Weterani Nets o krok bliżej zwycięstwa

Brooklyn Nets było bliskie roztrwonienia 15 punktowej przewagi w ostatnich 4 minutach czwartej kwarty. Pogoń gości prowadził rozgrywający świetne spotkanie DeMar DeRozan, autor 30 oczek, 5 zbiórek i 5 asyst. Gospodarze przetrwali jednak dzięki dobrej skuteczności z linii rzutów wolnych Paula Pierce’a (18 punktów, 7/7 z wolnych) i Joe Johnsona (29 punktów, 11/17 z gry i 3/4 zza łuku). Goście nie wykorzystali problemów z faulami Kevina Garnetta (ostatecznie w ciągu 16 minut spadł za 6 przewinień) i po raz pierwszy nie zaznaczyli swojej dominacji na deskach. Słabsi niż w poprzednich spotkaniach byli Jonas Valanciunas i Amir Johnson (razem mieli jedynie 14 zbiórek wobec średniej 24 z dwóch poprzednich spotkań). Wyróżnić należy niewątpliwie Derona Williamsa, który grał najrówniej na przestrzeni całego spotkania i świetnie moderował tempo gry gospodarzy (22 punkty, 7/14 z gry, 8 asyst). Do poziomu spotkania nie dostosowali się sędziowie. W zasadzie obie strony mogłyby czuć się skrzywdzone (w trzeciej kwarcie Nets, w końcówce Raptors).
raptors-nets

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Toronto Raptors 1-2 23 22 21 32 98
Brooklyn Nets 2-1 19 30 28 25 102

Przebieg spotkania:

Początek spotkania upłynął na grze kosz za kosz. Dopiero dwie trójki D-Willa i punkty Joe Johnsona pozwoliły na run 10-2 i przewagę Nets 12-6. Casey poprosił o przerwę. Wynik gości trzymał DeRozan, który od początku meczu był bardzo aktywny i brał na siebie ciężar gry. Raptors przetrwali ciężki okres i szczególnie dzięki dobrej obronie objęli nawet prowadzenie po trójce Lowry’ego 16-19, które utrzymali do końca kwarty. Nets dała się we znaki szczególnie dobra obrona gości, dzięki której po pierwszej kwarcie na tablicy wyników widniał wynik 19-23 dla Raptors.

W drugiej kwarcie wciąż kąsał DeMar. Drugi unit gospodarzy w ogóle nie sprawiał większych problemów na swojej połowie i Raptors punktowali bez większych problemów. Całe szczęście dla Nets, że bardzo głupie przewinienia łapał seryjnie Hansbrough na Andrey’u Blatche, a problemy z faulami miał również Valanciunas przez co Raptors byli zmuszeni grać z Amirem Johnsonem na centrze. Największa słabość Nets wyeliminowała się sama i to Blatche dominował na desce. Wynik wciąż oscylował koło remisu. Niestety po zderzeniu z DeRozanem to właśnie rezerwowy center Nets musiał zejść z boiska trzymając się za kolano. Z uwagi na ograniczone minuty Garnetta jego strata była ogromna. Coś złego dzieje się z Thorntonem, którego oba rzuty dystansowe były air-ballami, co jest dowodem na totalny brak pewności siebie. O ile na DeRozana Nets specjalnie nie mieli odpowiedzi (15 punktów do przerwy) nadrobili tym, że często dostawali się na linię. Gdy tylko lider Raptors zszedł na ławkę Paul Pierce z pomocą Williamsa odjechali gościom. W gorącej atmosferze gracze Raptors kompletnie się pogubili (m.in. 3 straty Raptors na przestrzeni minuty). Dochodziło do spięć D-Willa z Lowrym. Na 38.8 sekund do końca Casey przerwał run gospodarzy przy stanie 49-41. Wydaje mi się, że mógł to zrobić wcześniej. Po otrzymanych uwagach od swojego trenera Raptors zdobyli 4 kolejne punkty i zamknęli połowę wynikiem 49-45.

Już na początku trzeciej kwarty widać było, że w tym spotkaniu ogromną rolę będą miały przewinienia. Z 4 faulami musieli szybko usiąść na ławce Garnett i Livingston. Raptors znowu zaczęli demolować Nets na deskach, za to znakomite spotkanie w ataku rozgrywał D-Will. Gdy wydawało się, że wiatr w żagle nabierają gości dwoma trójkami z rzędu ochłodził ich zapędy Joe Johnsona i na 7:06 było 61-52 dla Nets. Muszę ważyć słowa, bo mimo próby bycia obiektywnym jestem kibicem Nets. Uważam jednak, że Deron Williams może mieć spore pretensje do sędziów, którzy kilkakrotnie nie odgwizdywali przewinień gości, a w podobnych sytuacjach DeRozan, czy Lowry wędrowali na linie. Mimo dość nieprzychylnych gwizdków Nets utrzymali przewagę, ba w końcówce zaczęli ją jeszcze powiększać. Po drodze problemy z faulami przytrafiły się również Lowry’emu i Valanciunasowi (po 4 przewinienia). W końcówce kwarty znakomicie zagrał Paul Pierce, który ustalił wynik na 77-66 dla swojego zespołu.

Kiedy w pierwszej akcji ostatnich 12 minut Teletovic trafił trójkę przewaga Nets robiła już wrażenie. Największym problemem Raptors było zatrzymanie dobrze funkcjonującej ofensywy gospodarzy. Dobrą zmianę dał Blatche, swoje grał JJ. Nawet celne rzuty DeRozana i Pattersona nie zmniejszały specjalnie przewagi, bo Nets po chwili nie mieli problemu ze zdobywaniem punktów. Blatche wymusił 5 przewinienia u Lowry’ego i Valanciunasa i stał się małym bohaterem spotkania. Limit fauli szybko został przekroczony i gracze Nets często lądowali na linii rzutów wolnych. Po trzeciej dzisiaj trójce Johnsona było 93-78 na 5:02 do końca. Raptors jednak wrócili do gry. Po serii pudeł Nets run 7-0 zaliczyli Raptors i gościom pozostało jeszcze ponad 2 minuty gry. Wystarczył jednak celny rzut JJ i ofensywny faul Greivisa Vasqueza (skądinąd błędnie odgwizdany co pokazały powtórki) i sytuacja Nets była dużo lepsza. Trwał wyścig z czasem, bo trójkę zdołał trafić Patterson, ale do końca było już tylko około półtorej minuty. W następnej akcji głupią stratę popełnił Livingston i DeRozan trafił 1 z 2 osobistych. Przy zbiórce kontrowersyjny faul odgwizdano Garnettowi i Valanciunas trafił kolejnego osobistego (95-91). Sędziowie kompletnie się pogubili. W następnej akcji odgwizdali błędnie faul Greivisa Vasqueza na Williamsie. Bezmyślnie zachował się Vasquez zaliczając technika (miał rację, ale po co to było?). Na 47.3 sekundy do końca Nets wygrywali 97-91. DeRozan trafił oba osobiste, a kolejne wątpliwe przewinienie odgwizdano na Williamsie. D-Will nie trafił jednak obu wolnych gdy na zegarze wciąż było prawie 40 sekund! Genialną akcję 2+1 zagrał dodatkowo DeRozan i zrobiło się 97-96 dla Nets. 6 faule zaliczyli Garnett i Lowry. Na 20.3 tylko jeden osobisty trafił Livingston (98-96), a faul przy zbiórce odgwizdano Blatche’owi (??? – to jakaś kpina). Tak jak Williams obu osobistych nie trafił jednak Patterson. Na 14.6 do końca na linię powędrował Pierce. The Truth okazał się katem gości trafiając oba (100-96). Raptors długo przeprowadzali swoją akcję i dopiero po dobitce trafił Amir Johnson. Gdy Joe Johnson pewnie wykorzystał oba wolne na odpowiedź Raptors nie było już czasu. Ostatecznie Nets wygrali 102-98.

Własnym okiem:

Niestety po raz kolejny w play-offach do zawodników poziomem nie dostosowują się sędziowie. Rzadko narzekam na „trzecią siłę” w meczu, ale dzisiaj były momenty, gdy zagryzałem rękaw nie chcąc obudzić swojej rodziny. Najpierw dłuuugo sędziowie jakby nie widzieli fauli na D-Willu, który sfrustrowany wdał się w niepotrzebną przepychankę z Lowrym. Później w końcówce oglądaliśmy już prawdziwy festiwal błędów, z których więcej godziło w Raptors. Może dlatego mam totalnie mieszane uczucia do tego, czy zwycięzca został wyłoniony prawidłowo. Kiedy jest błędna 1-2 decyzje łatwiej mi przejść ponad tym, jednak w tym meczu nie waham się powiedzieć, że kontrowersyjnych gwizdków były dziesiątki, a w samych ostatnich 2 minutach przynajmniej z pięć. Traci się wszelką przyjemność oglądając takie zawody. Ok, spróbuję coś napisać o grze obu drużyn.

Ewidentnie dzisiaj najjaśniejszą gwiazdą był DeRozan. Problemem było jednak to, że w długich okresach nie otrzymywał wsparcia od kolegów. Słabiutkie spotkanie zagrał Vasquez – 7 punktów przy dotychczasowej średniej w serii 14.5 punkta. Nieco słabiej zagrał Valanciunas, chociaż wynikało to po części problemów z faulami. 10 punktów, 10 zbiórek to w sumie i tak nieźle – takie statsy przed serią brałbym w ciemno, ale po dwóch rewelacyjnych występach był to słabszy występ. Apetyt rośnie w miarę jedzenia… Iskrę z ławki wniósł po raz koleny Patrick Patterson i muszę powiedzieć, że na przestrzeni całej serii prezentuje się znacznie lepiej od Amira Johnsona. Może nie jest tak twardy w obronie, ale ofensywnie góruje nad Amirem jak Himalaje nad Tatrami. Raptors nie wykorzystali jeszcze bardziej okrojonych minut niż zwykle KG i tak jak pisałem po drugim spotkaniu – nawet 30 punktów DeRozana nie zrobi na Nets wrażenia, jeżeli wyrówna się rywalizacja na desce.

Co do Nets – nie wiem co się z nimi dzieje w czwartych kwartach. W pierwszym spotkaniu dosłownie uratował ich Pierce. W drugim stracili aż 36 punktów, a dzisiaj 32. Dla tak dobrej defensywnie drużyny to zdecydowanie za dużo. Regularnie w czwartych kwartach dają Raptors przeprowadzić dość wyraźny run. Dzisiaj, gdyby Patterson trafił oba wolne, Nets prawdopodobnie zmuszeni byliby do dogrywki. Taka słabość w czwartych kwartach to dla contendera rzecz niedopouszczalna. Ofensywnie był to najlepszy mecz gospodarzy. Trójka D-Will, JJ i The Truth kompletnie rozmontowała defensywę gości (razem zdobyli 69 ze 102 punktów całego teamu). Rzuty dystansowe zaczęły w końcu wpadać z przyzwoitą skutecznością (35%). W ofensywie nie da się specjalnie do niczego przyczepić, no może poza tym, że dwójka Anderson – Thornton jest wciąż totalnie bezproduktywna. Super, mega, dobrą zmianę dał Andrey Blatche. W zasadzie nie waham się powiedzieć, że wygrał on Netsom mecz. Gdyby tylko był lepszy w defensywie… Ogólnie ofensywnie lepiej, defensywnie ciut gorzej. Jak obronią parkiet Raptors będą mieć ogromne problemy z powróceniem do serii.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

1 Odpowiedź

  1. Szuwarek pisze:

    No i Netsi jednak pokazują wyższość, ale mam wątpliwości czy z taką formą są w stanie wyeliminować Heat. Poza tym ta seria jeszcze nie jest wygrana i szczególnie czwarty mecz będzie kluczowy. Wydaje mi się jednak, że jeden DeRozan to za mało. Musiałby super spotkanie rozegrać Lowry, bo póki co przegrywa swój match-up z D-Willem dość wyraźnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *