Bulls dobierają kolejnych weteranów i walczą o trzecie miejsce

Minionej nocy podopieczni Toma Thibodeau rozegrali kolejne ze spotkań w serii „być albo nie być na trzecim miejsce w konferencji wschodniej”. W międzyczasie sternicy klubu nadal myśleli jak wspomóc team Thibsa w perspektywie jak najlepszych występów w play offs. Jak już dobrze wiecie chytry plan Chicago założył powrót po latach do składu Ronnie Brewera, a managerowie dokonywali kolejnych poszukiwań w kategorii „wzmocnienia ławki”.

Podczas boju z Timberwolves, jednym z najtrudniejszych rywali w ostatnich dwóch tygodniach rozgrywek, znów klasą dla siebie okazał się Joakim Noah. 15pkt-13zb-10as Francuza pozwoliły mu wyrównać najlepsze sezonowe osiągnięcie Lance’a Stephensona, pod względem 4. triple-double. Z kolei następne udane wejście z ławki odnotował D.J. Augustin, który znów popisał się 4 celnymi trójkami i największą liczbą zdobytych punktów, po stronie Bulls, 21. Dzięki postawie swojego rozgrywającego Bulls trafili 11 z 21 rzutów dystansowych i pokonali Wolves ich własną bronią.

W pierwszej połowie mecz był jeszcze wyrównany – i dawał nadzieję na końcowy tryumf gospodarzom. Po przerwie goście jeszcze bardziej postawili na defensywę i zastosowali presję po swojej stronie boiska, z którą nie tylko nie radzili sobie Wolves (34 punkty w 24 minuty), ale Wilki dostały lekcję „jak grać w defensywie”. Bulls dali się we znaki Kevinowi Love, który w podkoszowym feroworze walki nadwyrężył łokieć i trafił w sumie tylko 7 z 20 rzutów (17pkt).

Osobną sprawą, psującą ataki Wolves, okazała się skuteczność Ricky’ego Rubio. Hiszpan zagrał kolejne z serii zawodów, podczas której nie radził sobie z celnością (4/17). Na usprawiedliwienie gospodarzy pozostał jednak fakt, iż zagrali oni bez kontuzjowanych Nikoli Pekovića, Kevina Martina, Chase’a Budingera i JJ Barei.

O ile Wilki trafiły 53% własnych rzutów do przerwy, o tyle tuż po niej skuteczność spadła do poziomu 33%. Pierwsze 10 prób aż 8-krotnie zatrzymywała się na obręczy lub tablicy i Bulls przejęli inicjatywę za sprawą skutecznych akcji dystansowych – Mike’a Dunleavy (15pkt) i D.J. Augustina (21pkt). Nawet przewinienie techniczne dla Taja Gibsona (gestykulował w stronę sędziów) nie było w stanie wybić przyjezdnych z rytmu gry, w skutecznej końcówce (54:34 w III i IV kw).

Bulls wygrali szóste spotkanie z rzędu – tym razem 102:87) i nadal liczą się w wyścigu o trzecie miejsce na Wschodzie, idąc „łeb w łeb” z Toronto Raptors (bilans obu drużyn to 46-32). Co ciekawe, Wolves dominowali na tablicach w pierwszych kwartach (26-12) ale agresywny styl gry gości, prezentowany w drugiej części meczu obrócił się przeciwko watasze Wilków (ostatecznie Bulls przegrali zbiórki 37-40). Bulls zatrzymali rywala poniżej 20pkt z meczowej średniej Wolves (106.7). Chicago wygrało w nowym roku aż 34 mecze, co jest najlepszym wynikiem ze wszystkich teamów NBA.

Puentując: do Chicago napływają kolejne posiłki. Po Ronnie Brewerze (który już siedział na ławce Bulls, ale nie zdołał zadebiutować) Gar Foreman zamierza zakontraktować dwóch weteranów. Pierwszym z nich jest koszykarski obieżyświat, 39-letni Mike James, który ma być „ostatnią deską ratunku” dla Toma Thibodeau i ubezpieczeniem na wypadek urazów Kirka Hinricha i D.J. Augustina. James w swojej karierze występował już w Chicago dwukrotnie i doskonale zna warsztat trenerski Thibsa oraz taktykę drużyny. Pod koszem zespół ma wzmocnić ex gracz Indiany, Minnesoty czy Golden State – Louis Amundson. Niewybrany w drafcie 31-latek był na dziesiąciodniowym kontrakcie z Bulls podczas sezonu 2012-13. Przy rozegranych 29 spotkaniach w play offs, ma stać się dalszym back upem dla Joakima Noaha oraz Carlosa Boozera. Pytanie, czy te wszystkie zbrojenia wystarczą na przejście pierwszej rundy play offs?

Wynik: Minnesota Timberwolves – Chicago Bulls 87:102 (25:26, 28:22, 17:27, 17:27)

PKT: Love 17, Rubio 15, Turiaf 11 – Augustin 21, Hinrich 16, Noah 15.

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

8 komentarzy

  1. czarnykapelusz pisze:

    Phi! tez mi pytanie. Pytanie czy te wszystkie zbrojenia wystarczą na zwycięstwo w finale :-D GO BULLS !!!

  2. Krzychair pisze:

    pierwsza runda to spokojnie bez wzmocnień, o ile nie bedzie kontuzji.

    • Mateusz pisze:

      Niekoniecznie spokojnie. Zwłaszcza jeżeli nie uda im się wyprzedzić Toronto. Nie lekceważyłbym Nets.

      Inna sprawa, że półfinały w składzie Heat, Peacers, Bulls, Nets (w dowolnej konfiguracji) mogły by być znacznie ciekawsze niż wiele osób zakładało 2-3 miesiące temu.

  3. Al Capone pisze:

    Chicago do ECF dojdzie i tam chciałbym aby powalczyli z Miami mogą przegrać ale 2-4 albo 3-4

  4. saymon pisze:

    A CO Z BENEM GORDONEM JA WIDZIAŁ BYM GO W CHICAGO ,JAK ZA DOBRYCH LAT .A KTOŚ WIE CO Z NIM?

  5. KCZ1989 pisze:

    A od czego zależy czy zawodnik może grać w PO czy nie?

  6. Finley pisze:

    Amundson to bestia. Zawsze się dziwię, czemu jest tak nisko ceniony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *