Warriors nie dali rady, Clippers stają się pretendentem do tytułu?

Clippers wygrali wczoraj swoje dziewiąte spotkanie z rzędu. Dokonali tego bez kontuzjowanych Crawforda i Redicka i z dopiero powoli wracającym na parkiet Dudley’em (zagrał mnie niż minutę), a mimo to ich zmiennicy byli dużo lepsi niż rezerwowi Marka Jacksona.

Choć Blake Griffin wykręcił 30 punktów i 15 zbiórek, a Chris Paul otarł się o triple-double to na bohaterów spotkania typuję tercet Danny Granger, Willie Green i Matt Barnes, którzy będąc trochę w cieniu gwiazd uzbierali w sumie 42 punkty, 11 zbiórek i 6 asyst robiąc przysłowiową różnicę.

Drużyna Bilans I kw. II kw. III kw. IV kw. Wynik
Golden State Warriors 41-25 29 27 23 19 98
Los Angeles Clippers 46-20 29 25 30 27 111

Wnioski ze spotkania

  • Blake Griffin stał się pierwszą opcją zespołu o mistrzowskich aspiracjach. Zespołu, w którym ta rola miała być zarezerwowana dla Chrisa Paula. Nie zrobił tego, ponieważ CP3 mu tę rolę oddał. Griffin ją po prostu zabrał (a Paul nie ma nic przeciwko temu). Wczoraj wielokrotnie wymuszał dogrania, gdy tylko udało mu się ustawić na krawędzi pomalowanego. Mało tego, robił to również gdy partnerzy nie potrafili mu tam dograć (GSW często dobrze go odcinali) – wtedy wychodził wyżej i próbował być kimś na kształt Noaha z Bulls. Świetnie się to ogląda, ale liczba rzutów z wyskoku (szczególnie tych długich – „elbow jumpers”) jest moim zdaniem zbyt wysoka. Nie mam nic przeciwko rzutom o tablicę z 3-4 metrów, nawet gdy robi je w trzech kolejnych akcjach LAC (dwa razy trafił), tamte jednak powinien lekko eliminować na korzyść wejść pod kosz. Co do tych ostatnich z kolei to wczoraj poza bodaj jednym dobrym ograniu O’Neala (umówmy się, już nie jest ekspresem) praktycznie nie miał udanych wejść (zawsze był albo skutecznie wypychany – tutaj brylował Green – albo odcinany i podwajany). Podsumowując – jest dobrze, a może być wybitnie + dobitka z powietrza po pudle Grangera – palce lizać.
  • Podobał mi się pomysł Jacksona na wykorzystanie przewagi wzrostu i siły Klay’a Thompsona nad Collisonem. Pytanie tylko, czemu tak rzadko Klay próbował grać izolację bliżej kosza. Na jego usprawiedliwienie mam to, że na drugiej połowie (fantastycznie!) pilnował Chrisa Paula.
  • Komentatorzy Clippers dziwili się, że trener gości przez długie okresy do pilnowania Griffina wystawiał Greena, a nie np. Speightsa. Powód jest prosty – Green jest dużo szybszy, a wcale nie słabszy fizycznie + lubi przepychanki. To dobra kombinacja na Blake’a (prawdopodobnie lepsza niż podstawowe bronienie go Bogutem).
  • Jeżeli przed meczem ostrzyliście sobie zęby na pojedynek Curry’ego z Paulem to musieliście się lekko zawieść. Pierwszy wciąż zmaga się z urazem uda i poza ograniczonymi minutami gry widać było u niego brak tego błysku w oku. Zdarzały się co prawda momenty, w których można było pomyśleć „oho, zaczyna się”, ale kolejny rzut był już niecelny i w końcówce Steph częściowo z powodów zdrowotnych, a częściowo z powodu po prostu słabej gry trafił na ławkę. Paulowi dokucza z kolei pachwina i widać po nim, że po powrocie na boisko nie jest jeszcze sobą. Szczególnie namacalne jest to patrząc na jego statystyki rzutowe. W ostatnich pięciu spotkaniach ani razu nie przekroczył 50% skuteczności z gry (wczoraj skończyło się na 5/15) i często pudłuje rzuty, które normalnie trafiał. Spokojnie – jeszcze tydzień-dwa i obaj znów będą sobą.
  • Danny Granger zasłużył na osobny paragraf. W pierwszej połowie był absolutnie nie do zatrzymania trafiając pierwsze 6 rzutów (i to nie tylko rzuty po odegraniach partnerów, ale też akcje po dryblingu). Jeżeli ktoś w Indianie oglądał ten mecz to mógł zacząć myśleć, że wymiana na Turnera może w pewnym momencie odbić się im czkawką.
  • Podobne słowa pochwały należą się trójce innych zadaniowców. Barnes i Collison robili swoje i choć ich statystyki nie rzucają na kolana to zdobywali bardzo ważne punkty i ich rola w wygranej nie jest do przecenienia. Podobnie z Willie Greenem, który wyrównał swój strzelecki rekord sezonu (5/6 z gry, 3/4 z dystansu, 13 punktów). W jego przypadku zadziałała stara zasada – daj strzelcowi łatwe punkty (layup), a po chwili przypomni sobie jak trafiać.
  • Tak poza tym to dziwnie mi się ogląda rezerwowy skład Clippers, gdy jednocześnie obok siebie biegają Turkoglu, Granger czy Davis. Każdy z nich ma swoją wartość (szczególnie pod okiem dobrego trenera, który potrafi każdemu z nich dać odpowiednią rolę), ale taki tercet spodziewałem się raczej zobaczyć w jednej z tankujących drużyn.
  • No i na koniec, LAC mają chyba najgorszy skład komentatorów. Zwłaszcza gentleman krzyczący po każdym udanym zagraniu „bingo!” albo „oh me, oh my!” podnosi mi ciśnienie.
  • Statystyka meczu: skuteczność z gry rezerwowych. Warriors: 3/25, Clippers: 13/20.

Filmowe podsumowanie spotkania

[youtube=http://youtu.be/KtVGmAkk6kY]

Boxscore

Warriors: Lee 20 (7zb), Iguodala 13, Bogut 6 (6zb), Curry 13 (5zb, 11ast), Thompson 26, a także Speights 0, Barnes 5, Green 10, O’Neal 5 (5zb), Blake 0, Crawford 0

Clippers: Griffin 30 (15zb), Barnes 11, Jordan 10 (11zb, 6bl), Paul 16 (8zb, 12ast), Collison 11, a także Davis 2, Dudley 0, Granger 18 (6zb), Turkoglu 0, Green 13

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

8 komentarzy

  1. gabor2 pisze:

    Co do komentarza, to ostatnio musiałem słuchać popisu Panów z Portland. Dla mnie to była najgorsza para komentatorów jaką dane było mi słuchać w tym sezonie.

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Dzisiaj będę ich przerabiał przy okazji powtórki z meczu ze Spurs. Przygotuję melisę.

  2. DarekZKA pisze:

    Ktoś tutaj wczoraj wspomniał, że i tak nie uwarzą LAC za faworytów do tytułu i pewnie go nie zdobędą , też wychodzę z takiego założenia. Jakoś mi ta ekipa nie pasuje, to znaczy może napisze Sobie tak , jakoś nie wyobrażam Sobie ich gry w PO na wysokim poziomie przez całą rywalizację.
    Zresztą rok temu mieliśmy podobną sytuacją. Na koniec sezonu zasadniczego wykręcili 56-26, potem się spotkali dla mnie z idealną drużyną na Po z doświadczonymi graczami na tym poziomie i było 2-4 i po szansach. W tym roku powtórka wielce możliwa. Memphis mają na nich patent jak nikt. Zapewne do końca sezonu będą dobrze wyglądali, ale dla mnie na tytuł nie mają szans, jedynie czego można się spodziewać to większej walki.

  3. Krzychair pisze:

    dobrze, że jest ten znak zapytania na końcu tytułu. Moim zdaniem Clippers wyglądają dobrze ale tylko na papierze, jest super trener, kilka gwiazd i zadaniowców ale myślę, że to wciąż za mało na tytuł, na pewno w tym roku.

  4. realista pisze:

    Gdzie można najlepiej oglądać powtórki meczów???

  5. Alejanddro pisze:

    Ja bazuje na torrentach. Poprostu odpuszczam rano highlightsy i oglądam jak wracam z pracy :P
    Rojadirecta.me mecze w HD odrazu z wyciętymi reklamami i przerwami.

  6. kondzio pisze:

    @DarekZKA z jednej strony Twoje obawy są uzasadnione z drugiej jednak pamiętaj o tym, że trenerem nie jest już Del Negro a Rivers, a Griffin wykonał niesamowity postęp. Martwie się bardziej co z Wojownikami, którzy byli moim osobistym faworytem Zachodu (pierwsza piątka absolutny top ligowy a i ławka nie byle jaka)

    • Mateusz Babiarz pisze:

      Wczorajszego meczu do końca nie brałbym jako wyznacznik, bo Curry jest kontuzjowany i choć sam twierdzi, że jest ok to było widać, że nie jest. Do tego Jackson przed meczem mówił, że nie będzie poświęcał zdrowia Stepha dla jakiejś wygranej w marcu.

      W ogóle końcówka była dziwna, bo GSW mieli szansę mocniej powalczyć, a na jakieś 3-4 minuty do końca zaczęli się zachowywać jakby im wyłączyło prąd.

      Nie zmienia to jednak faktu, że w PO będą groźni. Spotkań będzie mniej, zdrowie powinno być podreparowane, a talentu tam nie brakuje + ławka nie będize już tak istotna bo gwiazdy będą grały po 40+ minut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *