Spurs zdominowali strefę podkoszową i zdecydowanie wygrali G1

Od pierwszych minut G1 trener Scott Brooks musiał podejmować trudne decyzje. Zaczął od tego, że w podstawowym składzie wystawił po raz pierwszy w tym sezonie Nicka Collisona. Później wielokrotnie jeszcze rotował składem by znaleźć odpowiedni balans pomiędzy obroną i atakiem, ale ostatecznie musiał uznać zdecydowaną wyższość Spurs.

Drużyna Stan I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Oklahoma City Thunder (2) 0 27 32 23 23 105
San Antonio Spurs (1) 1 30 37 22 33 122

Wnioski ze spotkania

  • Brooks miał na dzisiejszy poranek przygotowane trzy warianty. Pierwszym była gra wysoką piątką i trzema zawodnikami bez większego wpływu na ofensywę (Perkins, Collison i Sefolosha). Tak rozpoczął mecz i wkrótce musiał się z tego ustawienia wycofywać ponieważ SAS za bardzo mogli się koncentrować na pilnowaniu Duranta i Westbrooka przez co zdecydowanie lepiej rozpoczęli mecz. Drugim wariantem było obniżenie składu, utrzymanie jednego klasycznego podkoszowego i obok niego Duranta na PF. To też nie zadziałało ponieważ Spurs „ustali” te fragmenty radząc sobie z nietypowymi matchupami na bronionej połowie i zupełnie dominując strefę podkoszową w ataku (to wówczas uzyskali nawet 15 oczek przewagi). Trzecim w końcu – najbardziej efektywnym – pomysłem było granie jednocześnie Perkinsem/Adamsem i Collisonem do spółki z Durantem, Westbrookiem i Fisherem (świetny mecz, 4/6 z dystansu, 16 punktów) lub Jacksonem. Grając takim ustawieniem Thunder mieli najlepszy współczynnik obrony do ataku i moim zdaniem zobaczymy więcej takiego grania w G2. Najbardziej na tym wszystkim powinien ucierpieć Sefolosha, którego minuty (o ile nagle nie wybuchnie formą Parker) powinny zostać jeszcze bardziej ścięte w tej serii (wczoraj grał tylko 16).
  • Ojcem sukcesów Spurs w pierwszej połowie był Tim Duncan. 38-letni podkoszowy wykorzystał absencję Ibaki do maksimum. Za każdym razem gdy znajdował się na nim niższy rywal „brał go na plecy” i szedł w stronę obręczy. Jeżeli dołożymy do tego jeszcze kilka trafień z półdystansu i wymuszanie przewinień to mamy obraz jak zdobył swoje 27 punktów (z czego 21 w pierwszych dwóch kwartach). Po zmianie stron weteran zdecydowanie wyhamował dzięki dobrej obronie Perkinsa, a połączenie tego z bardzo mocnym obniżeniem składu przez Brooksa sprawiło, że w całym meczu zagrał zaledwie 29 minut. Wiecie co? To świetna wiadomość dla kibiców SAS. Nie dość, że był najlepszym graczem gospodarzy, to jeszcze specjalnie się nie przemęczył.
  • Pojedynek Kevina Duranta z Kawhi Leonardem nie zawiódł. MVP bieżącego sezonu świetnie rozpoczął mecz trafiając rzut za rzutem, ale wkrótce zaczęło się na nim odbijać to, że bez Ibaki musiał wziąć na swoje barki zdecydowanie więcej obowiązków defensywnych (zwłaszcza przepychanie się z wysokimi). Ostatecznie zakończył mecz z 28 puktami, 9 zbiórkami, 5 asystami, 6 stratami i 1 faulem technicznym po tym jak sfrustrowany po odgwizdanym (wątpliwym – o tym niżej) faulu machnął ręką i powiedział coś pod nosem (straszne, nie?). Leonard tymczasem znów pokazał się z jak najlepszej strony. Nie był co prawda bezbłędny (dwa razy zbyt mocno pomagał kolegom zostawiając niepilnowanego KD na obwodzie), ale ogólnie spisywał się bardzo dobrze w obronie (3 przechwyty, 1 blok). To co miało jeszcze większe znaczenie to jego wkład w atak. Uzbierał 16 oczek zaliczając dwie akcje meczu 1) w kontrze przepchnął Jacksona i wepchnął piłkę do kosza, 2) minął Duranta i obracając się i unikając Adamsa wkręcił mu piłkę pod ręką.
  • Nie podobało mi się to jak ten mecz był sędziowany. Nie jest tak, że któraś drużyna była faworyzowana – bardziej, że arbitrzy popełniali błędy w obie strony. Zbyt często odgwizdywane były kontrowersyjne faule (brak faulu w ataku Butlera taranującego Ginobiliego, wspomniany faul Duranta czy akcja 2+1 Westbrooka gdy przemknął obok obrońców SAS). Na tym etapie sezonu sędziowie muszą być bardziej skoncentrowani i powinni pozwalać na trochę więcej kontaktu – tym bardziej, że nawet przez moment nie było podejrzeń o jakąś specjalną złośliwość z którejś ze strony.
  • Zmiennicy Thunder zdobyli więcej punktów niż rezerwowi Spurs. Przeczytajcie to jeszcze raz. Fisher, Jackson, Butler i spółka w sumie uzbierali 47 punktów przy 43 Spurs prowadzonych przez Ginobiliego (18) i Diawa (9, dostał palcem w oko od Adamsa na początku meczu – czemu nikogo to nie dziwi?).
  • Podobało mi się to, że Popovich wyciągnął lekcję z RS i do pilnowania Reggiego Jacksona wyznaczał wyższych obrońców niż Parker czy Mills. Rezerwowy rozgrywający Thunder miał przez to zdecydowanie więcej problemów z osiąganiem pozycji rzutowych i choć skończył mecz z 13 oczkami (6/11 z gry) to nie może zaliczyć go do udanych.
  • Po Tonym Parkerze nie było widać specjalnego śladu urazu, ale nie był tak agresywny jak w pierwszych dwóch seriach. Dzisiaj to nie było jeszcze tak potrzebne, ale w kolejnych meczach może być i to bardzo.
  • Dwaj X-Factorzy Spurs – Ginobili i Green. Pierwszy trafił 3/4 z dystansu, drugi 4/5 i dzięki temu miejscowi mieli aż 52.8% skuteczności zza łuku w całym meczu przy 44.4% (12/27, też dobrze) Thunder.
  • Tak wiele prób z dystansu nie było im potrzebne, ponieważ – jak pisałem – zdominowali strefę podkoszową. Zdobyli tam aż 66 punktów (!) przy zaledwie 32 Thunder.
  • Inna istotna statysyka – SAS mieli więcej punktów w szybkim ataku niż OKC (16 do 11). To bardzo, bardzo ważna rzecz dla San Antonio by odcinać możliwość kontrowania Westbrookowi i Durantowi – wczoraj się to udało.
  • No i na końcu – Spurs trafili 57.5% rzutów z gry. Pięćdziesiąt siedem i pół. Na poziomie playoff to absolutny kosmos i teraz Scott Brooks musi szybko znaleźć sposób jak ich spowolnić bo nie wygra tej serii tracąc 120 punktów na mecz.
  • Co G1 oznacza dla przebiegu całej serii? Po pierwsze – wydaje mi się, że trener OKC wie już, że nie może grać niskim składem bo Spurs będą to potrafili wykorzystać pod koszem. Po drugie – Thunder muszą znaleźć jakiś sposób na swoją ofensywę w pomalowanym bo samymi długimi rzutami tej serii nie wygrają, a jedynie Westbrook agresywnie atakował obręcz (duże brawa dla SAS – bo skutecznie zapychali „trumnę”). Po trzecie w końcu – drużyna z San Antonio zrobiła to co miała zrobić i cały wysiłek z G1 nie będzie miał znaczenia, jeżeli nie powtórzą go w G2. Jeżeli się uda, to powinno już być z górki (choć pamiętam WCF 2012).

Filmowe podsumowanie spotkania

Boxscore

Thunder: Collison 0, Durant 28 (9zb, 5ast), Perkins 5 (9zb), Westbrook 25 (5zb, 7ast), Sefolosha 0, a także Jones 3, Butler 9, Adams 4, Jackson 13, Fisher 16, Lamb 2, Roberson 0

Spurs: Duncan 27 (7zb), Leonard 16 (6zb), Splitter 6 (8zb), Parker 14 (12ast), Green 16, a także Baynes 2, Bonner 0, Diaw 9, Ayres 0, Mills 5, Joseph 4, Ginobili 18, Belinelli 5

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

9 komentarzy

  1. saturn pisze:

    jak brzmi hasło w jednej reklamie „no i fajnie”.
    Ja jestem prawdziwym fanem Durantuli, ale uważam, że Spurs są zbyt poukładanym i zbilansowanym zespołem, żeby przegrywać z Two Man Team. Bez trzeciego strzelca (brodacz albo Martin) oraz bez czołowego obrońcy, wojownika pod koszem Tunder mają trochę za mało atutów w swojej talii. Oczywiście gdy Durant i Westbrook będą w gazie, to wszystko się może zdarzyć. Wciąż obstawiam jednak 4:2 albo nawet 4:1 dla SAS.

    Tymczasem ja bardzo podziwiam jak ładnie poukładana jest gra SAS. Mój ostatni komentarz był o tym, że Duncan na pewno wykorzysta lukę pod koszem i wychodzę na proroka :) ale to było oczywiste.
    Gdyby mieli bardziej ofensywnego środkowego niż Splitter, to bym się nie martwił rywalizacją z Miami… ale się martwię, bo nie wiem ile zdrowia zostało w tym sezonie weteranom z Teksasu. Cieszy mnie, że POP tak ich oszczędza. Oby tak dalej.

  2. Bart pisze:

    Podoba mi się :)
    Duncan 38 lat na karku a statystyki i gra jakby miał 10 mniej, Manu świetny w ostatniej kwarcie, Green mam nadzieje wrócił na dobre ze skutecznością trójek, plus świetna obrona. Nawet nie było potrzeby jakiegoś świetnego meczu Parkera.
    Było trochę nerwów w 3Q jak OKC na chwilę nawet prowadzili, ale świetna końcówka 3 i cała 4 kwarta.
    Nie ma co popadać w huraoptymizm bo na takiej skuteczności SAS całej serii grać nie będą a Thunder są groźni ale trzymam kciuki za SAS i pierścienie dla nich.
    Sędziowanie faktycznie kiepskie, gwizdki na wyrost a powinni pozwalać na ostrzejszą grę, w końcu to PO.

  3. hades pisze:

    Bez niespodzianki nie zdziwię się jak skonczy sie 4-0 dla Spurs

  4. lolo pisze:

    Duncan dalej buduje swoja legende, to niesamowite jakie rzeczy robi w tym wieku. Przepraszam, ale nawet 38-letni Shaq nie byl tak imponujaca regularny po obu stronach parkietu. Ten facet to legenda z TOP5 (Timmy).
    Ale nie przekreslalbym OKC po jednym meczu. Fakt, Spurs rzucili sie do trumny bo Ibaka tam nie straszy, ale po tym co Kevin Durant robil w tym sezonie, nawet przy stanie 0-2 bym nie podnosil lamentu jeszcze. Jeden czlowiek serii nie wygra, ale jezeli mecze beda w miare wyrownane KD moze stanac na wysokosci zadania i zamknac spotkanie kilkoma rzutami. Gratuluje SAS, ale panowie – jeszcze sporo roboty przed wami :)
    Tima kocham jak ojczyzne, ale pierscienia mu w tym roku nie zycze – na starosc jeszcze mu piana do glowy uderzy :) Jak na leminga przystalo, czekam na final Durant vs LeBron

  5. lordam pisze:

    Szczerze to nie wiem co mogliby zrobić Thunder.
    Jak dla mnie powinni przede wszystkim grać ciągle Centrem do męczenia Splitera, w momencie kiedy na boisku jest duet Timmi-Splitter na 4 postawiłbym na Dutantulę, żeby wyciągał go z trumny w obronie.
    Jak dla mnie jedyną szansą Thunder jest gra z 2011 roku a’la Mavericks, penetracja i seria extra-passów, które dały im wygraną z Miami w finale.
    Postawiłbym na s5.
    West-Thabo-Butler-Durantula-Perk

    Ważne będą odpowiednio dobrane zmiany.
    W momencie kiedy na boisku jest Manu, trzeba wrzucić na niego Sefaloshę, w ustawieniach Spurs z Parkerem,Bellinellim trzeba próbować ustawienia West-Jackson-Fisher.
    Najgorzej, że nie ma co zrobić z wysokimi. Jedyną szansą jak dla mnie jest właśnie taktyka i odpowiedni dobór match-upów.

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Tylko, że ta taktyka nijak się ma do efektywności Thunder – bo takie ustawienie powodowało, że OKC byli kasowani pod koszem (bez obrony obręczy, z wolnym Perkiem który jest dobry 1na1 z wysokim, ale nie zrotuje bo obraca się jak wóz z węglem).

      Brooks próbował trochę wszystkiego (nawet odkopał w rotacji Lamba). Imho musi poświęcić ofensywę pod koszem (czyli razem Perk – Collison albo Adams – Collison) i nadrabiać to Durantem, Westbrookiem i Jacksonem / Butlerem / Fisherem.

  6. lordam pisze:

    Mateusz
    Dlatego właśnie mówię, że nie widzę żadnej opcji tak naprawdę dla Thunder.
    Jeśli zagrają Np. Adams + Perkins i na obwodzie Durant, West i Jackson to zostaną zaciśnięci defensywą Spurs, już Pop ogarnie, wrzuci na parkiet Parkera, Greena i Leonard’a i będzie po ptokach.
    Strata Ibaki to nie tylko strata w defensywie ale i ofensywie, był trzecią opcją ofensywy (pod koniec sezonu Butler i Jackson wskoczyli).
    Analogicznie wyobraża ktoś sobie Spurs bez Duncana?

  7. mebo pisze:

    Thunder niech żałują, że nie udało im się wyciągnąć z Suns Gortata oddając w zamian Perkinsa + coś jeszcze. Teraz mieliby stopera na Duncana i w dodatku dodającego solidne punkty w ataku. Thunder mając pod koszem Perkinsa i Collisona nie mają żadnych szans ze Spurs. Obaj są nie kumaci i zbyt wolni aby kogokolwiek przystopować. Będzie 4:1 dla Spurs bo ci mają ogromny apetyt na finał i rewanż najprawdopodobniej Heat.

  8. Hogofogo pisze:

    Ja bym ubezpieczył się jednak dwoma meczami dla Thunder. Nie można tak łatwo przekreślać Duranta i bardzo dobrego w tegorocznych PO Russa. Na pewno trafi się im mecz, kiedy będą nie do zatrzymania. W całej serii nie powinni zagrozić będącym już mistrzowskiej formie Spurs.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *