Dinozaury z Brooklynu górą w starciu z Toronto Raptors w meczu nr 1

Nigdy nie szydź z mistrzów! Gazety w Toronto drwiły wczoraj z wieku Paula Pierce’a i Kevina Garnetta. Tytuł: „Raptors vs. Dinosaurs” i teksty w stylu: „Garnett & Pierce are so old the Raptor had to ask his dad about them” odbiją się im jednak czkawką. Paul Pierce w ostatnich 3 minutach spotkania rzucił 9 punktów i totalnie zdemolował „młodzieniaszków” z Toronto. Ciekawe co teraz będą pisać gazety w Kanadzie? Ostatecznie Nets wygrali 94-87. Bardzo dobre spotkania rozegrali Joe Johnson (24 punkty, 8 zbiórek i 4 asysty) i Deron Williams (również 24 punkty). Cichym bohaterem jest jednak dla mnie Shaun Livingston, który kompletnie wyłączył z gry DeMara DeRozan (14 punktów, 3/13 z gry). Bez swojego gwiazdora ofensywa Raptors miała olbrzymie trudności z punktowaniem. Nets wygrali to spotkanie dość przekonująco. Zobaczymy co będzie dalej.

raptors-nets

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Toronto Raptors 0-1 21 25 16 25 87
Brooklyn Nets 1-0 29 21 17 27 94

Początek upłynął pod znakiem niesamowitych kilku minut Jonasa Valanciunasa, który zdobył pierwsze 8 punktów dla swojego zespołu i był bestią na tablicy. Jednak od stanu 11-8 dla Raptors gra gospodarzy kompletnie się załamała. Dinozaury z Brooklynu pokazały co to znaczy doświadczenie. Chociaż Kevin Garnett zagrał w ofensywie prawdopodobnie jedno z najgorszych spotkań w karierze, to w defensywie pokazał swoją moc. DeMar DeRozan nie istaniał. Joe Johnson miażdżył Johna Salmonsa w post-up, D-Will trafił dwie trójki z czystych pozycji, a Paul Pierce pokazał w niesamowitej akcji 2+1, że wciąż umie grać w koszykówkę. Efektem był run 12-0. W pewnym momencie drużyna Jasona Kidda wygrywała 25-13. Gdyby nie Kyle Lowry byłby prawdziwy pogrom. Jedynie rozgrywający gospodarzy trzymał poziom i w zasadzie samotnie doprowadził do stanu 21-29.

Początek drugiej odsłony nie ułożył się dobrze dla gości. Szybki problem z faulami jest wodą na młyn dla DeRozana, którego gra opiera się na dostawaniu się na linię rzutów wolnych. Gdy Greivis Vasquez trafił trójkę było już tylko 28-32. Raptors niebezpiecznie zaczęli się rozpędzać. Ważnym momentem było złapanie drugiego przewinienia przez DeRozana w walce o zbiórkę. Po chwili Livingstone popełnił jednak bardzo głupie trzecie przewinienie przy rzucie za trzy Vasqueza, który doprowadził do remisu po 35. DeMar jak i Shaun trafili na ławkę. Raptors z rytmu wytrącił Deron Williams trafiając po raz kolejny w akcji 2+1 i Nets wrócili na prowadzenie 35-38. Williams grał w pierwszej połowie bardzo dobrze będąc najskuteczniejszym zawodnikiem na boisku (18 punktów do przerwy przy aż 17 rzutach). Błysnął Alan Anderson, a podrażniony Kevin Garnett (dostał technika) brutalnie blokując Valanciunasa pokazał młodemu Litwinowi, żeby nie pchał się na obręcz, kiedy jest obok. Do końca połowy Nets udało się zastopować gospodarzy i odzyskać kilka punktów przewagi kończąc drugą kwartę wynikiem 46-50. Lekko pomogli w tym sędziowie gwiżdżąc kolejne przewinienie techniczne. Tym razem ofiarą ich błędu był Blatche, a o całą sytuację duże pretensje miał będący bardzo blisko wydarzenia Jason Kidd.

Druga połowa zaczęła się od udanej akcji Valanciunasa. Po trójce Terence’a Rossa Raptors objęli prowadzenie 51-50. Problem z przewinieniami okazał się być kluczowy. Ross, Livingston i Plumlee popełnili swoje czwarte przewnienia i ich dalsze przebywanie na boisku było sporym hazardem obu trenerów. Gra na tym etapie dość mocno zwolniła, co wykorzystali Nets wracając na prowadzenie 53-57. Przy tym stanie nastąpiła dłuższa przerwa, bo w hali Air Canada Center zepsuły się zegary. Nie mogąc naprawić tej usterki sędziowie korzystali ze STOPERÓW, a stan zegara podpowiadał spiker! Ten blamaż organizacyjny nie wpłynął negatywnie na gości, którzy dalej punktowali Raptors. Po punktach Plumlee było już 53-61 dla gości. Gdy jednak szybkie 4 punkty zdobyli gracze z Toronto Jason Kidd zdecydował się na wzięcie przerwy na żądanie. Dopiero na 2:34 do końca trzeciej odsłony DeMar DeRozan trafił swój pierszy rzut z gry. Słabe spotkanie rozgrywał również Paul Pierce. Wynik kwarty ustalił trójką Kyle Lowry. Po brzydkiej odsłonie goście wygrywali 62-67.

Czwarta kwarta zaczęła się od trójki i dunku Patricka Pattersona i remisu po 67. Później jednak znowu zagrali kilka słabych akcji w ataku i Nets znowu wrócili na kilkupunktowe prowadzenie. Paradoksalnie Raptors trzymało się w grze dzięki kompletnej deregulacji celowników Nets zza łuku. Gracze z Nowego Jorku nie trafili aż 19 prób z rzędu! Świetny fragment miał w ataku Livingston. Po trójce Vasqueza na 5:09 do końca Raptors wyszli na prowadzenie 76-75. Okazało się to łabędzim śpiewem gospodarzy. Po chwili Johnson i Garnett zdobyli punkty i wynik wskazywał 76-79 dla gości. Od tego momentu widzieliśmy tylko jedną gwiazdę. Na 2:58 do końca w końcu za trzy trafił Paul Pierce przełamując złą serię pudeł z dystansu Nets i było nagle 76-82. Sytuacja Raptors była trudna. Bez wyłączonego DeRozana ich ofensywa przechodziła w zasadzie tylko przez Lowry’ego i Vasqueza. Na punkty Valanciunasa odpowiedział Pierce, a czas upływał nieubłaganie. Kolejny raz The Truth trafił na 1:32 do końca. Co prawda Vasquez zdołał rzucić za trzy na 1:07, co jeszcze dało nadzieję gospodarzom. Pierce był dzisiaj jednak clutch jak w najlepszych czasach. Trafił po raz kolejny na 51.5 sekund do końca i było pozamiatane (81-88 dla Nets). W grze na faule nie mylili się zarówno D-Will jak i JJ. Dodatkowo drużynie Jasona Kidda pomógł Kyle Lowry przez ponad 11 sekund nie faulując D-Willa, co już kompletnie podcięło im skrzydła i zabrało możliwości do odrobienia strat. Ostatecznie Brooklyn Nets pokonało Toronto Raptors 94-87.

Najlepsi w poszczególnych drużynach:

Johnson 24 (8 zb, 4 as), Williams 24, Pierce 15 (4 zb, 4 as), Livingston 10, Anderson 6, Blatche 5 (6 zb), Garnett 5 (8 zb), Plumlee 2, Teletovic 2, Thornton 1

Lowry 22 (7 zb, 8 as), Greivis Vasquez 18 (8 as), Jonas Valanciunas 17 (18 zb), DeMar DeRozan 14, Patrick Patterson 9 (5 zb), Terrence Ross 3, Amir Johnson 2, Tyler Hansbrough 2

Własnym okiem

O sukcesie gości zadecydowała ogromna dysproporcja w stratach. Nets zanotowali ich zaledwie 9 w całym meczu, zaś Raptors mieli ich aż 19! Gospodarze nie zdominowali deski. W ofensywnych zbiórkach było praktycznie równo, bo 9-8 dla Raptors. Kompletnie niewidoczny był dzisiaj Amir Johnson, co wyrównał rewelacyjnym występem Jonas Valanciunas. Kluczowa będzie dyspozycja DeRozana. Jeżeli sztab szkoleniowy Raptors nie wymyśli czego, co pomoże odblokować DeMara, nie wierzę w powrót do serii ekipy z Toronto. Po prostu potencjał ofensywny pozostałych graczy jest tam zbyt słaby. Tak katastrofalna skuteczność z zza łuku w wykonaniu Nets (trafili zaledwie 4 z 24 rzutów) nie powinna się już powtórzyć w tej serii więc dzisiejszym gospodarzom będzie jeszcze trudniej. Jeżeli nie zobaczymy poprawy w ofensywie gospodarzy, równie dobrze we wtorek Raptors mogą dostać drugi raz u siebie i kolejnego spotaknia w Air Canada Center już nie zobaczymy. Na skreślanie Raptors jest jednak zdecydowanie za wcześnie, bo to dopiero pierwszy mecz, który możemy potraktować jak zimny prysznic, albo frycowe dla młodej drużyny z Kanady.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

2 komentarze

  1. lordam napisał(a):

    Jestem trochę rozczarowany tym meczem, wiem że to nie RS tylko PO i nie liczy się styl ale zwycięstwo ale zwyczajnie męczyłem się oglądając ten mecz, dużo pudeł z czystych pozycji, ogrom chaosu.
    Emocje były i tylko one tak naprawdę trzymały przy życiu ten mecz no i Thuth w końcówce, warto było czekać.
    Moim zdaniem toronto nie wykorzystało szansy bo Nets byli do puknięcia a tak spina i muszą wygrać g2.
    Na + Pierce, Livingston, Valanciunas, Patterson, Lowry, Vazquez, JJ i J-will
    Niestety w raps była zbyt duża dysproporcja ale w formie dzisiejszego dnia, tak naprawdę tylko ta 4 grała solidnie gdzie w nets moglibyśmy dodać jeszcze Andersona, Blatche.
    Pomijając ten fakt tak czy siak wygrały indywidualne umiejętności PP, willa oraz JJ.

  2. Mariusz napisał(a):

    A mnie się mecz podobał. Za każdym razem gdy Raptors łapali już wiatr w żagle Nets trafiali 2-3 razy z rzędu. Przypominało to walnie głową w mur. Garnett i Pierce pokazali klasę mimo słabszej dyspozycji na początku. Super. Myślę, że DeRozan jednak powróci do lepszej dyspozycji i ten pierwszy mecz to raczej jego chrzest bojowy. Będzie jeszcze ciekawie, ale Nets są silni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *