Pacers dalej grają słabo, tym razem gorsi od Bulls

Wszyscy są zgodni, że w finale Konferencji Wschodniej spotkają się Indiana Pacers i Miami Heat. Nawet pomimo tego, że zarówno pierwsi, jak i drudzy mają w ostatnich 12 spotkaniach bilans 5-7. Te dwie drużyny to pewniacy, ale żadna z nich nie będzie chciała grać w drugiej rundzie z Chicago Bulls. Żadna.

Dlaczego? To proste. Ta seria może ich zwyczajnie wymęczyć fizycznie, że w ewentualnym finale może Pacers albo Heat po prostu zabraknąć sił na kolejny bój, który może być serią 7-meczową.

W tym momencie Bulls zajmują 4 miejsce i są tuż za Toronto Raptors, którzy mają jednak dwa mecze rozegrane mniej. Ciężko naprawdę przewidzieć, która z nich na koniec sezonu ostatecznie znajdzie się na trzecim miejscu, a która na czwartym. Pewnym jest jednak to, że ten zespół który zagra z Chicago w drugiej rundzie będzie musiał się chyba trochę bardziej namęczyć, by awansować do finału Konferencji.

Wczoraj mieliśmy przedsmak tej potencjalnej drugiej rundy. I to będą defensywne mecze, w których żadna z drużyn może nie trafiać więcej niż 43/45 proc., z gry. Ale czy dziwić nas to powinno, gdy spotykają się dwie najlepsze defensywy w lidze. Te match upy mogą być świetne. Jimmy Butler kryjący Paula George’a, Lance Stephenson biegający po zasłonach za Mikem Dunleavym, Taj Gibson sprawiający kłopoty Davidowi Westowi i oczywiście pojedynek dwóch najlepszych defensorów na pozycji centra Roy Hibbert i Joakim Noah.

Wczoraj lepszy okazał się środkowy Bulls, który zatrzymał Hibberta na 3 punktach, 0/5 z gry, 5 zbiórkach, ani jednym bloku, 3 stratach i 5 faulach. A do tego uważał, że Roy posunął się do flopowania w jednej z akcji. Jego kandydatura na Defensive Player of the Year w ostatnim czasie już nie jest taka mocna.

Obie drużyny rzucały na słabym procencie i do przerwy rzucił razem 77 punktów. Mecz rozstrzygnął się w zasadzie na starcie trzeciej kwarty. Tą Bulls zaczęli serią 22-9 i objęli 12-punktowe prowadzenie, nie pozwalając się już zbliżyć Pacers do końca meczu na mniej niż 5 oczek.

Decydujący cios gospodarze zadali w ostatnich trzech minutach. Najpierw z prawej strony jumpera po podaniu Noah trafił Gibson, a na niecałe minutę i pięćdziesiąt sekund do końca pod kosz wszedł Kirk Hinrich, lay upem wyprowadził Bulls na 12- punktowe prowadzenie i było już po meczu.

Gibson był świetny w tym meczu. Rzucił 23 punkty – więcej niż cała ławka Pacers (14), trafił 9 z 15 rzutów i zebrał 8 piłek, z czego 5 w ataku. Noah z kolei miał po raz kolejny prawie triple-double na 10 oczek, 8 zbiórek i 8 asyst, kradnąc do tego 4 piłki i blokując 3 rzuty. 18 oczek dodał Kirk Hinrich, 13 Dunleavy, a 12 Butler.

Dla Pacers, którzy trafiali z tylko 37 proc. skutecznością i rozdali razem tylko 11 asyst w całym spotkaniu przy 22 Bulls, najwięcej rzucił George – 21 punktów z 22 rzutów, w tym 1/6 za trzy. 17 dołożył George Hill, a 14 West.

Indiana Pacers – Chicago Bulls 77:89 (19:15, 15:18, 22:31, 21:25)

http://youtu.be/DmkeohReH4U

Liderzy zespołów:

Punkty: George 22 – Gibson 23

Zbiórki: Stephenosn 10 – Boozer 10

Asysty: West, Hill 4 – Noah 8

Przechywty: George 4 – Noah 4

Bloki: West 2 – Noah 3

Dawid Ciepliński

Fan koszykówki od 1997 roku, kiedy jako dziesięciolatek obejrzał na żywo swoje pierwsze finały NBA pomiędzy Utah Jazz i Chicago Bulls. Od 1999 roku wierny kibic Los Angeles Lakers.

10 komentarzy

  1. HSCM pisze:

    Bulls są ok, trzymam trochę za nich kciuki. Chciałbym aby kiedyś w finale spotkali się z moimi ulubieńcami czyli Raptors. Mega defensywny pojedynek ze specami od tej sztuki na stołkach trenerskich i graczami predysponowanymi do tego typu gry. Pewnie granica 100 punktów nie zostałaby osiągnięta ale za to cała masa bloków, przechwytów, wymuszeń przewinień ofensywnych i innych wynagrodziłaby to w 100 %.

  2. zdzichuspodbloku pisze:

    a jutrzejszy pojedynek Heat – Pacers może pokazać, kto jest w większym dołku przed PO

  3. GPRbyNBA pisze:

    Fajnie sie ten meczyk oglądało. Minusem są piekące oczy :-/
    Tak sobie myślę że jeśli Chicago zwolnią Booza i zakontraktują Melo lub Love a Rose będzie grał przynajmniej przyzwoicie to za rok faktycznie będa mogli się liczyc w drodze po mistrzostwo.
    Denerwuje ino tak daleka gra od kosza Noaha. Nic tylko asysty a przecież on jest Centrem i powinien zbierać i trafiać spod kosza.

    • Woy pisze:

      Akurat zbiera i to całkiem nieźle. Ponadto blokuje i jest w czołówce obu klasyfikacji. Jego gra na obwodzie mocno miesza w defensywie rywali, nietuzinkowe granie jego otwiera drogę do kosza skrzydłowym i ściąga na siebie, wyżej, wysokich przeciwników. Co ciekawe, po meczu F. Vogel namaścił swojego Roy’a Hibberta jako DPOTY i świetnego obrońcę pod koszem (rim protector), ale mi się wydaje ,że tegorocznym DPOTY będzie właśnie Noah.

    • GPRbyNBA pisze:

      hmm. Noah odciąga centra rywala od kosza? Przecież daleko od obręczy jest małym zagrożeniem i choć czasami uda mu sie trafić to jednak nagminnie widać że w danej chwili zastanawia sie czy rzucić ale wybiera bardziej rozsądniejsze wyjście czyli podanie do kolegi. Skoro Noah nie jest strzelcem półdystansowym to głupotą było by pokrycie go wysokim i tym samym osłabienie obrony trumny.
      Wiem że i tak dobrze zbiera oraz dzięki niemu Gibson zdobywa tyle punktów jednak czasem naprawdę niepotrzebnie zostaje tak daleko gdy można powalczyć o zbiórkę.
      Czasem widać ze na siłę zostaje tak daleko tylko po to by mieć szansę na kolejną asystę i pobić rekord (bodajże pisaliście że 5.3 jakiś center miał kiedyś). Wg mnie ewidentnie widać ze gra pod ten rekord by zapisać sie nim w historii zanim Derrick wróci. Czasem mnie to wkurza.

    • Woy pisze:

      ale Noah rzuca z piątego metra i wcale się nie zastanawia, gdy zostaje wolny , więc w czym problem (może poza jego techniką rzutu)? Ponadto obrońca nie może stać w pomalowanym , gdyż jeśli nie ruszy za swoim graczem to może doprowadzić do błędu trzech sekund w obronie. Również wiadomo, że jeśli Joakim coraz lepiej podaje to rywale zechcą go odcinać od możliwości dostarczania asyst. Pytanie, kto ma go pokryć jak nie wysoki? Jedynka…dwójka..trójka…? przecież sama zmiana krycia to problem dla obrony, jeśli niższy wyjdzie do Joakima to automatycznie Bulls mają na innej pozycji jakąś przewagę (np. szybkości). To jest jego styl, który rozbija rywali, generuje więcej podań i rodzi ulubioną grę Thibsa (hands off), a jego pozostanie z tyłu jest też związane z szybszym powrotem do obrony, więc każdy kij ma dwa końce.

    • Kubas pisze:

      Woy, 100% racji. To jest właśnie sposób Toma na wygrane, jeżeli liderem nie może być Rose, Boozer czy nawet Butler, będzie to Noah. Tom robi z Bulls drużynę i podoba mi się to. Dla przykładu oglądałem mecze Knicks i nie widziałem tam takich zagrywek jak u Chicago, widać różnica klas na ławce trenerskiej. Tom super taktyk i bardzo dobrze motywuje swoich graczy, a Noah mu w tym pomaga swoją energią i ekscentrycznością.

    • GPRbyNBA pisze:

      Woy
      no nie mów że nie widzisz tego jak sie przymierza ale jednak nie decyduje na rzut.
      Choć być moze część tych przymiarek to zmyłka by obrońca bliżej podszedł i mógł podać.
      I nie mówie ze nie powinien tak grać bo to skutkuje. Zauważam tylko ze czasem robi to na siłę.
      heh Z 5 metra ma jakieś 37% więc w sumie nie jest tragicznie (co widać) ale też nie powód by go dobrze kryć (też widać że często stoi bez obrońcy).

  4. Czarny Kapelusz pisze:

    Ja bym był ostrożny z tym „wszyscy” panie autor. Ja np. jestem zdania, że w finale zagrają byki. I co, jak się ma do tego to „wszyscy”? Znaczy, że ja jestem nikim? No pytam panie autor, pytam… :-D

  5. Al Capone pisze:

    Finał Konferencji jest możliwy, ponieważ patrząc realnie Indiana jest do ogrania przez Bulls w 6 meczach, a pierwszą rundę Byki przejdą w 5-6 meczach stawiałbym na pojedynki Brooklyn/Washington zobaczymy :) Let’s go Bulls

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *