Mike Dunleavy zaszalał w stolicy, Byki wygrywają po raz pierwszy

Konia z rzędem temu, kto przed meczem Bulls – Wizards obstawiałby, że najlepszym graczem spotkania będzie Mike Dunleavy. Gracz Chicago rozegrał niesamowite zawody, które okrasił aż 8 celnymi trójkami. Dzięki jego dyspozycji i odrobinie szczęścia w końcówce podopieczni Tima Thibodeau wygrali po raz pierwszy w rywalizacji z Waszyngtonem 100:97.   

bulls-wizards-mini

 

 

 

 

 

 

 

Jak zapewne się domyślacie mecz w Verizon Center był dla drużyny z Chicago tym z rodzaju „must win”. W przypadku przegranej rywale prowadziliby w serii 0:3 i awans do drugiej rundy stałby się już raczej nierealny.

Po dwóch arcyciekawych meczach w United Center mecz numer 3 wcale nie był gorszy pod tym względem. Rywalizacja ta ewidentnie nabiera rumieńców z każdym kolejnym starciem. Wszystkie dotychczasowe trzy gry rozstrzygały się w końcówkach, kiedy to wynik był „na styku”.

Jeżeli ktokolwiek myślał, że przewaga parkietu jest atutem klubu Marcina Gortata to statystyki pokazują zupełnie odmienną perspektywę. Przed meczem przegrali 9 z ostatnich 11 gier na własnym parkiecie rozegranych w play offs. Dzisiejsza porażka potwierdziła tylko powyższą tezę, że klub z D.C kiepsko wypada na macierzystym boisku.

KLUCZOWE FAKTY:

– Absolutnym bohaterem meczu był Mike Dunleavy Jr, który popisał się 8 celnymi trójkami na 10 oddanych rzutów.  Dzisiejszym występem ustanowił swój rekord punktowy w fazie play off, a mianowicie rzucił rywalom 35 punktów. Adwersarzom natomiast szczególnie we znaki dały się rzuty zza łuku gracza Chicago Bulls. O ile w pierwszej połowie gospodarze nieco odpuszczali Dunleavy’ego, tak w pozostałych dwóch kwartach za krycie jego odpowiedzialny był już Bradley Beal.  Efekt był taki, że skrzydłowy Byków trafił w dalszej części meczu jeszcze 5 razy. Do tego raz zaliczył akcję 3 + 1.

Dunleavy powiedział po meczu:

„Coach mentioned some stuff about getting me some more catch-and-shoot situations, and we did that tonight”

– Prócz Dunleavyego bardzo dobre zawody zaliczył też D.J Augustine. Gracz ten w moim odczuciu jest kluczową postacią w całej rywalizacji. Dziś rzucił z ławki 13 pkt (na średniej skuteczności 4/15) i dodał do tego 7 asyst (najwięcej w drużynie tego dnia). Jest on prawdziwym energizerem Bulls i sporo daje wchodząc jako rezerwowy.

– Mecz miał bardzo wyrównany przebieg. Początkowe 24 minuty toczone były praktycznie kosz za kosz. Dopiero w trzeciej kwarcie Bulls zyskali niewielką przewagę, którą starali się powiększać na początki ostatniej ćwiartki. Wizards za sprawą runu 10:1 odzyskali prowadzenie na 3 i pół minuty przed końcem po punktach Bradleya Beala (88-86).

– Nerwową końcówkę zafundowali gracze obu drużyn swym kibicom. Najpierw przy stanie 99:95 dla Bulls na połowie Wizards faulował Tony Snell. Było to o tyle niefortunne (głupie!!!), że przewinienie miało miejsce przy rzucie Johna Walla, a ten wykorzystał następnie wszystkie trzy rzuty osobiste. Thibodeau omal nie dostał zawału…

Następnie faulowany był (już zgodnie z planem w celu „zabicia czasu”) Taj Gibson, który chybił drugi rzut wolny. Kiedy Waszyngton miał około 2 sekund na rzut i doprowadzenie do dogrywki (było 100:97) Trevor Ariza po zbiórce niedokładnie podał do Johna Walla (stojącego od niego może metr dalej i nieatakowanego przez żadnego z rywali). Ostatecznie piłka wyszła za boisko. Wizards przegrali…

– Bardzo dobrze dziś uzupełniał się duet WallBeal. O ile w pierwszej kwarcie rządził i dzielił absolwent Kentucky, który uzbierał w tym czasie 11 punktów, tak finisz spotkania to popis Beala. Młody gracz Czarodziejów uzyskał 13 ze swoich 25 pkt w tym okresie. Dodatkowo ogromny plus dla Walla za nabranie Snella w przywołanej powyżej sytuacji w końcówce i pewną egzekucję trzech osobistych. Wytrzymał ciśnienie!

– Jeśli mamy play offs to w każdej ciekawej rywalizacji dochodzi do spięć między graczami. W końcu stawka jest wysoka, gdyż przegrany wraca do domu. Nie inaczej było dziś, kiedy to doszło do przepychanki pomiędzy Nene, a Jimmy Butlerem. Brazylijczyk został wyrzucony z boiska i zapewne zostanie zawieszony na kolejny mecz.

– Bardzo mocnym punktem ofensywy podopiecznych Wittmana była strefa podkoszowa (sporo wejść pod kosz graczy obwodowych). Z pomalowanego pola byli oni lepsi od oponentów w stosunku 50:34. Co ciekawe Wizards byli też lepsi w zbiórkach 41:36. na nic się to jednak zdało w obliczu wyśmienitej formy Dunleavy’ego.

PODSUMOWANIE:

Mike Dunleavy Junior miał dzień konia i z 35 pkt (12 na 19 z gry, 8 na 10 za 3 pkt) był rzecz jasna najskuteczniejszym graczem Byków. Dobrze też prezentował się Carlos Boozer, który dość łatwo ogrywał Marcina Gortata, w efekcie czego zapisał on na swym koncie 14 pkt i 5 zb). Słabiej zagrał Joakim Noah, który prócz 9 zbiórek miał tylko 6 oczek i zaliczył 4 straty.

Nie sposób zapomnieć o Jimmym Butlerze. Urodzony w Houston gracz zapisał w statystykach pomeczowych 15 pkt i zebrał 5 piłek. Wrażenie zrobił z pewnością celny rzut za 3 zaraz po zamieszaniu z Nene. Pokazał tym pełnię profesjonalizmu.

W Wizards prym wiedli Beal z Wallem. Pierwszy ukończył mecz z 25 pkt, a Wall z 2 oczkami mniej. Nene przed zejściem uzbierał 10 pkt. Po double double zaliczyli natomiast Marcin Gortat (13 pkt i 11 zb) oraz Trevor Ariza (16 pkt i 11 zb)

POWIEDZIELI PO MECZU:

Trevor Ariza (Washington Wizards)

„We can’t really talk about ‚What Ifs.’ We lost tonight. We can’t blame it on Nene, we can’t blame it on anybody except the people who were on the court. He is a big part of what we do, but if he’s not on the court we have to find ways to win. We couldn’t do that tonight.” 

Jimmy Butler (Chicago Bulls) -komentarz do celnej trójki zaraz po przepychance z Nene:

„Short-term memory loss, It’s a new day, new game, new possessions. My team needs me to step up and take the open shot when it’s there and definitely knock it down when it’s needed.”

SKRÓT MECZU:

 

CHICAGO BULLS – WASHINGTON WIZARDS 100:97

(28:30, 20:21, 24:18, 28:28)

M. Dunleavy 35 pkt, J. Butler 15 pkt , C. Boozer 14 pkt – B. Beal 25 pkt, J. Wall 23 pkt, T. Ariza 16 pkt

Stan rywalizacji: 2-1 dla Wizards

 

 

Paweł Kołakowski

Od lat wierny kibic Houston Rockets i wielbiciel Charlesa Barkleya (głównie z czasów gry w Suns). Wychowany na transmisjach NBA w TVP2 wspominający z łezką w oku te godzinne transmisje w piątkowe popołudnia z komentarzem Szaranowicza i Łabędzia :). Ahh te lata 90-te :)

25 komentarzy

  1. lordam pisze:

    Jak Nene był bohaterem w dwóch poprzednich meczach tak niestety ten jest trochę na jego barkach, pomijając skuteczność 5/15 bo to się każdemu zdarza to on najzwyczajniej w świecie za długo trzymał piłkę, praktycznie w 2 na 3 akcjach ustawał się post-upie i oczekiwał piłki, przez to gra Wizards zrobiła się dużo bardziej statyczna.
    Sytuację z butlerem wcinam bo tu grają emocje ogromne, choć będzie to strata jak zabraknie brazylijczyka w g4
    Marcin solidnie, w obronie Boozer go wyciągał, nawet komentatorzy zwrócili na to uwagę, że jedyną szansą bulls jest wyciągnięcie Gortata z pomalowanego ( to akurat dobrze o nim świadcz) i parokrotnie niestety dał się wyciągnąć. Warto zaznaczyć że Marcin nie daje się zniszczyć w pomalowanym, Wizz bardzo dobrze zbierają i to cieszy.
    W niedzielę liczę na 3;1, dunleavy po raz kolejny nie zagra takiego meczu.
    C

  2. Barzay pisze:

    wiz maja szanse na ecf niesamowita i jak to popsują to masakra, we wczorajszym meczu powinni zamknać serie juz a wyszli ze słabą głową

  3. monty pisze:

    Raczej przypadek, bo „dzień konia” zdarza się takim graczom jak Dunleavy rzadko. Z drugiej strony dzięki Nene (to jednak idiota), Byki mają szansę na remis, a że trzeciego meczu z rzędu raczej u siebie nie przegrają, to jedyną opcją, a może i ratunkiem Czarodziei będzie Marcin. I tu niestety widzę spory problem. Także Nene załatwił Chicago awans do kolejnej rundy (obym się mylił)….

  4. Czarny Kapelusz pisze:

    Obyś się nie mylił :D

  5. GPRbyNBA pisze:

    Znakomity występ Mike. Tylko czy Chicago może wygrać tylko wtedy gdy ktoś zaliczy u nich taki występ? Nawet z takim występem Mike’a (i brakiem Nene) Chicago ledwo co wygrało.
    Mi brakowało rzutów Hinricha za 3 skoro DJ był dziś słabiej dysponowany.
    CO ciekawe Defensywny gracz roku gra w tej serii gorzej od Polaka – przynajmniej jeśli chodzi o cyferki.

  6. Woy pisze:

    Nikt jeszcze nie wspomniał o dwóch ważnych pudełach z linii Walla,a przy dodatkowym trzecim pudle Beala (2 najlepszych strzelców) to nie można było liczyć na wygraną. Głupotę popełnił Nene i wcale nie mniejszą Snell. Noah za to pokazał się jako DPOY. Boozer też za łatwo wypunktował Gortata i okazało się,że i Dunleavy i Butler a nawet Boozer odwrócili losy serii. Augustinowi match up z Wallem kompletnie nie pasuje.

    • Paweł Kołakowski pisze:

      a mi mimo wszystko bardzo podoba się Augustine – pamiętam jak Walker wyrzucił go z pierwszej piątki Cats i potem leciał w dół. Teraz ponownie wrócił na właściwe tory i chyba znalazł swoje miejsce w NBA. Może ofensywnie nie zachwyca, ale jest energizerem na miarę Eddie House’a z Celtics czy Heat swego czasu.

  7. tremo pisze:

    Bulls mieli niesamowitego farta, że Dunlevi miał grę życia, bo inaczej po prostu by przegrali. Ale Wizards też popełnili kilka błędów a MG4 nie gra wcale lepiej niż w sezonie. A powinien. Ale myśle, że jest szansa na 3:1 dla Wiz bo bardziej pasują do gry w II rundzie.

  8. Finley pisze:

    Byki przegrały deski, zaliczyły więcej strat. Wizards oddali 15 rzutów więcej, a mimo to przerżnęli mecz. Ławka Wizards dała ciała, ale bohater pierwszego meczu dał ciała najbardziej. 5/15 z gry, 5 strat i jeszcze wyrzucenie z boiska. Byki wygrały, ale to dalej jest bardzo słaba koszykówka w ich wykonaniu…

    • lordam pisze:

      Co ważne generalnie w tej serii byki nie wygrywają na desce z Wiz i dlatego w rywalizacji jest 2:1.
      Drugi taki mecz Chicago się chyba nie zdarzy, jeśli Nene nie zagra w g4 to będzie prawdziwy test dla Marcina, znowu minuty dostanie Gooden (Może to i dobrze) choć moim zdaniem kluczem do wygranej będzie postawa Millera oraz Arizy.

    • GPRbyNBA pisze:

      Normalnie bym sie zgodził bo faktycznie zebrali mniej piłek (36-41) jednak liczy się każda piłka – również ta która wyjdzie za linię. Zatem w tej odsłonie Byki zbiórek mięli więcej 55 do 47 wizards.

      Zgodzę sie jednak z tym że gracze ze stolicy zbieraja lepiej. Chicago mają Noaha który nie ma warunków fizycznych a WIZ maja Gortata czy Nene którzy potrafią zastawić kosz. Wypada też wspomnieć że Noah w tym ustawieniu nie jest od zbiórek w ataku (bo jak ma nim być będąc kilka metrów od kosza?). Dodatkowo Chicago ma niższych zawodników.
      Także akurat ta statystyka mnie nie koniecznie dziwi.

  9. Al Capone pisze:

    Tak no to 4-2 dla Bulls dziękuje Ci Nene za ułatwienie awansu Chicago

  10. Woy pisze:

    Obie drużyny zagrały słabo a Miller tym razem nic nie wniósł do gry,z ławki. Wizards zemściły się chybione wolne oraz brak game changera (Nene). Bulls mieli tym razem takich, Butlera i Dunleavy.

  11. saturn pisze:

    No obwód Wizards, czyli ich najmocniejsza strona dał o sobie znać. Ciężko za nimi nadążyć i w tym jest największa siła Czarodziejów. Ciekawe, że wygrywają z Chicago walkę na tablicach. Szkoda, że Nene poniosły emocje, bo jeśli przypadkiem zdarzy się lepszy dzień chłopakom z Chicago, to wszyscy powiedzą, że to przez niego.
    Ja liczę na ciekawy mecz 4-ty, bo Chicago jest przyparte do muru, a Wizards nieco osłabione. Emocje powinny teraz rosnąć. Po cichu liczę na wyrównanie, to wtedy będzie jeszcze ciekawiej dla samej rywalizacji. Jak słusznie zauważyliście jakoś uśpiony jest Noah, więc ja bardzo liczę na przebudzenie olbrzyma. Bardzo by się to Chicago przydało.
    Wiecie może dlaczego nie ma na boisku ani Amundsona ani Brewera ani Fredette? Bardzo by się przydali. Skład Chicago jest tak krótki, że Tibs nie ma kim grać. Dziwię się, że przy takiej niedyspozycji Hinricha Augustin gra tak mało.

  12. Woy pisze:

    Noah jest czołowym graczem serii w zbiórkach w ataku, 2.7 na mecz. W ostatnim meczu nie grał daleko od kosza a grał dalej Boozer,wyciągający Marcina. Z tym wzrostem też przesadzasz, Dunleavy gra jako dwa mierząc 206cm i jest wyższy od Walla,Arizy i Beala. Bulls przegrywać mogą wzrostowo gdy razem grają Augustin i Hinrich. Liczba zbiórek Wizards jest wyższa poprzez dynamicznych i łamiących pierwszą linię Walla i Beala.Oni obaj dzięki swojej sprawności pomagają wysokim w walce na desce.

    • GPRbyNBA pisze:

      Przestudiuj sobie składy i podlicz kalkulatorem czy jak tam wolisz.
      Wiz mogą być nizsi chyba tylko wtedy gdy na parkiecie jest Miller a u Chicago Noah z Gibsonem.
      Patrząc na ich niższy skład to naprawdę radzą sobie nieźle.

      Poza tym w ataku prawie zawsze maja kogos wysokiego pod koszem przeciwnika a u byków? Noah gra daleko. Zostaje najczęściej Gibson który jest o 5 niższy od Gortata i Nene.
      Wizards mają lepszą skuteczność i do tego więcej zbiórek w ataku
      Chicago nie dość ze ma gorszą skuteczność to dodatkowo nie mają dostatecznie wysokich zawodników pod koszem rywali. Gibson cos tam dział ale ile może?

      Noah ma najwięcej zbiórek? Nie w playoffach to raz i nie licząc minuty na parkiecie to 2.
      Noah gra po 42 min a Taj 32min. Także jeśli chodzi o zbiórki to nie Noah a Gibson jest teraz od nich.

  13. Woy pisze:

    Są strony gdzie pokazują średnie wieku,wagi, wzrostu etc. np.BULLS mają siedmiu graczy powyżej 206 cm.
    Jednak policzmy średnią tych co faktycznie grają…i zestawimy match upy?

    Miller > Augustin

    Wall=Hinrich

    Beal < Butler Ariza < Dunleavy Booker < Gibson Nene > Boozer

    Gortat,Gooden=Noah

    To chyba logiczne wydaje się,że jak grasz na gorszym % to rywal lepiej zbiera?

    Napisałem czołowym,nie najlepszym!czytanie=rozumienie (?)

    • GPRbyNBA pisze:

      Ja licze raczej całość składu który gra (czyli zliczam wszystkich) a nie porównuje.
      A nawet jeśli to liczy sie piątka która jest aktualnie na parkiecie do piątki przeciwnika i to kto aktualnie odpowiada za zbiórki.
      Patrząc tych co walczą o zbiórki nie jest dobrze. Gorti i Nene (po 211) Noah i Gibson (211 i 206cm)

      I nie porównywałem zbiórek w obronie tylko zbiórki w ataku (czyli mozliwość zdobycia punktów drugiej szansy).

      ehh Zresztą trochę głupi ten wątek :-)
      Przecież oprócz wzrostu liczy sie zasięg ramion, skoczność ,ustawienie i determinacja.
      No i wspomniana masa wraz z siłą do ewentualnego przepchnięcia rywala.

    • Woy pisze:

      to dziecinada jak dla mnie, Rodman chyba o tym nie myślał co TY:-)

    • GPRbyNBA pisze:

      Denis to inna bajka. „Zwierzakom” zawsze jest łatwiej :-p
      Ale sam przyznasz że wzrost to nie wszystko.
      Czasami braknie dłoni lub skoczności. np Niejeden wysoki przegrywa „rzut sędziowski” bo nie potrafi skakać. W zbiórkach też nie wystarczy wzrost czy zasięg. Trzeba też umieć przewidzieć w którym kierunku piłka może sie odbić i odpowiednio się ustawić.
      Rodman po prostu miał to coś.

    • saturn pisze:

      Mój klasyczny filmik, który do znudzenia zamieszczam… teraz dla kolegi GPRbyNBA
      http://www.youtube.com/watch?v=FUwcdmx9cy4
      a podobno w tamtych czasach to tylko Jordan i Wilkins latali…. ciekawe ile ten mały facet (bez butów 182 cm) poszybował w górę. Na zwolnionym tempie fajnie widać jak długo w porównaniu z Perdue się wznosi.

    • GPRbyNBA pisze:

      To się nie liczy :-p
      „Biali nie potrafią skakać”

  14. Autor pisze:

    Jako wielki fan Byków od samego początku bałem się serii z Wizards. Wolałem kogokolwiek innego, ale nie Wizards, bo właśnie Augustine sporo traci przy Wallu. Byki w ogóle mają ciężko z obwodem Wizards a do tego dochodzi brak jakiejś przewagi pod koszem, bo Noah jak jest dobrze kryty to nie jest mistrzem rzucania, Gibson lubi szybką piłkę a nie mozolnie budowane pozycje. Natomiast Boozer to jest Boozer. Wszystkie mecze 3 były na styku. Ten też, ale ze wskazaniem na Wizards nawet w tym meczu do czasu, gdy nie wyleciał Nene. To jedyna nadzieja Byków, że go zawieszą. Byki nie mają strzelby. Nawet Dunleavy jak odpalił to się męczyli a przecież naprawdę nieźle grał Gibson. Wizards mają strzelby a do tego grają to czego Byki nie cierpią, czyli efektywnie w obronie na tyle, by Byki nie potrafiły rzucać po kilka minut z rzędu. Jednak jest jeszcze nadzieja, że seria się wyrówna i parkiet wróci do Byków :)

  15. saturn pisze:

    Uch muszę uważniej pisać, bo potraficie uczepić się jak ogary do rannego łosia :)
    Napisałem tak dlatego, że Chicago zawsze było zespołem, który miał więcej zbiórek od rywali. I tu nie chodzi o centymetry, ale o walkę na tablicach i obronę. Wynikało to z faktu, że zarówno Boozer, Noah jak i Gibson dobrze zbierali. Bozer podobnie jak Gibson i Dunleavy ma tylko 206 cm, ale za to ponad 120 kg i mocne ramiona. Tylko ostatnio mocno brakuje mu juz kompletnie dynamiki. Gibson może i ma tylko 206 cm, ale za to 7’4″ zasięgu ramion i 9’1″ sięga ręką w górę co jest więcej niż u Noah, Grega Monroe czy Blake’a Griffin’a. Porównywalne z Howardem, Gortatem i uwaga Tysonem Chandlerem, który jest 10 cm wyższy. Dlatego Gibson często awaryjnie ustawiany jest na środku. Ma chłopak duże rączki i ładnie blokuje, a przy tym jeszcze potrafi skoczyć, dlatego ma tyle efektownych zbiórek i wsadów.

    ale nie cyfry łapią piłki, czy wygrywają mecze. Atletyzm, czy umiejętność zastawiania pod koszem mają większe znaczenie niż cyferki.
    Ja się nie mogę doczekać następnego meczu. Wciąż nie odpisaliście dlaczego ławka Chicago jest taka krótka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *