Cavs wskakują na wyższy poziom?

Stało się to, co dla wielu było oczywiste. Dysponujący pierwszym wyborem w tegorocznym drafcie Cleveland Cavaliers zdecydowali się na Andrew Wigginsa, a więc gwiazdora uczelni Kansas (i myślę, ż że całej uczelnianej koszykówki). Czy tegoroczny pick odmieni charakter drużyny? Co zyskują Cavs i jakie mają przed sobą perspektywy?

Od razu chce uspokoić fanów Kawalerii. Andrew Wiggins to z pewnością nie będzie kolejny Anthony Bennett. Możecie spać spokojnie, że ten chłopak nie zawiedzie, szybko wkomponuje się w drużynę i będzie skutecznie wywiązywał ze swych obowiązków.

Tutaj jednak pojawia się podstawowe pytanie związane z tym wyborem: Jakie są oczekiwania wobec Wigginsa? Obawiam się, że w tym sezonie nie będzie on liderem tej drużyny. Jeśli ktoś spodziewa się, że z miejsca zyska on tutaj status gwiazdy, tak jak kiedyś uczynił to LeBron James, to muszę nieco ostudzić jego pragnienia. Tak nie będzie. Chcecie dowód? Proszę bardzo… Wiggins nie potrafił być liderem JayHawks w najważniejszych momentach rywalizacji w NCAA i w trzy miesiące, czy nawet w rok się tego nie nauczy. To nie jest inwokacja z Pana Tadeusza. Do tego trzeba czasu. Liderem zapewne będzie Kyrie Irving, ale…

Pamiętacie jak  Leo Messi powoli zrzucał z tronu Ronaldinho, aż w końcu całkowicie puścił go w niepamięć (bądź jak kto woli zamienił jego legendę we wspomnienia)… Niby piłkarskie porównanie, ale w obecnej sytuacji może okazać się wręcz prorocze. Póki co ekipa z Ohio będzie we władaniu Irvinga, który co jakiś czas pomrukuje coś o odejściu (wprawdzie są to plotki przekazywane za pośrednictwem mediów, ale zdając sobie sprawę z bałaganu jaki panuje w Cavs są one więcej niż prawdopodobne). Apetyt Kanadyjczyka będzie jednak rósł w miarę jedzenia i niedługo to on przejmie stery. Co by nie mówić docelowo Wiggins ma być  gwiazdą numer jeden w tej lidze. Dziś na razie ma jednak tylko talent…

Ciekaw jestem jak ta cała perspektywa spodoba się Irvingowi. Czy pogodzi się ze stopniowym spadkiem w hierarchii kosztem młodziana? czy też zabierze nogi za pas i opuści klub z Cleveland? Jeśli będą tu realne szanse na sukces to uważam, że rozgrywający zostanie w Ohio. Jeżeli jednak okaże się, że ni jak nie idzie ku lepszemu to Kyrie zawinie się jak niegdyś „King James”, a Wiggins okaże się opcją zabezpieczającą przed wieloletnim dnem absolutnym.

Co by jednak nie mówić to Cavs mimo wszystko mogą mieć problem z awansem do play off w przyszłym sezonie nawet z Wigginsem w składzie. Jedynym rozwiązaniem takiej sytuacji byłby ewentualny powrót Jamesa. Czy jest to realne? Myślę, że tak… Tym bardziej, że zapewne Dion Waiters trafiłby w takim przypadku do innego zespołu, a to dałoby możliwość pozyskania dobrego podkoszowego. Taki format Cavs znacznie bardziej mógłby przekonać LBJ do ponownej gry w Ohio. Wówczas kwestia wodzostwa nie podlegałaby dyskusji, ale w perspektywie 2-3 lat mielibyśmy kolejnego kandydata do walki o tytuł. To chyba najbardziej optymistyczna wersja dla fanów Kawalerii, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że jest ona realna. LBJ, Irving i Wiggins w jednym teamie? Brzmi ciekawie, prawda?

Jak widać scenariuszy jest wiele, a kilka z nich wydaje się być niezwykle ekscytujących dla kibiców całej NBA. Warunek jest jednak jeden, żeby w Cavs cokolwiek się poprawiło. Tutaj trzeba przede wszystkim oczyścić atmosferę. Kolejne kroki włodarzy klubu pokazują jednak, że chyba powoli oni też zaczynają to rozumieć…

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

16 komentarzy

  1. bAltic_ pisze:

    1. Burdel w „szatni” Cavs jest tak duży, że należało by wymienić zarząd… a jak się nie da, to może chociaż Irvinga…
    2. …który i tak zapewne odejdzie, bo w takim zestawieniu Cavs nie zajadą dalej niż pierwsza runda.
    3. Wiggins to spoko koteł, ale obstawiam, że właśnie może być bustem. Nie takim na poziomie 5 punktów, ale jeżeli w pierwszym roku nie przekroczy średnich 15 pkt / 4 zb. to to będzie bust.
    4. LBJ był jeden, Majkel był jeden, Answer, Shaq, Rodman czy Kobe to też gracze nie do skopiowania… co ich łączy poza tym, że grali/grają lepiej niż każdy inny zawodnik na ich pozycji? #1 Chęć wygrywania #2 Charakter…
    5. …tak drodzy Państwo (gimbusy, hejtery itp. też) LBJ ma charakter… każdy oczekuje, że to on będzie drugim Jordanem… ale… who cares? Teraz tematem numer jeden jest… czy Wiggins dorówna LBJowi (czyli już nie MJowi? czyli z góry porównuje się go do słabszego…czy może jednak lepszego gracza? w/e).
    6. R80 > Messi . . .

    • JaRo pisze:

      5. z góry do słabszego :)

    • Darkside pisze:

      Taki off-top odnośnie pkt. 6, Kryśka Ronaldo już pewnie wrócił do Portugalii i kończy turniej z jedną bramką, nie jest liderem, nie pociągnął Portugalii gdy jej nie szło. Messi z 4 bramkami gra dalej, i to on dał awans Argentynie.

    • sow pisze:

      „Teraz tematem numer jeden jest… czy Wiggins dorówna LBJowi”- może dlatego, że gra na jego pozycji?
      Rodman i charakter? – odważna teza, może spytajmy Kim Dzong Un’a (widziałem całą jego karierę, wybitny obrońca, możliwe, że najlepszy, brak więcej niż paru klepek itd.)
      Kobe, Rodman, Shaq, Answer najlepsi na swojej pozycji – odważna teza, żeby nie powiedzieć więcej…
      O’Nealowi brakuje najmniej, ale brakuje. Poza tym charakter? Gdyby miał, jadłby choć trochę mniej, a to główny powód spadku formy.
      LBJ to rewelacyjny zawodnik. Porównanie do MJ jest jednak niemożliwe. Obaj piekielnie skuteczni, grający w innych epokach i przepisach (ważne), na innych pozycjach. Ale motoryka, finezja, estetyka gry, odporność psychiczna MJ przy LBJ, to jak boiskowe IQ Stocktona, przy B.Jenningsie.
      A … jeszcze jedno, nigdy nie widziałem Jordana spoglądającego z płaczliwym wyrazem twarzy na sędziego, a faule były innego kalibru.

    • lordam pisze:

      Lebron jest megakozakiem, ale dla mnie kwintesencją porównań na linii LBJ-Jordan jest ten moment :)
      https://www.youtube.com/watch?v=TkUxrM2m31s
      Moim zdaniem Jordan nie pozwoliłby sobie na taki moment ‚słabości’ ;)

    • Triple eX pisze:

      Odnośnie punktu 6 dla tych co dużo gadają, a mniej wiedzą to R80 to Ronaldinho, a nie Cristiano Ronaldo (CR7)…

    • darek pisze:

      Jordan, Jordan.
      Niestety nie macie całego obrazu. Nasza TV zaczęła pokazywać NBA od momentu kiedy Bulls wygrywali. Nie pokazywali jak Byki z Jordanem dostawały bitki od Tłoków. Dlatego macie wyobrażenie, Jordan niezwyciężony. A to nie jest prawdziwe oblicze Jordana.
      Prawdziwy Jordan dostał wiele razy bitki w NBA, zwłaszcza w play-off od Pistons. Bolało go to tak, że nienawidził Thomasa (lidera Detroit). Tak bardzo, że jednym z warunkó pojechania Jordana na olimpiadę było wykluczenie Thomasa z tej ekipy.
      To jest prawdziwy Jordan, Jordan przegrywający, który po wielu latach sięgnął po swój pierwszy tytuł, gdy miał już Pippena i cały zespół gotowy na zwycięstwo.
      I to pokazała wam już telewizja.
      Dlatego idealizujecie Jordana jako niepokonanego.

    • Adrian89 pisze:

      Oj Darek Darek… Szkoda klawiatury na odpisywanie na takie głupoty

    • Majecha pisze:

      Z Isaahem Thomasem to trochę inna historia – na pewno nie histeria rozkapryszonej gwiazdy (Michela) zadecydowała o zostawienu go. Thomas w meczach z Bulls to wredny kawał skurczybyka, grał bardzo nieczysto i niebezpiecznie. Animozje między nim a MJ dotyczą niesportowych aspektów gry Pistons. IT narobiłby smrodu w szatni – 1 Barkley wystarczył w Dream Teamie.

  2. Hogofogo pisze:

    Umówmy się, że powrót Jamesa do Cavs jest absolutnie nierealny. LBJ może grać gdziekolwiek tylko mu się zachce. W Los Angeles, NY, Houston czy każdym innym klubie (nawet w Utah:). Ale wracać do tego burdlu w Cleveland? Jeśli by się tak stało jestem gotowy to codziennie przez rok odszczekiwać:)
    Odnośnie pkt 6. Argentyna grała w słabej grupie i zobaczymy co pokaże Messi dalej

    • Darkside pisze:

      @ Hogofogo , Messi jak w każdym meczu zrobił to na co CR 7 nigdy nie stać, pociągnął kolejny raz drużynę – a był nawet potrajany …. Gdyby w Argentynie grał CR 7 już żegnaliby się z turniejem.

  3. Hogofogo pisze:

    Nie można się nie zgodzić z lordamem. MJ im sytuacja była gorsza i im bliżej było końca grał lepiej. Tego brakuje Bronkowi.

  4. hades pisze:

    A po co porównywać LBJ do Jordana oboje grali w innych latach bez sens a cavs i tak będą niczym może im sie uda do playoff załapać ale raczej nie ta drużyna nie istnieje od odejścia LBJ i już tak pozostanie

  5. twolves pisze:

    Cavs będą mistrzemi NBA w przeciągu paru lat! Największy potencjał w lidze i czyste salary cup. Brakowało im tylko dobrego trenera, a teraz mają Blatta i prawdopodobnie podpiszą jeszcze gracza pokroju All Star. Odejdzie Waiters i Tristan. Benett schudł 18 kg. Ta drużyna to będzie dynamit!!!

  6. zzzuser pisze:

    James wybierze Miami, albo pieniądze. A pieniądze dostanie na dużym rynku – LA, NYC, Texas.

    Cleveland powinni wymienić Irvinga na jakiegoś sensownego grajka. Dołożyć do tego kilku roolsów i bez problemu dostaną się do PO. I to jest to, o co powinni walczyć – bycie solidną drużyną na wschodzie.

  7. Julius pisze:

    Wiggins to najlepsze co na ten moment Cavs mogli wziać.

    Zawodnik, ktory nie będzie sie z Irvingiem zabijał o piłkę, poprawi obronę na skrzydle, której po odejsciu Denga własciwie nie bylo, dorzuci cos w kontrach i transition.

    Bennet po cichu będzie mogl sie rozwijac – w cieniu Andrew i Kyriego. Nie będzie nigdy prawdziwą 1ką draftu, ale moze chociaz niezlym starterem.

    Waitersa czas powoli się pozbyc – oczyscic atmosferę, a w jego miejsce durzucic jakiegos obronce.
    Dajcie go na sezon do Philly, za Jamersa Andresona, Jeremiego granta i jakis 2nd rounder.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *