Telegram z Enbiej 29/03/2014 – Sixers w końcu wygrali, uraz Griffina, trwa seria Spurs

Wczorajsza noc w NBA zagwarantowała nam 6 spotkań. Meczem wieczoru był pojedynek w Houston, ale na wyróżnienie zasłużyła też przerwana passa 26 porażek z rzędu 76ers i kontynuowana seria Spurs (już 17 wygranych).

Zróbcie kawę i zapraszam do prasówki z Enbiej.

Detroit Pistons @ Philadelphia 76ers

98 – 123 (23-33; 28-37; 17-28; 30-25)

Mógłbym się starać ile się da, ale i tak nic co napiszę nie przebije komentarza do meczu z umieszczonego niżej skrótu. Ulubionych komentator wszystkich fanów NBA powrócił!

Sixers wygrali wczorajsze zawody unikając najdłuższej serii porażek w historii (ostatecznie zatrzymali się na 26-ciu wraz z Cavaliers). Jednocześnie uniknęli możliwości wyrównania innego niechlubnego rekordu – największej ilości porażek na swoim parkiecie z rzędu (zatrzymali się na 18, rekord – 19 – należy do Mavericks).

Za wygraną w największym stopniu odpowiadał Michael Carter-Williams i Thaddeus Young (po 21 punktów), ale duże słowa uznania należą się też Henry’emu Simsowi (dobry gracz, którego Sixers wydobyli z odmętów ligi), Elliotowi Williamsowi i Hollisowi Thompsonowi. Cieszę się, że wymieniłem te nazwiska – to może być ostatni raz w tym sezonie.

W zespole Pistons zawiedli praktycznie wszyscy (jakikolwiek opór stawiali tylko Monroe i Jerebko), a najbardziej chyba Jennings (wyleciał po 11 minutach gry) i Smith (2/8 z gry, 4 punkty i klasyczny „no-show”).

Gracz meczu: Komentator poniższego skrótu


Los Angeles Clippers @ Houston Rockets

118 – 107 (23-33; 38-25; 27-26; 30-23

W zdjęciu do wpisu Doc Rivers jest szeroko uśmiechnięty po tym jak DeAndre Jordan trafiał kolejne rzuty wolne (hack-a-Jordan), a jego Clippers pieczętowali wygraną w Houston, ale trener ma duże zmartwienie ponieważ Blake Griffin opuścił mecz już po 6 minutach z powodu bólu pleców. Przed kolejnymi spotkaniami status skrzydłowego jest wciąż nieznany, ale trzeba pamiętać, że urazy pleców są najgorszymi jakie mogą spotkać wysokich.

Pod nieobecność Griffina pełnię swoich możliwości pokazał Chris Paul, który zaliczył absolutnie fantastyczny mecz. 30 punktów (10/16 z gry, 5/9 z dystansu), 5 zbiórek, 12 asyst, 3 przechwyty i tylko 1 strata w 39 minut gry – wow.

Pozbawieni Dwighta Howarda gospodarze nie potrafili się mu przeciwstawić i to pomimo bardzo dobrej grze Jamesa Hardena (32 punkty, 9/22 z gry, 7 zbiórek, 6 asyst) i Chandlera Parsonsa (28 punktów, 9/19 z gry, 9 zbiórek).

Choć zaskakująco dobrze zaprezentował się Isaiah Canaan (14 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty – rekordy kariery w każdej kategorii) to po tym meczu już widać jak bardzo Rockets będzie brakować Beverley’a.

Gracz meczu: Chris Paul


Atlanta Hawks @ Washington Wizards

97 – 101 (27-28; 25-22; 19-25; 26-26)

Po wczorajszej wygranej Wizards czują już Playoffy. Swój pierwszy udział w rozgrywkach post-season od 2008 roku mogą sobie zapewnić już dzisiaj jeżeli tylko Warriors ograją Knicks.

Wczoraj jednak nie było lekko. Postawieni pod ścianą Hawks (mają w tej chwili tylko 1.5 meczu przewagi nad dziewiątymi NYK) rzucili na szalę wszystko co mieli najlepszego i to pomimo braku Kyle’a Korvera. Ciężar ofensywy wzięli na siebie Paul Millsap i Jeff Teague, a poza nimi jeszcze trzech graczy Budenholzera miało minimum 12 punktów.

Problemem było jednak to, że Wizards mieli Johna Walla, który rozszalał się na dobre w trzeciej kwarcie, a dodatkowo gdy ważyły się losy meczu to kluczowy blok zaliczył Marcin Gortat (w całym meczu 12 punktów, 6/11 z gry, 11 zbiórek, 2 asysty i 4 bloki). Poza nimi na wyróżnienie (kolejny raz) zasłużył Drew Gooden (16 punktów, 5/5 z gry, 8 zbiórek). Jeżeli miałbym wskazać na zawodnika, który najbardziej pchnął Wizards w stronę PO w końcówce sezonu to chyba musiałby to być ten weteran.

Bohater meczu: John Wall (25 punktów, 10/20 z gry, 7 zbiórek, 6 asyst)


Sacramento Kings @ Dallas Mavericks

100 – 103 (19-26; 23-28; 28-18; 30-31)

Mavericks kontynuują serię ośmiu kolejnych spotkań na swoim parkiecie, która ma im zagwarantować udział w PO. Wczorajsza, dwudziesta z rzędu wygrana w AAC nad Kings ich do tego zbliżyła zrównując ich bilans z ósmymi Grizzlies.

Po dobrym początku spotkania wydawało się, że gospodarze nie będą mieli większych problemów ze zwycięstwem. Kings zagrali jednak po zmianie stron z większym zębem i za sprawą Gay’a i McColluma wyszli na prowadzenie. Wtedy jednak przebudzili się Mavs, zaliczyli zryw 10-0 i miało być po emocjach. Po celnej trójce McLemore było 100-103 i na linii rzutów wolnych stanął bezbłędny tego wieczoru Monta Ellis, który… dwukrotnie spudłował. Na szczęście dla miejscowych Travis Outlaw mocno przestrzelił ostatni rzut i drużyna Carlisle uniknęła czwartej dogrywki w sześciu ostatnich meczach.

Bohater meczu: Jose Calderon – za to, że pomimo przeciętnego meczu najpierw dał Mavs nadzieję trójką na 87-89 po której rozpoczął się finalny, zwycięski zryw


Miami Heat @ Milwaukee Bucks

88 – 67 (21-12; 25-17; 19-17; 23-21)

Mecz bez historii. Heat dali odpocząć Wade’owi i Chalmersowi (poza nimi w protokole nie było też choćby Battiera i Allena), a mimo to wygrali z dużym luzem zatrzymując Bucks na zaledwie 67 oczkach (29 do przerwy).

Jakiego typu to był mecz? Najskuteczniejszy na boisku zawodnik – Ramon Sessions – miał 15 punktów. Chris Bosh – 14. LeBron James – 13.

Bohater meczu: Ebony Nettles-Bey – koszykarka z lokalnego liceum, która walczy z rakiem i jej marzeniem było spotkanie LeBrona Jamesa


New Orleans Pelicans @ San Antonio Spurs

80 – 96 (15-28; 20-24; 24-18; 21-26)

Bez Anthony’ego Davisa w składzie Pelicans nie mieli szans z rozpędzonymi Spurs. Drużyna Popovicha zanotowała już 17-tą wygraną w sezonie i wygląda jak realne zagrożenie dla każdego pretendenta do tytułu.

Wczoraj doświadczony trener znów miał okazję do mocnego tasowania składem. Żaden z jego podopiecznych nie zagrał więcej niż 25 minut, a pięciu graczy zdobyło po 12 punktów lub więcej.

Bohater meczu: Para BelinelliGinobili, która trafiła w sumie 14 z 21 oddanych rzutów.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

6 komentarzy

  1. RaymondPutTheGunDown napisał(a):

    Oj zacieta ta walka o 8 miejsce na wschodzie

  2. Hawk. napisał(a):

    Na Zachodzie jest jeszcze lepiej. Walczą Mavericks, Grizzlies i Suns a może do nich dołączyć również Trail Blazers .

  3. Ross napisał(a):

    Ktoś tu ogląda mecze Waszyngtonu? Ja oglądam jedynie skróty wszystkich akcji Marcina i mam wrażenie, że zrobił duży postęp. Nie boi się rzucać z półdystansu. Świetnie potrafi wejść pod kosz w grze 1 na 1. Czasami brakuje wykończenia akcji ale mam nadzieję, że to kwestia czasu. Co wy sądzicie?

  4. lordam napisał(a):

    Dla mnie Marcin gra najlepsz basket w życiu, jest kluczową opcją ataku, świetnie gra 1vs1 na lewą rękę, dobrze rzuca z półdystansu, jego zasłony są kapitalne, jest pewny siebie.
    Staty po ASG ma świetne, ma prawie tyle samo DD co przez poprzednia część sezonu, Moim zdaniem powinien zostać w Czarodziejach i kroczyć wraz z Wallem i Bealem do top4 wschodu na co ich stać w przyszłym sezonie.

  5. Cosmo111 napisał(a):

    W imieniu wszystkich pozostałych ekip, tankujących czy też nie, wypraszam sobie nazywanie tworu o nazwie „Pistons” zespołem!!!
    Z zespołem to nie ma żadnych cech wspólnych, to wygląda bardziej jak zlepek ludków, gdzie każdy myśli przede wszystkim o wykręceniu jak najlepszej indywidualnej linijki statystycznej. Jedyny plus jaki dostrzegam w tym sezonie to zwolnienie Cheeksa (czego domagałem się wieeele razy w komentarzach), ale za to gigantyczny minus za nie wyciągnięcie ręki do Hollinsa/Karla. Serio…. Musiałem teraz sprawdzić kto tam w ogóle go zastąpił, bo koleś jest mniej medialny od polskich pseudocelebrytów. Ogólnie to nie wiem dokąd Pistons zmierzają, rozumiem, że ten sezon jest na straty, ale nie widać żadnych porządnych fundamentów/zgrywania ekipy/zagrywek na kolejny sezon. Za to widać wyraźnie, że w Mo-Town grasuje seryjny obcinacz jaj, bo jak inaczej wyjaśnić, że każdy gracz robi co mu się żywnie podoba. Najlepszym przykładem Smith…. Naprawdę nie ma tam nikogo, kto by go pacnął i powiedział „Odpuść sobie ku**a te cegły z dystansu, bo moja stara lepiej rzuca” (tak to sobie wyobrażam w ustach Jenningsa)?? No jak można gościowi co trafia niecałe 25% z dystansu, baaa 53% z linii (tak, gorzej od Howarda) pozwolić odpalać ponad trzy cegły zza łuku na mecz? Przecież to jest jakaś pieprzona farsa…

    Co do meczu Rakiet… Brak Howarda brakiem Howarda, szybkie zejście Griffina nieco wyrównało straty, więc nie był tak odczuwalny. Za to brak Beverley’a… Cieniutko widzę Rakiety w PO, bo nie mają w tej chwili żadnego obwodowego plastra, a momenty jak wczoraj Harden próbował bronić CP3 to się śmiać niestety chciało. Zobaczymy teraz jaki z McHale’a trener i czy da radę to jako tako poskładać.

  6. Adrian89 napisał(a):

    Co wy bredzicie z blazers .szansa n’a ich brak w po jest podobna do tego ze ukraina zajmie moskwe. Kalkulcja idzie pelna para

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *