Telegram z Enbiej 30/03/14 – Pacers znów przegrali, Knicks o krok od play offów, Blazers 3-0 od powrotu Aldrdige’a

Utah Jazz – Oklahoma City Thunder 96:116 (9:26, 31:33, 37:33, 19:24)

Thunder już w pierwszej kwarcie zatrzymali Jazz na 9 punktach, 4 celnych rzutach na 21 prób, wymusili ich 4 straty i to już przestał być mecz. Po pierwszej ćwiartce prowadzili 17 oczkami, po drugiej 19, w trzeciej zrobiło się już plus 28.

I choć po fatalnych pierwszych 12 minutach Utah grało już później nieco lepiej, to i tak ani przez moment nie byli równorzędnym przeciwnikiem dla OKC.

Kevin Durant rzucił co najmniej 25 punktów w 37 kolejnym meczu i już tylko 3 brakuje mu do wyrównania rekordu Sami-Wiecie-Kogo. Dziś miał 31 oczek z 13 rzutów i 9 wizyt na linii. Rozdał do tego 9 asyst. 19 oczek dodał Russell Westbrok, 17 Serge Ibaka, a 15 (5/5 za trzy) Caron Butler.

Dla Jazz double-double zanotował Enes Kanter – 18 punktów i 12 zbiórek, 17 dołożył Richard Jefferson, 16 Gordon Hayward, a 12 Alec Burks.

Indiana Pacers – Cleveland Cavaliers 76:90 (20:25, 16:24, 22:24, 18:17)

Pacers po wygranej z Heat, przegrali dwa kolejne mecze z Wizards i dziś z Cavs i to do tego oba w słabym stylu. Mają już tylko mecz przewagi nad Miami, ale dwa mecze rozegrane więcej i w perspektywie jeszcze mecz z mistrzami NBA na wyjeździe. Dziś grają ze Spurs u siebie i wygląda to bardzo źle.

Cavs wygrali nawet pomimo tego, że po pierwsze w 8 meczu z rzędu musieli radzić sobie bez Kyrie Irvinga (Dion Weiters lubi to), a po drugie pod koniec pierwszej połowy stracili Andersona Varejao, który doznał kontuzji prawego barku i nie wrócił już na parkiet.

Po pierwszej połowie Cavs prowadzili 13 punktami, Pacers zmniejszyli jednak straty do 6 oczek w trzeciej, ale następnie gospodarze zrobili run 9-0 i goście nie zbliżyli się już na mniej niż 10 punktów, a w czwartej kwarcie zespół z Ohio powiększył przewagę do 21 i było już po meczu.

19 oczek dla Cleveland rzucił Weiters, 15 Luol Deng, 13 Spencer Hawes, 12 Tristan Thompson, a po 11 Jarrett Jack i Matthew Dellavedova. Dla Indiany, która trafiała w tym meczu tylko 37,2 proc. swoich rzutów 15 oczek zdobył Paul George, 14 David West, a 11 Lance Stephenson.

Minnesota Timberwolves – Brooklyn Nets 99:114 (27:30, 27:29, 28:26, 17:29)

Przez trzy kwarty był to wyrównany mecz i to nawet pomimo tego, że Nets w drugiej kwarcie prowadzili już 13 punktami. Na początku ostatniej ćwiartki gospodarze prowadzili tylko 85-84, ale zaraz zrobili run 18-6, zrobiło się plus 13 i było już po meczu.

22 punkty, z czego 16 w pierwszej kwarcie rzucił Paul Pierce, 19 dodał Joe Johnson, 14 Andray Blatche, a po 13 Mason Plumlee, Shaun Livingston i Alan Anderson.

Dla Wolves po 21 zdobyli Corey Brewer i Kevin Martin, 14 Kevin Love, a powracający po kontuzji Nikola Pekovic 13. Ricky Rubio rozdał 12 asyst.

Toronto Raptors – Orlando Magic 98:93 (27:22, 30:16, 16:26, 25:29)

Raptors prowadzili już 21 punktami w pierwszej kwarcie i 19 na zakończenie pierwszej połowy. Wydawało się, że mają ten mecz pod kontrolą, ale w drugiej połowie Magic skutecznie zaczęli odrabiać straty.

Do wyrównania udało im się w końcu doprowadzić na początku pierwszej kwarty po trójce Victora Oladipo. Od stanu po 80 Raptors zanotowali jednak run 13-4 i na trochę ponad dwie minuty do końca prowadzili plus 9. Gospodarze ponownie rzucili się do dorabiania strat i na pół minuty do końca przegrywali już tylko 3 oczkami.

Następnie rzut spod kosza spudłował Kyle Lowry i Magic mogli doprowadzić do wyrównania. Popełnili jednak błąd 5 sekund podczas wyprowadzania piłki z autu. Chwilę później dwa wolne trafił DeMar DeRozan i było po meczu.

28 oczek (6/14 z gry, 14/15 z linii) dla gości rzucił DeRozan, 20 Jonas Valanciunas, a 16 Lowry. Dla Orlando najwięcej zdobył Nikola Vucevic – 22 punkty. Zebrał do tego 10 piłek. Po 16 dodali Jameer Nelson i Oladipo, a po 14 Maurice Harkless i Tobias Harris.

Chicago Bulls – Boston Celtics 107:102 (25:26, 26:24, 27:27, 29:25)

Bulls po zaciętym meczu, w którym żadna z drużyn nie prowadziła więcej niż 7 punktami, prowadzenie zmieniało się 16 razy, a 19 razy na tablicy wyników widniał remis wygrali w Bostonie i dalej tracą tylko jeden mecz do trzecich Raptors. Tak naprawdę to aż dwa mecze, bo Toronto ma tutaj tie-breakera i w przypadku takiego samego bilansu będą wyżej w tabeli.

Spotkanie rozstrzygnęło się w samej końcówce. Jeszcze na dwie minuty do końca był remis po 96. Później jednak za trzy trafił D.J. Augustin, a Celtics w czterech kolejnych posiadaniach 3-krotnie stracili piłkę i raz spudłowali, rzuty wolne za to wykorzystywał Augustin i zrobiło się plus 7 na pół minuty do końca dla Chicago. Nawet dwie kolejne trójki Jareda Sullingera na nic się zdały i gości już spokojnie dowieźli wygraną do końca trafiając rzuty wolne.

Augustin rzucił 33 punkty, 15 dodał Jimmy Butler, 14 Carlos Boozer, po 11 Mike Dunleaby i Kirk Hinrich, a Joakim Noah  był bliski triple-double na 13 oczek, 13 asyst i 8 zbiórek.

Dla Celtics 17 punktów i 11 asyst miał Rajon Rondo, po 16 oczek zdobyli Jeff Green i Sulinger, 14 dołożył Kris Humphries, a po 12 Brandon Bass i Jerryd Bayless.

New York Knicks – Golden State Warriors 89:84 (22:32, 34:12, 18:22, 15:18)

Warriors prowadzili z Knicks po pierwszej kwarcie 10 punktami, ale Knicks zachwiali przyrodą w drugiej wygrywając ją 34:12, następnie cały mecz i tracą już tylko mecz do ósmych Hawks. W Nowym Jorku wciąż wierzą.

W czwartej kwarcie goście prowadzili 6 punktami nim Warriors, którzy grali bez Andrew Boguta i Davida Lee, doprowadzili do wyrównania po 81, po trójce Stephena Curry’ego na niecałe trzy minuty do końca.

Knicks odpowiedzieli się serią 6-3 i po celnych wolnych Carmelo Anthony’ego prowadzili 3 oczkami. Gospodarze mieli jeszcze szansę na doprowadzenie do remisu, ale najpierw za trzy spudłował Curry, następnie przyjezdni popełnili błąd 24 sekund i Warriors mogli ponownie wyrównać. Trener Mark Jackson poprosił o czas, rozpisał akcję, zza zasłony wybiegł Curry, ale zdążył za nim Raymond Felton, lider Golden State ratował się podaniem, ale popełni stratę i było już po meczu.

21 punktów dla Knicks rzucił J.R. Smith, 21 dodał Anthony, a po 15 Amare Stoudemire i Tim Hardaway Jr. 32 oczka dla gospodarzy rzucił Curry, ale Warriors trafiali tylko 35,4 proc. z gry.

Memphis Grizzlies – Portland Trail Blazers 98:105 (23:25, 22:32, 25:29, 28:19)

LaMarcus Aldridge zagrał w trzech ostatnich meczach i Blazers są w tym czasie 3-0. Jeśli ktoś myślał, że Portland może wypaść z ósemki może już przestać to robić. To się już nie stanie.

Gospodarze rzucili Memphis 105 punktów, więcej niż jakikolwiek inny zespół w lidze rzucił im w marcu. Jeszcze na początku drugiej kwarty był remis po 25, ale potem Blazers zrobili run 16-4 i Grizzlies nie zbliżyli się już w całym meczu na mniej niż 5 oczek, a na początku czwartej kwarty tracili już nawet 21 punktów.

Aldridge rzucił 28 punktów z 20 rzutów, 15 dodał Wesley Matthews, 13 Damian Lillard, a 10 Nicolas Batum, a dobra gra Mo Williamsa (17 oczek) i Thomasa Robinsona (8 punktów) sprawiła, że ławka Portland wyglądała dobrze.

21 oczek dla Grizzlies zdobył Zach Randolph, 20 dołożył Marc Gasol, 16 (6/19 z gry) Mike Conley, a 12 z łakwi Mike Miller. Grizzlies wypadli poza ósemkę i mają pół meczu straty do Mavs.

Phoenix Suns – Los Angeles Lakers 99:115 (15:26, 28:35, 31:28, 25:26)

To był najłatwiejszy mecz Suns do końca sezonu. Suns byli po serii 6 zwycięstw z rzędu. I Suns przegrali. Dalej jedna są na 7 miejscu, po przegrali też Grizzlies. Walka o te dwa ostatnie miejsca na Zachodzie będzie się toczyć aż do ostatniego meczu.

Lakers już po pierwszej kwarcie prowadzili 11 punktami, po drugiej 19, a w trzeciej wyszli na najwyższe prowadzenie w meczu – 26 oczek i choć na niecałe 4 minuty do końca goście zmniejszyli straty do 11 oczek to na więcej nie było ich już stać.

Mecz sezonu na 28 punktów i 17 zbiórek zagrał Chris Kaman, 22 oczka dodał Jodie Meeks, 17 Ryan Kelly, 12 Kent Bazemore, 11 Nick Young, a 13 plus 11 asyst zanotował Kendall Marshall.

Dla Suns najwięcej rzucił Gerald Green – 22 punkty. 17 zdobył Goran Dragic, 16 Markieff Morris, 15 Marcus Morris, a 10 Eric Bledsoe.

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

21 komentarzy

  1. devitto pisze:

    Z Pacers naprawdę dzieje się coś niedobrego. Grają ospale, zero energii w ataku, mało ruchu i podań. Na dodatek Frank jakoś nie widzi potrzeby aby wstrząsnąć zespołem np. przez wprowadzenie kilku zmienników- jestem pewien że Salomon Hill dodałby dużo energii (chciałby się pokazać), Copeland grał wczoraj dobrze w 2 kwarcie, a później dostał czas tylko pod koniec 4 kwarty gdy było już po meczu. Jako fan Pacers widziałbym w rotacji też Allena, szczególnie że Scola jest dziurą w obronie a w ataku w tym sezonie gra piach. Na szczęście Indiana potrafi się zmobilizować na starcia z wielkimi więc dziś możemy oglądać świetne spotkanie. Jeśli jednak zagrają z taką energią jak dziś, to wydaje mi się, że bez drastycznych zmian się nie obejdzie aby zmobilizować zespół prze playoffami.

  2. Adam pisze:

    W Nowym Jorku wciąż wieżą.
    Chyba ,,wieRZą”. Pozdrawiam:)

  3. pfff pisze:

    W Nowym Jorku wciąż wieżą.

    wierzą bo wiara

  4. realista pisze:

    Indiana grać, ku…a mać! Przez 3/4 sezonu Pacers tak pięknie pracowali na pozycję nr 1 w Konferencji Wschodniej, a od kilkunastu meczy trwonią swój wysiłek. Bez przewagi parkietu w PO nie wróżę im zwycięstwa w Finale Konferencji z Miami i znowu trzeba będzie LeBronka z ekipą oglądać w Wielkim Finale :/

  5. Mr. Cental pisze:

    Od początku sezonu twierdzę, że Indiana gra ponad możliwości. Najgorsze jednak dla nich były transfery. Nie chodzi tu o jakość zawodników, bo w teorii Bynum i Turner to solidny upgrade, ale o chemię w zespole. Turner żeby być produktywnym musi mieć piłkę w rękach i dużo minut. Bynuma juz raczej po sezonie nikt nie zatrudni (szkoda kariery). Poza tym Hibbert chyba za bardzo przypakował przed sezonem i teraz brakuje sił. Bez przewagi parkietu, na pewno nie dadzą rady Heat a w obecnej formie to Chicago i Brooklyn będą realnym zagrożeniem. Nie mówiąc już o tym, że Bobcats też urwią 1-2 mecze.

  6. Qcin pisze:

    Wystarczyło pozbyć sę Irvinga i Cavs grają jak zespół gotowy na PO. Pamiętajcie kto pierwszy mówił, że taki z niego lider jak z koziej d. trąbka ;)

    • Mr. Cental pisze:

      oj, a ty dalej swoje… widzę że siedzi to w Tobie, jak zatwardzenie po Świętach i nie chce wyjść :D z tego co pamiętam to Waitersa zresztą też się pozbyłes ;) Ja też nie jestem fanem Irvinga i najbardziej zbulwersowało mnie jak przed sezonem GMy wybrali go z numerem trzecim jako zawodnika od którego najchętniej zaczęli by budowę zespołu. Aczkolwiek teraz jest trochę jak z LAL z początku sezonu – nazywam to syndrom Kobe. Jak go nie było na początku sezonu to grali na 50% wygranych, a później dno. Poza tym ogranie Miami w tym momencie to nie wyczyn (no chyba, że dla Heat:D:D:D)

    • Finley pisze:

      Niektórzy dziennikarze i kibice, też nazywali Melo szkodnikiem i krzyczeli, by go amnestiować, bo podobno Lin miał być żółtym Magiciem Johnsonem. Swoimi okrzykami deprecjonującymi Irvinga staczasz się do ich poziomu…

    • Qcin pisze:

      Ale chwla, moment- ja nigdy nie proponowałem amnestii na Irvingu czy też wyrzucenie go z drużyny, tylko uważałem (i dalej uważam) że nie ma drugiego tak przehypowanego gracza ligi jak właśnie Irving + że na lidera się w ogóle nie nadaje, może być 2 opcją jako starter (choć wątpię by ego mu pozwoliło) bądź generałem drugiego unitu- i w obu tych rolach powinien się sprawować wyśmienicie, ale jako lider? Bez szans, nie potrafi kreować partnerów, nie radzi sobie z podwajaniem (i wówczas też zamiast oddać piłkę do niepilnowanego to forsuje grę jeden na jeden (w sensie na dwa), tragicznie broni itd.

      Oczywiście, że akurat tej maniery przypominania o przecenianiu Irvinga prędko się nie wyzbędę (chyba, że sam mnie oczaruje- np. o Melo zmieniłem zdanie w poprzednim sezonie/ choć oczywiście nigdy nie uważałem, że powinno się zastosować wobec niego amnestię i Lin to dla mnie zawsze był średniak, nawet podczas Linsanity nie był dla mnie graczem 1 unitu/)

      GMowie wybrali też Bennetta z jedynką, dali Biedrinsowi 8 baniek za sezon i milion innych przykładów można byłoby podać, wiec to dla mnie żaden argument. No i co do Waitersa to nie przypominam sobie bym kiedykolwiek W TYM SEZONIE pisał o nim negatywnie, ba wydaje mi się, że wiele razy byłem jedynym jego obrońcą wśród znanych mi dziennikarzy/blogerów/komentatorów i innych fanboyów Irvinga- nawet w pewnym momencie obrałem sobie za cel negować wszelką krytykę, która spada właśnie na Waitersa i to nie dlatego, że jest jakimś niesamowitym koszykarzem, ale wyłącznie dlatego, że nie cierpię przypieprzania się do jednego (Waitersa) przy jednoczesnym głaskaniu drugiego (Irving) choć drużynie dają właściwie tyle samo.

      Chyba, że chodzi ci o wymiany z gdybył był gm, to tak, było kilka opcji wymiany Waitersa, ale głównie spowodowanych przesytem na tej pozycji w Cleveland i problemów pozasportowych, które przysparza, a nie chodziło nigdy o to, że jest leszczem- tak samo Irving nim nie jest. Więc jeśli zapytalibyście mnie co bym wolał mieć Irvinga za 16mln za sezon czy Waitersa za 7 to zdecydowanie wybrałbym te drugie nazwisko.

      +chciałbym mieć rozwolnienie w Święta, niestety było dokładnie na odwrót:)

  7. walt pisze:

    Powie ktoś co się dzieje z Paulem George’m? Na początku grał fantastycznie, nawet mówiono o nim jako kandydacie do mvp, a teraz gra taki piach, że aż żal patrzeć… Czy jest to wynikiem tego iż obrona rywali bardziej się na nim skupia jako że jest pierwszą opcją w ataku czy może chłopak zaczyna gwiazdorzyć?

    • devitto pisze:

      Wszystkiego po trochu: oczywiście George dostaje zawsze najlepszego obwodowego obrońcę, za wcześnie okrzyknięto go chyba mianem „superstar”, jak dla mnie w tym sezonie jeszcze na to nie zasługuje. Ogólnie ostatnio George gra dużo tzw. „hero ball”- izolacje, wjazdy pod kosz, forsowanie rzutów. Na początku sezonu imponowało mi to, że niczego nie forsował, teraz jest tego zdecydowanie za dużo.
      W amerykańskich mediach jest też głośno o jego rzekomym nieślubnym dziecku z tancerką (lub mówiąć wprost prostytutką) jednego z klubów w Miami. Cała afera dotyczyła tgo iż George (znowu: rzekomo) oferował jej milion dolarów za usunięcie ciąży. Czy dziecko naprawdę jest jego okaże się dopiero po porodzie. Zgadzam sie z tym co mówił Steven A. Smith dla ESPN: za dużo jest informacji o Paulu w mediach na tematy nie związane z koszykówka. Nie wiem jaki ma to wszystko wpływ na jego postawę, ale na pewno Paul ma gdzieś ciągle w głowie swoje problemy osobiste. Mam nadzieję że się pozbiera na playoffy, bo jesli on i Hibbert nie zaczną grać lepiej to Idniana odpadnie w 2 rundzie.

  8. Mariusz pisze:

    Dla mnie coraz więcej w tym sezonie przemawia z Nets. Indiana gra piach i to nie wygląda na chwilowy kryzys. Heat też nie są rewelacyjni. Ciekawe na kogo trafią Heat z 1 miejsca. Nets potknąć się mogą tylko z Heat, może Rockets i ewentualnie jeden z meczów Knicksami. Czyli maks 3 porażki, a możliwe, że 0 lub 1 do końca sezonu. Raptorsi za to mają Heat, Rockets, Pacers i 2 mecze z Knicks. Czyli maks 4 porażki, a najpewniej 2-3. Realnie najłatwiejszy kalendarz mają Byki. Tylko mecz wyjazdowy z Bobcats, Timberwolves, Wizards, Hawks, Knicks. Teoretycznie nawet nie muszą przegrywać, a przy słabszych wiatrach przegrają 2-3 mecze.

  9. Hawk pisze:

    Spokojnie. Spurs dobiją dzisiaj do 18 zwycięstwa z rzędu.

  10. ZWYROL pisze:

    NO FAKTYCZNIE INDIANA I MIAMI NIE PREZENTUJA SIE DOBRZE I TERAZ TO TORONTO, CHICAGO I PRZEDE WSZYSTKIM NETSI WYGLĄDAJĄ RÓWNIE MOCNO Z TYM, ŻE WIERZE W TO ŻĘ W NAJWAŻNIEJSZYCH MECZACH ZAGRAJĄ LEPIEJ. ALE TO CHYBA NIE STARCZY NA FINAL BO ZACHOD BEDZIE ZACZYNAL U SIEBIE. TAK TO W MOICH OCZACH WYGLADA ALE MAM NADZIEJE ZE SIE MYLE BO ZAWSZE BYLEM ZA WSCHODEM A TYM BARDZIEJ ZA PACERS:) NIGDY NIE ZAPOMNE REGGIEGO:)

  11. amon pisze:

    Mam nieśmiałą nadzieję,że Blazers,,po miesiącu „odpoczynku”,złapali drugi oddech. Trzy cenne zwycięstwa z solidnymi zespołami nastrajają optymistycznie. Już nie ma żadnych wątpliwości- będą PO w Oregonie,do tego szanse na 5. miejsce na Zachodzie. Potencjalny przeciwnik- Houston Rockets. Bez Beverleya i jego obrony na Lillardzie szanse PTB delikatnie wzrosną.

    • Lucero pisze:

      Najważniejsze ze PTB zaczyna grac w obronie. Cieszy coraz lepszy robinson no i w gazie jest Williams. Ławka nie robi sie taka słaba a Houston ma jeszcze ciezki kalendarz przed soba

    • Behemot pisze:

      Ciekawe jak tam z plecami u Griffina. On z Paulem ostatnio regularnie na play-offy łapią kontuzję. Houston może być dla Portland trudniejsze od Clips (gorsze match-upy). Beverly coś przebąkuje, że może wrócić jeszcze przed play offami.

  12. Woy pisze:

    Knicks nigdy nie byli w stanie amnestionowac Melo.

  13. amon pisze:

    Qcin,jestem fanem twoich artów,ale o co Ci chodzi z tą sraczką????Wytłumacz ,proszę

  14. amom pisze:

    +draft 2014: Utah Jazz = Noah Vonleh,proponuję poznać tego gracza,a coś cicho o nim

  15. qcin pisze:

    O Vonlehu sie juz jakis czas mowi wiec nazwisko nie jest mi obce. mi osobiscie przypomina Favorsa i nie mam nic przeciwko by zobaczyc taki duet w barwach Jazz choc jesli GM Utah madry to wezmie jakiegos wiekszego prospecta a nastepnie wymienia na Vonleha przy okazji dostajac dodatkowy pick. Choc nadal priorytetem jest wzmocnienie trojki a wiec ktos z duetu Wiggins Parker. No i nie zapominajmy o picku od Golden. wciaz wierze ze wypadna z PO i Jazz beda mieli dwa wybory w loterii:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *