Larry Bird: wielkich zmian w Pacers nie będzie…

Po słabej postawie w drugiej części sezonu zasadniczego, męczarniach w 1 i 2 rundzie play-off oraz dość wyraźnej porażce z Miami Heat, wydawałoby się, że w Pacers przyjdą zmiany. Największa krytyka spadła na centra Roy’a Hibberta, który szczególnie w serii z Atlantą Hawks grał bardzo słabo. Drugim kozłem ofiarnym stał się Lance Stephenson uważany przez większość za głównego winowajcę załamania się dobrej atmosfery w drużynie. Sir Lancelot był oskarżany między innymi o nabijanie sobie statystyk kosztem kolegów.

Prezydent drużyny z Indianapolis – Larry Bird tonuje jednak nastroje:

Możecie sobie spekulować ile chcecie, ale jestem przekonany do rdzenia naszej drużyny i chcemy im dać szansę na kolejny strzał. Byli blisko dwa lata z rzędu. Uważam, że zasługują na jeszcze jedną szansę.”

W podobnym tonie wypowiadał się niedawno lider Pacers Paul George:

Lubię rdzeń drużyny, który mamy. Nie znajdziesz w NBA miejsca, w którym twoja piątka starterów gra ze sobą kilka lat. Wielu zawodników lubi zmieniać drużyny. W tym aspekcie, kocham to [co dzieje się w Pacers – przyp. tłum.]. Mamy odpowiednie kawałki, aby wygrać mistrzostwo. W jakiś sposób musimy odkryć drogę do poskładania tego w całość.

Dużo zależy jednak od tego, czy w Indianapolis na dłużej zostanie Lance Stephenson. Paul George mimo nieporozumień w poprzednim sezonie nadal deklaruje, że chce grać z nim w jednej drużynie. Larry Bird zaznaczył, że Pacers na pewno nie będą płacić podatku od luksusu, a o samym Stephensonie powiedział:

Myślę, że wszystko zależy od tego, co on chce. Zawsze chciałem mieć go z powrotem. Nie chcesz wypuścić z ręki takiego talentu, dopóki coś możesz na to poradzić.

Bird jest ponoć gotowy zapłacić Lance’owi około 8 milionów za sezon. Trudno jednak przypuszczać, żeby 23-latek zgodził się zostać w Pacers na takich warunkach. Lance z całą pewnością liczy na ośmio cyfrowy kontrakt. Bird widzi również w drużynie miejsce dla Lavoy Allena.

Pewne jest, że w Pacers dużych zmian nie zobaczymy i ewentualna zmiana Stephensona jest jedyną z pierwszej piątki zespołu.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

6 komentarzy

  1. huws pisze:

    Z powrotem !!!

  2. darek pisze:

    Nie będzie większych zmian?
    Nie będzie większych sukcesów.
    Nie w tym składzie. Hibbert stracił swój czar i radość z gry, a od niego zależy zbyt wiele.

  3. bAltic_ pisze:

    Brakuje „starego dziada” który wszystkim nawrzuca. Tzn. Nie ma nikogo (bye bye Granger), kto budził by respekt w szatni.
    PG wysyła gołe fotki kolesiom w necie (poważnie wierzył, że nikt nie zapisze zdjęcia w snapchatcie?), Hibbert to kupa mięsa, ale obstawiam, że Nate Robinson sprzedał by mu liścia a Roy pytał by czy Nate chce dostać (taki duży misio), D.West niby taki groźny do wszystkich, ale żeby kolegów poustawiać po kontach to już nie… bo „broderhood”… ta… drugi misio, co Z-bo by go zabił wzrokiem… o KG nie wspomnę.

    Prawda jest taka, że jak chcą mieć porządek w szatni to:
    1. Wywalić Lance – na wuj on?
    2. Zatrudnić na 2 lata Mariona Matrixa
    3. Zatrudnić na rok Kevina Garnetta
    Tyle.

  4. Autor pisze:

    Zgadzam się, że brakuje gościa z jajami w szatni. Kogoś takiego jak Noah w Chicago, który darł ryja przez cały sezon po kontuzji Rose’a i z problemów zrobiło się ze średnią ekipą PO. Tak samo KG potrafi spojrzeniem zmienić grę drużyny. West w sezonie wyglądał na takiego faceta, ale w PO okazało się, że tego nie potrafi. Być może brakowało tak dobrej postawy Westa na boisku, jak w sezonie, bo takiego powera energetycznego jak Noah to on nie ma. Jednak zdecydowanie za takie zachowania jak Hibberta, jakieś fochy Stevensona i George’a czy też szaleństwa PG Indiany powinni dostać liścia na treningach i wzięli by się za grę. Bardzo zdolna kreatywna ekipa, ale brakuje im prawdziwego lidera. Być może George jak złapie sezon życia to pociągnie ich grą.

  5. Zdzichh pisze:

    Największym problemem jest Vogel. To fajny coach, ale ma jedną wadę – zaczynał z nimi jak byli na dnie. Wielu z nim dał jedyną szansę na sukces w karierze. Razem „rośli”, ale niezależnie od siebie. Gracze w tym momencie zapomnieli, że zawdzięczają wszystko coachowi. Uznali, że tak daleko zajechali dzięki swojemu talentowi, a nie systemowi gry, dobrej obronie i trzymania ich razem przez trenera. Fakt, że trener z nim coś osiągnął, ale dla graczy? To tylko Coach Vogel, a nie Popovich, Riley czy Jackson. Niektórzy za bardzo odlecieli względem trenera i teraz bardzo ciężko będzie to zmienić. To był trener – kumpel, ale mimo wszystko z dużym rygorem jeśli chodzi o jego działania i realizowanie ich. W momencie jak Lance odpłynął, a potem Hibbert i chwilami George to bardzo ciężko będzie, aby słuchali go znowu jak dawniej. Ale Vogel głupi nie jest i próbował temu przeciwdziałać. Odsuwanie Hibberta, czy opieprzanie Lance’a było próbą odzyskania pozycji i zaufania.

    I jak teraz Bird mówi, że chce zostawić ten rdzeń to musi zmienić trenera. Gdyby chcieli stanąć za trenerem to powinien być jasny komunikat – „Każdy gracz odpowiedzialny za obniżenie lotów zostanie ukarany. Stephensona nie przedłużamy, a Hibbert może zostać wytransferowany w każdej chwili. Reszta w sumie także”. Tego nie ma. Stawiam, że jak nie poleci teraz to w trakcie sezonu, bo ten kryzys będzie się pogłębiał. Lance’owi i Hibbertowi odbiła palma i zadufali się we własnym talencie. Oni już będą szkodnikami. Mało który gracz potrafi przejść w tej samej drużyny drogę od szkodnika do kluczowego elementu. W drugą bardzo często, ale w tę? To rzadkość. A tutaj są 2 takie przypadki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *