„What a game” w Portland, Damian Lillard zapewnił awans Blazers!

rockets-blazers

To co tam się stało… było niesamowite. Wnukom będziemy to opowiadać. Ten mecz, ten rzut, tę serię. Tego gościa, który nazywa się Damian Lillard i właśnie przeszedł na zawsze do historii. Rip City oszalało, Rose Garden oszalało, my oszaleliśmy. Bo ten facet zrobił COŚ TAKIEGO!

Dla obu ekip to był mecz z gatunku must-win i dlatego to spotkanie było tak świetne, tak emocjonujące, ze zmianami prowadzenia co chwilę, z wieloma momentami w których łapałeś się za głowę, z kilkoma kontrowersjami, które też dodały pikanterii temu spotkaniu. Ze świetnym tempem, świetnymi indywidualnymi występami i wielką grą. Kwintesencja tych play-offów, kwintesencja tej serii. Najlepszy mecz sezonu. Ciężko będzie to przebić!

Lillard skończył mecz z 25 punktami, 6 zbiórkami, 3 asystami, 3 przechwytami i skutecznością 6/10 zza łuku. W czwartej kwarcie nie przejął meczu (rzadko kiedy miał piłkę w rękach, zasługa w tym również Jeremy’ego Lina) i trafił tylko „ten jeden” rzut, ale jak już dostał piłkę w kluczowym momencie to nie było mowy o pudle. Damian nie rozegrał wielkiego meczu, ale swój pierwszy test w play-offach zdał na 6 i dzięki temu co zrobił dzisiaj stał się graczem, który na zawsze pozostanie w pamięci kibiców. Dzięki niemu Trail Blazers awansowali do drugiej rundy play-offów po raz pierwszy od 14 lat i czekają na zwycięzcę Game 7, między Spurs i Mavericks.

Graczy, którzy zagrali bardzo dobre spotkania i robili ten mecz pod względem tempa gry i samego poziomu w pierwszej połowie było dwóch. Po pierwsze – James Harden, który w końcu zagrał na swoim poziomie. 34 punkty, 4 zbiórki, 6 asyst i 4 przechwyty – taka linijka spokojnie dałaby mu tytuł gracza meczu, gdyby tylko Rockets dowieźli prowadzenie do końca.

Po pierwszej połowie Brodacz miał 24 punkty, 10/10 z linii i był nie do zatrzymania. Wesley Matthews dawał się mijać jak dziecko, a my obejrzeliśmy starego, dobrego Hardena z sezonu regularnego. Jednak w drugiej połowie James nieco zgasł, już tak świetnie nie wymuszał fauli i nie dostawał dobrych pozycji do rzutu za trzy. Swoje zrobili też Matthews i Batum.

LaMarcus Aldridge skończył mecz z 30 punktami i 13 zbiórkami. Aldridge zdobył 21 punktów w pierwszej połowie i w jej końcówce bez problemu ogrywał Omera Asika, trafiając rzuty z ukochanego lewego skrzydła. LaMarcus jednak już tak dobrze nie radził sobie przeciw rywalom w drugiej połowie i skończył mecz ze słabą skutecznością 10/26 z gry.

Oprócz nich bardzo dobry mecz dał Dwight Howard, który zdobył 26 punktów i zebrał 11 piłek. W drugiej połowie Rockets grali w wielkiej mierze właśnie przez niego i post up przeciwko Robinowi Lopezowi, co przynosiło Dwightowi wizyty na linii i kilka dobrych post moves, skończonych punktami. Howard nie poradził sobie zatem źle, ale był to dla niego strasznie męczący match up, a Robin znowu zanotował 4 bloki i zebrał 4 piłki w ofensywie.

Pozostali gracze, których występ należy odnotować:

  • Chandler Parsons (16 punktów, 12 zbiórek)
  • Jeremy Lin (11 punktów, 3 asysty)
  • Nicolas Batum (9 punktów, 7 asyst)
  • Robin Lopez (12 punktów, 7 zbiórek, 4 bloki i poster na Omerze Asiku)
  • Wesley Matthews (12 punktów ale 4/13 z gry i 2/8 za trzy)

Przebieg spotkania

Pierwsza połowa to była bardzo fajna do oglądania wymiana ciosów. Gdy jeden już chwiał się i za chwilę mógł leżeć na deskach, wtedy wyprowadzał serię sierpowych i prostych, żeby powrócić i samemu prowadzić na tablicy wyników. Z tej całej wesołej koszykówki lepiej wyszli Rockets, którzy wygrali pierwsze dwie kwarty po 29-28 i w efekcie prowadzili 58-56 po pierwszych 24 minutach.

Druga połowa to była bardziej wyrachowana walka, z wielką dozą dramaturgii i emocji. Rockets szybko uciekli na +8, ale Trail Blazers mieli serię kolejnych trafień, z dwoma wsadami (w tym posterem nad Asikiem) Robina Lopeza. Aldridge rzucił 2+1, po czym było tylko -4.

Ten stan utrzymywał się przez chwilę posuchy, jednak tylko przygotowywała nas ona do kolejnej mocnej wymiany ciosów. Aldridge z Lillardem zdobyli swoje punkty, które pozwoliły gospodarzom na dojście na -1 przed rozpoczęciem 4 kwarty. Warto odnotować, że dla LaMarcusa były to już ostatnie zdobyte oczka w tym spotkaniu, bo w ostatnich minutach przestał być zagrożeniem w talii Terry’ego Stottsa.

W związku ze słabością liderów w 4 kwarcie (Lillard zdobył w niej tylko 3 punkty) musieli się obudzić pozostali gracze Trail Blazers. Tak więc, szybko trójkę trafił Batum, dając prowadzenie swojej drużynie. Jeremy Lin wyrównał, ale trójkę Batuma 4 punktami poprawił po chwili Thomas Robinson. Czas mijał, kolejna chwila pudeł i lekkiego chaosu, w międzyczasie Harden trafił lay-up na 8:51 przed końcem, co było jego ostatnimi punktami w meczu.

Przy braku aktywności Hardena w końcówce odpowiedzialność na siebie musiał wziąć Dwight Howard i doprowadziło to do pojedynku środkowych obu zespołów, który był jednym z fajniejszych momentów tego meczu. Rockets grali przez Dwighta, ten ogrywał Lopeza, dostawał się na linię i w nieco ponad 4 minuty zdobył 10 punktów. Ale Robin nie pozostawał mu dłużny, sam zdobył 6 punktów, a obaj wysocy „poczuli ten mecz”.

Na 2:15 przed końcem Robin Lopez zdobył punkty po dobitce, wcześniej zbierając dwie piłki na atakowanej tablicy. Howard odpowiedział mu akcją 2+1 z faulem Batuma. Dwight dalej dostawał piłki w post, ale przestał trafiać osobiste. W dalszym ciągu Rockets utrzymywali dwupunktową przewagę. Na 48 sekund przed końcem piłkę dostał Batum. Francuz wykazał się niezwykłym spokojem i trafił fadeaway nad Jamesem Hardenem, który dał remis!

Wtedy doszło do największej kontrowersji wieczoru, która by nam przyćmiła to spotkanie, gdyby nie rzut Lillarda i Blazers by tę serię ostatecznie przegrali. Rockets mieli swoje przedostatnie posiadanie, ale nie trafili. Po zbiórce piłka trafiła do Damiana Lillarda, który miał stać w momencie podania na linii i być poza boiskiem. Sytuacja do zobaczenia tutaj. Na razie nie posiadam lepszego ujęcia tej sytuacji, ale moim zdaniem to dobra decyzja, bo Mike Callahan (sędzia) stał obok i wszystko dokładnie widział.

Rockets otrzymali zatem dodatkowe 24 sekundy na akcję i wykorzystali je do końca. Wes Matthews świetnie wybronił Hardena, który spudłował swój rzut, ale w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie był Chandler Parsons, którego dobitka pozwoliła na objęcie prowadzenia Rockets na 0.9 sekundy przed końcem.

Blazers jeszcze mieli chwilę na ostatni rzut, a że Terry Stotts jest jednym z najlepiej rozpisujących akcję trenerów w lidze, to fani Rockets jeszcze musieli wstrzymać oddech. Tymczasem to co Kevin McHale ustalił podczas ostatniej przerwy tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, że poniższy komiks, opublikowany przez Truehoop jeszcze w trakcie Game 5, ma w sobie dużo prawdy.

mchale

Terry Stotts się nawet nie musiał się wysilać przy rozpisywaniu tej akcji. Chandler Parsons zamiast bohaterem, stał się lekkim antybohaterem, gdy zaspał przy wznawianiu tej akcji i Lillard po prostu mu uciekł. Parsons nie zgubił się na żadnej zasłonie, a Rockets nie mieli zamiaru zmieniać krycia. Na 0.9 sekundy przed końcem. Przy Damianie Lillardzie. Boże…

29 komentarzy

  1. Piękne spotkanie. Na szczęście rzut Lillarda był koło 7:30 i rodzinka w większości już nie spała :). Swoją drogą dziwne, że w decydującej akcji krył go Chandler Parsons, a nie Beverly. No cóż, teraz pewnie Kevin McHale pożegna się z Houston, bo pierwsza runda to klęska Rakiet.

    • pitpol pisze:

      Niestety Kevin McHale trenerem jest kiepskim i ta końcówka potwierdziła to w 100% już pomijając fakt kto krył Lilarda to nie trzeba byc wielkim geniuszm by stwierdzić że jedyna osobą która mogła wykonać taki rzut był tylko on ale przy 0,9 do końca jedyna opcją oddania rzutu jest albo tip-in i Howard idealnie blokował Aldriga i nie było szans na to albo to co zrobił Lilard i podanie musiało byc idealnie w tempo dlaczego nie kazał kryc od piłki nawet jak by lobował obrońce podający to o ile trudniej miał by rzucający i o wiele trudniej zagrac podanie w tempo tak dostał piłkę jak na treningu i zrobił to co musiał .

    • D-rose pisze:

      McHale na pewno straci posade wręcz musi ją stracić

    • juzek pisze:

      Dlaczego go nie pkryli przecież zostało mało czasu wystarczyło dokleić do niego plastra i by wygrali no nie rozumiem tego :D

  2. Hogofogo pisze:

    Kopia rzutu Brandona Roya. Zresztą też przeciwko Rockets. Jeżeli ktoś nie widział polecam.

  3. black pisze:

    Lillard swoją droga ale to co zrobił Aldridge w tej serii zasługuje na osobny wpis, bo grał często przeciwko Howardowi.

  4. Michał Jordan pisze:

    Czy to nie trzeci buzzer-beater Lillarda w tym sezonie ? Gość jest niesamowity, na Wschodzie miałby miejsce w ASG na najbliższe kilka lat. Oby to był początek wzrostu Portland w siłę, bo ekipę mają naprawdę przednią.

  5. cynik pisze:

    Odszczekuję to co powiedziałem o PTB, że nie mają jaj i nie przejda pierwszej rundy obojętnie na kogo by nie trafili. Gówno sie znam.

  6. Mario pisze:

    4 bb lillarda – wczesniej byly z suns, pistons i cavs

    Ten mlodzial po 1 wspanialym roku wszedl jeszcze polke wyzej w tym
    A ten rzut to czysta poezja
    Blazermania!

  7. roks pisze:

    Szok! Świetna seria PTB, ale nawet przy niej z innym trenerem Rakiety by to wygrały i czekały już na następna rundę. Myślicie, że KMCH poleci? Macie jakiś pomysł kto mógłby zrobić Houston zespół który nie oddaje 4 kwarty?

  8. Dżejdi pisze:

    „Rose Garden oszalało” – raczej Moda Center ;)

  9. reignman83 pisze:

    W wywiadzie Lillard powiedział, że Parsons i Beverley uzgadniali już na boisku czy będzie przejęcie krycia czy nie, w tym czasie sędzia gwizdnął wznowienie gry i Damian sobie pobiegł bez obstawy:-) Jeżeli gracze ustalają obronę na boisku to komiks o taktyce rozrysowanej przez McHale’a okazał się czystym proroctwem

  10. rookiessj pisze:

    PTB w finale konferencji!!!

  11. lucero pisze:

    Boze….. 7 mecz to byloby juz dla mnie za duzo….

    idziemy na mistrza droga Dallas. Wspomnicie moje slowa :)

  12. Nekromasturbator pisze:

    Zgadza się, ostatnie kilka minut meczu oglądałem już przy porannej kawie. Prawie jak rok 1998 :-)

  13. tupalnik pisze:

    Portland co ważne nie ma dziury na żadnej pozycji. Co do Aldridge’a grał super ale mógłby poprawić skuteczność. Może nie jest to kandydat na MVP ale widać,że dojrzał do walki o wysokie cele.Lillard będzie kiedyś wielki. Kwestia jak długo uda się włodarzom klubu swoje gwiazdy

  14. sahim80 pisze:

    co do krycia to moim zdaniem Parsons krył Lillarda w pierwszej fazie bo spodziewali się dwóch zasłon i miało być przekazanie. Tymczasem obyło się praktycznie bez zasłony, obrońcy zaspali, zostali przy swoich i Parsons musiał gonić – co przy różnicy w szybkości obu zawodników mogło skończyć się tylko czystą pozycją dla Lillarda

    • pitpol pisze:

      Pewne było żę podanie musiało iśc blisko bo praktycznie musiało być idealne dograne żeby w 0.9 rzucić jak by go kryli od piłki to raz że Batum miałby o wiele trudniej z podaniem i wątpie żeby tak dograł i gorzej by miał złożyc się do rzutu a drugie to tak próbowac odcinać żeby był rzut za dwa punkty bo wtedy nawet jak by trafił to dogrywka , mam nadzieje że McHale poleci

  15. BigShotBob pisze:

    Ciekawa jest reakcja Batuma – podaje i odchodzi, jakby nie liczył że Lillard trafi, lekko podnosi ręce w geście rezygnacji i nagle WOW
    I bezcenna mina Howarda, który pewnie głupkowato by się uśmiechał, ale chyba już go nauczyli, że nie wolno (chociaż przyznaję, że dawała radę – poza ostatnimi 4 wolnymi)

  16. lucero pisze:

    BigShotBob- dokładnie tak. Batum juz jechal do Houston

  17. lucero pisze:

    Jak dla mnie suprer fragment to jeszcze kilka punktow Robinsona. Gosc ma potencjal gdyby jeszcze nie ten blok Howarda.

  18. juzek pisze:

    Portland możliwy nawet finał ligi z Miami. Nie zdziwiłbym się..

  19. amon pisze:

    Jestem przeszczęśliwy,czuję,że w potencjalnym game7 rakiety by odpailły…co za ulga. Sasoo,teraz dopiero triumfuję,sorry,nie mogę się oprzeć. Szkoda tylko,że nie ma już Houston przez tę drabinkę,chciałbym taki finał zachodu,a nie jakieś OKC,czy clippers. BTW…od 7:15 musiałem pić ziółka,bo mi pikawa wystartowała

  20. amon pisze:

    Lucero,jeszcze nadejdzie czas Robinsona,zobaczysz. 100% pure energy. Ja od dwóch lat liczę na Bartona,a C.J. wiadomo,że też. Gdyby jeszcze nam Pistonsi nie zakosili Drummonda,a tak z Mayersem się męczymy??!!@#%

  21. Adrian89 pisze:

    Mówiłem że będzie łatwe 4-2 :D a tak serio to primo teraz znów nie doceniamy Blazers przed 1 serią – to przed drugą już niektórzy widzą faworyta przeciwko Spurs. Blazers są bardzo silni i mam nadzieje że wygrają w tym roku całą ligę , ale nie popadajmy ze skrajności w skrajność.

    O ile w Okc Harden się starał po obu stronach za co go lubiłem tak teraz cieszę że przegrał , casus Love kręcisz staty ale nic z tego nie wynika dla drużyny. NIe grasz po obu stronach parkietu nie jesteś prawdziwym liderem. I mam nadzieję że nikt już nie będzie grzeszył i mówił że Harden to najlepszym SG ligi :) w ataku się zgodzę ale liczy się całokształt, fakt na sg posucha dlatego uważam że ciągle Wade jest najlepszym zawodnikiem na tej pozycji .

  22. LWC pisze:

    Skandaliczne sędziowanie.Dziwię się,że Rakiety nie wygrały przy tak ewidentnej pomocy sędziów.Akcja z Lillardem-gołym okiem widać: najpierw stopa na boisku,potem piłka w ręce.Sędzia był ZA BLISKO by tego nie widzieć.Przy ostatniej akcji Parsonsa popatrzcie jak Howard wypycha Aldridge’a z boiska-nie ciałem,a wyprostowanymi rękami! I tak ‚bronił’ całą serię.Blazers są wielcy-wygrali z chamską antykoszykówką Rakiet wspomaganą brzydkim,bezczelnym sedziowaniem.posłuchajcie komentarzy gości z ESPN…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *