Wschód nie taki słaby i nudny jak się wydaje…

Sezon regularny 2013/2014 rządzi się nieco swoimi prawami. Nie pamiętam takiej sytuacji, gdy bardzo wiele drużyn tej samej konferencji przeszło ogromną przemianę po pierwszych dwóch miesiącach rywalizacji. Listopad i grudzień wciąż rzutują na słabe statystyki drużyn z Konferencji Wschodniej i nieco zaciemniają obraz sytuacji. W poniższej analizie nie chodzi o skracanie 82 meczowego sezonu, ale o pokazanie siły drużyn w nieco bardziej realnej perspektywie. Zauważam bowiem niestety, że w obiegu forumowych wypowiedzi miejsca w finale Konferencji Wschodniej zostały już rozdane Pacers i Heat. Tymczasem sytuacja jest znacznie bardziej złożona niż się wydaje.

Zachód w drugiej części sezonu wciąż pozostaje silniejszy, ale różnice nie odbiegają już tak bardzo od poprzednich sezonów. Przykładowo w sezonie poprzednim Zachód wygrał 5-3 w liczbie drużyn, które przekroczyły 60% zwycięstw, a 10-7 w liczbie drużyn z dodatnim bilansem. Biorąc pod uwagę wyniki od stycznia Zachód wygrywa odpowiednio 7-5 i 10-8 (w pierwszej części sezonu 7-2 i 9-4).

Gdybyśmy utworzyli tabelę wyników od 1 stycznia do dzisiaj wyglądałaby ona tak:

Drużyna Zwycięstwa XI-XII Porażki XI-XII % Zwycięstwa I-III Porażki I-III %
Brooklyn Nets 10 21 32,26% 26 10 72,22%
Indiana Pacers 25 5 83,33% 26 13 66,67%
Chicago Bulls 12 18 40,00% 26 13 66,67%
Miami Heat 24 7 77,42% 23 13 63,89%
Toronto Raptors 14 15 48,28% 24 15 61,54%
Washington Wizards 14 14 50,00% 22 19 53,66%
Charlotte Bobcats 14 18 43,75% 19 18 51,35%
New York Knicks 9 21 30,00% 20 19 51,28%
Cleveland Cavaliers 10 21 32,26% 16 22 42,11%
Atlanta Hawks 18 14 56,25% 13 22 37,14%

Ogromna przewaga wypracowana w listopadzie i grudniu przez Indianę Pacers i Miami Heat w ogóle nie jest widoczna od stycznia. Pacers i Heat są solidne, ale prezentują się podobnie do Bulls i Raptors oraz gorzej od Nets. Metamorfoza Siatek była spodziewana, ale chyba nikt nie oczekiwał, że po tak słabym początku będą prezentować się lepiej od zeszłorocznych finalistów wschodniej konferencji. Co ciekawe poza dwójką Pacers – Heat, jedynie Atlanta Hawks notuje znacznie słabsze wyniki niż w pierwszej części sezonu (niestety w dużej mierze to efekt kontuzji Ala Horforda). Wszystkie pozostałe zespołu notują wzrost!

Drużyna  Zwycięstwa XI-XII  Porażki XI-XII  %  Zwycięstwa I-III  Porażki I-III  %
San Antonio Spurs 25 7 78,13% 27 9 75,00%
Los Angeles Clippers 21 12 63,64% 27 9 75,00%
Houston Rockets 21 13 61,76% 25 9 73,53%
Memphis Grizzlies 13 17 43,33% 27 11 71,05%
Oklahoma City Thunder 25 6 80,65% 26 12 68,42%
Golden State Warriors 20 13 60,61% 24 13 64,86%
Dallas Mavericks 18 13 58,06% 24 15 61,54%
Portland Trail Blazers 25 7 78,13% 20 17 54,05%
Phoenix Suns 19 11 63,33% 21 18 53,85%
Minnesota Timberwolves 15 16 48,39% 19 17 52,78%

Również na Zachodzie widzimy wzloty i upadki. Druga część sezonu zdecydowanie należy do Clippers, Rockets i Grizzlies (dzisiaj znowu kontuzja Gasola :/). Bardzo wysokie tempo utrzymują Spurs. Minimalnie lepiej grają Warriors, Mavericks i Timberwolves. Natomiast znacznie słabiej aż trzy teamy – Thunder, Trail Blazers i Suns. Szczególnie widoczne jest to w przypadku Portland Trail Blazers, którzy w poprzednim roku przeżywali dokładnie taki sam schemat (dobry początek i słaba druga połowa sezonu). Wydaje się, że rozstawienie drużyny z Portland będzie nieco zawyżone do realnej siły i niezależnie kto będzie ich przeciwnikiem będzie miał łatwiej od tego, kto trafi na Warriors czy Grizzlies. Z całą pewnością rywalizacja w Konferencji Zachodniej wygląda pasjonująco już od 1 rundy.

Wszyscy wiemy, że siła w sezonie zasadniczym często nie przekłada się na play-offy. Chciałbym jednak zdecydowanie sprzeciwić się tezie, że w tym roku play-offy na Wschodzie rozpoczną się dopiero w finale konferencji. Zarówno Pacers jak i Heat z całą pewnością nie chcą znaleźć się zbyt wcześnie na kursie kolizyjnym z drużyną z Brooklynu. Nawet bez w pełni zdrowych Garnetta i Kirilenki Nets będą bardzo trudną przeszkodą do pokonania. Podobnie drużyny z Chicago i Toronto wcale nie są chłopcami do bicia. Widząc przeżywających kryzys obu ubiegłorocznych finalistów nie skazywałbym obu teamów na przegraną łatwo 4-5 meczową serię. Bez widocznej poprawy, choć solidnie, w całym sezonie prezentują się Wizards. Niemniej niezależnie z kim przyjdzie im się zmierzyć nie będą faworytami w serii. Pierwsza runda przeciw Hawks/Knicks, czy Bobcats wydaje się względnie łatwa dla dwójki faworytów, ale od drugiej rundy walka będzie na całego.

Marek Miłuński

Z racji swojego wzrostu typowy point guard, choć już na emeryturze. Po burzliwej karierze zdecydował się osiąść. Ma żonę i dwójkę synów, których już teraz wychowuje na przyszłego Chrisa Paula i Rajona Rondo (niestety przekazany materiał genetyczny nie rokuje na wyższy wzrost).

6 komentarzy

  1. paweł pisze:

    Miami 2. Charlotte 7. i jeśli heat nie stracą formy, nie zlekceważą rywala to awansują . Chciałbym aby kilka fantastycznych meczów na min. Poziomie 35/15 miał al jefferson i wszystko mogłoby się stać.
    Mimo tego stawiam że w finałach konferencji zagrają: pacers – heat oraz thunder – rockets

  2. Hogofogo pisze:

    Ja myślę, że na zachodzie będzie finał Spurs-Clippers. Doświadczenie SAS w play-offs da o sobie znać w najważniejszych momentach. LAC mają po prostu dobry team i postawię na nich. Na wschodzie tak jak kolega uważam, że Miami i Indiana pokażą swoją siłę.

  3. Mariusz pisze:

    Hehe, cały artykuł ma chyba na celu zakwestionowanie finału Pacers – Heat, a tutaj oba głosy niezmiennie wskazują na to samo. Otóż ja jednak chcę złożyć odważne oświadczenie. Po dzisiejszej porażce Heat, a przede wszystkim wypowiedziach LBJ i Bosha świadczących, że atmosfera w zespole siadła w sposób zatrważający, uważam, że do finału Pacers – Heat nie dojdzie. Jeżeli Heat trafią w półfinale na Brooklyn to odpadną. Pacers jeszcze nie skreślam, bo jeszcze jest czas, aby obrona na nowo zaskoczyła. Niemniej jednak obecnie faworytem dla mnie są Netsi.

    Na Zachodzie nie będę wygłaszał żadnych odważnych zapowiedzi. W finale może zagrać każdy z czwórki – Rockets, Spurs, Thunder i Clippers, przy czym Thunder wydaje mi się najsłabsze. Durant jest niesamowity, ale team za bardzo przypomina mi Byki sprzed 1991 roku.

    • 3d pisze:

      Celowo pominąłeś Memphis? Akurat na finał konfy mogą się załapać, ale będą grali same trudne serie

    • Mariusz pisze:

      Tak, ominąłem celowo. Do finału konferencji Memphis może dojść, ale do finału NBA nie. Trzech tak ciężkich serii nie wygra. W zeszłym sezonie sweep ze Spurs pokazał, że nie wytrzymują na takim poziomie.

  4. Szuwarek pisze:

    Brooklyn jeszcze jest daleki od zdobycia 3 miejsca. Myślę, że chłopaki dadzą radę, ale wystarczy, że Toronto i Chicago będą mieć dłuższą serię zwycięstw i wylądują na 4 pozycji. Półfinał Nets-Heat byłby jednak koszmarem dla mistrzów. W tym sezonie Netsi są 3-0 w bezpośrednich starciach i ewidentnie nie leżą LBJowi i spółce.

    Przy serii Nets-Pacers delikatnie obstawiałbym jednak Pacers z powodu ich siły pod koszem.

    Na Zachodzie widzę w finale Clippers-Rakiety, chyba że Thunder spadną z 2 miejsca na 4 wtedy spotkają się już w półfinale. Niedźwiadki nie dojdą do finału, bo za trudne serie przed nimi. Jedną rundę ok, mogą pokonać Spurs, czy Thunder, ale nie pokonają dwóch tak mocnych rywali. W Spurs już nie wierzę. To dobry team na RS z powodu systemu Popa, ale w play-offach bez Duncana i Parkera w najwyższej formie nie dadzą rady. Jeżeli w pierwszej rundzie trafią na Mavs, to przejdą dalej, ale Rakiet nie pokonają.

    Marzy mi się finał Clippers – Nets, czyli Doc Rivers vs Pierce i Garnett :). Wszystko zostałoby w rodzinie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *