Telegram z Enbiej 14/04/2014 – szarża Bobcats, sweep Rockets i popis Tyreke Evansa

Wczorajsza noc w NBA zagwarantowała nam 10 spotkań, a meczem wieczoru była bezpośrednia batalia Grizzlies Suns o udział w PO (mecz zostanie opisany w osobnym wpisie).

Poza tym osłabieni Heat oddali walkę o pierwsze miejsce na Wschodzie, Bobcats do ostatniej akcji walczyli o wygraną z Hawks, a Spurs bez czwórki bardzo istotnych graczy nastraszyli Rockets.

Robimy kawę w pachmurny poranek i zapraszam do telegraficznego przeglądu z parkietów ligi.

Boston Celtics @ Philadelphia 76ers

108-113 (33-33; 17-34; 34-19; 24-27)

Gdyby Sixers grali tylko z Celtics to byliby w PO. Wczoraj drużyna Bretta Browna wygrała swoje trzecie (z czterech) spotkanie przeciwko zespołowi z Bostonu.

Nie było jednak łatwo. Rondo (11 zbiórek, 14 asyst, bez niego na parkiecie zespół przestawał grać), Olynyk (28 punktów – rekord kariery, 9 zbiórek), Green (27 punktów) i Bradley (22 punkty) postawili twarde warunki i walczyli do ostatnich akcji. W zasadzie to doprowadziliby do remisu (i pewnie dogrywki), gdyby tylko Chris Johnson nie nadepnął na linię boczną przy rzucie za trzy. Taki błąd nawet Sixers musieli wykorzystać i dzięki temu odnotowali swoją 18-tą wygraną w sezonie.

Gracz meczu: Michael Carter-Williams (21 punktów, 9/13 z gry, 14 zbiórek, 6 asyst i 4 przechwyty)


Milwaukee Bucks @ Toronto Raptors

100 – 110 (19-32; 27-27; 23-25; 31-26)

Raptors powiesili pod kopułą baner za wygranie Atlantic Division, ustanowili nowy rekord organizacji pod względem ilości wygranych w jednym RS (48) i nie mieli problemów z ograniem Bucks.

Prowadzili od pierwszego do ostatniego gwizdka dzięki skuteczności Vasqueza (25 punktów, 8/12 z gry, 7 asyst) i Lowry’ego (24 punkty), a także walki pod koszem Valanciunasa (14 punktów, 13 zbiórek) i Hansbrough (12 punktów, 11 zbiórek z ławki rezerwowych).

Gracz meczu: Greivis Vasquez


Miami Heat @ Washington Wizards

93 – 114 (26-27; 22-43; 17-28; 28-16)

Tylko Dwyane Wade z Big Three Miami Heat pojawił się wczoraj na parkiecie w Stolicy. James i Bosh dostali wolne od trenera Spoelstry, który tym samym odpuścił walkę o pierwsze miejsce na Wschodzie (i tak mieli raczej niewielkie szanse na wyprzedzenie Pacers, ponieważ drużyna z Indianapolis miała tiebreaker na swoją korzyść). Tym samym Pacers w pierwszej rundzie zmierzą się z Hawks, a Heat trafią na kogoś z pary BobcatsWizards.

Klub Marcina Gortata dobrze o tym wie i zmobilizował sie by spróbować uniknąć pojedynku z aktualnymi mistrzami. W ostatnim meczu RS Wizards wybierają się do Bostonu, a Bobcats podejmą u siebie Bulls.

Samo spotkanie nie było wyrównane. Jak przyznał po wszystkim Gortat – bardziej przypominało gierkę treningową. Miejscowi trafili 14 razy z dystansu i prowadzili na przestrzeni spotkania nawet 36 punktami.

Bohater meczu: Trevor Ariza (25 punktów, 10/13 z gry, 5/8 z dystansu)


Charlotte Bobcats @ Atlanta Hawks

95 – 93 (26-24; 18-26; 21-30; 30-13)

Hawks dobrze prezentowali się przez trzy kwarty, by w czwartej zupełnie się rozsypać. Bobcats wygrali ostatnie 12 minut w stosunku 30-13 i nie tylko zdołali odrobić dwucyfrową stratę, ale także wyrwali wygraną po trudnym buzzer-beaterze Douglasa-Robertsa. Tym samym walka o szóste miejsce w ECF jeszcze się nie zakończyła.

Szczególne słowa pochwały za ten mecz należy się trójce Al Jefferson (27 punktów, 15 zbiórek), Gary Neal (17 punktów) i Luke Ridnour (1o punktów). Pierwszy dał swojemu zespołowi szasnę na comeback. Dwaj pozostali byli jego sprawcami.

Bohater meczu: Chris Douglas-Roberts (5 punktów, 2/3 z gry, 2 asysty – ale przede wszystkim rzut na zwycięstwo)


Orlando Magic @ Chicago Bulls

95-108 (21-26; 23-31; 26-24; 25-27)

Bulls nie mieli specjalnych problemów z pokonaniem Magic, choć ambitna i młoda drużyna gości trochę ich postraszyła w drugiej połowie.

O’Quinn i Nicholson w sumie trafili 17 z 20 oddanych rzutów  z gry by zdobyć 39 punktów, ale gospodarze mieli w swoim składzie Joakima Noah (18 punktów, 10 zbiórek, 8 asyst) i Jimmera Fredette (17 punktów) by ostatecznie przypieczętować 48 wygraną w sezonie.

Bohater meczu: Joakim Noah


San Antonio Spurs @ Houston Rockets

98 – 104 (21-30; 22-20; 25-26; 30-28)

Spurs wybrali się do Houston z zamiarem zapewnienia dodatkowej chwili wytchnienia dla kwartetu SplitterLeonardGreen i Mills. W tej sytuacji mogłoby się wydawać, że mecz będzie łatwy dla Rockets, ale wbrew pozorom taki nie był.

Co prawda, miejscowi szybko zbudowali kilkupunktowe prowadzenie i skutecznie blokowali krótkie zrywy SAS, ale z biegiem czasu produktywność zmienników Popovicha zaczęła im doskwierać. Diaw, Ayres i Joseph prezentowali się na tyle dobrze, że na kilka minut do końca spotkania mieli nawet pięciopunktowe prowadzenie.

Od czego Rockets mają jednak Hardena i Howarda? Pierwszy spokojnie trafił kilka ważnych rzutów (poza tym był świetnie broniony), a drugi wykorzystał przewagę siły pod obiema obręczami i ostatecznie Rockets przypięczętowali przewagę w pierszej rundzie PO.

Co z tego meczu mogą wyciągnąć kibice obu drużyn?

  • Obrona Rockets ma spore luki i Howard nie jest w stanie w każdej sytuacji ją łatać.
  • Zmiennicy z Houston uzbierali w sumie zaledwie 13 punktów. Jeżeli ławka ma być największym problemem PTB to ten sam wniosek trzeba wysnuć w przypadku drużyny McHale’a.
  • Bardzo podobała mi się gra Damiona Jamesa (6 punktów i 9 zbiórek). W ataku jest praktycznie zupełnie niewidoczny (jego rzutu nie boi się nikt), ale w obronie może dawać kilka minut odpoczynku dla Leonarda.
  • Szybko do formy po krótkiej przerwie powrócił Parker, bardziej się martwię zaś dyspozycją Ginobiliego (w ostatnich meczach nie jest sobą).
  • Boris Diaw może być języczkiem u wagi w praktycznie każdej nadchodzącej serii Spurs. Jego wzrost, masa i to, że z piłką potrafi zrobić praktycznie wszystko jest kombinacją bardzo trudną do indywidualnej obrony.

Bohater meczu: Dwight Howard (20 punktów, 9/11 z gry, 17 zbiórek)


Oklahoma City Thunder @ New Orleans Pelicans

89 – 101 (21-23; 25-22; 23-25; 20-31)

Tyreke Evans show w Nowym Orleanie. Obrońca Pelicans wykorzystał nieobecność Westbrooka i słabą grę obwodowych graczy Thunder by zaliczyć jeden z najlepszych, indywidualnych występów w tym sezonie.

Evans trafił 14/26 z gry i 12/16 z linii rzutów wolnych by zakończyć wieczór z 41 punktami (rekord kariery), 8 zbiórkami, 9 asystami i 3 przechwytami. To było zbyt wiele nawet dla Kevina Duranta (25 punktów, 7 zbiórek, 6 asyst) i Serge’a Ibaki (22 punkty, 16 zbiórek i 5 asyst), a NOP nie przeszkodziło nawet wyrzucenie z boiska Riversa (wraz z Collisonem) po tym jak wdali się w sprzeczkę.

Bohater meczu: Tyreke Evans


Los Angeles Lakers @ Utah Jazz

119 – 104 (23-30; 34-21; 29-35; 33-18)

To był idealny mecz dla Nicka Younga żeby ponownie zabłysnął. Obie drużyny nie walczące już o nic, rozluźniona obrona, sporo strat i masa trójek z obu stron.

Nierówny obrońca Lakers ustanowił swój punktowy rekord sezonu z 41 oczkami (14/23 z gry, 6/11 z dystansu, 7/9 z linii rzutów wolnych) dając kibicom LAL jeden z nielicznych powodów do uśmiechu w tym sezonie.

Poza nim na pochwałę zasłużyli także Jodie Meeks (23 punktów, 8/13 z gry) i Kendall Marshall (15 asyst), a wśród gospodarzy Derrick Favors (19 punktów, 12 zbiórek) i Gordon Hayward (21 punktów, 7/13 z gry, 6 zbiórek, 4 asyst).

Bohater meczu: Nick Young


Minnesota Timberwolves @ Golden State Warriors

120-130 (42-28; 22-34; 28-35; 28-33)

Jeżeli lubicie mecze nastawione tylko na ofensywę to polecam zobaczyć sobie z odtworzenia właśnie ten. W sumie 250 punktów. Szalejący Love (40 punktów, 5/9 z dystansu, 14 zbiórek, 9 asyst) i Steph Curry (32 punkty, 7/13 z dystansu, 5 zbiórek, 15 asyst). Plus radość GSW po osiągnięciu 50 zwycięstw w sezonie i zapewnieniu szóstego miejsca w RS.

Grający bez Andrew Boguta (uraz żeber może wyeliminować go z gry nawet na całe PO) gracze Jacksona wytrzymali poczatkowy napór Timberwolves i mozolnie odrabiali straty. Zajęło im to prawie całe, pozostałe trzy kwarty ponieważ nawet gdy odskakiwali na kilka oczek to goście byli w stanie ponownie zbliżyć się na 1-2 posiadania. Dopiero ostatnie minuty dały im bezpieczny dystans i pozwoliły na celebrację (mimo wszystko) udanego sezonu zasadnicznego.

Kto mógł się jeszcze podobać? David Lee (25 punktów, 12/14 z gry, 9 zbiórek) i Draymond Green (20 punktów, 7/9 z gry, 4/5 z dystansu, 12 zbiórek, 5 asyst, 4 przechwyty), a także Gorgui Dieng (14 punktów, 6/8 z gry, 11 zbiórek).

Bohater meczu: Kevin Love (co prawda jego zespół przegrał, ale praktycznie w pojedynkę sprawił, że mecz był bardzo interesujący)

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

8 komentarzy

  1. darek pisze:

    Jak wyglądają Heat bez James’a.
    TRAGEDIA

  2. Mr. Cental pisze:

    No i juz praktycznie wszystko jasne. Jedyne niewiadome to miejsca 6-7 na wschodzie (raczej Boston nie wygra z Washingtonem, tzn Wizzards nie zagrają rezerwami) a na zachodzie pojedynek w Memphis o 7-8 i tu raczej gospodarz wygra. Ogólnie pierwsza runda mogłaby być ciekawsza. Na wschodzie emocje widzę tylko w meczu Bulls-Nets (chyba że Charlotte wskoczy na 6 to jeszcze Tor-Cha, no i wtedy Marcin grałby z Miami – miły dla oka, choć jednostronny pojedynek).
    Na zachodzie liczę że Miśki pograją z OKC, choć przy obecnej formie obu teamów emocji nie będzie (nie patrzę na 3 ostatnie mecze sezonu OKC, bo nie są miarodajne, mimo że wszyscy grają), SAS pewnie sweep albo 4:1. LAC 4:1, Hou-Port 3 tyg temu byłoby krótko, teraz jednak Rakiety się męczą, a PTB złapali oddech wiec stawiam 4:3 dla Rockets. Szukając sensacji w I rundzie (kto niżej rozstawiony) to na pewno widzę Nets i chyba tyle.

  3. Adrian89 pisze:

    Szkoda że Rockets wygrali – bo byłaby przewaga parkietu – ale i tak Rakiety spokojnie do przejścia są . Wiele będzie zależeć do Mathewsa którego nie będzie miał kto bronić

    • Finley pisze:

      Ja to bym prędzej x-factora upatrywał w Batumie jak wystrzeli, chociaż i tak Houston jest znacznie mocniejsze niż Portland i powinno poskładać zespół z Oregonu w maks 6 meczach.

  4. realista pisze:

    Miami jacy kunktatorzy. Ale się boją tych Nets, ale sie boją! Zaczęli przegrywać specjalnie i drogę do Finału Konferencji maja naprawdę łatwą. W 1. rundzie 4:1 z Bobkami lub 4:0 z Wizards, w 2.rundzie 4:1 lub 4:2 z Raptors. No chyba, że Chicago jednak awansuje na 3.miejsce to wtedy się Miami trochę z nimi pomęczą w 2.rundzie.
    Tak czy inaczej fajnie, że Indiana wychodzi z 1.miejsca, będą mieli przewagę parkietu w PO w ewentualnym finale z Miami, ale muszą ZDECYDOWANIE poprawić swoją grę, aby w ogóle tam dojść.

  5. Mario pisze:

    Gdzie są MgB?

  6. amon pisze:

    W grudniu Rockets nie wygrali z PTB,o ile mnie pamięć nie myli. Faworyt-jednak Rockets. Liczę właśnie na Batuma,oraz przede wszystkim na clutch)Lillarda,dla którego będzie to debiut w play-off,a gra o stawkę mobilizuje Damiana

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *