Enbiej: nagrody po 3/4 sezonu

1. MVP

Łukasz Siemański: Na półmetku sezonu typowałem Duranta i w tej kwestii nic się nie zmienia. Kevin cały czas trzyma wysoki poziom i gra na poziomie MVP. LeBron zrobił za mało, żeby wyprzedzić Duranta w wyścigu po tą nagrodę. Żeby James wyprzedził swojego rywala, ten musiałby zanotować niezłą obniżkę formy, a samemu jeszcze bardziej zwiększyć obroty. No i Oklahoma ma lepszy bilans od Heat, grając w znacznie silniejszej konferencji.

Paweł Kołakowski: Myślę, że jest to sezon Kevina Duranta i nic nie jest mu w stanie zabrać tej nagrody.

QCIN: Kevin Durant – to jego czas. Lebron starał się gonić, ale zdaje się, że Durant jest o dwa kroki z przodu. Świetna, równa forma od początku sezonu, ze wzlotami, bez upadków. Kosmiczne cyferki pod nieobecność Westbrooka, mvp’owskie z Russellem na parkiecie.

WOY: Niezmiennie i bezapelacyjnie – najgorętsza strzelba całej NBA – Kevin Durant. Jedenaście razy rzucił 40pkt i nie raz imponował skutecznością oraz wszechstronnością, podczas nieobecności Russa Westbrooka, prowadząc Thunder do serii ważnych zwycięstw. Gracz, który cały czas idzie do przodu i się rozwija. O ile LeBron często mógł liczyć na Wade’a i Bosha , o tyle Durant tym razem najwięcej i często sam, dźwigał ciężary gry na swoich barkach.

2. ROTY

Łukasz Siemański: Michael Carter-Williams. Oladipo i Burke nie zrobili niczego, żeby uznać ich za lepszych od MCW. Carter-Williams lepiej prezentuje się od rywali, co potwierdza też jego linijka statystyczna, aczkolwiek nie gra niczego porywającego (ma mecze, w których wygląda jak przyszła gwiazda ligi, ale w większości gra średnio).

Paweł Kołakowski: Szczerze – kiepscy ci rookies i sam nie wiem kogo wybrać. Michael Carter Williams miał dobry początek, ale potem już Sixers sumiennie opadli na dno, co stawia rysę na jego kandydaturze. Nie zmienia to jednak faktu, że rywala do nagrody debiutanta roku raczej na horyzoncie nie widać. Sorry Victor…

QCIN: Michael Carter-Williams- mimo, że rzuca okropnie i broni przeciętnie, to pozostali rywale w walce o nagrodę mają o wiele większe braki w grze. Z MCW będą ludzie, jeśli będzie grał dalej na Wschodzie to może i zagra kiedyś w ASG.

WOY: Michael Carter – Williams, praktycznie lider rookies od pierwszych dwóch tygodni regular season. Pierwsze triple double w listopadzie, niedawno kolejne i zapisanie się w annałach NBA jako trzeci zawodnik po Chrisie Paulu i Blake’u Griffinie z dwoma TD w pierwszym roku grania. Gwiazda słabych Sixers, ale wierzę, że kiedy Szóstki dostaną zdrowego Nerlensa Noela i dokoptują kolejnego, utalentowanego młodziana , to za pośrednictwem MCW , będą w stanie bić się o pułap 30 zwycięstw w kolejnym sezonie.

3. DPOTY

Łukasz Siemański: Andrew Bogut. Bo zrobił z Warriors 3 najlepszą defensywę w lidze, ma najlepszy Defensive Rating w lidze oraz 13.6 zbiórki i 2.5 bloku PER-36. Gra tylko 26.8 minuty, Mark Jackson musi go oszczędzać na play-offy. Tam Warriors będą jeszcze groźniejsi w obronie, bo będą wykorzystywać Australijczyka oraz Andre Iguodalę w większym wymiarze czasowym. Właśnie przez mniejszy czas gry Bogut ma małe szanse na tą nagrodę i często o nim zapominamy, gdy mówimy o najlepszych obrońcach podkoszowych. Niesłusznie, bo wpływ Australijczyka na obronę Warriors jest widoczny i jest spory, a nie posiada on takiego defensywnego kolektywu jak Hibbert w Pacers czy Noah w Bulls.

Paweł Kołakowski: No jednak, Serge Ibaka, chociaż jestem pod sporym wrażeniem Anthony Davisa. Może mój wybór wynika z tego, że jednak częściej w tym sezonie widziałem w akcji Thunder i Kongijczyk z hiszpańskim paszportem przekonuje mnie w 100%. Stawiam zatem na niego.

QCIN: Andrew Bogut – na finiszu wyprzedza Roya Hibberta, o czubek nosa choć rywalizacja jest diabli zacięta. Ciężko mi wskazać, który z nich jest lepszy w tym sezonie, zwłaszcza że gracz Indiany ostatnio mocno spuścił z tonu.

WOY: Joakim Noah, który pobił mojego lidera na półmetku sezonu, Roy’a Hibberta. Noah zbiera sporo, blokuje wcale nie gorzej, ale też świetnie udziela pomocy kolegom i przede wszystkim rewelacyjnie dyryguje obroną Bulls. Francuz wiele spotkań traktuje bardzo serio, a swoją energię i przykładanie się do gry pod własnym koszem rozdaje również kolegom. Przypomnijmy, że dzięki wybuchowi formy centra to Bulls na dziś są pierwszą defensywą NBA. Ta defensywa nie zależy tylko i wyłącznie od wytycznych trenera…

4. COTY

Łukasz Siemański: Tom Thibodeau. W grudniu Bulls byli rozbici, stracili lidera i wielu stwierdziło, że mogą mieć problem z awansem do play-offów. Potem jeszcze przyszła wymiana innego z liderów i mogło się wydawać, że Byki patrzą w stronę Draftu i rynku wolnych agentów. Tymczasem Thibs to wszystko poskładał do kupy, mając do dyspozycji 8-osobową rotację i brak gwiazdy z prawdziwego zdarzenia. Dostosował taktykę do tego, żeby liderem mógł stać się Joakim Noah (często oglądamy zagrywki, w których Noah wychodzi na daleki półdystans i obsługuje podaniami kolegów ścinających pod kosz). Zrobił ze skreślonego D.J.’a Augustina pierwszą postać ofensywy i znakomicie zmotywował Bulls do walki. Byki zawsze są nieustępliwe, muszą być. Brakuje im talentu, ale nie brakuje im serca do gry. Dzięki temu mają drugą najlepszą defensywę ligi. Zasługi Thibsa w tym wszystkim są ogromne i widać je gołym okiem. Tymczasem jego główny kontrkandydat – Jeff Hornacek – wypadł ze swoją drużyną z czołowej ósemki i może być mu ciężko tam wrócić.

Paweł Kołakowski: Jeśli Suns nie wylecą poza play off to bezapalacyjnie tytuł ten należy się Hornackowi. Jeśli wypadną to postawiłbym na Kevina McHale’a (chociaż możecie mi zarzucić brak obiektywizmu) – ale postęp Rakiet i hasło „Rakiet Fjuel” jest rzeczywistym faktem, a nie moją imaginacją. I nie mówicie, że to wynik przyjścia Howarda do Teksasu, bo w L.A jakoś progresu nie było…

QCIN: Jeff Hornacek – wciąż, póki w Suns są nadzieje na playoffy to Horny jest faworytem do zwycięstwa, choć ostatnie wyniki Toronto również są sporym zaskoczeniem i kto wie czy to trener kanadyjskiego zespołu nie zgarnie statuetki na zakończenie sezonu.

WOY: Tom Thibodeau, bo buduje nadal świetną defensywę grając już bez Luola Denga oraz długo kontuzjowanego Derricka Rose. Chicago na dziś to pierwsza obrona NBA i zespół, który ciągle zaskakuje faworytów. Ponadto gołym okiem widać postępy w grze Joakima Noah, Jimmy Butlera i w końcu D.J. Augustina. Bulls dzięki Thibodeau cechuje wysoki profesjonalizm (coś co podkreślał po zmianie otoczenia Luol Deng) , świetna współpraca na boisku i poza nim oraz etyka pracy. Solidna defensywa to również zasługa wysokiej mobilizacji wywoływanej przez trenera. Bulls mimo osłabień zachowują realne szanse na bycie trzecią ekipą Wschodu, za Pacers oraz Heat. Na drugim miejscu Jeff Hornacek za całokształt pozytywnych zmian w Phoenix Suns i wyciągnięcie maxa ze swoich podopiecznych (plus rozwój Gorana Dragića i Geralda Greena).

5. MIP

Łukasz Siemański: Goran Dragić. Słoweniec miał przebłyski w sezonie 2011/12, jeszcze gdy grał w Rockets, ale teraz jego talent rozbłysnął na dobre. Jako pierwsza opcja zespołu Dragić radzi sobie znakomicie, potrafi wziąć na swoje barki odpowiedzialność w końcówce (daleko nie trzeba szukać – ostatni czwartek i mecz z Thunder), stał się prawdziwym liderem tej drużyny.

Paweł Kołakowski: Na pewno spory postęp zrobił Chandler Parsons, ale forma Lance Stephensona to największe zaskoczenie tego sezonu. Oczywiście pozytwyne i właśnie to sprawia, że widzę w nim na dzień dzisiejszy gracza, który poczynił największy postęp.

QCIN: Gerald Green – Ma groźnego rywala w osobie Gorana Dragicia, ale ostatnie tygodnie to bezsprzecznie najlepszy okres jego kariery, a 41 punktów z Oklahomą potwierdził świetną formę, którą niemal od początku sezonu prezentuje były gracz Pacers.

WOY: Na półmetku rozgrywek moim faworytem był Lance Stephenson i na pewno nadal mocno się liczy w wyścigu po te wyróżnienie. Jeśli miałbym jednak zmienić typ dziś to muszę wskazać Geralda Greena. Powód jest prosty, znany z wysokich lotów przy slam dunkach zawodnik przestał grywać ogony i nie musi się martwić o zatrudnienie, a wskoczył na wyższy poziom i jest jednym z liderów przebudowanych Suns. Nie dać mu tej nagrody byłoby grzechem, tak jak nie wybranie Ala Jeffersona graczem ostatniego tygodnia…Dodam, że Green stał się lepszym defensorem i również poprawił element rzutu z dystansu.

5 komentarzy

  1. sasoo pisze:

    Zapomnieliście panowie o rezerwowym :D:D
    dla mnie 1 – Durant, 2 – MCW, 3 – Noah, 4 – Thibodeau, 5 – Taj Gibson, 6th man – Gibson

    Pozdrawiam

  2. Hades pisze:

    Durtant może być MVP ale co mu to da? OKC jest za słabe żęby zdobyć mistrzostwo, wystarczy znów kontuzja Westbrooka albo kogo kolwiek i koniec bo playoffy to co innego niż sezon zasadniczy

  3. sledziu24 pisze:

    Lol, co mu to da? No nie wiem, moze uznanie najlepszym zawodnikiem sezonu w całej lidze!?

  4. twkarol pisze:

    Woy – Warto zauważyć, że nieobecność Westbrooka w składzie była zbawieniem dla Duranta, ale już w przypadku braku Perkinsa i Sefeloshy cyferki Duranta niewiele dają bo przychodzą porażki i wychodzą na jaw braki defensywne m.in. lidera Thunder. James bez Wade’a to też inny zawodnik i potrafi radzić sobie bez ich dobrych spotkań. Bosh ma co prawda przebłysk formy pod koniec sezonu, ale na chwilę obecną wyżej oceniam umiejętności Ibaki, który daje drużynie dużo więcej niż jesteśmy w stanie sądzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *