Batum pociągnął Trail Blazers, seria trwa dalej

To było spotkanie na jakie czekali kibice Trail Blazers. Ich ulubieńcy w końcu zaliczyli dobry start cały czas utrzymując kilkupuntową przewagę by ostatecznie odjechać w trzeciej kwarcie dzięki świetnej grze Nicolasa Batuma. Teraz seria przenosi się do San Antonio i to jeszcze nie jest koniec emocji.

Drużyna Stan I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
San Antonio Spurs (1) 3 24 24 20 24 92
Portland Trail Blazers (5) 1 29 21 35 18 103

Wnioski ze spotkania

  • Dobry początek meczu był tym czego się spodziewałem po klubie z Oregonu. Wiele drużyn w NBA pokazuje to co ma najlepsze dopiero, gdy mają plecy przyparte do muru. Nie inaczej było wczoraj. Stotts w zasadzie nie zmienił nic w stosunku do G3 (ciekawostka – przez pierwsze 5 minut meczu komentujący Reggie Miller rozwodził się nad tym jakim świetnym manewrem jest przestawienie Batuma na Parkera – panie Miller, tak grali większość meczu nr 3 i fragmenty G2), ale jego podopieczni zagrali w końcu z większym zębem. Wygrywali wszystkie akcje, w których szansa na posiadanie była 50/50, rozbijali się na atakowanej desce (14, 6 samego Robina Lopeza), ograniczyli straty (13 przy 11 SAS), wygrali zdecydowanie punkty w pomalowanym (62-44), punkty w szybki ataku (11-8) i trafienia z dystansu (7/21 vs 3/18).
  • Decydująca dla losów meczu była trzecia kwarta. Spurs mieli w niej kilka szans na przełamanie gospodarzy, ale za każdym razem w kluczowym momencie podejmowali złą decyzję rzutową. Na odpowiedź PTB nie trzeba było długo czekać (trzecie kwarty w tej serii zawsze były u nich najlepsze). W ciągu minuty akcję 3+1 zaliczył Batum, po chwili trafił ponownie z dystansu po wyjściu zza zasłony, a całość przyprawił kolejnym trafieniem zza łuku Lillard. Nagle z gry na dwa posiadania zrobiło się +14, a do tego Trail Blazers jeszcze nie skończyli. Przed czwartą kwartą na tablicy było 85-68 i doświadczeni SAS wiedzieli, że nie ma co liczyć na cud dając większość minut do końca meczu zmiennikom.
  • Wspomniany Batum został moim MVP nie tylko ze względu na wspomniane dwa trafienia, ale także za fantastyczną grę na desce (14 zbiórek, rekord kariery w PO) i świetne dzielenie się piłką (8 asyst). Zwłaszcza jedno zagranie dostarczało przyjezdnym masy problemów – pick-and-roll z… Lopezem. Jeszcze przed rozpoczęciem się serii pisałem o tym, że RoLo ma świetne ręce jak na wysokiego. Przez pierwsze trzy mecze tego nie pokazał (albo przynajmniej nie w takim stopniu). Wczoraj było już lepiej i choć 4/12 z gry nie rzuci nikogo na kolana (takie występy jak jego można przeoczyć w boxscore) to te cztery kosze sprawiły, że gracze Popovicha musieli bardziej się cofać pod obręcz przy jego zasłonach, a to od razu dało więcej miejsca na dystansie i półdystansie.
  • Inny cichy bohater meczu – Will Barton. Po tym jak bardzo dobrze zaprezentował się w G1 wydawało mi się, że to jednorazowy wystrzał. Pamiętam, że w komentarzu Amon pisał, że Will potrafi grać i że to nie był tylko błysk. Nie był. Barton ma papiery na granie. Wczoraj trafił 7/13 z gry (17 punktów) będąc game-changerem. Nie tylko potrafi trafić z ustawionej akcji, ale także (a może przede wszystkim) świetnie gra po dryblingu i jest ostatnio najlepszym zawodnikiem PTB w kontrze. Czapki z głów – zwłaszcza biorąc pod nieobecność Mo Williamsa (nie przypuszczam, że zagra w G5).
  • Dobre zawody zagrali w końcu Lillard (agresywny od pierwszych minut) i Aldridge (zdecydowanie bardziej efektywny niż wcześniej w tej serii, w końcu atakował obręcz zamiast tylko rzucać przez ręce Splittera). Podobać mógł się nawet nierówny Robinson (często mam wrażenie, że jest zbyt pobudzony gdy wchodzi na boisko), który zaliczył skuteczne 24 minuty – 9 punktów, 5 zbiórek.
  • Co u Spurs? Zacznę od tego, że nie podobało mi się jak łatwo dali się stłamsić miejscowym. Ich gra była złą kombinacją pewności siebie (w stylu – przegrywamy 4 punktami, co to dla nas), nonszalancji, odejścia od własnej taktyki (masa indywidualnych akcji, tylko 13 asyst) i braku instynktu zabójcy by zaliczyć sweep. Poważnie mówiąc, jestem pewny że gdyby na początku trzeciej kwarty wyszli na prowadzenie to już by było po serii. To by zabiło morale Trail Blazers bo przez 24+ minuty grali na maksimum możliwości, a średnio dysponowani SAS utrzymywali się w grze. Zespół Popovicha jednak tego nie zrobił i teraz będzie musiał sam uśpić zwierza którego obudził.
  • Różnicą tego meczu była obrona gospodarzy. W spotkania 1-3 dali sobie rzucić kolejno 116, 114 i 118 punktów. Wczoraj tylko 92. Można więc bezpiecznie przyjąć, że ich game-plan powinien zakładać zamknięcie dorobku Spurs w dwóch cyfrach. Wszystko ponad tym może już być bardzo ryzykowne – zwłaszcza jeśli wybitnego występu nie zaliczą Aldridge lub Lillard.
  • Czy można powiedzieć, że dynamika tej serii przechyla się na stronę PTB? Moim zdaniem nie, albo przynajmniej jeszcze nie. W pomeczowych wywiadach gracze Spurs powiedzieli, że mecz nr 5 będą traktowali jak G7. Jeżeli tak rzeczywiście będzie to szóstego spotkania już nie zobaczymy. Jeżeli jednak dadzą Trail Blazers jeszcze więcej nadziei to będą sami sobie winni.

Filmowe podsumowanie spotkania

Boxscore

Spurs: Duncan 12 (9zb), Leonard 11 (7zb), Splitter 6, Parker 14, Green 9, a także Baynes 3 (7zb), Bonner 0, Diaw 12, Ayres 0, Mills 10, Joseph 5, Ginobili 2, Belinelli 8 (7zb)

Trail Blazers: Aldridge 19, Batum 14 (14zb, 8ast), Lopez 9 (12zb), Lillard 25 (5ast), Matthews 10 (8zb), a także Robinson 9 (5zb), Watson 0, McCollum 0, Barton 17 (6zb)

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

8 komentarzy

  1. Lucero pisze:

    Z tymi stratami to tak nie do konca- nie wygladalo to od strony PTB najlepiej

    T-ROB to jest dziwny gosc, ma chyba najslabsza skutecznosc przy obreczy kosza a zaczal cos rzucac z poldystansu. Do tego lepiej rzuty wolne. Barton to ten swoj styl to ma tez dziwny, ale dzisiaj te kocie ruchy przy penetrowaniu dawaly punkty

    SAS wszystko wychodzilo w pierwszych 3 meczach, jak tylko cos sie zacielo to nagle roznice byly minalne. Szkoda serii, chociaz po cichu licze, iz jeszcze wrocimy do Portland a seria zostanie przez PTB przegrana jak zawsze w 7 meczu, przy czym do 9minuty przed koncem meczu będą wygrywac 17 punktami :)

  2. amon pisze:

    Wielka ulga-sweepu nie będzie!! Lecz aby wygrać serię,PTB musieliby dokonać rzeczy historycznej (od 0:3 do 4:3 chyba nikt nie wyciągnął?). Szanse marne… Jak tylko zobaczyłem koszulki z logiem RipCity,wiedziałem ,że dziś wygrają. Może powinni grać z tym logiem do końca PO?:-)

  3. DarekZKA pisze:

    Odnosze wrażenie że dzisiejsze zwyciestwo to nie jakaś świetna gra PTB ,a raczej słaba Spurs którzy wg mnie zlekceważyli rywala i dali mu wygrać. Myślę,że jak zagrają u Siebie na wiekszej koncentracji to seria będzie bez historii i zakończy się 4-1 tutaj wszystko zależy od Spurs.

    • Behemot pisze:

      To niestety prawda. Pytanie czy Blazers mają mentalnie wyższy poziom, bo na pewno wygrana poreperowała ich morale.

  4. Qukel pisze:

    Barton zafascynował mnie tej nocy (a właściwie to poranka). Trochę półprzytomnie oglądałem mecz i ze zdziwieniem odkryłem (chyba 3 kwarta), ze ma jedynie 12 punktów, Energia, którą wnosił pozwalała mi sądzić, że ma ich na koncie dużo więcej. Cieszę się, ze PTB uniknęli sweepu i liczę, że nie będzie to jedynie honorowe zwycięstwo.

  5. Kopek pisze:

    Ja również uważam że Spurs przegrali to przez własną słabą grę niż Portland wygrali to dzięki swojej grze, mimo iż LA od początku grał bardzo dobrze. Od początku meczu nic Spurs nie wychodziło, Green pudłował zza łuku, Leonard grał średnio, pick and rolle ze Splitterem nie wychodziły, Parker pudłował, Manu…szkoda gadać no i Pop odpuścił już mecz w trzeciej kwarcie. Tym pewnym zwycięstwem PTB trochę zamydlą sobie oczy (w trzeciej kwarcie był to nawet blowout) i Game 5 już nie będzie taki dobry w ich wykonaniu.

  6. VDL pisze:

    Te koszulki Rip City maja cos w sobie…:D chciaaaalbym by PTB to wygrali ale będzie bardzo ciężko. Śmiesznie będzie jak okaze się ze to Mavs postawili największy opór w calej serii PO. Licze na blysk geniuszu LA,Lilly, i Matheewsa. Po jednym na kazdy mecz i mamy final;)

  7. duncan_24 pisze:

    Nikt zdroworozsądkowy nie powie, że przegrali tylko po to, aby skrócić sobie czas oczekiwania na finałowego rywala (seria LAC-OKC zapowiada się na 7-meczową). Ale wiadomo jakie jest zdanie POPA na temat zbyt długiego odpoczynku… Game 5 ostatnią grą tej serii. Bankowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *