Zachód Słońca, Grizzlies zagrają w post-season

Dzisiaj skończyła się piękna historia tego sezonu. Skończył się też sezon Phoenix Suns. Historia kopciuszka nie zakończyła się happy-endem, ale w Phoenix mogą z wielkim optymizmem w przyszłość. Jeff „Coach of the Year” Hornacek zrobił świetną drużynę ze zbieraniny wszelakiego szrotu, ale dzisiaj Grizzlies postanowili zakończyć wszystkie marzenia fanów Suns i uciąć wszelkie spekulacje. Znamy już całą play-offową szesnastkę. Grizzlies dzisiaj ją zamknęli, zwycięstwem 97-91.

Emocji nie mogło brakować w takim spotkaniu. Ostatnie minuty przyniosły ekscytującą wymianę ciosów, a wcześniej Suns musieli zerwać się do comebacku, żeby w ogóle do tej końcówki doprowadzić. Były kolejne serie punktowe, wielkie rzuty, ten mecz był typowy dla play-offów i miał niemal wszystko.

Tym meczem Miśki dopełniły sweepa na Suns w tym sezonie i w każdym meczu bili rywali pod koszem. Dzisiaj wygrali na tablicach 42-30, a w pomalowanym 50-40. Zach Randolph i Marc Gasol zdobyli razem 50 punktów i zebrali 17 piłek. Nawet wprowadzony do rotacji na ten mecz Shavlik Randolph nie mógł temu zapobiec.

Z-Bo miał już 13 punktów po pierwszej kwarcie i w całym meczu zdobył season-high 32 punkty i zebrał 9 piłek. Dzisiaj mogliśmy oglądać starego dobrego Z-Bo – dominującego w post i ogrywającego kolejnych rywali. Jakby to była seria z San Antonio z 2011 roku. Randolph trafił 15/25 z gry, z czego 14/23 przy kontestowanych próbach.

Drugim graczem, który uzbierał dzisiaj season-high był niemiłosiernie trafiający z półdystansu i dystansu Mike Miller (21 punktów, 8/11 z gry i 5/6 zza łuku). Mike zwłaszcza gorący był w drugiej kwarcie, kiedy w ciągu 6 minut zdobył 13 punktów.

W drużynie Suns można było więcej oczekiwać od liderów. Eric Bledsoe (13 punktów, 5 asyst, 6/16 z gry) i Goran Dragic (14 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty, 5 przechwytów, 6/14 z gry) mieli momenty i przebłyski, ale na przestrzeni całego spotkania obrona Memphis poradziła sobie z nimi bardzo dobrze.

Za to bardzo pewny był Markieff Morris, który trafiał kolejne rzuty z ręką na twarzy. Morris uzbierał 21 punktów, trafił 10/16 z gry i zablokował 3 rzuty. Jego starszy kolega z tej samej pozycji – Channing Frye też zagrał przywoicie, z 14 punktami i 5 zbiórkami na koncie. Przestrzelił jednak 7 rzutów zza łuku i w efekcie miał skuteczność 2/9 za trzy. Gdyby trafił coś więcej z otwartych pozycji, których kilka miał – ten mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej.

Atak obu ekip był mocno zróżnicowany. W drużynie Grizzlies punkty zdobywało tylko 6 zawodników, w tym Tayshaun Prince, który miał tylko 4 oczka. Po drugiej stronie 5 graczy miało co najmniej 10 punktów (Frye, Plumlee, Dragic, Bledsoe, Morris).

Suns zabrakło trochę gry z jajem, twardszej obrony na Randolphie i ogólnie pod koszem. Ten mecz ogólnie był za czysty, bo oglądaliśmy tylko 29 prób na linii osobistych z obu stron. Słońca wyszły na ten mecz ze zbyt dużym respektem dla rywali. I to się zemściło. Czasem trzeba było zagrać agresywniej, sfaulować, wybić z głowy rywalom grę blisko kosza i wypchnąć ich z tej strefy.

Przebieg spotkania

Grizzlies strasznie męczyli Suns w pierwszej kwarcie, a ich agresywna obrona pozwoliła gospodarzom na jedyne 14 punktów. Sam Randolph miał 13. Ta obrona wytrzymała 21 minut gry. Na 2:54 przed końcem pierwszej połowy Suns mieli tylko 33 punkty i przegrywali 46-33. Wtedy rozpoczęła się zabawa. Błyskawiczna seria 9-0, z 5 punktami Bledsoe sprawiła, że schodziliśmy do szatni z tylko 4-punktową różnicą.

Przerwa nie zabrała tego momentum Suns. Pierwsze dwa posiadania udało im się zamienić na punkty, dające pierwsze prowadzenie w meczu. W końcówce tej kwarty zaczął szaleć Markieff Morris, ale odpowiadali mu Randolph, Miller czy w w ostatniej minucie Allen. W efekcie intensywność tego spotkania zaczęła rosnąć i mogliśmy cieszyć oczy świetnym widowiskiem. Kolorytu tej sytuacji dodawał fakt, że w ostatnią kwartę wchodziliśmy z remisem 67-67.

Markieff kontynuował swoje trafianie, ale kompletnie zaciął się w ostatnich 8 minutach i nie zdobył w ciągu nich żadnego punktu. Jednak nie przeszkodziło nam to w oglądaniu świetnej końcówki i otwartej wymiany ciosów między dwoma ekipami o „być albo nie być” w play-offach.

Conley wyrównał na 5 minut przed końcem i było 81-81. Potem Plumlee mocno wykończył alley-oopa, z taką agresją i siłą jakiej brakowało mi przez całe spotkanie. Odpowiedział mu Gasol. Następowały kolejne zmiany prowadzenia po rzutach Frye’a, Millera, Gasola czy Bledsoe. Ale to crunch-time miało przede wszystkim jednego bohatera.

Mike Conley miał tylko 6 punktów, gdy wchodziliśmy w ostatnie 5 minut spotkania, ale w ich ciągu zdobył 8 oczek i trafił kluczowe rzuty. Na 1:48 przed końcem trafił z wyskoku, prowadzenie odzyskał Plumlee. Potem jednak nastąpił rzut, który był gwoździem do trumny Suns. Trójka Mike’a dała prowadzenie, którego Grizzlies już nie wypuścili. W kolejnej akcji Z-Bo przechwycił piłkę i zdobył równie ważne punkty w kontrze.

Słońca miały jeszcze swoje szanse, ale zabrakło im zimnej krwi. Tej zimnej krwi zabrakło im też w meczu z Mavs, kiedy stracili wysokie prowadzenie w 3 kwarcie i przegrali tamto spotkanie. Końcówka sezonu nie wyszła, happy-endu nie było, ale za tą piękną historię wszyscy powinniśmy wstać i – niczym kierowca autobusu – zacząć klaskać, bo Suns wzbudzili w nas w tym sezonie tyle pozytywnych emocji co nikt inny. Kopciuszek upadł, ale powstanie i wraz ze swoim milionem wyborów w najbliższych Draftach, świetnym trenerem i trzonem zespołu może śmiało patrzeć w przyszłość.

7 komentarzy

  1. Ross pisze:

    I nawet ten osławiony sztab medyczny Suns nic nie zdziałał. No patrzcie…

  2. Woy pisze:

    Deng już na celowniku , Bledsoe powinien zostać. Przyszły sezon to również więcej minut Lena.

  3. amon pisze:

    No i przecież są 3 picki w 1. rundzie draftu. Salary w Suns też chyba nia zapchane? Rysują się ciekawe perspektywy ,go Suns!!!!

  4. Elwood pisze:

    Z jednej strony szkoda bo gdyby Suns zagrali sezon na miarę „faktycznych” możliwości to byłby wysoki nr w drafcie ale z drugiej strony pokazali że mają ciekawy zespół z perspektywami a do takiego łatwiej przyciągnąć dobrego wolnego agenta np. Denga. To nie jest faza przebudowy z bliżej nieokreśloną przyszłością tylko drużyna walcząca o playoffy na silnym zachodzie.

  5. golde pisze:

    Dragic zawalił ostatnie 2 minuty. Było widać że nagle wszystko co prezentował przez cały sezon i ten mecz uleciało z niego jak powietrze po beznadziejnym podaniu gdzie najpierw wyszedł ładnie do rzutu … szkoda.
    Mecz bardzo dobry. Polecam.

  6. Mr. Cental pisze:

    Teraz kibicujmy SUNS żeby dostali nr 1 Draftu! Utarliby nosa wszystkim tankującym. Szanse są małe, ale zawsze.

  7. benolinho pisze:

    cóż ktoś musiał odpaść z rywalizacji o PO szacunek dla nich choć cieszę się że moje przewidywania sprawdziły się, czuję że znów Misie mogą być czarnym koniem zachodu a ogólnie uważam że to mogą być jedne z najciekawszych playoff od lat: miami ma ten sam problem co rok temu i co 2 lata temu do tego martwi mnie dyspozycja wade,indiana się posypała, w siłę urosło nets, bulls jakby się nie przejmowali kolejnym opuszonym przez derrica, a na zachodzie jeszcze ciekawiej doświadczone spurs, KD, nieprzewidywalne warriors czy wyżej wsponiane misie bd ciekawie o ile od 2óch sezonów miami teraz nie mam pojecia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *