Drobnym drukiem: Czy podwajanie wysokich ma sens w obecnej NBA?

Podwajanie jest powszechnie stosowaną praktyką w przypadku graczy, którzy mogą wyrządzić największe szkody w ataku. Celem tego zagrania jest doprowadzenie albo do maksymalnie trudnego rzutu, albo straty, albo do odegrania do innego partnera (który w domyśle powinien być mniejszym gwarantem zdobycia punktów).

Moje pytanie jest następujące – czy w obecnej NBA, w której nie mamy już takich podkoszowych dominatorów jak kiedyś, opłaca się jeszcze podwajanie wysokich i jeśli tak to których + na co narażają się trenerzy w przypadku błędnie obranego celu podwojenia.

Grupa wybranych

Długo zastanawiałem się nad tym kogo powinienem wyselekcjonować do mojej grupy testowej. Ostatecznie przejrzałem podstawowe piątki wszystkich zespołów ligi (plus w kilku przypadkach listę kontuzjowanych) i subiektywnie wybrałem listę graczy, do których na pierwszy rzut oka mógłbym wysyłać podwojenia.

Oto kandydaci: David West, Chris Bosh, Joakim Noah, Brook Lopez, Al Jefferson, Al Horford, Greg Monroe, Tim Duncan, Blake Griffin, Dwight Howard, LaMarcus Aldridge, Zach Randolph, Marc Gasol, Dirk Nowitzki, Kevin Love, Anthony Davis, DeMarcus Cousins.

Siedemnaście nazwisk. Tylko i aż, ale od razu kilku się pozbędę.

Zacznijmy od Davida Westa i Chrisa Bosha – graczy, którzy raczej są dobrą  opcją numer 2 lub 3 i w ich przypadku mamy po prostu wokół na parkiecie graczy, którym nie możemy zostawić kilu metrów wolnego. Obaj odpadają.

Greg Monroe pokazał do tej pory jedynie przebłyski swoich bardzo dużych możliwości. Musiałbym zobaczyć zdecydowanie więcej by wysyłać do niego podwojenia. Na drugim krańcu skali jest Tim Duncan, który przez ostatnie milion lat był czołowym podkoszowym ligi, ale teraz już jest na innym etapie kariery i po prostu dublowanie go (zwłaszcza w systemie Spurs, o czym później) nie ma sensu.

Dobrze, mamy teraz 13 nazwisk i im musimy przyjrzeć się bliżej. By nie wchodzić w bardzo duże detale pogrupuję graczy w poniższych kategoriach:

Dobrzy podający: Noah, Horford, Gasol

Strzelcy: Nowitzki, Love

Siłowi: Jefferson, Howard, Randolph, Cousins

Uniwersalni: Lopez, Aldridge, Davis, Griffin

Dobrzy podający

Noah i Gasol są nawet nie dobrymi, ale wręcz wybitnymi podającymi jak na wysokich. Horford jest w tym trochę gorszy (choć statystycznie jest na poziomie praktycznie takim jak Hiszpan). Na co trzeba zwrócić uwagę gdy myślimy o podwajaniu takiego typu graczy?

Po pierwsze na to, kim są otoczeni. Jeżeli nie mają za bardzo komu podać, a sami są niezłymi strzelcami to nie ma się nad czym zastanawiać. Taka taktyka może być w tej chwili dobra przeciwko Noah, który punktującym jest przeciętnym (aczkolwiek potrafi zagrać po dryblingu i trafić z półdystansu), ale nie ma wokół siebie choćby jednego gracza będącego regularnym zagrożeniem (tylko takich z przebłyskami pod nieobecność Rose’a). Jak bym to grał przeciwko niemu? Podstawowy obrońca odcina go od wejścia pod kosz, a drugi zbiega (lub symuluje podwojenie) odcinając drogę podania. Co tutaj jest kluczem? Dyscyplina bo Noah wykorzysta każdą lukę.

W przypadku Horforda i Gasola sytuacja jest trochę inna, ponieważ obaj mają obok siebie przynajmniej jednego gracza mogącego spowodować zniszczenia (odpowiednio Millsap i Randolph). Co z tego? Ano to, że dobrze ułożona ofensywa po podwojeniu odnajdzie ich w maksymalnie czterech podaniach o ile podwajany nie zrobi tego od razu (zwłaszcza gdy do pomocy zejdzie drugi wysoki). Jasne, ani Grizzlies, ani Hawks nie są traktowani jako mistrzowie w tym elemencie (Spurs, a czego się spodziewaliście?), ale mimo wszystko z mojej strony byłby tutaj pas.

Strzelcy

W ich przypadku obowiązuje jedna zasada – jeżeli nie trafiają, gramy jeden na jeden, jeżeli wpadną jednak w trans to trzeba reagować. Moja reakcja w obu przypadkach byłaby inna. Dirka podwajałbym zaraz po podaniu do niego gdyby znajdował się kilka metrów od kosza (optymalnie, gdyby był do niego tyłem) – wtedy mamy szansę na szybkie odegranie i kryzys (przynajmniej na chwilę) byłby zażegnany. Nie podwajałbym go jednak blisko kosza, ponieważ jak nikt potrafi wymuszać faule i znając Świat skończyłoby się na dwóch celnych rzutach wolnych w plecy.

W przypadku Love’a trzeba wziąć natomiast pod uwagę to, że jego partnerzy (poza Kevinem Martinem) są słabymi strzelcami. Mamy więc dość jasną sytuację i gdybym tylko zobaczył, że trafia dwa rzuty z rzędu to od razu kazałbym go dublować by z 5-6 metrów mieli rzucać Rubio, Pekovic czy Brewer.

Siłowi

Trochę mięśni i tłuszczu zebrało się w tej grupie. Zacznę od najprostszych przykładów – Jeffersona i Cousinsa. Big Al nie jest specjalnie finezyjnym graczem, ale jak nikt potrafi radzić sobie z jednoosobową obroną na lewym skraju pomalowanego. Boogie tymczasem ma większy repertuar zagrań, ale i tak najbardziej efektywny jest w siłowej walce pod koszem. W dodatku obaj nie mają specjalnego strzeleckiego wsparcia ze strony partnerów. Werdykt? Podwajać w ulubionych przez nich strefach.

Dwight Howard? Tutaj jest trudniej. Z jednej strony to mimo wszystko największy tur spośród podkoszowych i gracz, który (teoretycznie) powinien dominować. Jego problemem jest jednak zbyt wolne myślenie w ataku i tragicznie wykonywane rzuty wolne. Pierwsza rzecz sugerowałaby dublowanie (zanim się zorientuje to albo będzie strata, albo podanie, które zniszczy ofensywną zagrywkę), druga jest 50/50 bo z jednej strony można postawić na obronę indywidualną i w najgorszym wypadku na faul, ale z drugiej Dwight jednak jest dość szybki jak na swoje gabaryty i może łatwo wpędzić naszych graczy w problemy z faulami. Co więc decyduje? Moim zdaniem to, że Howard ma obok siebie Hardena i Parsonsa, a oni mogą zrobić błyskawiczne zniszczenia gdy piłka zacznie krążyć po obwodzie. Ja bym odpuścił.

No i kończymy na Z-Bo i tutaj mamy z kolei mamy gracza, który potrafi celnie rzucić z półdystansu i dystansu, do tego uwielbia się przepychać i bardzo dobrze się zastawia. Jakby tego było mało to jeszcze nie boi się linii rzutów wolnych (76% w trakcie kariery) i nieźle podaje. W jego przypadku i patrząc na jego partnerów w Grizzlies wysyłałbym drugiego obrońcę za każdym razem gdy złapie wiatr w żagle.

Uniwersalni

Najmniej doświadczony w tym gronie jest Davis. Skrzydłowy Pelicans nie jest jeszcze w pełni ukształtowany, ale statystyki z marca muszą imponować (27.5 ppg przy 54.3% z gry i 84.3% z linii rzutów wolnych). Weźmy to pod uwagę, a także fakt, że NOP nie są jednak rzucającą potęgą i ja bym wymuszał od niego podania zwrotne.

Brook Lopez jest kontr-przykładem. Potrafi (albo przynajmniej potrafił przed kontuzją) sporo, ale jest po prostu otoczony zbyt dużą ilością graczy, którzy tylko czekają by dać im wolne miejsce. Gramy jeden na jednego.

No i zbliżamy się do moich dwóch ulubionych przykładów.

LaMarcus Aldridge na początku sezonu był nawet traktowany jako jeden z kandydatów do tytułu MVP (tzn. wiadomo, że za plecami Duranta i LeBrona, ale mimo wszystko). Został przez Robina Lopeza odciążony w obronie i przestawiony na naturalną pozycję silnego skrzydłowego. W niej pokazywał cały swój arsenał zagrań w ataku, często generując podwojenia.

Brzmi nieźle? No właśnie nie. Jeżeli spojrzymy głębiej w jego rozkład rzutów to zobaczymy, że ponad 60% jego rzutów to nieefektywne próby z półdystansu. Przypomnienie – Aldridge nie jest jednak Nowitzkim i by rzucać 23.4 ppg potrzebuje blisko 21 rzutów z gry na mecz i ponad 5 rzutów wolnych. To oznacza, że jego skuteczność z „żywej” piłki oscyluje w okolicach 46%. To nie jest wystarczają dobry wynik by mnie zmusić do podwojeń i (choć to może zaskakiwać) to patrząc na grę PTB w lutym i marcu to lepiej radzili sobie na boisku bez niego niż z nim…

Dokładnie mówiąc, to z nim osiągnęli bilans 5-10, a bez niego 7-5. Pewnie, trzeba brać pod uwagę to, że grali przeciwko innym rywalom, ale chodzi o ukazanie problemu – Aldridge nie jest wystarczająco efektywny by go dublować – lepiej skoncentrować się na jego partnerach, a jemu samemu pozwolić na rzucanie z półdystansu.

Teraz dochodzimy do Griffina. Jeszcze rok temu bym powiedział, że zdecydowanie nie warto go podwajać. Był bardzo nierówny na półdystansie, a do tego miał ciągłe problemy na linii rzutów wolnych. Teraz jednak to inny gracz i moim zdaniem warto go dublować, ale kluczem jest odpowiednie wybrane strefy. Robiłbym to, gdy znajduje się tyłem do kosza i zwłaszcza gdy dodatkowy obrońca jest po „silnej” stronie (czyli tam gdzie jest piłka). Dzięki temu miałby szansę na szybki powrót do swojego gracza w przypadku odegrania. Alternatywą byłoby dublowanie Blake’a gdy spuszcza głowę w dół i próbuje wbić się w pomalowane. Wtedy widząc tłum często sam wpędza się w dziwne obroty i notuje sporo strat.

Wnioski

Jeżeli dobrnęliście do tego miejsca, to zauważyliście że moim zdaniem w lidze, w której jest ponad 450 graczy jest teraz zaledwie 7.5 zawodnika (Noah, Nowitzki (50/50), Love, Jefferson, Randolph, Cousins, Davis i Griffin), którego warto regularnie podwajać.

Mało? Dużo? Moim zdaniem niewiele, zwłaszcza patrząc na to jakich graczy w lidze mieliśmy choćby 10 lat temu (z głowy: Duncan, Nowitzki, O’Neal, Garnett, Stoudemire (zdrowy), Gasol, Bosh (w Raptors), Webber, Ming,…), a pamiętajmy że to przecież nie był najlepszy okres dla podkoszowych w historii.

Z czego to wynika? Jedną rzeczą jest to, że mniej mamy dominujących podkoszowych, drugą fakt, że niezwykle popularne stało się granie niskimi piątkami i nacisk na bardzo dużą ilość rzutów z dystansu. W końcu – bardzo dużą uwagę przykłada się do szybkiego i automatycznego dzielenia się piłką, które sprawia, że wyjście z podwojenia dobre drużyny zwykle przekuwają albo w celną trójkę, albo w layup.

Czy wobec tego oznacza to powolne odchodzenie od tej taktyki? Moim zdaniem nie, ale teraz będzie to raczej zagranie specjalne, stosowane tylko w ściśle określonych sytuacjach i w krótkich okresach czasu (zespoły szybciej się obecnie adaptują do nowych sytuacji). Przynajmniej jeżeli chodzi o podkoszowych.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

11 komentarzy

  1. Adrian89 pisze:

    Na wstępie świetny artykuł :) Ale zawsze byłem fanem Twojego „pióra”.
    Jednak kilka małych ale. Ja osobiście bym nawet nie pomyślał o podwojeniu Noaha- skoro 1 na1 raczej nie minie. I jedyne zagrożenie to podania to nie widzę w tym sensu – szczególnie że Noah wykorzystał by każdy moment zawahania a to byłby jeszcze większy błąd.

    No i drugie ale- Blake chcesz podwajać ? Lopeza odpuszczasz bo ma dobrych kolegów w zespole a Clippers to strzelców mają co nie miara. Jedynie w teorii Jordana możesz odpuścić ale w takiej samej teorii odpuszczasz Livingstona. A Jordan wolny = Dunk .

    Dla mnie do podwojenia – Love, Cousins, Davis, Randolph ( nie bardzo jest kim się przejmować jak napisałeś, jeszcze w Memphis jak grają parą Allen i Prince to dwóch obrońców za dużo jest ) Dirk, Jefferson.
    Od siebie dodałbym Lee oraz Ibake co do Bosha też bym się zastanowił. Bo ok nie są pierwszymi opcjami jednak na boisku zwykle jest jednak gracz którego można odpuścić . DO tego jak ktoś jest on fire to zwykle go podwajamy. Wiadomo w Warriors jest Curry oraz Klay – jednak ten sezon pokazuję że wcale ich podwajac nie trzeba szczególnie Klaya który jest strasznie nieregularny – czasami drużyny mam wrażenie że go odpuszczają bo jak mu nie siedzi to już cały mecz.
    Dużo zależy od lineupu – startowa piątka Thunder- Durant i Ibaka jedynie dla mnie do podwojenia zawodnicy( jeśli są on fire podwajam) – Westbrook 1na 1 no i Perkins i Sefolosha odpuszczani.

    • gratek pisze:

      Pomysł podwajania Ibaki jest co najmniej samobójstwem :-) Raz, że jest on mimo wszystko graczem dosyć ograniczony ofensywnie, a dwa, że ma tam kto siekać trójki, nie mówiąc już o kataklizmie jakim będzie odpuszczenie krycia Duranta bądź Westbrooka.

    • Adrian89 pisze:

      Przecież napisałem kogo bym odpuszczał. Russella bym nie podwajał nigdy. Ibaka raz że jak jest on fire to lepiej go zatrzymać. Dwa że często straty mogłybybyć.

  2. 3d pisze:

    Będzie jakiś ciąg dalszy? Np jak bronić przeciwko tym zawodnikom (zwłaszcza Davis, Griffin) kiedy grają pick’n’rolle?
    Niemniej czyta się bardzo fajnie, lubię takie analizy

  3. Mateusz Babiarz pisze:

    Dzieki Adrian :) Już tłumacze moje zdanie:
    – Noah potrafi minąć i potrafi trafić z półdystansu (nie jest to może tytan ataku, ale ma swoje zagrania + potrafi i lubi kozlowac)
    – Blake’a tak, a Lopeza nie z tego względu, że imho w Nets są lepsi spot-up shooters (KG, Truth, Deron (?) i Thornton), w LAC bardziej po dryblingu, a wtedy jest szansa na rotacje w obronie
    – Ibaka poza niezłym jumperem nic więcej imho nie pokazał w tym sezonie w ataku
    – Lee i Bosh są na granicy, ale zagrożenie ze strony strzelców w GSW i MIA jest zbyt duże

    Ps. Sorry za nieregularne polskie znaki, pisze z telefonu i ratuje sie autokorekta :)

  4. Mateusz Babiarz pisze:

    @3D – jeżeli odzew będzie pozytywny to oczywiście :) Zwykle już od czwartku myśle o temacie na środowy felieton :)

  5. wojno pisze:

    jak podwajac/potrajac Howarda pokazali juz OKC w 1 spotkaniu w tym sezonie. Chlop nie wiedzial o co chodzi, gdy dopadalo do niego 2/3 obroncow, ale swoja droga w innych spotkaniach czesto udaje mu sie podac a z czystej pozycji harden czy inni to pure shooterzy i z tego czesto howard ma 3-5 asyst

  6. pingwinos pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł:) na Howarda czasem warto szybkiego małego nasłać obrońcę, bo może mu wyłuskać piłkę albo zmusić do błędu – podwajany ma często strach w oczach (nieco i tak zawsze błędnych :D )

  7. amon pisze:

    Mi też się podobało:)) Ale ja na inny temat. Może to nie jest Twoja domena, ale bardzo chciałbym poczytać coś o NCAA March Madness.Może Paweł K. podchwyci temat i zaprezentuje jakieś artykuły,,widzę,że lubi kosz uniwersytecki. Przepraszam,że nie na temat,ale gdzieś swoją prośbę musiałem wstawić. Pozdrawiam:-)

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Wiem, że w redakcji jest na ten temat dyskusja – zobaczę co się da zrobić :)

  8. Cosmo111 pisze:

    Horford…. Aj, marzy mi się reprezentant Dominikany w Celtics…. Uwielbiam tego gościa, a jest według mnie bardzo niedoceniany (czytaj, za mało się o nim mówi), choć w zasadzie potrafi wszystko, od gry pod koszem, przez półdystans, a na podaniach czy obronie kończąc. Szkoda, że w ostatnim czasie jednak więcej czasu spędza u lekarzy niż na parkiecie. Trochę mnie jednak zdziwiło, że pisząc o nim i Atlancie wziąłeś pod uwagę Millsapa, a nie Korvera :D (ten obrazek będzie mi siedział w głowie do śmierci, sorry za link do konkurencji, ale znykajacy wiecznie żywy http://szostygracz.pl/wp-content/uploads/2014/02/IMG_20140223_091410.jpg)

    Zabrakło mi też trochę wśród wymienionych Gasola, ale Gasola seniora. Czyżby to z powodu Pringlessa i faktu, że LAL w tym sezonie cieniują, a sam Hiszpan nie jest tak znaczącą postacią ofensywy jak być powinien? Co jak co, ale przez ostatnie kilka sezonów to dla mnie Pau był bezapelacyjnym numero uno wśród wysokich w kontekście przeglądu pola, zawsze potrafił znaleźć czy to strzelca na obwodzie czy centra pod koszem. Rzutowo również do słabych nie należy, ten sezon faktycznie jest obniżka, ale to jak dla mnie wynika z systemu gry, no a o tym, że odpuszczanie go to błąd już się nieraz rywale Hiszpanii przekonali… No chyba, że bierzesz pod uwagę tylko ten sezon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *