Bulls ograli Knicks. Wszechstronny Noah i czwarta kwarta Augustina

Udanie rozpoczęli marzec podopieczni Toma Thibodeau. Po wygranych na koniec lutego nad wyżej notowanymi ekipami Golden State Warriors oraz Dallas Mavericks, byli 6-krotni Mistrzowie NBA wrócili do swojej United Center, by zmierzyć się z dużo słabszymi N.Y. Knicks. Goście w ostatnim czasie przeprowadzili kilka kosmetycznych zmian w składzie m.in. za zwolnieniami Metta World Peace’a i Beno Udriha pozyskali Earla Clarka i Shannona Browna, ale niestety dla Mike’a Woodsona, żaden z nich nie był jeszcze w stanie pomóc zespołowi, by ten zachował jakieś szanse na awans do play offs. Bulls zatrudnili natomiast Jimmera Fredette, którego wejścia wypatrywałem już po pierwszej odsłonie.

Już pierwsza kwarta spotkania w chicagowskiej hali pokazała nam różnicę obu drużyn. Bulls – skoncentrowani, nastawieni wyraźnie na mocną obroną oraz zespołowy atak, poparty częstym dzieleniem się piłką oraz Knicks – wyglądający niczym zbieranina przypadkowych graczy, z których każdy pragnął coś samemu sobie udowodnić, przy okazji waląc głową w mur. Zorganizowana defensywa (czyli coś czego nie praktykuje zbyt często team nowojorski) oraz dyscyplina taktyczna (również rzadko widziana w ostatnich miesiącach w Big Apple) już podczas pierwszych dwunastu minut meczu zapowiadały nam „blow out”.

4 i pół minuty zajęło Knicksom trafienie do kosza z gry, podczas gdy w tym samym czasie to Jimmy Butler, Mike Dunleavy oraz Joakim Noah dziurawili kosz gości, wychodząc na prowadzenie 16-1! Dopiero jumper Melo Anthony’ego pozwolił Knicks na odczarowanie kosza gospodarzy. Bulls natomiast przechodzili do swoich ulubionych, preferowanych przez Toma Thibodeau, akcji tzw. „hands-off” wśród wysokich zawodników. Motorem napędowym byczych akcji stawał się francuski rozgrywający środkowy Joakim Noah. Efekt, Bulls prowadzili 37-16! 37 oczek to najlepszy wynik dla Chicago w jednej kwarcie, podczas całego bieżącego sezonu.

Francuz śrubował najlepszy wynik asyst wśród centrów NBA od 1986 roku czy najlepszy wynik środkowego w przeciągu wszystkich występów Bulls w historii ligi. Ostatecznie zawodnik, na którego nominacją do kolejnego Meczu Gwiazd gorąco dyskutowaliśmy, zakończył spotkanie z wynikiem 14 asyst (career high). Noah nie omieszkał popisywać się podaniami kozłem, za plecy obrońców Knicks, a także potrafił wykonać akcję „coast to coast” czyli od kosza kosza, kozłując piłkę przez całe boisko, po czym zdobył punkty. Był to 4 występ Joakima na poziomie co najmniej 10 asyst , w ciągu ostatnich 11 meczów Chicago. Osłodą dla fanów w Chicago było podanie kozłem pod kosz do Taja Gibsona, po czym silny skrzydłowy wpakował z pełnym impetem piłkę do kosza rywali.

Uwaga; mimo, że Bulls oddawali rozgrywanie w ręce swojego najwyższego zawodnika to praktycznie pozwoliło im na najniższy wynik strat w sezonie 2013-14 – tylko trzech! Dla porównania Knicks tracili piłkę 12 razy.

Druga kwarta , za sprawą przebudzenia Amar’e Stoudemire’a, tknęła w nas nieco nadziei na wyrównane widowisko. Fani Knicks przecierali oczy ze zdumienia, bowiem ich najdroższy (chodzi o zarobki) podkoszowy zaczął trafiać jak natchniony, zwłaszcza z półdystansu, pozwalając sobie na 12 oczek w tej odsłonie oraz zniwelowanie przewagi Bulls do wynku jednocyfrowego (przed końcem II kw). Miejscowi zdekoncentrowali się, marząc o łatwej wygranej i zostali za to skarceni. Gracze Woodsona zaaplikowali im 32 oczka i odrobili 10 punktów na przestrzeni drugiej ćwiartki.

Trzeci fragment meczu był najbardziej wyrównany, po pierwsze Knicks próbowali jeszcze walczyć, by przejąć kontrolę na wydarzeniami na parkiecie. Po drugie, Bulls próbowali wrócić do lepszej obrony z pierwszej kwarty, by nie dać się dogonić rywalom. Miejscowi również chcieli odzyskać łatwość czy rytm grania z premierowej kwarty spotkania.

Dwie drużyny kotłowały się w ataku przez kilka pierwszych minut, ale przełom nastąpił po serii celnych rzutów białych, obwodowych graczy Chicago. Między szóstą a czwartą minutą III kw. rozstrzygnęły się wg mnie losy tego spotkania. Trójka Kirka Hinricha, następnie dystansowe trafienie Mike’a Dunleavy Jr. oraz ponowne dziurawienie kosza przeciwnika zza łuku przez Hinricha. Te zagrania oraz wynik 77:61 uspokoiły trenera Thibodeau.

Finałowa odsłona okazała się teatrem jednego aktora (dyskoteką jednego DJ’a?), D.J. Augustina. Z 29 punktów zdobytych przez Bulls w ostatnich 12 minutach, aż 21 należało do byłego zawodnika Raptors! Nastąpił też wyczekiwany moment debiutu Jimmera Fredette, któremu raz udało się trafić.

Ciekawostki:

Noah zaliczył pierwszy mecz wśród centrów z wynikiem 14 asyst od 1979 roku i ery Sama Lacey. Było to też jego drugie w sezonie spotkanie z triple-double oraz piąte w karierze. Jedyni gracze Chicago z większą ilością potrójnych dubletów w historii to legendarne duo Jordan-Pippen.
– Joakim ma szansę stać się pierwszym centrem od ery Davida Robinsona, który zakończy sezon jako lider asyst w swoim klubie. Robinson w sezonie 1992/93 miał 381 asyst. Noah ma na dziś 269, a goniący go Hinrich – 210. Mentorem Noaha w kwestii podań był Brad Miller, który w sezonie 2005-6 osiągał podobną średnią do Francuza 4.7 as na mecz.
Knicks mieli najmniej w sezonie oddanych rzutów z pola trzech sekund (19 przy 10 celnych). NY przegrali w pomalowanym 20-48
trzy straty Bulls to najlepszy wynik sezonu wśród wszystkich teamów NBA. Jest to nowy rekord Chicago Bulls od początku istnienia klubu.
– czterokrotnie w swojej całej historii Knicks pozwalali dwóm różnym graczom na triple double, dzień po dniu. Wczoraj pozwolili na to Stephowi Curry, dziś Joakimowi Noah.
Bulls wygrali 4 mecz z rzędu i są 7 spotkań powyżej bilansu 50%. Ich wynik to 14-2 w obecnych rozgrywkach, kiedy zdobywają 100pkt. W końcu, aż 7 graczy Chicago zaliczyło double figures.

Wynik: Chicago Bulls (33-26) – New York Knicks (21-39) – 109:90 (37:16, 22:32, 21:20, 29:22)

PKT: Augustin 23, Butler 19, Boozer 14, Gibson 13, Noah 13 (14as,12zb) – Anthony 21, Hardaway Jr. 14, Stoudemire 14

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

9 komentarzy

  1. gd napisał(a):

    Wywalić Ziemniaka z Knicks!

  2. Kubas napisał(a):

    Noah bestia:)

  3. sasoo napisał(a):

    To co się dzieje w Chicago to jakiś kosmos. Przeciez to jest zbieranina Rollsow. Brak klasycznego rozgrywającego (przecież Hinrich to nie playmaker w czystej postaci). ceglący Butler na 2, Boozer pod koszem, brak go-to-guy’a rotacja w zasadzie 7 osobowa. Sam nie wiem jak Thibbs to ciągnie. Zeby tylko ich nie zajechał jak bywało w przeszłości. A Noah to jakis freak of nature. Nigdy go nie lubiłem, ale to co robi w tym sezonie to czapki z głów. Mam nadzieję, że Chicago namiesza, bo należy się im sukces jak psu buda. Pozdrawiam

  4. GPRbyNBA napisał(a):

    Noah ma ponad 6 asyst na mecz w tym roku – WOW
    + 23pkt w 26 min Augustina – drugie WOW
    „freak of nature” :-)) – to ci sie udało sasoo

  5. Krzychair napisał(a):

    obie ekipy lubię – za lata 90 i fajną rywalizację – ale to co sie dzieje w NY to woła o pomstę do nieba – jakby wzieli Urlepa to już by lepiej grali.
    Noah – Szacun!

  6. Mr. Cental napisał(a):

    Jako że zostało niewiele ponad 20 meczy do końca RS, to ja liczę, że nasi redaktorzy w najbliższym czasie zasymulują kto ma jakie szansę na PO i ew rozstawienie, Wiem, że póki co to np na zachodzie to będzie wróżenie z fusów, bo przy jednej ważnej kontuzji pewnie cały schemat weźmie w łeb, ale np ocena szans na ósme miejsce na wschodzie już powinna być ok. zostały 4 ekipy (gdyby nie dobry kalendarz NYK to były by trzy).

  7. saturn napisał(a):

    Ja popieram prośbę kolegi Mr.Cental. Z przyjemnością poczytam Wasze spekulacje.

    Mamy obecnie w NBA wyjątkowy przypadek zawodnika grającego na pozycji POINT CENTER :)
    Wiem, że to śmieszne, ale tak jest. Popatrzcie na statystykę ostatniego meczu:
    13 pkt, 12 zb, 14 as, 2 st i 2 blk, tylko jedna strata i 0 fauli. pełen szacunek!
    Noah dla mnie nie jest centrem, powinien grać na pozycji PF, ale jednocześnie jest Team Spirit, a to jest więcej warte niż 4 pkt z gry post.

    Nie zgodzę się z Wami, że nie ma rozgrywającego w Chicago. Fakt, że Hinrich robi się coraz bardziej drewniany – strasznie to widać ostatnio. Ale ewidentnie dobrze czuje się w zespole Augustin i wydaje mi się, że po powrocie Rose’a może być znakomitym uzupełnieniem obwodu.
    Moim zdaniem Chicago powinno mieć inne cele niż rozgrywający:
    1. Amnestia Boozera i dzięki temu kasa na jakiś spektakularny transfer jak Melo czy Love. Dla mnie Love byłby ideałem, bo chłopak trafiając do tak twardego trenera i „walczaków” pokroju Noah czy Gibson pewnie by się jeszcze rozwinął.
    2. Znalezienie przyzwoitego środkowego, który może wchodzić w miejsce Noah, albo czasem nawet grać razem z nim. Nie musi być strzelec, tylko twardy obrońca.
    3. Rehabilitacja i wdrożenie do innej niż dotychczas gry Rose’a. Wciąż w niego wierzę, choć coraz słabiej.
    4. Zdecydowane wydłużenie ławki rezerwowych (co mam nadzieję już się rozpoczęło), bo nie da się grać

    Swoją drogą jak się popatrzy na Chicago to na obecną chwilę jest tam dwóch poważnych kandydatów do nagrody Six man of the year. Zarówno Gibson jak i Augustin ostatnio stale zdobywają najwięcej punktów dla zespołu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *