najlepszego przyjaciela” spadała z 44.8% do 42.8% i z 41.9% za trzy do 40.3% zza łuku. Iguodali – z 48.6% do 43.9% i z 37.2% za trzy do 21.1%. Andrew Boguta – z 62.9% do 60.5%. David Lee jako jedyny gracz pierwszej piątki nie odczuwał braku Curry’ego, bo jego skuteczność wzrosła z 52.2% do 53.2%. A Offensive Rating drużyny spadał z 111.9 z Currym na boisku do 95.8 bez niego. Taki spadek to też kwestia słabej w ostatnim sezonie ławki Warriors, ale Steph zabiera tyle uwagi obronie przeciwnika i stał się na tyle dobrym kreatorem gry, że czyni swoich kolegów znacznie lepszymi, gdy sam jest na parkiecie. Dlatego też świetnym rozwiązaniem dla Warriors jest small-ball – gdy obrona jest skupiona na Currym, podwaja go w pick’n’rollu, defensywę może rozbić szybki ruch piłki, a takie właśnie rozwiązanie zapewnia niski line-up i Draymond Green jako „czwórka”. Jedynym „minusem” Stepha pozostaje jego nieszczęsna obrona i konieczność używania go broniącego „dwójki” i „trójki” podczas gdy rozgrywającego rywali przejmuje Klay Thompson. Steph jest za to bardzo dobrym złodziejem, ze średnią 1.5 przechwytu w poprzednim sezonie.

Już wcześniej wspomniany, Shaun Livingston to na pewno wartościowe wzmocnienie i gracz, który wniesie sporo do gry Wojowników. Kerr powinien często z niego korzystać jako „dwójki”, ustawionej obok Curry’ego. Livingston jest bardzo dobrym obrońcą indywidualnym i na pewno otwiera to ciekawe możliwości przed Kerrem z opcją rotowania trójką Livingston – Thompson – Iguodala na pozycjach 2/3 oraz możliwość gry ultra-defensywnym line-upem z wcześniej wymienionym tercetem na pozycjach 1-3. Nie będzie tego dużo, ale ja jestem bardzo ciekawy tego jakby takie ustawienie działało. Po drugiej stronie parkietu bardzo przydatna może okazać się umiejętność gry w post up Shauna, gdzie wykorzystuje on swoją przewagę warunków fizycznych i bez problemu przepcha 90% „jedynek” tej ligi. Potrafi też rozegrać akcję, co da okazję Curry’emu do gry jako „dwójka” i rzutów w sytuacjach spot-up. Wstąpi w buty Jarretta Jacka i sprawdzi się w niej na poziomie porównywalnym do byłego gracza Warriors. Głównym mankamentem Shauna pozostanie jego rzut z wyskoku (1/6 za trzy w całym poprzednim sezonie), ale czy naprawdę w Oakland muszą się tym przejmować?

Dalej w rotacji mamy wersję Manu Ginobiliego dla ubogich – Leandro Barbosę. Brazylijczyk ma już najlepsze lata dawno za sobą, ale wciąż może być ciekawym uzupełnieniem rotacji. Swego czasu bardzo dobry shooter i gracz świetnie odnajdujący się w pick’n’rollu. Wciąż została mu część umiejętności z dawnych lat – w końcu „technika nie znika”. W poprzednim sezonie tylko 28% zza łuku, ale ta statystyka powinna spokojnie podskoczyć mu do co najmniej 35%. Zapewni dobry spacing, może pomóc w rozegraniu i przede wszystkim nie będzie tracił piłek. Jego inteligencja boiskowa może być ważna dla Warriors, a sam Barbosa powinien korzystać na stylu gry drużyny.

Jednak Brazylijczyk musi najpierw wygrać walkę o minuty, bo ma przeciwko sobie godnego rywala i całkiem ciekawą postać. Nemanja Nedovic zagrał w lidze tylko 142 minuty i sporo czasu spędził w D-League, ale w trwającym pre-season pokazuje co potrafi. Najlepszy występ zanotował przeciwko Rockets, gdzie zdobył 16 punktów i miał 5 asyst. Też potrafi zagrać w pick’n’rollu i przymierzyć zza łuku, posiada dobrą wizję parkietu i naprawdę przyjemnie ogląda się go w akcji. Nie jest najlepszym obrońcą, ale nie jest też w tym aspekcie gorszy od Barbosy, a zdarzy mu się też ukraść kilka piłek. Ciekawy gracz i myślę, że trzeba na niego zwrócić uwagę.

SG – Klay Thompson, Brandon Rush

Dla startera na pozycji nr 2 to ma być przełomowy sezon i trzymam kciuki za to, że taki faktycznie będzie. Przez to jakim jest wszechstronnym graczem, ze względu na jego lekkość rzutu i ogólnie styl gry, muszę przyznać, że mam ogromną słabość do Klaya Thompsona. Z powodu tej osobistej sympatii typuję go też do All-Star Game w 2015, ale nawet patrząc obiektywnie trzeba przyznać, że Thompson ma szanse awansować do poziomu All-Star i przekroczyć średnią 20 punktów na mecz. David Lee zaczyna odchodzić w cień, może zostać sprzedany, a jednym z tych, którzy korzystają na tym najbardziej jest stający się drugą opcją drużyny Thompson. Drugi ze Splash Brothers, podobnie jak Steph, powinien skorzystać na systemie Steve’a Kerra, który będzie bardziej opierał się na ruchu piłki. Lepszy ruch piłki = więcej czystych pozycji = więcej trójek. Proste równanie. Idąc za tym, że Curry ma być bardziej wykorzystywany jako spot-up shooter, Thompson dostanie też swoje akcje do rozegrania, a to również potrafi. Mogliśmy to chociażby zaobserwować w serii z Clippers, a zwłaszcza w Game 7, gdzie Klay grał w roli rozgrywającego przez pierwsze minuty i pokazywał się też w tym aspekcie w dalszej fazie meczu (zanotował 7 asyst). Klay potrafi wypatrzeć lepiej ustawionego kolegę i to też rzecz za którą uwielbiam tego zawodnika. Jego gra w ataku nie ogranicza się do trafiania zza łuku i robienia spacingu, on potrafi znacznie więcej. Rzeczą na którą trzeba zwrócić uwagę są też przyzwoite umiejętności gry w post, wcześniej wspomniana gra w pick’n’rollu czy bieganie po zasłonach na czele z świetną zagrywką „Elevator Doors”.

Tym co Thompson zdecydowanie musi poprawić i tym co działa na nerwy sporej rzeszy fanów Warriors jest jego selekcja rzutowa. W grze po koźle Klayowi bardzo często zdarza się oddać głupi rzut, przez co potrafi skończyć mecz z iście bryantowską skutecznością 6/21 czy 3/20. Przykłady mogliśmy obserwować przez cały poprzedni sezon. Wróćmy jednak do rzeczy za które wielu uwielbia Klaya. Jego gra w defensywie wchodzi z meczu na mecz na coraz wyższy poziom i musi się podobać. Mark Jackson wyśnił fantastyczne rozwiązanie z ustawianiem Thompsona jako kryjącego najlepsze „jedynki” ligi i mało kto był w stanie zagrać dobre spotkanie mając przeciwko sobie Klaya (Dragic był w stanie zdobyć 34 punkty, Chris Paul 28 w Game 1 tegorocznej pierwszej rundy, ale poza tym ciężko mi cokolwiek sobie przypomnieć). Taka rola jeszcze lepiej spaja go z Stephem Currym, jeszcze bardziej zbliża tą dwójkę do miana graczy idealnie pasujących do siebie. Sorry, Dion, ale nie ma lepszego back-courtu od Splash Brothers w tej lidze. Jednak ten duet z pozycji 1-2 może zostać w jakiś sposób rozbity ze względu na używanie Thompsona w większym zakresie jako „trójki” w line-upie z Currym i Livingstonem. Klay już grał w dużym zakresie czasowym na skrzydle w sezonie 2012/13, w ustawieniu z Currym i Jackiem, kiedy spędzał na pozycji nr 3 średnio 39% swojego czasu na boisku. Wtedy jednak nie było w drużynie Andre Iguodali. Rok temu na skrzydle spędzał tylko 7% swojego czasu gry. W tym sezonie może grać więcej jako „trójka”, ale wcale nie musi. To od Steve’a Kerra zależy w jakim zakresie będzie używany line-up Curry – Livingston – Thompson. Powinniśmy go widzieć dosyć często, jednak nie tyle co Curry – Jack – Thompson 2 lata temu. W końcu trzymać Iguodalę na ławce to jak dawać Vrdoljakowi strzelać karne w tym sezonie – może się zemścić, zdecydować o wyniku meczu i zwykle nie przyniesie dobrego efektu.

W roli zmiennika do Oakland po roku przerwy wraca Brandon Rush. Poprzedni sezon spędził na graniu ogonów w Utah Jazz (!!!), a w rozgrywkach 2012/13 rozegrał tylko 2 mecze z powodu kontuzji (zerwał ACL w trzecim spotkaniu sezonu). Warriors liczą, że uda mu się nawiązać do formy z roku 2011/12, gdzie zdobywał średnio 9.8 punktów z ławki i trafiał 45.2% za trzy. Nie wiemy w jakiej dyspozycji jest Rush i czy uda mu się chociaż częściowo wrócić do formy sprzed kontuzji, ale Wojownicy na ponownym zakontraktowaniu tego zawodnika nic nie tracą, a mogą zyskać dobrą opcję 3-and-D na 15 minut w każdym meczu. Grający za ligowe minimum Rush może za jakiś czas stać się kolejnym świetnym kontraktem w szeregach Warriors, a ci mogą mieć z niego sporą pociechę na boisku.

SF – Andre Iguodala, Harrison Barnes

Na pozycji nr 3 mamy kolejnego kluczowego dla Warriors gracza. Andre Iguodala może i nie miał wybitnych statystyk w poprzednim sezonie, ale nie sposób przecenić jego wartości dla Wojowników. Z Iguodalą na parkiecie Wojownicy byli o 17.9 punktu w przeliczeniu na 100 posiadań lepsi niż z Iggym na ławce. Ten gracz to świetne uzupełnienie Warriors po obu stronach parkietu. Działa trochę w cieniu i nie przez wszystkich jest doceniany, ale to do niego należy krycie największych gwiazd z pozycji 2/3, w tym Duranta czy LeBrona. Z pewnością odcisnął też swoje piętno na poprawie w defensywie Klaya Thompsona, którego może też odciążać w trakcie spotkań. Po drugiej stronie parkietu wciąż potrafi zagrać wielki mecz i trafić najważniejszy rzut. Jego rola w ofensywie nie jest zbyt duża, sporo punktów pochodzi z kontry, ale Iggy potrafi też trafić zza łuku (35.4%) czy rozegrać akcję. W ofensywie z większą ilością podań powinien bez problemu się odnaleźć, w końcu szukanie lepiej ustawionych partnerów to jedna z jego specjalności. Warriors muszą trzymać go w dobrym zdrowiu, a my będziemy mogli w dalszym ciągu podziwiać jego zaangażowanie w grę.

Za jego plecami, gracz, który trochę zawodzi oczekiwania. W swoim trzecim sezonie Harrison Barnes będzie musiał udowodnić, że potrafi grać. Musi też sprawić, że nie będziemy go pamiętać jedynie za poster dunk nad Nikolą Pekovicem. Barnes potrafił grać dobre mecze, ale sporo do życzenia pozostawia jego selekcja rzutowa i skuteczność na poziomie 39.9% z gry. Jump shot to pierwsza rzecz do poprawy w repertuarze Harrisona. Tylko 33.6% z wyskoku to słaba statystyka, zwłaszcza że Barnes musi szukać dużo gry na półdystansie. Może być ciekawym, atletycznym uzupełnieniem składu, ale równie dobrze może zostać użyty w wymianie, a chętnych na niego nie powinno brakować. Ten gracz ma potencjał, ale obawiam się, że w Oakland nie są w stanie go wykorzystać.

PF – David Lee, Draymond Green, Marreese Speights, James Michael McAdoo

To co zrobić z Davidem Lee to jeden z największych problemów managementu Warriors w tym sezonie. Z jednej strony to gracz, który co drugi mecz jest w stanie notować linijkę z 20 punktami i 10 zbiórkami, z drugiej lepiej w tym systemie gry sprawdzi się Draymond Green, a kontrakt Lee strasznie obciąża salary swojej drużyny. Szkoda te 15mln USD trzymać na ławce, prawda? Tym bardziej gdy uniemożliwiają one podpisanie nowych umów z Greenem i Thompsonem w lato 2015. Lee to przydatny gracz, poprawił się w defensywie, w ataku wciąż jest groźną opcją, ale powinniśmy spodziewać się jego wymiany przed trade deadline.

Draymond Green tylko czeka na tą wymianę, bo pozwoli mu ona w pełni rozwinąć skrzydła. Ze świetnej strony pokazał się w play-offach, zwłaszcza w obronie, gdzie Blake Griffin i żaden inny silny skrzydłowy ligi nie będzie mu straszny. Coraz więcej drużyn gra small-ball i w defensywie przeciwko takim ustawieniom Green a Lee to lata świetlne różnicy. Draymond zapewnia też lepszy ruch piłki i potrafi wypatrzeć lepiej ustawionych partnerów czy wcielić się w rolę point-forwarda. To właśnie dzięki uniwersalnej postaci Greena small-ball Wariors był aż tak wielkim problemem dla Clippers w play-offach. W tamtej serii Wojownicy byli o 28.4 punktu w przeliczeniu na 100 posiadań lepsi z Draymondem na parkiecie niż bez niego. Hell of numbers. Musi jednak popracować nad swoim rzutem z wyskoku i słabym 33.3% zza łuku. Dla Greena powinien to być break-out season, w którym dostawać będzie około 30 minut na mecz i będziemy mogli go oglądać głównie w bardziej defensywnych match-upach.

Dalej, jeden z największych zakapiorów tej ligi, człowiek, którego nie chciałbyś spotkać w ciemnej uliczce i gracz o trudnym do napisania poprawnie imieniu – Marreese Speights. Solidnie zbiera i broni, posiada dobry rzut z wyskoku i jest fajną opcją w pick’n’rollu czy w pick’n’popie. Potrafi zagrać w post i jest brudnym, twardym graczem z wyrazem twarzy przypominającym Shreka. Dobra opcja na 10-15 minut.

O swoje minuty powinien powalczyć też James Michael McAdoo, który pokazuje się z bardzo dobrej strony w pre-season. Jego wujek, Bob McAdoo, to Hall-of-Famer, MVP ligi w 1975 i mistrz w 1982 i 1985, aktualnie asystent trenera w Miami Heat. James ma zatem tradycję do kontynuowania i jeszcze niedawno mogło się wydawać, że dostanie ku temu lepsze warunki. W 2013 typowany do wyboru nawet w loterii Draftu, z czasem stopniowo spadał w mock draftach i ostatecznie nie został wybrany w tegorocznym naborze. Szansę dostał w Oakland, pokazał się w Summer League i dostał angaż w składzie. Solidnie pokazał się w pre-season, m.in. meczem z Nuggets, gdzie zdobył 20 punktów i zebrał 7 piłek. Solidnie zbiera, broni przeciętnie, w ataku jest póki co słaby, ale zdarzy mu się zagrać fajną akcję w ofensywie. Jego największym atutem z pewnością jest ponadprzeciętny atletyzm. Jeszcze sporo pracy przed nim i póki co, McAdoo to bardzo surowy produkt i więcej będziemy go oglądać w D-League niż w NBA, ale gdy już pojawi się na boisku to warto zwrócić na niego uwagę.

C – Andrew Bogut, Festus Ezeli, Ognjen Kuzmic

Australijski niedźwiedź to główny ośrodek obrony Warriors i koordynator działań defensywnych na boisku. Andrew Bogut musi pozostać zdrowy, a Warriors mogą wywinąć psikusa każdemu. Australijczyk trzyma w ryzach całą obronę Wojowników, świetnie broni pick’n’roll i udziela pomocy. Łata wszystkie dziury. Bez niego nie byliby na 4 miejscu w lidze w Defensive Rating w poprzednim sezonie. Jeśli chodzi o indywidualny Defensive Rating to Andrew również znajdował się w ścisłej ligowej czołówce. Wynik 96.3 pobił tylko Joakim Noah (95.8). Po drugiej stronie parkietu Australijczyk też jest przydatny. Jego twarde zasłony robią przestrzeń do rzutów po koźle Curry’emu, a on sam jest skuteczny w pick’n’rollu. Świetnie zbiera na atakowanej tablicy (średnio 2.7 ofensywnej zbiórki w poprzednim sezonie). Najważniejsza pozostaje jednak kwestia zdrowia Austalijczyka. W sezonie regularnym nie będzie grał wielkich minut (średnio około 25 na mecz, nie więcej), dopiero w play-offach Kerr będzie musiał ryzykować zdrowie swojego centra i wypuszczać go na 35+ minut w spotkaniu. Innej drogi nie ma.

Dlatego ważna będzie rola zmiennika, w którą wcieli się Festus Ezeli. Gracz o dosyć podobnej charakterystyce – też silny, stawiający twarde zasłony i punktujący w znakomitej większości przypadków spod kosza, po ofensywnej zbiórce czy pick’n’rollu. Nigeryjczyk zbierał aż 4.5 piłek na atakowanej tablicy w przeliczeniu na 36 minut gry, a także blokował 2.4 rzutu PER-36 w sezonie 2012/13. Wtedy dał się zapamiętać jako bardzo dobry obrońca strefy podkoszowej, twardy i nieustępujący nikomu. Jego „minusem” jest brak mobilności i swoista ociężałość w poruszaniu się na parkiecie, nie wiemy też w jakiej formie jest po opuszczeniu całego poprzedniego sezonu. Będzie walczył o minuty, w niektórych meczach powinien też pojawić się w wyjściowym składzie w miejscu Andrew Boguta.

Ostatnie miejsce w rosterze należy do Ognjena Kuzmica. Bośniak posiada ponad przeciętne warunki fizyczne, mierzy 216cm. Pozwala mu to radzić sobie zwłaszcza w obronie i w walce na tablicach. W 28 meczach D-League w poprzednim sezonie zanotował średnią 11.7 zbiórki na mecz. Jego atutem są też szybkie ręce, które w D-League pozwalały mu notować średnią 1.2 przechwytu i 2.3 bloku PER-36. Nie spodziewałbym się oglądać Kuzmica w większym zakresie czasowym niż rok temu i wciąż będzie on zbierał doświadczenie na zapleczu NBA lub grał w garbage-time.

TRENER – STEVE KERR

Postać znana wszystkim. Imponował analizą, gdy komentował mecze dla stacji TNT. Szkoła Phila Jacksona. Grał też u Gregga Popovicha. 5-krotny mistrz, posłuch w szatni ma zapewniony. Wydaje się, że jest idealnym kandydatem na trenera. Ma pomysł na drużynę i udźwignie presję. Chce zmienić system gry, żeby jeszcze lepiej wykorzystać mocne strony swoich zawodników. Bez problemu powinien dogadać się z Currym czy Thompsonem, zresztą Oakland nie powinno być miejscem, w którym będzie trzeba hamować gwiazdorskie zapędy któregoś z zawodników. To swoista scheda po Marku Jacksonie, który wprowadził spokój w szatni Warriors i stworzył tam jedną wielką rodzinę. Kerr otrzymał rekordowy dla debiutanta 5-letni kontrakt opiewający na sumę 25mln USD. Steve to dobry materiał na trenera i być może za kilka lat będzie jednym z najlepszych coachów ligi, ale w obliczu tego, że Warriors chcą walczyć w najbliższych latach o tytuł, wybór Kerra na trenera może wydawać się chybiony. Można było w końcu walczyć o pewniejszą postać, np. Lionela Hollinsa. Kerr jest póki co niewiadomą i różnie może się jego przygoda z ławką trenerską potoczyć.

NAJLEPSZY SCENARIUSZ

Warriors błyskawicznie wpasowują się w system Steve’a Kerra i świetnie przyswajają elementy ofensywy trójkątów. Pozwala im to na bycie jedną z najlepszych do oglądania drużyn ligi, a jednocześnie awans do 5 najlepszych ofensyw ligi. Andrew Bogut jest zdrowy, Klay Thompson rozwija się do poziomu All-Star, Andre Iguodala trzyma poziom i defensywa też kręci się w okolicach Top 5 ligi. Wszystkie inne drużyny ligi przeklinają Oracle Arena, bo przy tak fanatycznych kibicach nie da się tam wygrać. 55-60 zwycięstw w regular season, Top 3 Zachodu i co najmniej finał konferencji w pierwszym sezonie Steve’a Kerra zrobią ogromne wrażenie na całym świecie i nawet najbardziej wybrednych blogerach.

NAJGORSZY SCENARIUSZ

Stephen Curry jednak woli rzucać po koźle, a nie z sytuacji spot up. Znowu sypią mu się kostki. Andrew Bogut ma swoje problemy ze zdrowiem, a Klay Thompson przy nieobecności Curry’ego nie potrafi przejąć roli lidera na boisku. Steve Kerr nie daje rady jako trener i w połowie sezonu wraca do komentowania w TNT (optymistyczny akcent pesymistycznego scenariusza). Jego system gry w ataku się nie sprawdza, zaniedbana zostaje świetna w ostatnich latach defensywa, a przez totalną rozsypkę i kontuzje graczy podkoszowych w pierwszym składzie zmuszony jest grać Ognjen Kuzmic. Wojownicy nie dają rady na silnym Zachodzie i kończą sezon z 35-40 zwycięstwami i 10-11 miejscem w konferencji.

PATRZĄC REALISTYCZNIE

Warriors to spora niewiadoma i mogą skończyć zarówno na jednym jak i drugim biegunie. W tym sezonie podejdźmy do Wojowników z dystansem. Ten sezon będzie sezonem przejściowym przed kampanią 2015/16, gdzie w Oakland powinni walczyć o pierścienie. Steve Kerr musi jeszcze trochę się pouczyć zawodu trenera, a Steph Curry roli lidera. Co nie znaczy, że oni nie mogą wystrzelić już w tych rozgrywkach. Na Warriors nie ma presji, bo nikt nie oczekuje od nowego trenera i jego ludzi w nowym systemie cudów w pierwszym sezonie gry. Warriors w roli czarnego konia czują się fantastycznie i byli w stanie to udowodnić dwa lata temu (nikt ich nie miał w play-offach, a później skreślano ich w serii z Nuggets) oraz w poprzednich rozgrywkach (Clippers mieli łatwo się przejechać po Wojownikach). Celem na ten sezon są „tylko” play-offy, co może okazać się trudne do wykonania na silnym Zachodzie, ale przy takiej ilości talentu jaką posiadają Warriors jest to zdecydowanie do zrobienia. Typuję 5-6 miejsce w sezonie regularnym z około 50 zwycięstwami, a następnie kolejną pasjonującą serię z ich udziałem w pierwszej i być może drugiej rundzie play-offów.

13 komentarzy

  1. PP napisał(a):

    Spurs, Thunder, Clippers raczej na pewno w TOP 3, Warriors powinni powalczyć o 4 miejsce z Rockets, Mavs, Blazers, Grizzlies. PO raczej na 100%.

  2. osa napisał(a):

    Thunder – co wszyscy w nich widzą?
    nie rozumiem fenomenu tej drużyny? (moim zdaniem to mega niewykorzystany potencjał)
    ja ich nie widzę w top 3…
    Spurs Cluppers Mavs Warriors i dopiero thunder rockets blazers i grizzlies

    • marshyparshy napisał(a):

      Dokładnie, z sezonu na sezon Thunder grają coraz gorzej.

  3. twkarol napisał(a):

    Dwie drobne uwagi. Pierwsza dotyczy systemu gry. Przytoczone schematy i meczowa taktyka analizowana jest w oparciu o poprzedni sezon gdzie jak wiadomo drużyną kierował Jackson. Na chwilę obecną nie wiemy ile z tych rozwiązań przejmie Kerry, który przecież ma swoją wizję gry. Druga uwaga dotyczy Lee. Chciałbym przypomnieć, że to własnie pojawienie się tego zawodnika w Oakland diametralnie zmieniło oblicze i jakość gry. Może i Green jest lata świetle za Lee pod względem defensywy ale to samo można powiedzieć o Lee jeżeli pod uwagę weźmiemy ofensywę. Green wypada tutaj niczym ubogi krewny. Pisanie o tym, że Green zapewnia lepszy ruch piłki i potrafi dostrzec lepiej ustawionego kolegę zupełnie do mnie nie trafia. Lee to jeden z inteligentniejszych PF w lidze jeden najlepiej podających. Świadczy o tym chociażby statystyka asyst. Bardzo dobrze współpracuje z Bogutem o czym też warto było wspomnieć. Nie zmienia to faktu, ze kontakt Lee jest jak napisałeś sporym obciążeniem i to on, a nie teoretycznie słabsze umiejętności Davida jest tutaj największym problemem wojowników.

    • Woy napisał(a):

      Poczytaj swój wpis bo nachrzaniłeś w nim ostro,myląc ofensywę z defensywą u graczy…Greene jest lepszym defensorem a trener nazywa się Kerr.Kerry zajmuje nieco inną rolę w rządzie USA.

    • Łukasz Siemański napisał(a):

      1) Niby nie wiemy dokładnie co będzie grała ta drużyna pod Kerrem, ale on sam zapowiadał większy nacisk na ball-movement i głównie na tym starałem się opierać podczas analizy.
      2) Lee to oczywiście świetny gracz i nie chcę mu umniejszać, ale w obecnym systemie lepiej na pozycji PF sprawdzi się Green. W ataku potrafi jedną rzecz, której nie zrobi Lee – zapewnia spacing i to jest klucz do działania small-ballu Warriors. Swoją obecnością hamuje też rozwój Draymonda, a jego kontrakt jest strasznie obciążający dla Wojowników. I właśnie dlatego powinni oni szukać wymiany.

    • TheGodnr12 napisał(a):

      Ja w przeciwieństwie do Woya z Twoim postem się zgadzam(no oprócz literówki, ale takiej agresji to aż nie powinno wywołać). Kontrakt kontraktem, ale to Lee lepiej podaje i jest groźniejszy w ataku. Ale niestety zgadzam się również z autorem, że small ball to najlepsze wyjście w dzisiejszej koszykówce i dwie wieże w osobach Lee i Boguta mogą nie wystarczyć na zachód. Trzeba szukać przewag gdzie one są, a obwód, młodość to atuty Wojowników z ostoją starego wodza obrony w środku i doświadczonego stopera w osobie Andre.

  4. Lars napisał(a):

    Clippers co wszyscy w nich widzą? Ani razu nie zagrali w finale konferencji. Mają lidera, który w ciągu 20s potrafi przegrać mecz. Mega niewykorzystany potencjał. Cd artykułu to GSW chyba znów grozi 6. miejsce. Curry jest świetny, ale lider z niego marny.

    1. Spurs
    2. OKC
    3. Clippers
    4. Mavs
    Tych ekip w PO jestem pewien co do reszty. Zachód jest zbyt wyrównany.

    • Behemot napisał(a):

      Z Dallas może być bardzo różnie, wszystko zależy od zdrowia i dobrego sezonu Chandlera, bez tego nie ma Dallas w PO.

  5. Mr. Cental napisał(a):

    Dla mnie team zagadka. Przy pelnym zdrowiu, szalejacych trojkowiczach i uzupelnieniu rotacji pod koszem (Oneal w zeszlym sezonie), to team na final konferencji. Jednak osobiscie znowu ich widze ok 48-52 wygrane i odpadniecie w pierwszej rundzie po walce. Bogut, Lee i pewnie Curry to bardziej material dla studentow medycyny. Co do prognozy na zachod to z jednej strony sa super mocne teamy a z drugiej kazdemu cos brak. Spurs – za starzy (jak zwykle), OKC start bez Duranta a nawet z nim nie sa faworytem, Lac- tez brak wzmocnien i nigdy powyzej 2 rundy nie dotarli, Houston – oslabieni, PTB – mieli kupe szczescia w zeszlym sezonie a i transfèry teraz liche, Dallas? Memphis? Niby lepiej ale ciagle malo. Oj bedzie sie na zachodzie dzialo ;-)

  6. darek napisał(a):

    Warriors maja świetną drużynę. Iggy świetnie broni, w ataku też dorzuci co trzeba. Curry jest świetny, Thompson rzuca jak maszynka. Jeśli Bogut zdrowy będzie, to pomalowane zabezpieczone. Nic tylko oglądać i cieszyć się wygranymi.
    Warriors wcale nie wyglądają gorzej niż Clippers, Thunder. Już prędzej któraś z tych dwóch ekip zanotuje zjazd w dół.
    Liczę, że w końcu w PO uśmiechnie się do nich szczęście i…. wygrają zachód.
    Bo mają na to papiery (oby dodali zdrowie).

  7. twkarol napisał(a):

    Masz mnie Woy, rzeczywiście czytając to dzisiaj zastanawiam się czy nie pora zmienić lekarstw:) Ale zarówno autor jak i Ty zrozumieliście ogólny przekaz komentarza z czego jestem akurat zadowolony. Pozdrawiam

  8. Woy napisał(a):

    Ale my o obronie i to Greene był super obrońcą już w NCAA, Draymond to klucz do atletycznych PF;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *