49 punktów LeBrona, wygrana Heat w Barclays Center

heat-netsW ostatnią sobotę Nets, ich trójki i pasywność w obronie Heat przejęły spotkanie numer 3. Dzisiaj to LeBron James rozdawał karty. Bez większego wsparcia kolegów, LBJ wyrwał to spotkanie, ostatecznie wygrane 102-96. Heat są 3-1 i mają mecz u siebie. Ta seria jest do zamknięcia w 5 spotkaniach i wszyscy będziemy zdziwieni, jeśli Heat nie wyślą Nets na ryby przy najbliższej okazji.

Heat do zwycięstwa w tak ważnym spotkaniu poprowadził oczywiście LeBron James, który zdobył 49 punktów, zebrał 6 piłek, zanotował 3 przechwyty, trafił 16/24 z gry i 14/19 z linii. Popełnił przy tym tylko jedną stratę. System switchowania przy Jamesie i kilku obrońców na niego wydawał się być dobry, ale aktualnie wychodzi to, że Nets nie mają na niego jednego, bardzo dobrego stopera. Ktokolwiek stawał na przeciwko Jamesa w tym meczu nie był w stanie przeciwko niemu ustać.

Bne_TZgCYAAEoTz

Gdy LeBron się rozpędzi to nie ma na niego obrońcy w tej lidze i tak było też dzisiaj. Tak zmotywowanego i agresywnego Jamesa nie widzieliśmy od dawna. Pod koszem nie było gościa, który mógłby „skasować” LeBrona i powstrzymać jego zapędów. Kevin Garnett nie zagrał źle, ale grał tylko 25 minut, przy czym James dostał czas gry o 18 minut dłuższy. Andray Blatche to nie rim protector. Nic tylko penetrować.

Shotchart_1399951688717

Jednak ten wielki występ LeBrona spowodowany był też słabą grą partnerów. Poczuliśmy się przeniesieni kilka lat wstecz, do czasów Cleveland Cavaliers, kiedy James nie miał wsparcia. Dwyane Wade grał bez polotu, bez finezji, tak bardzo charakterystycznej dla siebie. Zdobył 15 punktów i trafił 7/13 z gry, ale rzadko widzieliśmy go kozłującego, czy ogólnie grającego z piłką, zwłaszcza w drugiej połowie. Ray Allen często robił bardzo potrzebny spacing Wade’owi i stojący za linią 7,24m Shuttlesworth siał zamęt w defensywie Nets, co pozwalało Dwyane’owi na ścięcia i punkty spod kosza.

Chris Bosh znowu wystraszył się Kevina Garnetta i zagrał z galaretą w spodniach. Zdobył tylko 12 punktów i zebrał 5 piłek, zagrał miękko w obronie (nic nowego, ale oddajmy mu 3 bloki, które zanotował w tym meczu), forsował grę na dystansie, bał się wchodzić pod kosz i walczyć na tablicy (Garnett i Blatche, którymi głównie zajmował się Bosh, zebrali 7 piłek na atakowanej desce).

Oprócz Jamesa musimy pochwalić jeszcze Mario Chalmersa, z którym Heat byli +22. Rio mógł się podobać zwłaszcza w pierwszej połowie, kiedy bardzo dobrze rozgrywał i grał z piłką. Z powodu problemów z faulami, grał bardzo krótko w drugiej połowie. Mecz skończył z 8 punktami i 7 asystami w 28 minut gry.

Nets zabrakło gracza, który wziąłby drużynę na swoje barki w kluczowych momentach. 5 graczy punktowało w double digits, ale żaden nie przekroczył 18 punktów. Tym, który zdobył 18 oczek był Joe Johnson, ale zagrał on na bardzo słabej skuteczności 5/15 z gry. Nets nie szukali izolacji dla Iso Joe w dobrych momentach (choćby wtedy, gdy krył go Allen), a Joe nie miał dnia. Johnson trafił tylko 2/7 z rzutów niekontestowanych, a jego drużyna była z nim -18 na parkiecie.

Paul Pierce zagrał przyzwoity mecz z 16 punktami i 7 zbiórkami na koncie. Livingston miał 13 oczek (ale Nets byli z nim -17), Williams 13 i 7 asyst, a 10 dorzucił Alan Anderson.

Nets zagrali słaby mecz jeśli chodzi o rzuty z dystansu. Po 15 trafieniach w Game 3, dzisiaj trafili tylko 5/22 zza łuku. Mirza Teletovic został w Bośnii i nie trafił żadnej trójki. Heat nie pozwalali mu na rzuty z czystych pozycji, ale Mirza zebrał 3 piłki na atakowanej tablicy i zdobył 4 punkty drugiej szansy. Nets ogólnie zebrali 14 piłek na atakowanej tablicy i zamienili to na 21 punktów.

Heat bardzo dobrze zaczęli mecz i grali dobrze w pierwszej połowie. Problemy zaczęły się po przerwie. Ofensywa Miami się zacięła, defensywa też nie grała najlepiej. Gdyby nie świetny James i jego 15 punktów w 3 kwarcie, Nets zamknęliby ten mecz właśnie wtedy.

Jason Kidd drastycznie zmniejszył szanse swojego zespołu na zwycięstwo w samej końcówce. LeBron miał 5 fauli i Kidd chciał za wszelką cenę wyrzucić go z boiska. Izolacje grane na Johnsona czy próby wymuszania faulu na LBJ’u nie kończyły się jednak dobrze. LeBron dotrwał do końca spotkania i skupienie się Nets na wykluczeniu go z gry, a nie na zdobywaniu punktów, wyszło im bokiem. W międzyczasie Chris Bosh trafił wielką trójkę, a Ray Allen zamroził ten mecz na linii osobistych.

Heat prowadzą 3-1, Game 5 w środę. Dla mnie ta seria już jest zamknięta, Miami musi tylko dopełnić formalności.

18 komentarzy

  1. D-rose pisze:

    Pod koniec meczu Lebron faulował Iso Joe, ale nic nie gwizdneli.

    • darek pisze:

      Ale wy biadolicie.
      Nawet po takim meczu nie moze cie dać komentarza, że James jest świetny.
      Tylko, że faulował, że sedziowie byli be, że w ogóle jest słaby itp…
      Napiszcie czasem coś sensownego, a nie takie farmazony.
      Chciałbym przeczytać rzeczowy komentarz, jakąś fajną uwagę, a tu…. faulował i nie gwizdnęli. Chyba się rozpłaczę….

  2. Woy pisze:

    zagrał mecz niczym w Cavs przeciwko Pistons w 2007 roku.

    http://www.youtube.com/watch?v=d1Px-jPm_TU

    wówczas miał 29 punktów z ostatnich 30 zespołu.

    Jak dla mnie jest po serii, a Nets wyglądali na mocno zrezygnowanych po spotkaniu.

  3. Mariusz pisze:

    Nie waham się powiedzieć, że dzisiejsze 49 punktów, to większy wyczyn niż 61 z Bobcats. LeBron zagrał dzisiaj jeden z najlepszych meczy w karierze, a mimo to Heat ledwo uszli z życiem. Tym bardziej mi szkoda, że seria z Nets jest grana w takich okolicznościach (Nets po morderczym boju z Raptors, Heat po spacerku z Bobcats). Te dwa teamy dzielą milimetry i w zasadzie geniusz LeBrona przechyla szalę. Powiem jednak coś kontrowersyjnego – dla mnie ta seria jeszcze się nie skończyła. Nets mają spore szanse na wygraną w Miami. Dzisiaj JJ i Teletovic grali słabo, a LeBron wybitnie, a i tak widzieliśmy remis na 1 minutę przed końcem. Nets jest w stanie wygrać na wyjeździe, potem meczyk u siebie i 7 meczowa seria wciąż jest dla mnie scenariuszem, o którym trzeba pamiętać.

    • Damian pisze:

      Po ostatnim meczu mówiliśmy „Drugi taki mecz Netsom już nie wyjdzie a Miami zagrało tak słabo, że to już się nie powtórzy”. Mecz meczowi nie równy, w G5 może być blowout dla Miami a może Nets trafią 15/20 trójek i gramy dalej. Na tym poziomie decyduje forma dnia i kilka akcji. Nie sposób przewidzieć czy Lebron w kolejnym meczu rzuci 50 pkt czy 15.

  4. jury425 pisze:

    Zgoda, Johnson i Teletović zagrali słabo, ale cała ekipa Heat, po za Jamesem była dzisiaj żałosna. Wade i Bosh (po za tą trójką w końcówce) chcą chyba przespać okres do Finałów, a obrona Miami to już całkowita porażka. Nets mieli sporo wolnych pozycji, na szczęście dla Heat nie wykorzystywali tego. James zagrał świetny mecz, ale patrząc na jego grę, mam wrażenie, że rzucił te 49 punktów zupełnie od niechcenia. Był agresywny i dostawał się pod kosz, co umie robić najlepiej w lidze i jeśli będzie mu się po prostu chciało, myślę że jest w stanie tak grać częściej.

  5. twkarol pisze:

    Każdy mecz ma swoją historię, W poprzednim Heat zostali zmasakrowani przez rzuty trzypunktowe. W dzisiejszym spotkaniu różnice zrobił James. Tobie Woy przypomniał się mecz z Detroit. Mi migneło spotkanie z Bostonem, (play-off 2012 – mecz 6) gdzie LeBron trafiał wszystko nie okazując przy tym żadnych emocji. Uzbierał wtedy 45 puntów i zebrał 15 piłek. Nawiązując jeszcze do problemów pozostałych graczy oraz defensywy Miami standardowo przypomnę jeden fakt: Żary przegrały z Nets wszystkie 4 spotkania sezonu zasadniczego i ta druzyna zwyczajnie im nie leży. Komentarze typu a gdyby Nets… nie mają wiekszego sensu. Jest 3:1 i ten stan w pełni odzwierciedla różnice w grze obu drużyn.

    • zdzichuspodbloku pisze:

      też mi się przypomniał tamten mecz, zgadzam się z komentarzem w 100%

  6. hades pisze:

    Lebron sobie poszalał ale Nets pozwoliło mu na to. Więc 4-1 będzie dla Heat

  7. Qukel pisze:

    Dziwne są niektóre reakcje. Na nba.com obwieścili, że droga do Finałów będzie niesamowicie trudna z tak grającymi zawodnikami Heat etc. Tymczasem moim zdaniem nie ma powodów do nadmiernych emocji. Gdy LBJ rzucał 2 razy po 22 pkt w pierwszych 2 meczach, co było wynikiem „słabym” jak na niego, to obeszło się bez zbędnego echa. Teraz, po JEDNYM meczu, gdzie rzucił niemal połowę punktów zespołu, odsądza się od czci resztę zawodników. Owszem, Wade i Bosh zagrali bez energii i zdobyli mało punktów, ale z drugiej strony piłka jest tylko jedna. Jeśli taka sytuacja powtórzy się w Game 5, będzie można bić na larum, jednak teraz nie ma takiej potrzeby.

  8. devitto pisze:

    A mi się zwyczajnie nie chce oglądać LeBrona w kolejnych finałach.. Mam nadzieję że w tym roku wygra Indiana, ale tak na prawdę to „anybody but heat”.

  9. benolinho pisze:

    dlatego jak już pisałem nie sposób w tym roku wyłonić mistrza na tym etapie rozgrywek; już przed startem pisałem że Wade i Bosh raczej daaaaaaaleko od życiowej formy, Pacers przez słabą formę może uciec finał (jakoś wątpię że Miami zagra źle/słabo w ECF), OKC gra fantastycznie jak Westbrook nie forsuje swoich rzutów a przecież nie jest powiedziane że Clippers nie wygrają tej serii, Spurs w gruncie rzeczy mogliby sobie już zapewnić tak bardzo potrzebny im odpoczynek przed WCF ale cóż dziś musieli wtopić jedynymi ekipami w gruncie rzeczy które można skreślić to Wiz, Nets i RIP City nawet jak urwą po meczu i tak wg mnie jest pozamiatane; szczerze jako kibic Heat życzę mistrzostwa Dunkanowi i spółce za nieprawodpodobny finał rok temu choć sercem jestem też za Durantem

    • twkarol pisze:

      Szczerze jako kibic Bucks życzę mistrzostwa Oladipo i spółce chociaż sercem jestem też za Thaddeusem Youngiem. Tak w skrócie odniosę się do końcówki Twojego komentarza:)

  10. VDL pisze:

    Dooookladnie:D co do Heat vs Nets to dla mnie juz jest po sprawie. MIA wygrywają w domu i odpoczywają… To samo będzie z SAS niestety, tam roznica jest ogromna jak sie okazalo. LeBron na propsie, gosc jest naprawdę niesamowity.

  11. Alonzo pisze:

    Szczerze jako kibic Heat nie życzę nikomu innemu mistrzostwa jak tylko Heat

    Czasem można tu przeczytać ciekawe komentarze, kto zasługuje na mistrzostwo bo kiedyś coś fajnego robił, tak często myślą kibice tych, co byli na fali i utonęli. Jeden team od narodzenia do śmierci i tyle.

  12. hades pisze:

    OKC nie zdobędzie tytułu są za słabi

  13. Finley pisze:

    Szkoda mi Nets i szkoda mi jednego z moich ulubionych, często niedocenianego Joe Johnsona. Grał wielkie PO, ale Heat gdzieś tam w dwóch ważnych końcówkach pokazywali wielkie cojones. Nie tylko LeBron, chociaż to główny motor, ale też ważne rzuty trafiał Chris Bosh. Szkoda, że ta seria nie potrwała dłużej, bo 4-1 trochę zakłamuje wynik tej wyrównanej serii.

    • Woy pisze:

      słowo niedoceniany pasuje do Johnsona „jak ulał”, zwłaszcza kiedy się patrzy na sumy jakie zarabia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *