Telegram z Enbiej 6/04/14 – Pacers fatalni jak nigdy, Spurs (prawie) najlepsi na Zachodzie, Grizzlies poza ósemką

Im bliżej końca sezonu regularnego, tym coraz ciekawiej, ponieważ wcale nie dostajemy nowych odpowiedzi, a coraz więcej pytań. 9 spotkań rozegrano ostatniej nocy, niektóre z zespołów przybliżyły się do wyznaczonych sobie celów, inne się oddaliły, ale i tak pytaniem dnia jest – Co do jasnej cholery dzieje się z Indianą Pacers?

Atlanta Hawks – Indiana Pacers 107:88 (33:11, 22:12, 24:36, 28:29)

Pacers rzucili 23 punkty. W pierwszej połowie. Na własnym parkiecie. Przeciwko Hawks. Nie chce umniejszać tutaj nic Atlancie. To jeden z moich ulubionych zespołów w NBA. Ale 23 punkty. Przeciwko Hawks. WTF!?

Te 23 oczka to ich najgorsza zdobycz punktowa w pierwszej połowie w historii organizacji. Ale w sumie to i tak nie jest najgorsze. To co się w tym momencie dzieje z Pacers jest po prostu niewyobrażalne. To chyba największy upadek drużyny, która była jednym z głównych kandydatów do tytułu i to nie przez jakiekolwiek kontuzje czołowych zawodników. A nie, sorry, C.J. Watson nie gra i leczy uraz. Andrew Bynum też.

O pierwszym miejscu na Wschodzie, które było ich celem przed sezonem z taką grą jak dziś mogą zapomnieć. W tym momencie tracą mecz do Heat, rozegrali dwa spotkania więcej od Miami i zagrają jeszcze z nimi na wyjeździe.

Wczoraj z Hawks pierwsza piątka przez pierwsze 6 minut była tak słaba, że Frank Vogel zamienił ją całą i wpuścił rezerwowych. To też jednak nie pomogło. Pacers w drugiej połowie, w której na parkiecie nie pojawił się już Roy Hibbert, przygrywali już nawet 35 punktami. Po koniec trzeciej kwarty zbliżyli się nawet na 16 oczek, ale to było wszystko na co było ich stać tego wieczoru.

25 punktów dla Hawks rzucił Jeff Teague, 18 Pero Antic, 17 Paul Millsap, 13 Shelvin Mack, a 11 Kyle Korver. Dla Indiany najwięcej zdobył Paul George – 18 oczek z 17 rzutów, Hibbert – 0, 0/5 z gry, Lance Stephenson -3, 1/6 z gry, Geroge Hill – 12, 3/10 z gry.

Los Angeles Lakers – Los Angeles Clippers 97:120 (22:25, 27:32, 23:37, 25:26)

Lakers nie ponieśli takiej klęski w meczu z Clippers, jak w ostatnim pojedynku obu drużyn, ale i tak dość wyraźnie przegrali z doniedawna tą drugą drużyną z Los Angeles. Wszystko rozstrzygnęło się w trzeciej kwarcie, w której Clippers wyszli na 23-punktowe prowadzenie i było już po meczu.

Po 23 punkty rzucili Blake Griffin i Chris Paul. 15 zdobył J.J. Redick, a 14 Darren Collison. Dla Lakers najwięcej zanotował Jordan Hill – 22 oczka. 18 dodał Nick Young, a 17 Jodie Meeks.

Dallas Mavericks – Sacramento Kings 93:91 (29:24, 16:24, 23:17, 25:26)

Mavs odnieśli cenne zwycięstwo na wyjeździe i są coraz bliżej zagwarantowania sobie miejsca w play offach. Mają w tej chwili mecz przewagi nad ósmymi Suns i półtorej nad dziewiątymi Grizzlies.

Sam mecz z Kings był dość wyrównany. Prowadzenie zmieniało się 20 razy, 9 razy na tablicy wyników widniał remis, a do tego żadna z drużyn nie prowadziła więcej niż 9 punktami, Mavs wygrali dzięki serii 4 trójek z rzędu w czwartej kwarcie. Najpierw dwa razy trafił Vince Carter, potem Shawn Marion, a następnie Monta Ellis. Po rzucie tego ostatniego zrobiło się plus 5 dla Dallas, którzy przypieczętowali wygraną celnymi rzutami wolnymi. DeMarcus Cousins miał jeszcze szansę na doprowadzenie do remisu, ale jego fade away z lewej strony nie znalazł drogi do kosza.

23 punkty dla Mavs rzucił Ellis, 17 dodał Carter, 15 Dirk Nowitzki, a 14 Jose Calderon. Dla Kings najwięcej zdobył Rudy Gay – 32 oczka. 28 dołożył Cousins, zbierając do tego 10 piłek i dalej nikt w zespole gospodarzy nie rzucił więcej niż 8 punktów.

Denver Nuggets – Houston Rockets 125:130 OT (27:22, 25:47, 36:19, 29:29, 8:13)

Dogrywka była potrzebna, by rozstrzygnąć spotkanie w Houston, choć Rockets po tym jak rzucili 47 punktów w drugiej kwarcie, prowadzili już 17 punktami na zakończenie pierwszej połowy i wydawało się, że mają ten mecz pod kontrolą.

W trzeciej kwarcie Nuggets odrobili jednak wszystkie straty, a na 4 i pół minuty do końca prowadzili nawet 14 oczkami. Rockets zdołali jednak wyrównać, po tym jak Randy Foye trafił tylko jednego z dwóch osobistych, a następnie James Harden rzutem za trzy doprowadził do wyrównania. Goście mieli jeszcze szansę zakończyć ten mecz w regulaminowym czasie gry, ale fadeaway Foye’a nie doleciał nawet do kosza.

W dogrywce Rocekts pewnie zapewnili sobie zwycięstwo, trafiając trzy kolejne trójki, po których osiągnęli 8 oczek przewagi i było już po meczu.

32 punkty rzucił Harden, rozdając do tego 10 asyst. 19 oczek dodał Jeremy Lin, po 15 Chandler Parsons i Isaiah Canaan, 14 Terrence Jones, a 11 Francisco Garcia. Double-double na poziomie 18 punktów i 23 zbiórek zanotował Omer Asik.

Dla Niggets najwięcej zdobył Evan Fournier – 26 punktów. 25 dołożył był zawodnik Houston Aaron Brooks, rozdając do tego 15 asyst i zbierając 8 piłek. 16 oczek i 13 zbiórek miał Kenneth Faried.

Memphis Grizzlies – San Antonio Spurs 92:112 (10:26, 28:28, 29:27, 25:31)

Spurs zatrzymali Grizzlies na tylko 10 punktach w pierwszej kwarcie i dość pewnie i bez problemu pokonali koszykarzy Memphis nawet pomimo tego, że ci w drugiej ćwiartce zbliżyli się na tylko 6 punktów. Na więcej nie było ich jednak stać.

Zwycięstwo San Anotnio przy jednoczesnej porażce Thunder oznacza, że ci pierwsi praktycznie zapewnili sobie pierwsze miejsce na Zachodzie. Mają 4,5 meczu przewagi nad OKC i wystarczą im jeszcze 2 wygrane w 5 ostatnich spotkaniach, by już być na 100 proc. pewnym wygranej w Konferencji. Wtedy nawet jeśli Thunder wygrają wszystkie mecze do końca sezonu i tak będą mieć lepszy bilans.

Grizzlies z kolei tracą do ósmych Suns jeden mecz, ale mają z nimi tie-breakera, więc jeśli chcą awansować do play offów muszą liczyć, że w 5 ostatnich meczach jakie zostało im i Phoenix, ci ostatni przegrają jeden mecz więcej.

Utah Jazz – Golden State Warriors 102:130 (22:35, 30:31, 21:35, 29:29)

Warriors w meczu bez większej historii dość łatwo i bez problemów poradzili sobie z Jazz. Po pierwszej połowie prowadzili 13 punktami, 14 po drugiej i 28 po trzeciej. Trafiali 57,8 proc. rzutów i 51,5 proc. za trzy.

33 punkty zdobył Klay Thompson, 31 oczek i 16 asyst miał Curry, a po 11 dodali Andre Iguodala i Draymond Green. Po 24 punkty dla Jazz zdobyli Alec Burks i Trey Burke, ten drugi rozdał do tego 15 asyst.

New Orleans Pelicans – Portland Trail Blazers 94:100 (25:25, 30:23, 14:29, 25:23)

LaMarcus Aldridge wrócił do gry i Blazers są 5-1 od tego czasu.

Jeszcze na początku trzeciej kwarty Cans prowadzili 9 punktami, ale następnie Portland zrobili run 27-6 i wyszli na 12-punktowe prowadzenie, którego nie oddali do końca meczu. I choć goście zbliżyli się jeszcze na pół minuty do końca na tylko 3 oczka, tak chwilę później Damian Lillards wszedł pod kosz, zdobył punkty lay upem, zrobiło się plus 5 i było już po meczu.

25 punktów i 18 zbiórek zanotował Aldridge, 16/12 miał Nicolas Batum, 21 dodał Matthews, a 20 Lillard. Dla gości 17 oczek rzucił Anthony Morrow, 15 Anthony Davis, 14 Austin Rivers, po 13 Brian Roberts i Alexis Ajinca, a 10 Tyreke Evans.

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

7 komentarzy

  1. Mike pisze:

    Hibbert gdyby nie 1 strata, to miałby same 0 w 9:03 minuty. Na kogoś, kto był porównywany do O’Neala, trochę słabo… Swoją drogą, czy Shaquille miał kiedyś taką tak kiepskie statystyki w meczu?

    • Finley pisze:

      Kto porównywał niby defensywnego Hibberta do O’Neala? Już prędzej do O’Neala to DeAndre Jordanowi czy Andre Drummondowi…

  2. darek pisze:

    Do O’Neal można porownać tylko O’Neala.
    Nie było i nie będzie takiego drugiego.
    Najbardziej teraz cieszą się W Charlotte. Bobcats w 2 rundzie??

  3. Hawk pisze:

    Indiana vs. Charlotte w pierwszej rundzie… Jeśli nic się nie zmieni w Pacers to nie zdziwię się jak Bobcats awansują do drugiej rundy. Obecnie pewnie by ich pokonali a w PO wystarczy że formą odpali Jefferson i po meczu.

  4. cynik pisze:

    A może to tylko zasłona dymna? Przecież nie można tak słabo grać.
    Liczyłem, że ktoś w końcu odeśle Heat na ryby, a tu ich główni konkurenci do finałów robią takie numery.

  5. dżejdi pisze:

    Gdy Pacers oddali Grangera za Turnera mówiłem, jak większość fanów NBA: „WOW. Larry Bird to dżi-emowy kozak”. Ale zapomnieliśmy i wygląda na to, że w Indianie też, o tym że istnieje coś takiego, jak morale. Granger to jest Ktoś, nie byle cebulak grzejący ławę – 9 sezonów w Pacers – świetna postawa – 100% zaangażowania… nagle ktoś taki dostaje kopa w d… Chyba wszystkim zawodnikom Pacers dało to sporo do myślenia.
    Gdy była mowa o amnestii na Czarnej Mambie większość mówiła, że tym ruchem Lakers zniszczą sobie reputację, gdy Pierce’a oddano do Nets było oburzenie. Tymczasem z Grangerem zrobiono dokładnie to samo.

  6. jury425 pisze:

    dżejdi, no dokładnie, Granger był sercem tej drużyny. Rozumiem, że koszykówka to biznes i liczą się zwycięstwa, ale Bird nie dość, że oddał gościa, który był w Indianie od początku, kiedy ta drużyna dopiero była budowana, to jeszcze rozwalił tym ruchem zespół od środka. Turner, nie będzie wzmocnieniem, bo potrzebuje dużych minut i piłki w rękach żeby być efektywnym, a do tego Paulowi sodówka chyba uderzyła do głowy i w tym momencie nie sądzę, żeby Indiana przeszła nawet Charlotte, ale do Playoffów jest jeszcze trochę czasu i może chłopaki się pozbierają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *