Ewolucja Nets

Początki bywają trudne. Doskonale przekonał się o tym Jason Kidd, którego wszyscy zwalnialiśmy w 2013 roku. Nets nie grali tak jak chcieli, a ich mało-koszykówko-podobny styl gry był ogólnie wyśmiewany i ochrzczony Lakers 2012/13 v.2.0. Wielkie gwiazdy, wielkie pieniądze, wielkie oczekiwania – wszystko się zgadzało. Jednak w przeciwieństwie do rodziny Buss i Mitcha Kupchaka, Mikhail Prokhorov i Billy King zdecydowali się dać kredyt zaufania swojemu trenerowi. W obu przypadkach decyzja okazała się słuszna.

Jason Kidd potrzebował czasu. I chociaż nadal zdarzają mu się błędy i zamiast niego drużynę musi motywować ktoś inny podczas przerw (vide Paul Pierce podczas ostatniego meczu z Miami), to odkąd Kidd zdjął krawat, Nets zaczęli grać lepiej i w tym wszystkim widać jego rękę. Jason to był jeden z najbardziej inteligentnych graczy w historii tej gry, więc z czasem ta inteligencja przeniosła się na ławkę trenerską. Siatki zostały zdziesiątkowane przez kontuzje w tym sezonie i wbrew pozorom okazało to się dobre dla nich. Kidd musiał kombinować i zrobił jedną bardzo trafną rzecz, na której skupi się ten tekst. Wprowadził small-ball w poczynania swojej drużyny i wykrzesał potencjał ze swojej ławki rezerwowych.

Sytuacja zmusiła Nets do zmiany taktyki. Początkowy line up, wypełniony gwiazdami, nie zdał testu. Brook Lopez zagrał 17 spotkań, w których wyglądał dobrze i to on ciągnął ten wózek zwany Nets. Ale przyszła kontuzja stopy i Brook wypadł na cały sezon. Kevin Garnett nie starzeje się pięknie, tak jak Duncan i Nowitzki, swoje mecze też opuścił i na przestrzeni tego sezonu KG wygląda słabo. Deron Williams też miał trochę przerw, gra na przeciętnym poziomie, ale Nets też na tym wszystkim skorzystali, bo dzięki występom w pierwszej piątce odżył Shaun Livingston, który może być kluczem do wielkich wyników Siatek.

Zaczynanie meczów przez Evansa czy Blatche’a w miejscu Lopeza, w ustawieniu z Garnettem na piątce nie przynosiło dobrych rezultatów. Paul Pierce został przesunięty na ławkę, a w jego miejscu grał Alan Anderson, ale taka kombinacja też nie była zupełnie dobra.

Kidd znalazł swój złoty środek po Świętach i w meczu z Milwaukee Bucks po raz pierwszy użył small-ballowej rotacji, z pierwszą piątką w składzie Williams – Livingston – Johnson – Pierce – Garnett. Może ten rywal to nie był miarodajny test, ale zdało to rezultat i teraz taka rotacja jest cały czas używana przez coacha Kidda.

Kolejnym krokiem było dodanie do tego solidnych zadaniowców. Mason Plumlee dostawał coraz większe minuty przy każdej nieobecności Garnetta i Nets wykorzystują jego mocne strony – całkiem niezły atletyzm i zawziętość Plumleego. 14 punktów, 8.6 zbiórek, 1.4 przechwytu i 1.7 bloku PER-36, okraszone najlepszym PER wśród rookies, na poziomie 18.08 to są bardzo dobre statystyki, zwłaszcza że Mason to raczej typ walczaka, niż gościa od „robienia cyferek”.

Kolejnym ważnym graczem stał się Mirza Teletovic. Grając po 19 minut w meczu zdobywa 8.4 punktu i trafia 1.8 trójki co mecz, przy całkiem niezłym 38.2% zza łuku. Dla Mirzy nie ma złej pozycji na obwodzie, trafia z każdej. Idealna stretch-four do systemu small-ball, Nets mogą z nim grać pick’n’popy, bądź też Mirza będzie czekał na swoim zabójczym spocie po lewej stronie.

Shotchart_1397066829975

Rolę sixth mana pełni Andray Blatche. Może nie jest to gracz na miarę nagrody Sixth Man of the Year, ale to bardzo wartościowy zawodnik w rotacji. Po latach śmiania się z jego gry dla Wizards, Blatche w tym sezonie notuje 11.3 punktu, 5.3 zbiórek w 22.2 minuty gry. Do tego Nets są z nim lepsi o 4.1 punktu na 100 posiadań w ofensywie. Przy tym wszystkim Andraya na prawdę fajnie się ogląda w jego grze w post up, a takie ball fake’i jak ten niżej są na porządku dziennym.

Kluczowa w tej całej układance zadaniowców była jednak wymiana z Sacramento Kings, która okazała się świetnym ruchem Billy’ego Kinga. Nets odesłali do Kalifornii bezużytecznego Jasona Terry’ego, który miał kolejny słaby sezon i jednak chyba czas tego gracza już minął. W barwach Kings Jet spotkania nie rozegra, bo pauzuje do końca sezonu.

W drugą stronę poleciał Marcus Thornton, który nie mógł odnaleźć się w Sacramento. Jak się okazuje – był to strał w dziesiątkę. Thornton odżył, jest kolejnym gościem od rozciągania obrony i tam koncentruje się jego gra po dołączeniu do Nets. Marcus zdobywa 11.5 punktu na mecz i przechwytuje 1 piłkę (w tej roli świetnie zaprezentował się w meczu z Heat, zanotował 4 przechwyty i grał agresywnie na liniach podań, co dawało bardzo dobry efekt). Thornton trafia średnio 1.9 trójki przy skuteczności 40% w barwach Brooklynu.

Taki rozwój zadaniowców sprawił, że Brooklyn ma 5 najlepszą ławkę w lidze, zdobywającą 38.3 punktu co mecz. Jest to spore uzupełnienie, bo Nets jako drużyna zdobywają tylko 98.9 punktu na mecz, a od czasu kontuzji Brooka Lopeza nie mają lidera, który mógłby pociągnąć atak. Dlatego tak ważne jest zróżnicowanie ofensywy i tworzenie zagrożenia z wielu stron. W obecnej rotacji 5 graczy ma średnią punktową na poziomie 10+ (Johnson, Williams, Pierce, Thornton, Blatche), a 6 trafia co najmniej jedną trójkę średnio na mecz (Johnson, Thornton, Teletovic, Williams, Pierce, Anderson).

Kolejną rzeczą, którą zmienił Kidd jest defensywa. Ustawienie obok siebie mierzących około 201cm Livingstona, Johnsona i Pierce’a na pozycjach 2-4 daje spore możliwości do zmian krycia i ustawiania korzystniejszych match-upów. Wraz z takimi graczami jak Kirilenko, Anderson czy Teletovic z ławki Kidd ma multum opcji do ustawiania obrony pick’n’rolli i tego kto kogo ma kryć. I tak w ostatnim meczu Heat – Nets oglądaliśmy tych zmian krycia sporo, mecz na LeBronie rozpoczął Livingston, potem grali przeciwko niemu też Johnson, Pierce czy Teletovic, a nawet momentami Deron Williams.

Jednak nie ma róży bez kolców i Nets mają jedną poważną wadę. Mianowicie zbiórki. Nets są drugą najgorzej zbierającą drużyną NBA, z 38.2 zebranymi piłkami na mecz. Nets przegrywają na tablicach średnio o 4.7 zbiórki na mecz, a zdarzają się też takie kwiatki jak mecz z Oklahomą i nowy rekord NBA, jeśli chodzi o najmniejszą ilość zbiórek w meczu, aktualnie wynoszący 17. Ale ten jeden główny problem nie ma znaczenia w kluczowej rywalizacji dla Brooklynu – tej z Heat.

Efekty tej zmiany systemu są widoczne gołym okiem. Dwie nagrody trenera miesiąca dla Jasona Kidda za styczeń i marzec, polepszenie bilansu z 10-21 do 44-36, czyli 34-15 w 2014 roku. Tylko Bulls są lepsi na Wschodzie ze swoim 35-15 w 2014. Co ciekawe, na chwilę obecną te dwie drużyny zajmują miejsca 4-5 w Eastern Conference i możemy zobaczyć taki match up w pierwszej rundzie. No i najważniejsza zmiana – w końcu zaczęliśmy traktować Nets poważnie.

9 komentarzy

  1. Majecha pisze:

    Go Nets. Szkoda tylko, że odszedł Evans – uwielbiałem jego zagrania hustle&muscle i mecze z 15 zbiórkami z ławki.

  2. Barzay pisze:

    nets grali w tym sezonie tak róznymi składami że cięzko przewidzieć do czego są zdolni

  3. Finley pisze:

    Nets przypominają mi późny Boston z ery wielkiej czwórki. Taka typowa playoffowa ekipa, moim zdaniem mogą zgarnąć cały Wschód.

  4. pfff pisze:

    „Początki bywają trudne. Doskonale przekonał się o tym Jason Kidd, którego wszyscy zwalnialiśmy w 2013 roku. Nets nie grali tak jak chcieli, a ich mało-koszykówko-podobny styl gry był ogólnie wyśmiewany i ochrzczony Lakers 2012/13 v.2.0. Wielkie gwiazdy, wielkie pieniądze, wielkie oczekiwania – wszystko się zgadzało. Jednak w przeciwieństwie do rodziny Buss i Mitcha Kupchaka, Mikhail Prokhorov i Billy King zdecydowali się dać kredyt zaufania swojemu trenerowi. W obu przypadkach decyzja okazała się słuszna.”

    W jakich obu przypadkach decyzja okazała się słuszna ?????

    • Archinho91 pisze:

      w przypadku Lakers zwolnienie trenera (ostatecznie doczłapali się do PO) no a w Nets cierpliwość względem Kidda i pozostawienie go w roli coacha

  5. pfff pisze:

    Ok załapałem
    ale dla Lakers doczłapanie się do PO (dalej wiadomo) to chyba nie w kategorii sukcesu a raczej blamażu więc słuszność dyskusyjna ;)

  6. pfff pisze:

    Jak się okazuje – był to strał w dziesiątkę.

    strzał

  7. brooklynite pisze:

    Dwa lata temu byly dwie druzyny na wschodzie ktore teoretycznie powinny grac dobry basket a wyniki byly tragiczne – mowa o NJ Nets i NY Knicks. Roznica polega dzis na tym, ze Nets faktycznie przezyli ogromna metamorfoze i nie sposob ich porownac do tej z ery New Jersey (chyba zostal tylko Lopez i Williams), natomiast Knicks wciaz potrzebuja przebudowy. Ja juz stracilem cierpliwosc do Knicksow, ktorzy jada jedynie na legendzie i lojalnosci fanow. Topia pieniadze, wciaz kojarza sie tylko z porazkami bo tylko najstarsi fani pamietaja jeszcze blask Ewinga, Starksa, a Monroe, Fraziera przypomina sie tylko przy okazji rozmow o He Got Game…
    … Natomiast Nets… ostro wystartowali w zeszlym sezonie, gdzie z miernej druzyny NJ przeistoczyli sie w przyszlosciowy zespol. Wyniki z Miami pokazuja ze przy dobrej dyspozycji moga mierzyc o Championship, dlatego walka w PlayOffs bedzie niesamowicie interesujaca. Wroze tytul mistrzowski w przeciagu nastepnych 3 lat

  8. Mateusz pisze:

    Przyszłościowy zespół? Brooklyn? Serio?
    Fakt, że grają w 2014 dużo lepiej niż wcześniej i nie są bez szans na powalczenie w play-off, ale po pierwsze jeżeli zagrają z Bulls to stawiałbym i tak na Bulls. Po drugie średnią wieku mają jedną z wyższych w lidze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *