Wizards lepsi od Cavaliers, double-double Gortata

Autor : Łukasz Lech

Koszykarze Washington Wizards po trzech porażkach z rzędu powrócili na właściwe tory i wygrywając 96:83 z Cleveladn Cavaliers odnieśli trzecie kolejne zwycięstwo po Weekendzie Gwiazd zbliżając się tym samym do znajdujących się na 4. miejscu we Wschodniej Konferencji Chicago Bulls. Czarodzieje zwycięstwo w głównej mierze zawdzięczają Johnowi Wallowi, który zdobywając 21 punktów i 9 asyst wygrał korespondencyjny pojedynek z liderem ich rywali – Kyriem Irvingiem (15 pkt, 5 as)

Na pełnych obrotach rozpoczęli koszykarze Wizards. Najpierw skuteczną akcją popisał się Bradley Beal, a kilka sekund później kolejne 2 oczka dołożył Trevor Ariza, który przewidział podanie Kyriego Irvinga i przechwytując piłkę popędził sam na sam z koszem. Zdegustowany takim zagraniem swojego rozgrywającego trener Mike Brown zdecydował się na timeout po zaledwie 30 sekundach trwania meczu. Najwidoczniej mocnymi słowami trener Kawalerzystów potraktował swoich zawodników, bowiem Ci nie dość, że zatrzymali rozpędzona ofensywę rywali, to zaliczając serial punktowy 9-0 wyszli na pierwsze prowadzenie w tym spotkaniu. Przewaga gospodarzy nie trwała jednak długo. Swoje rzuty trafiali Ariza i Wall i ponownie Wizards odskoczyli na kilka punktów. Dokładnie 9 minut na rozbudzenie potrzebował Irving. MVP ASG 2014 nie mógł znaleźć odpowiedniego rytmu i przez znaczną część pierwszej kwarty miał na swoim koncie 3 przestrzelone rzuty i 2 straty. Dopiero na 3 minuty przed końcem inauguracyjnej „ćwiartki” do swojego konta dopisał pierwsze punkty. W dalszym ciągu brylował duet Wall-Ariza, który zdobywając łącznie 15 oczek zapewniał swojej drużynie prowadzenie.

Sporo świeżości do gry Cavaliers wnieśli zawodnicy rezerwowi. Po 6 punktów Alonze Gee i Spencera Hawesa pozwoliło drużynie gospodarzy w końcu odrobić kilkupunktową stratę do ekipy Wizards. Dość szybko jednak Mike Brown zrezygnował z usług Gee wprowadzając do gry Luola Denga, który w zamian spudłował 3 kolejne próby. Kolejne bardzo udane akcje zaliczał natomiast Hawes. Podkoszowy gospodarzy za nic miał sobie defensywę Nene i po 10 minutach spędzonych na parkiecie na swoim koncie miał już 10 punktów i 6 zbiórek. Dobra gra Hawesa dała pozytywnego kopa reszcie drużyny, a w szczególności Irvingowi. Szybko jednak zapał Kawalerzystów ostudzili gracze Wizards. Podczas ostatnich dwóch minut drugiej kwarty koszykarze ze stolicy Stanów Zjednoczonych zaliczyli scoring run 10-2, a John Wall trafiając za 3 równo z syrena kończącą druga kwartę ustalił wynik na 58:52.

Obraz gry na początku drugiej połowy pozostawał bez zmian. Wciąż obie ekipy brnęły w wymianę ognia, a przewaga niezmiennie była po stronie drużyny z Waszyngtonu. Drobnego urazu doznał Nene. Brazylijczyk ucierpiał podczas zderzenia się kolanami ze Spencerem Hawesem i udał się do szatni. W chwili kiedy zabrakło skrzydłowego gości, koszykarze obu drużyn uraczyły nas festiwalem spudłowanych rzutów. Przez blisko 3 minuty przede wszystkim Trevor Ariza usilnie próbował trafić do kosza. Jednak ani jego rzut, ani nikogo innego nie był celny. Serię tą przerwał dopiero John Wall, który po raz trzeci zza łuku zdobył swój 19. punkt. Bardzo dobrą zmianę w końcówce trzeciej części spotkania Marcinowi Gortatowi dał Al Harrington, którego 5 oczek dało Czarodziejom sześciopunktową zaliczkę przed ostatnimi dwunastoma minutami meczu.

Od samego początku finałowej kwarty znacznie lepiej prezentowali się podopieczni Randy’ego Wittmana. Wizards grając piątką graczy rezerwowych bez większych problemów radziła sobie ze starterami Kawalerzystów powiększając przy tym wypracowaną wcześniej przewagę. Podopieczni Mike’a Browna grali niepewnie, a chaos, który wkradł się w ich szeregi spowodował momentalny „odskok” Wizards. Cavs nagminnie tracili piłki, a pod tym względem szczególnie zawodziła para rozgrywających – Irving i Jack, którzy na swoim koncie mieli już po 3 straty. Koszykarze gości z wielką chęcią wykorzystywali błędy rywali i wyszli wtedy na rekordowe, czternastopunktowe prowadzenie na trochę ponad 2 minuty przed końcem spotkania. Taka zaliczka wystarczyła i Washington Wizards wygrywając 96:83 odnieśli trzecie z rzędu zwycięstwo zbliżając się tym samym do 4. pozycji we Wschodniej Konferencji.

 

2 komentarze

  1. Barzay pisze:

    czekamy na MRI Nene

  2. Cosmo111 pisze:

    Ogólnie mecz przeciętny, w drugiej połowie wręcz słaby, masa cegieł. Fajnie, że Hawes się dobrze wprowadził do ekipy z Ohia, czekam aż wygryzie Zellera z s5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *